Politycy i dziennikarze razem, czyli historia szczecińskiego
Balu Mediów
Politycy i dziennikarze razem, czyli historia szczecińskiego
Balu Mediów
Był taki klub w Szczecinie. Dla jednych kultowy, dla innych siedlisko zła, jaskinia występku i rozpusty oraz zgorszenia publicznego, dla innych jeszcze prawdziwy wzorzec dobrej rozrywki i zabawy. W każdym razie był znany, popularny i prawdę mówiąc błyszczał na rozrywkowej mapie stolicy Pomorza Zachodniego. Nazywał się Kafe Jerzy. Słynął z przedniej zabawy, pięknych kobiet, przystojnych mężczyzn, wyjątkowych koncertów czołówki polskiej sceny rockowej i nie tylko, występów kabareciarzy oraz pewnej wyjątkowej imprezy, którą wielu pamięta do dziś i wspomina z sentymentem. Niezwykłej, prowokującej, elitarnej, budzącej u jednych złość i irytację u innych wodospady komplementów i zachwytów. W jeden wieczór w roku łączyła różne środowiska, wrogów lub tylko przeciwników, sprzeczne poglądy, przekonania, wyznania i interesy. Nie, to nie Wigilia. To był Bal Mediów.

Dariusz Wieczorek, Mirosław Sobczyński, Robet Kukowka, Witold Szczepkowski, Daria Prochenka, Izabela Marecka
Prawdziwy ewenement na szczecińskiej mapie rozrywki. Podobno wcześniej, jeszcze „za komuny”, były podejmowane podobne inicjatywy. Ale o nich tylko czasami coś napomkną dinozaury lokalnego dziennikarstwa. Ale takiego balu, przez wielkie B, nie było. Powstał, kiedy w lokalnych mediach pojawiła się nowa dziennikarska krew. I to ich dziełem, młodych medialnych wilków, stało się kilka edycji tego wyjątkowego wydarzenia towarzysko – rozrywkowego. Wymyślili go, zorganizowali, znaleźli miejsce. Po prostu wiedzieli, jak to zrobić. I zrobili.
Kafe Jerzy
Lokal, który powstał w 2002 roku przy ulicy Jagiellońskiej, bardzo szybko „chwycił” w Szczecinie. Stał się popularny, modny, bawienie się w nim należało do dobrego tonu. To żadne gloryfikacje i opowiadanie bajek. Tak było. Do dziś, jego nazwa, nawet dla niektórych ówczesnych bywalców, ciągle stanowi zagadkę. Jakiego to Jerzego uczczono nazywając na jego cześć ten wyjątkowy lokal rozrywkowy? Nie, nie chodzi o jednego z właścicieli ani o Michała Jerzego Wołodyjowskiego – „Małego Rycerza”, ani alpinistę Jerzego Kukuczkę, ani piłkarskiego bramkarza Jerzego Dudka, ani wybitnego aktora Jerzego Stuhra. To na cześć sławy polskiej piosenki, czyli Jerzego Połomskiego, którego właściciele klubu byli (i są nadal) wielkimi fanami. Sam artysta wystąpił w nim dwa razy z wyjątkowymi koncertami. Oklaskiwali go i śpiewali z nim młodzież, studenci, młodzi przedsiębiorcy. Jerzy Połomski łączył pokolenia, nie dzielił.
Klub zawsze miał stałą klientelę, w pierwszych latach inną, potem nieco się zmieniła, ale cały czas trzon jego klienteli to stałe osoby. Można to porównać do prenumeraty. Czyli nie przypadkowi lub okazjonalni klienci, ale stali. To był wielki eksperyment. Lokal tylko dla ludzi w kartą członkowską. Uzyskanie jej nie było proste. Trzeba było złożyć wniosek z uzasadnieniem. Raz w miesiącu obradowała Rada Programowa, która analizowała wnioski. W klubie działały też komisje – spraw wewnętrznych, sprawiedliwości, kultury itd. Trochę na poważnie, a trochę jako żart. Stworzyliśmy swój alternatywny świat, było dużo humoru, nietypowych akcji, ocierających się o absurd. Pomagało wnętrze, przypominające trochę babciny dom, no i elementy wystroju. W jednej z sal stał telewizor, gdzie leciało nagranie kominka, na barze z kolei na innym ekranie leciał film instruktażowy produkcji NRD o wyprawie na ryby. Dość monotonny obraz był w stanie zahipnotyzować chyba każdego klienta sączącego alkohol przy barze. Czasem zmienialiśmy na obraz przyrodniczy o życiu wielorybów. No i muzyka. Nasi szanowni Puszczacze Piosenek, bo dodam, że w KJ nie było DJ-ów – Artur „Tatinek” Szyszkowski i Robert „Siwy” Nowak, najbardziej znani prezenterzy z kultowego już Radia ABC potrafili zagrać ostre kawałki rockowe, po nich tandetny Bolter, Apollo 44, by przejść do… Połomskiego. Lokal działał cały tydzień, bywało tak, że przez pięć dni były występy „na żywo”, wszelkie odmiany muzyki, kabarety. Stworzyliśmy taki KafeJerzowy świat. Przez ładnych kilka lat stanowił faktyczne centrum nocnego życia towarzyskiego Szczecina, a imprezy i koncerty cieszyły się ogromną popularnością – wspominał Michał Stankiewicz, współzałożyciel i współwłaściciel lokalu, przed laty znany szczeciński dziennikarz, aktualnie trójmiejski, wydawca i przedsiębiorca w branży eventowej.
