Jubileusze Filharmonii Szczecińskiej i jej orkiestry
Historia miasta w symfonicznym stylu
Jubileusze Filharmonii Szczecińskiej i jej orkiestry
Historia miasta w symfonicznym stylu
To najstarsza taka instytucja na ziemiach zachodnich, które po II wojnie światowej znalazły się w granicach Polski. Powstała wcześniej niż we Wrocławiu. Filharmonia Szczecińska im. Mieczysława Kasprowicza, bo o niej to mowa, kilka tygodni temu obchodziła podwójny jubileusz – 75-lecia powstania oraz 70-lecia działania jej orkiestry. To bardzo dobra okazja do przypomnienia jej losów, czasami niełatwych, ludzi z nimi związanych oraz osiągnięć. A tych na koncie i filharmonia i jej orkiestra mają niemało.

Szczecin – druga połowa 1945 roku. Zniszczone miasto powoli stara się wrócić do życia. Gospodarka, komunikacja, administracja, zapewnienie podstawowych funkcji życiowych mieszkańcom. To wysuwa się oczywiście na pierwszy plan. Ale czy można zapomnieć o kulturze? Muzyce, poezji, prozie, malarstwie, teatrze, kinie? Niektórzy twierdzą, że owszem, że to nie jest najważniejsze dla człowieka. Inni jednak skłaniali się ku opinii premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla. W trakcie wojny przyniesiono mu budżet kraju. Przeczytał uważnie i spytał: „a gdzie pieniądze na kulturę?”. W odpowiedzi usłyszał: „przecież trwa wojna, jaka kultura?”. Na to Churchill odparł: „jeżeli nie ma kultury, to o co my do cholery walczymy?!". Powoli więc organizuje się w Szczecinie także życie kulturalne. Czasami z ruin dobiega muzyka. Grana „na żywo”. Bo przecież do stolicy Pomorza Zachodniego przyjechali także muzycy – amatorzy i profesjonaliści. To dzięki nim i grupie zapaleńców powstała Filharmonia Szczecińska oraz jej niezwykła orkiestra.
Trudne początki
To, że mamy dziś profesjonalną orkiestrę symfoniczną oraz filharmonie jest efektem pracy i działań w tamtym czasie zarówno profesjonalnych jak i amatorskich muzyków – muzycznych zapaleńców, którzy do 1948 roku koncertowali w różnych składach i w różnych dostępnych w mieście salach – mówi Katarzyna Plater-Zyberk z Filharmonii Szczecińskiej.
Pierwszy koncert symfoniczny w Szczecinie odbył się 21 października 1945 roku. I tę datę przyjmuje się za początek życia muzycznego miasta, które zaraz potem nabrało gwałtownego tempa. Kolejne koncerty odbywały się m.in. w dawnym kinie Bałtyk, w siedzibie Państwowych Zakładów Konfekcyjnych oraz remizie tramwajowej. W 1945 roku powstała w mieście Orkiestra Symfoniczna Miasta Szczecina, Orkiestra Związku Zawodowego Kolejarzy oraz 12 – osobowa Orkiestra Polskiego Radia oraz w końcu Orkiestra Symfoniczna Związku Muzyków Polskich. Wspólny koncert tych dwóch ostatnich zespołów 10 czerwca 1947 roku przyczynił się do narodzin Orkiestry Symfonicznej Robotniczego Towarzystwa Muzycznego (poprzedniczki dzisiejszej Orkiestry Symfonicznej Filharmonii w Szczecinie). W 1948 roku miała ona w swoim składzie 34 muzyków.
I właśnie ten rok, w którym oficjalnie powołano RTM uważany jest za początek profesjonalnej działalności zespołu. Nadal jednak byli to ludzie, dla których muzyka była pasją, którą chcieli zaszczepić w mieszkańcach naszego miasta. W archiwalnych artykułach i opowieściach samych muzyków pojawia się wiele anegdot o tym jak dołączali do zespołu. Na samym początku sami zgłaszali się do orkiestry. Jedni przed wojną pracowali jako zawodowi muzycy, inni po prostu dobrze grali na jakimś instrumencie. Zdarzały się też sytuacje, że podczas wyjazdowych koncertów, czasami w małych miejscowościach i zupełnie nieoczekiwanych miejscach np. na wiecach muzycy spotykali na swojej drodze osoby, które posiadały kwalifikacje, umiejętności i przede wszystkim chęci, i które dołączały do tworzącej się orkiestry. Także ówczesny główny dyrygent – Felicjan Lasota oraz dyrektor naczelny RTM Stanisław Czapelski, przemierzali Polskę w poszukiwaniu muzyków, mogących zasilić młody zespół – opowiada Katarzyna Plater-Zyberk.
