Za drzwiami paryskich pracowni
Instagramowy projekt „Out & About” Marzeny Jarczak pokazuje Paryż od strony sztuki: galerii, muzeów, ale też pracowni artystów. Pochodząca ze Szczecina modelka stworzyła go, jak sama mówi, przede wszystkim w wyniku zaspokojenia własnych potrzeb, ale też z chęci pokazania innym jak świat sztuki potrafi być wartościowy i wielowymiarowy, a sam Paryż nieustająco fascynujący.

Projektem wkrótce zainteresował się magazyn Vogue Polska, z którym Marzena zrobiła dokumentalną serię pn. „Unseen”. Razem z naszą przewodniczką zaglądamy nie tylko do galerii, ale też do pracowni, studiów, miejsc na co dzień niedostępnych dla masowego odbiorcy. Jest to niezwykła wędrówka.
Pochodzisz ze Szczecina, przez lata mieszkałaś w Warszawie. Teraz twoim domem jest Paryż.
Do Paryża przeprowadziłam się kilka lat temu się z powodów prywatnych. Czuję, że jest to bardzo moje miejsce, jest mi tutaj dobrze. Z jednej strony jestem w to miasto wrośnięta, mam tu swoje miejsca, swoich ludzi. Z drugiej strony Paryż mnie nieustannie zaskakuje, nieustannie inspiruje, tak że nie wyobrażam sobie nie przebywać tutaj. Kiedy się tutaj przeprowadzałam, to wiedziałam, że jest to przeprowadzka na znacznie dłużej. Przenosiłam się również w takie miejsce, gdzie poza moim ówczesnym chłopakiem, nikogo nie znałam. Wcześniej pracowałam jako modelka, zresztą w Szczecinie współpracowałam i byłam blisko z Magdą Lipiejko, więc Paryż już znałam, ale z zupełnie innej strony. Nie znałam za to jego mieszkańców. Ponadto na co dzień pracuję z domu, zdalnie, więc jest to samotnicza praca, która mnie niejako izoluje od świata. Trochę się bałam, że jak zamknę się w domu przy komputerze, to moim jedynym łącznikiem z tym co jest na zewnątrz będzie tylko mój ówczesny chłopak. Szukałam zatem motywacji, żeby się otworzyć na Paryż, a że zawsze interesowałam się sztuką, to ona posłużyła mi za punkt wyjścia. Chciałam jednak te moje odkrycia i wędrówki po mieście jakoś usystematyzować.
I tak powołałaś do życia swój Instagramowy projekt. Jak to wyglądało z Twojej strony?
Na początku nagrywałam miejsca najbardziej ogólnodostępne. Były to większe muzea, zabytki, ale wszystko z zakresu „sztuka”. Z natury jestem osobą ciekawą świata więc ten głód poznawania miejsc we mnie rósł a posty, filmiki, które z tych wędrówek zaczęłam publikować w Internecie, miały przede wszystkim służyć zaspokojeniu moich własnych potrzeb. Z czasem na mój profil na Instagramie zaczęło zaglądać co raz więcej osób. Mam właściwie trzy grupy odbiorców. Są to osoby, które wcześniej nie interesowały się sztuką i mój sposób opowiadania o niej w jakiś sposób do nich trafiał. Są także osoby, które sztuką się interesują i cieszą się, że mają tutaj okno na to co się na bieżąco w tym zakresie dzieje. Trzecia grupa, co mnie najbardziej zaskoczyło, która zaczęła mnie obserwować, to świat sztuki sam w sobie – galerie, muzea, fundacje, które dodatkowo otworzyły się na współpracę ze mną.
Otworzyły także swoje podwoje dla Ciebie, a poszczególni artyści drzwi od swoich pracowni.
Ucieszył mnie fakt, że mogę poznawać ludzi związanych z tym środowiskiem, ale też pokazywać go innym, tym bardziej, że świat artystów, nie jest do końca oczywisty, nie jest do końca powszechnie dostępny. A tu nadarza się okazja zaprezentowania go od zaplecza, od tzw. kuchni. Wejścia do pracowni, pokazania jak funkcjonuje galeria.
Mam poczucie, że pasja czy szczere zainteresowanie potrafi sprawić, że przekraczamy własne granice. Jestem typem obserwatora, bywam też trochę nieśmiała, ale w sytuacji, kiedy mnie coś bardzo ciekawi, odezwanie się do konkretnej osoby i zapytanie czy moglibyśmy się spotkać, przychodzi mi łatwiej.