Bal nad bale
I w tym oto wyjątkowym miejscu pewnego dnia, posługując się słowami klasyka, narodziła się nowa świecka tradycja – Bal Mediów. Był swojego rodzaju ewenementem, gdyż poza Warszawą, trudno było znaleźć tego typu inicjatywy. Motywy jego powstania były dość banalne. Dokładnie takie, jakie towarzyszą większości takich podobnych imprez: integracja środowiska, chęć wspólnej zabawy, a jednocześnie działalność dobroczynna. Zarówno ta doraźna, czyli zbieranie funduszy w trakcie balu, jak i ta długofalowa, czyli nagłośnienie potrzeb danych osób, czy też podmiotu. W tym przypadku to było Zachodniopomorskie Hospicjum dla Dzieci.
Zadanie nie było trudne. KJ od samego początku był miejscem, które przyciągało dziennikarzy, artystów, ludzi wolnych zawodów, finansów, biznesu, prawnicy, lekarze, ale także polityków – w zasadzie wszystkich formacji, urzędników, aktywistów, rzecznicy prasowi przeróżnych instytucji i służb. Udało się nam zorganizować cztery edycje balu, 2011, 2012, 2013, 2014. Co roku zmieniali się prowadzący, wśród nich byli np. znany szczeciński aktor Michał Janicki, DJ i radiowiec Szymon Kaczmarek, prezenter tv Dariusz Baranik (obecny dyrektor TVP3), popularny polski aktor Krzysztof Czeczot, a na scenie wystąpili m.in. Arkadiusz Jakubik (Dr Misio), Róże Europy, Sylwia Różycka, czy też Ania Rusowicz. Były konkursy wiedzy o Szczecinie np. dziennikarze kontra politycy – wspomina Michał Stankiewicz, współorganizator bali.
Tak, tak. Bywali na tych balach politycy. Dla wielu było to nie do przyjęcia. Jak to? Przy jednym stole i barze przedstawiciele środowisk, które na co dzień walczyły ze sobą, mające sprzeczne interesy, cele i założenia działalności? Dla kilku szczecińskich dziennikarzy było to nie do przyjęcia. Na niektórych, ówczesnych forach internetowych padały mocne słowa pod adresem organizatorów balu i jego uczestników: zdrada, sprzedawczyki, włazidupstwo, lizusy itp. Niektórzy autorzy tej „twórczości” mieli odwagę się pod nimi podpisać. Zazwyczaj okazywało się, że były to osoby, które w balu… nie uczestniczyły. Widziały tylko relacje fotograficzne, usłyszały jakieś plotki i na tej podstawie wyciągały daleko nieuzasadnione opinie chcą być „świętsi od papieża”. Małe, lokalne bagienko musiało funkcjonować i miało swoich przedstawicieli.
Frekwencja na balach była bardzo wysoka. Pojawiały się w zasadzie wszystkie lokalne i regionalne redakcje, a także dziennikarze mediów ogólnopolskich. Siłą rzeczy na takich imprezach pojawiali się też przedstawiciele władzy z prezydentem Szczecina i marszałkiem województwa na czele, posłowie, senatorowie. Wszystkich opcji. Pamiętam opinie, że dziennikarze nie powinni bawić się z politykami. Na szczęście były one nieliczne, nie tylko dlatego, że w całym cywilizowanym świecie tego typu imprezy są normą, ale dlatego, że z perspektywy widać coraz wyraźniej, że to były jednak inne czasy i sytuacje. Jedna noc niczego nie zmieniała w relacjach media – politycy. A taki wtedy jeszcze podział obowiązywał. Media trzymały się razem, a po drugiej stronie barykady była władza, każdego szczebla i każdej opcji. Media stanowiły odrębny podmiot. Nigdy nie był idealny, ale był. Stąd taka integracja była ważna, budowała relacje pomiędzy dziennikarzami, dawała poczucie siły. Tym bardziej, że bal był w pewnym sensie dziełem wspólnym. W jego organizację angażowali się dziennikarze różnych redakcji. To była nasza impreza, na naszych warunkach, a politycy, urzędnicy, biznesmeni, prawnicy, artyści byli naszymi gośćmi – dodaje Stankiewicz.
