Jesień początkowo była tak upalna, że mi szafirki zaczęły w ogrodzie kiełkować. Niby się człowiek cieszył, że w sandałach idzie po kasztany, ale zdrowy rozsądek podpowiadał, że to jednak dobrze nie jest. Ewidentnie się porobiło z tą pogodą. Dlatego z pewną ulgą przyjęłam nadejście normalności: już jest jak powinno. Czasem słonko poświeci, ale częściej mokro, ziąb, zgnilizna i wirusy. Dosłownie jak zawsze. To takie uspokajające. Ponarzeka się, tak normalnie, że pogoda fatalna i już jest swojsko, znajomo. Świat trzyma się biegunów, a my poręczy.

Tak nam się tylko wydaje.

Ta jesień jest naprawdę inna niż jeszcze rok temu. Wiele sobie po tegorocznej jesieni obiecujemy, zwłaszcza my, kobiety. Bo też się nawyrabiało. Rzeczpospolita babska ruszyła do urn bez oglądania się. I świetnie, bo tak powinno być. Świadomość i orientowanie się w otaczającej nas rzeczywistości to pożyteczna rzecz. Czy dotyczy sytuacji politycznej czy klimatycznej – to nigdy nie zaszkodzi myśleć.

Kandydatek płci innej niż męska też jest o subtelny procencik więcej. Dobre i to na początek, być może wreszcie ktoś z głową zabierze się za politykę. Coś drgnęło. Może zaczyna docierać, że widok pięciu panów na scenie perorujących w imieniu kobiet, że kobiety powinny iść na wybory, bo tego potrzebują, ba! tego chcą – to żart. Żart, który funkcjonuje zupełnie poważnie.

Kto powie czego potrzebują kobiety? Pytanie jest retoryczne, więc skupmy się, po prostu, na tym czego oczekują kobiety. Tego, co zwykle: wpływu na własne życie, zdrowia z profilaktyką, pensji jak koledzy, komfortu swojego i najbliższych, ogarniania kuwety bez miażdżących kosztów i spokojnego snu. Oczekujemy, że nam bez napinki wystarczy do końca miesiąca na ziemniaki, awokado, dentystę, fryzjera, angielski dla dzieciaka czy karmę dla kota. I waciki. A najlepiej jeszcze na kawę „na mieście” z przyjaciółką. I żeby były na to nie tylko wolne środki, ale i czas. Żeby nikt nas przy tym nie oceniał, że tak siedzimy, marnotrawimy na siebie, rechoczemy i szastamy pensją po knajpach, a tam dzieci z konkubentem w domu, albo matka rozpacza, że nie ma na leki, a ojciec nie umie sobie sam zrobić posiłku i prania. I to na początek wszystko, naprawdę.

Z takim zapleczem damy sobie radę z resztą, spokojna głowa.

Po trwających od dłuższego czasu bezowocnych – nie ma co ukrywać - spacerach, marszach i protestach, czujemy się mocno zniechęcone i bezradne. Zignorowane. Tłumy kobiet wyrażających jasno, że nam się nie podoba, przeszły jak korowód duchów – nic się nie zmieniło. Tyle nas było i co?

Poszłyśmy jednak na wybory wierząc, że to coś da. Zagłosowałyśmy i co teraz? Istnieje taka szansa, że skończymy na świętej naiwności. Czy się nie okaże się, że politycy bez opamiętania wystawili cały pożądany asortyment na ten wielki szwedzki bufet wyborczych obietnic. Poszło raczej na bogato i różnorodnie: i kawiory, i szynka, i tofu. Przecież nas szlag trafi, jak teraz się z tego wybierze tylko smalec i kiszone - przecież też były, a to w sumie łatwej niż z całym tym kawiorem, prawda?

Oczywiście, nikt już nie oczekuje, że lekko ponad połowa obywateli tego kraju, czyli kobiety, da się wkręcić w przeszłe czasy. To już chyba dotarło do najtwardszego betonu.

Jak się poczuło, że ma się głos, aby wyrazić myśli, to się już nie odpuszcza. Drodzy politycy z każdej strony, nie zapominajcie, że kobiety są genialnie skuteczne w temacie: samoorganizacja. Życie nas doskonale do tego przygotowało, mamy to w genach babek po wojnie i matek po peerelu. One, jak było trudno, to robiły zupę z gwoździa, garsonkę z niczego, strój kowboja z krepiny o 22:45. Dziś już wiemy, że ogarnianie przytłaczającego nadmiaru wcale nie musi być naszym samotnym udziałem i nie gramy już tak chętnie bohaterek, ani męczennic. W poczuciu zagrożonych praw, narzucania nam nadmiaru, robienia z nas idiotek, bierzemy sprawy w swoje ręce, stawiamy na wzajemne wsparcie i współdziałania. Powstaje zupełnie nowa retoryka: podmiotowość kobiet. Wymieniamy inicjatywy, patenty, korzystamy z wysokich kompetencji koleżanek. Mamy wysokie kompetencje. Jako damska mafia funkcjonujemy szybko, praktycznie i pragmatycznie. Z motywacją. Decyzje, które dotyczą kobiet powinny podejmować kobiety.

Żarty z samotnych, wąsatych feministek z kotami przestają może mieć wzięcie takie jak kiedyś i bawią mniej. Najlepsza posada dla samotnych z kotem nadal zajęta w tym kraju i to też coraz mniej zabawne. Konfederacja, nasz przodownik w smutnych mizoginistycznych żartach wypadła w słupkach procentowych słabiutko i miejmy nadzieję, że będzie funkcjonowała jedynie jako dziwny i malowniczy akcent na scenie politycznej. Jak kościół wyznawców Latającego Potwora Spaghetii – istnieje naprawdę, a mało kto go bierze na serio.

Ale co dalej? Zastanówmy się, czy i kobiety są tak naprawdę i w pełni brane na serio. Niby wszyscy mówią, że tak, ale pojawiają się pomysły referendum, w którym się będzie decydowało tak ogólnie, wiecie, panowie, razem z nami się będzie decydowało, jakie to te baby mają właściwie mieć prawa do samych siebie i swojego ciała.

I to jakby żart.

Za oknem mokro, ziąb, zgnilizna i wirusy. Dosłownie jak zawsze. Ponarzeka się – jak zawsze. Świat trzyma się biegunów, a my poręczy.

Tylko, że to jest poręcz od karuzeli. Trzymajcie się.

Prestiż  
Listopad 2023