Krzywym okiem
To się musiało wydarzyć. To było tylko kwestią czasu, że taka informacja obiegnie stolicę Pomorza Zachodniego, region, Polskę, Europę i cały świat. Bo niby co, my gorsi od innych? Otóż nie! Sroce spod ogona nie wypadliśmy. A o cóż chodzi? A o to chodzi mili i szanowni Państwo (jak uwielbiają mówić polscy politycy wszystkich ugrupowań do społeczeństwa licząc, że to ociepli ich paskudny wizerunek) prawie 40 lat temu w Szczecinie pojawiło się...UFO! Tak, tak, najprawdziwszy, nie z tego świata, niezidentyfikowany obiekt latający. Mało tego, nie dość, że się pojawił, to doszło nawet do bliskiego spotkania trzeciego stopnia z parą mieszkańców Grodu Gryfa. Okazuje się, że historia ta została już opisana prawie 30 lat temu przez dwóch znanych polskich ufologów. Pytam więc publicznie: gdzie byli nasi lokalni badacze zjawisk nadprzyrodzonych? Dlaczego społeczeństwo miasta Szczecina nic o tym nie wiedziało? Bo podejrzewam, że nie wiedziało. Bo i szczecińscy badacze rzeczy i zjawisk dziwnych też nie wiedzieli. Jakby wiedzieli, to by o tym szeroko informowali, badali, tropili, eksplorowali, drążyli, dociekali (niepotrzebne skreślić). Może zabrzmi to nieskromnie, ale pracuję (a nawet jak niektórzy mówią „robię”) w lokalnych mediach od ponad 30 lat i pierwsze słyszę o tym zdarzeniu. A znam przynajmniej jednego gościa, który chętnie podejmuje takie tematy i nawet popełnił dzieło prozą o pozaziemskich cywilizacjach i nigdy na temat wizyty UFO w Szczecinie nawet się nie zająknął. Ale do rzeczy. Kilka dni temu w jednym z ogólnopolskich brukowców ukazał się sensacyjny materiał poświęcony zdarzeniu, do którego miało dojść 23 kwietnia 1986 roku, na jednym ze szczecińskich osiedli. Oddajmy głos autorowi tego artykułu: „Świadkami niecodziennej wizyty przybyszów z obcej cywilizacji było małżeństwo mieszkające w jednym z bloków. Oboje, jak co dzień, spędzali popołudnie na oglądaniu telewizji i odpoczynku po pracy. Oboje zdrzemnęli się. Około 19.30 kobieta obudziła się i nagle zobaczyła, że z telewizorem, w którym nadawany był właśnie „Dziennik Telewizyjny" dzieje się coś dziwnego...Ekran telewizora pociemniał, zniknął dźwięk, a na środku pokoju pojawiły się nagle dwie postaci mające około 1,60 m wzrostu. Były one dość dziwnego kształtu przypominającego człowieka, ale pozbawione rąk i nóg. Pomimo braku oczu istoty sprawiały jednak wrażenie, jakby wpatrywały się w domowników. Nie wydając z siebie żadnego dźwięku, zdawały się przekazywać komunikaty mówiące o tym, że małżonkowie są im potrzebni i powinni z nimi odlecieć. Wszystko trwało dosłownie chwilę, po czym tajemniczy przybysze zniknęli.