Wśród polityków na balach bywali m.in. prezydent Szczecina, Piotr Krzystek, marszałek województwa Olgierd Geblewicz, poseł Dariusz Wieczorek z Lewicy (dziś minister nauki i szkolnictwa wyższego), poseł Sławomir Nitras (dziś minister sportu), Krzysztof Zaremba – były poseł PiS i jeszcze szef Stoczni Remontowej Gryfia, Joachim Brudziński z PIS-u, były już poseł Arkadiusz Litwiński z PO, senator Tomasz Grodzki – do niedawna Marszałek Senatu, poseł Jarosław Rzepa z PSL i inni.
To se ne vrati
O medialnych balach było głośno w mieście i nie tylko. W 2011 roku dziennikarze relacjonowali: „Taneczne rytmy zapewnił zespół „The Postman”. Zbierane do puszek, podczas imprezy, datki zostały przekazane do Domu Dziecka. Tego samego wieczoru urodziny obchodził prezydent Szczecina Piotr Krzystek, któremu aktorka Sylwia Różycka odśpiewała na scenie „Happy birthday mister president”. Bar oblegany był do godzin porannych, przy którym lała się strumieniami ognista tequila”. Rok później: „Gwiazdą wieczoru była Ania Rusowicz – córka nieżyjącej gwiazdy piosenki Ady Rusowicz. Jej koncert okazał się bardzo udanym powrotem do muzyki lat 60. W programie balu były także konkursy, gdzie w szranki stawali dziennikarze i politycy. Zadawane przez prowadzącego bal Krzysztofa Czeczota pytania były oczywiście tendencyjne i podchwytliwe (…) W menu był i bufet śródziemnomorski (m.in. owoce morza, raki) i polski (smalec, kiełbaski). Dokładnie 5291,01 zebrano na Zachodniopomorskie Hospicjum dla Dzieci. Za te pieniądze zostanie zakupiony specjalistyczny wózek inwalidzki i ssak akumulatorowy dla 14-letniej Patrycji chorej na raka mózgu”.
Przez parę lat bali nie organizowano. Z różnych powodów. Ostatni Bal Mediów odbył się w 2016 roku i nie w Kafe Jerzy. Lokal już wtedy nie prowadził swojej działalności. Trzeba było poszukać innego miejsca. Wybrano klub Mojo w Czerwonym Ratuszu. Media relacjonowały: „Jak co roku bawili się na nim przedstawiciele szczecińskich redakcji, ale też biznesmeni, prawnicy i politycy. Tych ostatnich było naprawdę sporo. Pojawili się m.in. posłowie Sławomir Nitras (PO) i Piotr Misiło (Nowoczesna), senator Tomasz Grodzki (PO), radny sejmiku województwa Dariusz Wieczorek (SLD) oraz wicemarszałek województwa Jarosław Rzepa (PSL). Wśród gości można też było zobaczyć np. Jacka Jekiela, dyrektora Opery na Zamku, czy Krzysztofa Bobalę, który organizuje turniej Szczecin Open w Szczecinie. Podczas balu zbierano pieniądze na Zachodniopomorskie Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych. Do dużego pojemnika trafiły m.in. cegiełki za wstęp wpłacane przez wszystkich gości i kwoty uzyskane podczas licytacji. Dokładna suma ma zostać podana w poniedziałek, jednak z samych licytacji udało się uzyskać ok. 5-6 tys. zł. Najwyższą cenę osiągnęła grafika Marty Bożyk podarowana przez Monikę Krupowicz z Open Gallery. Zlicytowano ją za 3,2 tys. zł”. Ostatecznie podczas balu zebrano prawie 11 tys. złotych.
I tu się kończy historia tej niezwykłej imprezy. Dziś prawdopodobnie już nie byłoby szans na jej reaktywację. Podziały w Polsce, w różnych środowiskach, również dziennikarskim oraz politycznym, a także wśród zwykłych Polaków są już chyba zbyt duże. Widać to codziennie np. w telewizyjnych relacjach z obrad Sejmu. Jak mówią bracia Czesi: „to se ne vrati”. A szkoda.