Brakowało jednak profesjonalnej siedziby. RTM otrzymało z przydziału mieszkanie na III piętrze kamienicy przy ulicy Monte Cassino 6 (dawniej Armii Czerwonej 6). Mieściło się tam biuro Towarzystwa i odbywały się w nim próby. Swój pierwszy koncert orkiestra symfoniczna RTM zagrała 25 października 1948 roku. Tę datę przyjmuje się dziś za dzień narodzin obecnej Orkiestry Symfonicznej Filharmonii w Szczecinie. Koncert odbył się o godzinie 19, w poniedziałek, w “miesiącu pogłębiania przyjaźni polsko-radzieckiej”. Pewnie dlatego oprócz uwertury koncertowej „Bajka” Stanisława Moniuszki oraz poematu symfonicznego „Morskie Oko” Zygmunta Noskowskiego, w programie znalazły się wyłącznie utwory kompozytorów rosyjskich i radzieckich: Piotra Czajkowskiego, Aleksandra Borodina i Michała Ippolitowa - Iwanowa. Ale zespół czekały lata chude. Walczyli o przetrwanie. Brakowało wszystkiego, nawet nut, które ręcznie przepisywano. Ale dzięki ówczesnemu dyrektorowi Januszowi Cegielle m.in. powiększono orkiestrę i pozyskano nowego kierownika artystycznego a w 1952 roku orkiestra zagrała 100 koncertów. To wszystko spowodowało, że Minister Kultury i Sztuki 15 grudnia 1953 roku powołał do życia Państwową Filharmonię w Szczecinie. Rada Miasta oddała jej swoją salę obrad (lewe skrzydło Urzędu Miejskiego). Patronem nowej instytucji został Mieczysław Karłowicz – polski kompozytor, taternik, publicysta i fotograf.
Dlaczego Karłowicz? Tego tak naprawdę nie wiadomo. Możemy jedynie domniemywać, że ówczesne władze, nadając patronów państwowym instytucjom, kierowały się kluczem ich polskiego pochodzenia – wyjaśnia Katarzyna Plater-Zyberk.
Dobry czas
Nad rozwojem artystycznym orkiestry czuwali Józef Wilkomirski (1955-1971) oraz Stefan Marczyk (1971-1990). Kolejnymi kierownikami byli: Jarosław Lipke (1990-1994), Józef Radwan (1994-1996), Jerzy Salwarowski (1996-2003), Zygmunt Rychert (2003-2009) i Mykola Diadiura (2009-2012). Przez ponad trzy dekady (1951-1986) filharmonicy grali również pod batutą Waleriana Pawłowskiego. Lista solistów, którzy gościnnie wystąpili z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii, to same sławy – polskie i zagraniczne m.in.: Krystian Zimerman, Rafał Blechacz, Emmanuel Ax, Halina Czerny-Stefańska, Lidia Grychtołówna, Witold Małcużyński, Piotr Paleczny, Ewa Pobłocka, Adam Makowicz, Konstanty Andrzej Kulka, Kaja Danczowska, Bartłomiej Nizioł, Stefania Toczyska, Ewa Podleś, Urszula Kryger, Wiesław Ochman, Andrzej Hiolski, Edward Auer, Zahar Bron, Eugen Indjic, Kevin Kenner, Natalia Gutman, Maurizio Pollini i Ivan Monighetti. Za pulpitem dyrygenckim stawali m.in.: Witold Rowicki, Genadij Rożdżestwienski, Antoni Wit, Krzysztof Penderecki, Tomasz Bugaj, Jerzy Katlewicz, Marek Pijarowski, Tadeusz Strugała, Karol Teutsch, Andrzej Markowski, Kazimierz Kord i Jerzy Maksymiuk. Bardzo popularne stały się cykle filharmonii: „Muzyka XX wieku” oraz „Jazz w Filharmonii” z występami sławnych muzyków m.in. Krzysztofa Komedy, Jana Ptaszyna Wróblewskiego i Wojciecha Karolaka. W 1962 roku na jednym z koncertów z cyklu „Spotkanie z melodią” w Filharmonii pojawiła się dawna uczennica szczecińskiej Państwowej Szkoły Muzycznej – Violetta Villas. Publiczność oszalała. W 1994 roku po raz pierwszy stanowisko dyrektora szczecińskiej Filharmonii objęła kobieta – Jadwiga Igiel-Sak. To dzięki niej wydano m.in. album „Słynne kaprysy” w wykonaniu szczecińskiej orkiestry pod batutą Jerzego Salwarowskiego oraz z udziałem solistów Tatiany Szebanowej i Jarosława Drzewickiego. Nagranie to zostało nominowane do nagrody Fryderyki ’98 w kategorii „Muzyka solowa”. W 2005 roku orkiestra zagrała w wyjątkowych okolicznościach. Filharmonicy wraz z Orkiestrą Opery na Zamku i chórami szczecińskimi wykonali „Polskie Requiem” Krzysztofa Pendereckiego, pod dyrekcja kompozytora, na terenie Stoczni Szczecińskiej upamiętniając ofiary Grudnia ’70. Ile koncertów orkiestra zagrała od chwili powstania?