Po tej niespodziewanej wizycie małżeństwo zauważyło za oknem dziwne światło. Na placu na przeciwko ich domu pojawił się dziwny świetlisty obiekt, którego jak się później okazało – nie widział nikt poza nimi. Poza tym jakaś dziwna siła kazała im wyjść z domu i iść w stronę świetlistego pojazdu". Tyle materiał dziennikarza. Dodaje on, że historia ta została opisana przez dwóch wybitnych polskich badaczy UFO – Krzysztofa Piechotę i Bronisława Rzepeckiego. O szczecińskim spotkaniu z obcą cywilizacją można przeczytać w ich książce „UFO nad Polską", wydanej w 1996 roku. No i co lokalni ufolodzy, gdzie byliście, jak inni tropili takie zjawisko? Posypcie lepiej głowy popiołem (nie gwiezdnym) i do roboty. Ale po lekturze artykułu rodzi się kilka pytań. Bo może jeszcze żyją świadkowie owego spotkania, a jeżeli nie, to może dzielili się wiedzą na temat spotkania z rodziną, znajomymi, przyjaciółmi? Jaki był finał tej historii – czy małżeństwo np. weszło na pokład statku? Zaproszenie było wyraźne. Co się dalej działo? Czy wizyty się powtarzały? Czy u małżonków pojawiły się jakieś nowe umiejętności lub talenty? Pytana zadane po czasie, ale może jest jeszcze szansa, aby uzyskać na nie odpowiedzi. Prawie 40 lat temu lepiej było o takich spotkaniach nie mówić. Ludzie zaraz by ich wzięli „na języki" (info dla młodzieży: tak się kiedyś mówiło na wszechobecny teraz „hejt"). Zaraz by się nimi zainteresowało MO i SB, psychiatrzy, pomoc społeczna, członkowie komisji ds. rozwiązywania problemów alkoholowych, wysłannicy Kościoła, Dziennika Telewizyjnego TVP i Polskiego Radia itp. Życia by nie mieli. Wystarczy przypomnieć znaną historię z końca lat 70 ubiegłego wieku pewnego rolnika z Lubelszczyzny, który spotkał dwóch UFO-ludków jak jechał furmanką przez las. Zabrali go na pokład swojego statku, przebadali, chcieli go poczęstować pozaziemskimi przysmakami, ale chłop odmówił no to go wypuścili do domu. Gospodarz swoją historią podzielił się z mediami. I co? Ile śmiechu potem było z tego biednego człowieka. Kilka lat temu pojawiły się informacje, że to wszystko „ściema" była i żadnego bliskiego spotkania trzeciego stopnia chłopa z UFO nie było. Tylko tę historię wymyśliło i rozdmuchało na cały świat dwóch polskich, skłóconych badaczy zjawisk pozaziemskich. Dziś rolnik ma nawet swój pomnik, który stoi w miejscu, w którym UFO wylądowało. A ufolodzy nadal się kłócą co jest prawdą a co zmyśleniem. Może więc czas docenić historię szczecińskiego małżeństwa? Dziś wielu marzy o takim spotkaniu. O słodkim selfie z UFO-ludkami, wycieczce w kosmos „za friko", bezpłatnych badaniach na pokładzie ich statku w dodatku zrobionych bez łaski Narodowego Funduszu Zdrowia i oczekiwania kilku lat na wizytę np. u ortopedy. I do tego jeszcze darmowy posiłek z „zielonymi ludzikami". Fotograficzna relacja z tego wydarzenia zrobiłaby furorę w internecie i mediach społecznościowych. Potem już tylko autografy, wizyty w zakładach pracy, w „Pytaniu na śniadanie", „Dzień dobry TVN" czy u Wojewódzkiego. Szansa na karierę w Top Model czy innym dziwacznym show np. na jakiejś wyspie w poszukiwaniu miłości. Swoją drogą jak się patrzy na różnych osobników występujących w programach stacji telewizyjnych aktualnie działających w Polsce, czy też członków ugrupowań politycznych, to człowiek jest pewien, że „Obcy" są wśród nas od dawna. Ale niech ta historia szczecińskiego małżeństwa będzie też pewnego rodzaju przestrogą. Bo któregoś dnia ktoś z nas może się obudzić przed telewizorem i nagle ujrzy przed sobą dwie postaci przenikliwie się w nas wpatrujące. I to wcale nie musi być UFO tylko np. przedstawiciele organów ścigania z zaproszeniem na przesłuchanie, tajnych służb, organów skarbowych sprawdzających czy uregulowaliśmy należności podatkowe, Poczty Polskiej badającej czy płacimy abonament RTV, spółdzielni mieszkaniowej czy „komunalki" chcącej ustalić czy mamy uregulowane opłaty za użytkowanie lokalu, wodę i CO, zakładu energetycznego i gazowni w podobnym celu, organizacji społecznych zbliżonych do pewnego związku wyznaniowego chcących sprawdzić czy trzymamy rączki na kołdrze podczas snu, z kim sypiamy i czy czasem nie chodzą nam po głowie jakieś świństwa., czy tez zwykłych złodziei, którzy przyszli uwolnić nas od biżuterii, telewizora, samochodu i innych cenniejszych elementów wyposażenia naszego mieszkania. Chyba lepiej jednak, żeby to było UFO.