Pokłosiem tego co robisz na Instagramie jest seria filmów pn. „Unseen”, którą zrobiłaś dla magazynu Vogue Polska. Jak doszło do Waszej współpracy?
Pojawił się w mojej głowie pomysł na mini dokument z ambitną listą gości. Vogue się tym zainteresował i uznał za bardzo ciekawe. Przygotowania wyglądały tak, że odzywałam się do wybranych przeze mnie osób i być może, że spotkanie miało mieć format dokumentu albo mam po prosu szczęście (śmiech), nikt mi nie odmówił.
Co zazwyczaj, oprócz rzeczy związanych z głównym tematem rozmowy, słyszysz od ludzi ze świata sztuki, których spotykasz na swojej drodze?
To co słyszę najczęściej od tych osób, to że wielu ludzi, masowych odbiorców trochę boi się sztuki. Być może nie rozumieją specjalistycznego języka, być może mają poczucie, że muszą mieć dużo bardziej rozbudowany kontekst kulturowy. Natomiast dla ludzi związanych ze sztuką, moja osoba staje się kimś w rodzaju łącznika. Przefiltrowuję treści o sztuce na zrozumiały dla wszystkich język.
Które z tych paryskich spotkań było, do tej pory, dla Ciebie wyjątkowe?
Wspaniałym doświadczeniem było wideo, które robiłam z Jean –Charlesem de Castelbajac, ikoną w świecie mody i sztuki, dyrektorem kreatywnym Benettona, który tworzył kreacje m.in. dla Madonny, Lady Ga Gi czy Beyonce. Mam duży szacunek do ludzi, którzy mają takie osiągnięcia. Kompletnie zaskoczyło mnie to, że zaczął mnie obserwować na Instagramie, bo zobaczył jakieś moje wideo. Kiedy to zauważyłam, na kompletnym impulsie napisałam do niego, że bardzo chciałabym go odwiedzić w pracowni i z nim porozmawiać. Od razu mi przysłał wiadomość, że bardzo mu się podoba to co robię i chętnie się ze mną spotka. Dużym dla mnie zaskoczeniem była jego otwartość na mnie, tym bardziej że wówczas nie reprezentowałam żadnego medium i nie współpracowałam jeszcze z magazynem Vogue. Oczywiście zdarzały się osoby, które mi odmawiały, ponieważ byłam dla nich jakąś tam dziewczyną z Instagrama, a tu absolutne zaskoczenie, ale też motywacja, że to co robię ma jakąś wartość. Wpuścił mnie do swojego świata, do studia, które znajduje się w jego domu. Weszłam w pewnym sensie w jego prywatność. Docenił to czym się zajmuje i jaki jest tego cel – zainteresowanie innych sztuką.
To aktualnie raczej rzadkie, żeby ktoś, kto wydaje się na co dzień niedostępny, bo pochodzi z tzw. wyższych sfer, odpowiada, i to osobiście, na propozycję spotkania, od kogoś, powiedzmy, anonimowego.
To prawda. Ludzie nie są ufni. Najpierw robią research, sprawdzają, ile twój profil ma lajków, komentarzy… Mamy takie czasy, że liczba followersów przekłada się na jakość twojej pracy. A tak naprawdę jest to zwykły skrót myślowy i często nie przekłada się to na jakość treści. To ciekawe, bo przez pierwszy rok robiłam wideo bez większego odzewu, tylko dla własnej przyjemności. Nie analizowałam tego pod kątem tego, ile osób to obejrzało, ile dany post dostał lajków, itd.
Na czym Ci aktualnie zależy tworząc „Out & About”. Co chcesz nam, Twoi odbiorcom, ale nie tylko, pokazać i przekazać?
To, że sztuka może mieć bardzo różny wymiar. Można zachwycić się budynkiem, który jest trzy ulice od twojego domu. Można nauczyć się dostrzegać rzeczy, które nas otaczają. Na przykład przechodzisz obok jakiejś rzeźby, zatrzymasz się na chwilę, zobaczysz czy ona tobie coś „robi” i może przez to spróbujesz dowiedzieć się o artyście, który ją stworzył. Nie mam misji robienia wykładów wyłącznie z historii sztuki czy tylko pokazywania wyłącznie młodych, współczesnych artystów. Cokolwiek co rozbudza naszą wrażliwość jest dobre. Ta wielowymiarowość jest świetna.
Dziękuję za rozmowę.