Te liczby ciężko w tej chwili ustalić. Nikt nie prowadził takich statystyk, a próba policzenia wszystkich koncertów z pewnością wiązałaby się z czasochłonnym przeczesywaniem materiałów, ksiąg koncertowych i programów znajdujących się dziś w zasobach Archiwum Państwowego, Książnicy Pomorskiej czy archiwum samej Filharmonii. Myślę jednak, że śmiało można mówić o tysiącach różnego rodzaju wydarzeń muzycznych, w których orkiestra brała udział na przestrzeni minionych 75 lat – stwierdziła Katarzyna Plater-Zyberk.
Nowe miejsce – nowa epoka
W 2012 roku, na kolejne 11 lat, stanowisko dyrektora Filharmonii objęła Dorota Serwa. Powrócił wtedy pomysł powrotu instytucji na ulicę Małopolską, czyli w miejsce dawnego Konzerthausu. Marzenia czasami się spełniają. Nowy budynek, powstał według projekt katalońskiej pracowni architektonicznej Barozzi/Veiga. Pierwsze kontrowersje wzbudził już na etapie budowy. Pewne obiekcje miał nawet Mistrz Krzysztof Penderecki.
Dyrektor Dorota Serwa tuż przed oficjalnym otwarciem nowej Filharmonii, wraz z przedstawicielami Urzędu Miasta, oprowadzała państwa Pendereckich po nowo wybudowanej siedzibie. Podobno Maestro nie okazał zbyt dużego entuzjazmu kiedy po raz pierwszy zobaczył Złotą Salę. Ba, rok później zasugerował, że byłaby ona całkiem niezła, gdyby usunąć z niej złocenia. Dopiero w 2018, kiedy nasza orkiestra wykonywała skomponowane przez niego „Siedem bram Jerozolimy”, a Maestro osobiście z nią pracował, po koncercie powiedział dyrektor Serwie, że takiego wykonania utworu jeszcze nie miał i z całym przekonaniem stwierdził, że obiekt jest piękny – dodaje Katarzyna Plater-Zyberk.
Nowa Filharmonia w krajobrazie Szczecina pojawiła się w 2014 roku. I od razu wzbudziła z jednej strony zachwyty (niezwykłe wnętrza) a z drugiej głosy pełne oburzenia. Zarzucano jej przede wszystkim zbyt ekscentryczny kształt budynku, który porównywany był np. do baraku z blachy falistej, Ale świat odebrał go zupełnie inaczej. Nowa Filharmonia została uznana m.in. za najładniejszy budynek w Europie (nagroda UE im. Miesa van der Rohe) i stała się jedną z wizytówek stolicy Pomorza Zachodniego. Koncert inaugurujący pierwszy sezon artystyczny w imponującej sali Słonecznej Orkiestra Symfoniczna zagrała pod batutą Jacka Kaspszyka 5 września 2014 roku. Orkiestra Robotniczego Towarzystwa Muzycznego liczyła 34 muzyków. Dziś jest ich ponad 90. Sala koncertowa w lewym skrzydle Urzędu Miasta (przez muzyków nazywana „stodołą” – ze względu na słabą akustykę) liczyła 427 miejsc. Dzisiejsza sala symfoniczna ma ich 953. Porównywana jest do najlepszych sal koncertowych na świecie np. Concertgebouw w Amsterdamie, Symphony Hall w Bostonie czy Musikvereinsaal w Wiedniu. Wniosek jest więc prosty – kto jeszcze nie był w Filharmonii Szczecińskiej, nie powinien zwlekać.




