Muzyka to pasja, chór to rodzina

Chór Politechniki Morskiej w Szczecinie pod dyrekcją Sylwii Fabiańczyk-Makuch wziął udział w niezwykłym projekcie, do którego został zaproszony przez samego Zbigniewa Preisnera. Wybitny kompozytor był pod ogromnym wrażeniem wykonania przez nich „Requiem dla mojego przyjaciela”, którego jest autorem. Zaprosił zespół do nagrania muzyki do włoskiego filmu „Central Europe”, który prawdopodobnie zostanie pokazany w tym roku na festiwalu filmowym w Cannes.

To nie pierwsza tego rodzaju współpraca chóru, na czele którego stoi dyrygentka Sylwia Fabiańczyk-Makuch. Niespożyta energia, wielki talent i odrobina szaleństwa, a do tego cudowna kobieta. W swoim bardzo napiętym grafiku Sylwia znalazła dla nas czas i na zdjęcia, i na rozmowę.

W jakim klimacie dorastałaś?

Wychowywałam się w małym domku w środku lasu za miastem, otoczona piękną przyrodą i zwierzętami. Nie doceniałam tej beztroskiej codzienności, tęskniłam za koleżankami z miejskich blokowisk. W wolnym czasie grałam na pianinie, chodziłam na spacery z rodzicami oraz spotykałam się z moją przyjaciółką – jedyną rówieśniczką z sąsiedztwa, córką leśniczego. Moje dzieciństwo zupełnie różniło się od aktualnego, zabieganego życia. Pochodzę z rodziny pedagogów, moja babcia była pionierką w dziedzinie oświaty od 1946 roku w mieście Przemków. Mama również prężnie i aktywnie działała jako dyrektor szkoły, inspektor oświaty, nauczyciel historii, dodatkowo pełniła funkcję kuratora ds. nieletnich, harcmistrza, a także szefowej klubu AA. Wszelkie społeczne działania były w jej gestii. Ponadto wujek – nauczyciel akademicki, jego żona również nauczycielka, nawet mój tata przez pewien czas uczył mnie fizyki. Pomyślałam wtedy, że w oświacie na pewno się nie odnajdę… Dziś, oprócz działalności artystycznej, jestem również wykładowcą-profesorem w Akademii Sztuki w Szczecinie, okazało się, że praca ze studentami sprawia mi mnóstwo radości i satysfakcji.

Muzyka była Twoim powołaniem i marzeniem?

Podążałam za marzeniami. W wieku piętnastu lat wyjechałam do Legnicy, gdzie dostałam się do Liceum Muzycznego. Zostałam przydzielona do… internatu budowlanki. Rozpoczął się nowy, burzliwy, samodzielny okres w moim życiu. Pojawiły się pierwsze znajomości, pochłonął mnie artystyczny świat, kształtowała się moja osobowość, którą wyrażałam poprzez kolorowe włosy, szalone fryzury oraz dość ekscentryczne, głównie czarne stylizacje. Wszystkie ubrania, które wpadły mi w ręce, farbowałam na czarno w wielkim garze ochlapując przy okazji jasne kuchenne ściany. Moja mama nie wyrabiała, nie akceptowała mojego oryginalnego stylu (śmiech). Mój wizerunek z pewnością korespondował z największą fascynacją – muzyką, która pochłonęła mnie bez reszty. Słuchałam niemal wszystkich gatunków muzycznych, eksperymentowałam, szukałam. Wiele inspiracji podsuwał mi mój starszy brat. Moimi ówczesnymi idolami byli: Sting oraz the Police, Metallica, Red Hot Chili Peppers, the Doors, Ewa Demarczyk i wielu innych. Jednocześnie kontynuowałam grę na fortepianie oraz wiolonczeli, uczyłam się klasycznego śpiewu solowego. Niestety mój głos został sforsowany, przeżyłam w związku z tym wiele traumatycznych chwil. Rekonwalescencja wraz z pobytem w szpitalu zajęła mi kilka miesięcy, ale nigdy już nie doprowadziłam głosu do idealnej kondycji. Pomimo tych doświadczeń nie porzuciłam muzyki, intuicja podpowiadała mi, że to właściwa droga i mimo wielu przeciwności nie powinnam się poddawać. Do tej pory staram się słuchać swojego wewnętrznego głosu. Dodatkowo, mój pierwszy nauczyciel muzyki, który od piątego roku życia uczył mnie gry na fortepianie, odkrył u mnie słuch absolutny i często powtarzał, że to dar, który szkoda byłoby zmarnować.

I nie zmarnowałaś, ale po drodze pojawił się pomysł na szkołę teatralną.

Podczas nauki w liceum mieszkałam w internacie, w tym samym, do którego trafił Robert Więckiewicz – już wtedy bardzo zdolny i charyzmatyczny młody artysta, aspirujący zdawać na studia aktorskie. Spotkania z nim oraz innymi utalentowanymi rówieśnikami, poszukującymi form, aby wyrazić się za pomocą sztuki, sprzyjały atmosferze tworzenia i artystycznego rozwoju. W tym czasie poza, nauką, angażowałam się w wiele projektów teatralnych, uwielbiałam poezję, startowałam w licznych konkursach recytatorskich, odnosząc sukcesy. Pomyślałam, że bardzo dobrą alternatywą dla studiów muzycznych będzie dla mnie szkoła teatralna. Pomysł ten jednak nie spodobał się moim rodzicom, argumenty były dość stanowcze i trafione na tyle, że w końcu odpuściłam i wróciłam do pierwotnego planu. Zdałam na Akademię Muzyczną w Poznaniu, ale studia kontynuowałam i ukończyłam w filii w Szczecinie, która zachęciła mnie kameralną atmosferą oraz młodymi, charyzmatycznymi pedagogami. Poza tym, mój brat skończył ówczesną Wyższą Szkołę Morską w Szczecinie. Nie przypuszczałam wtedy, że za jakiś czas ta właśnie uczelnia stanie się moją bezpieczną przystanią.

Moja miłość do teatru i filmu pozostała, cenię polskich aktorów, w pracy z chórem wykorzystuję doświadczeniaz młodości, szczególnie dbam, aby przekaz tekstu zderzonego z muzyką był czytelny, świadomy interpretacyjnie i wyrażony emocjami. Moim sentymentalnym, ulubiony miejscem w Polsce jest magiczny Teatr Witkacego w Zakopanem, który regularnie odwiedzam od czasów studiów, łącząc wędrówki po najpiękniejszych polskich górach – Tatrach – ze znakomitymi spektaklami teatralnymi.

Wybrałaś dyrygenturę. To dość fascynująca profesja. Dyrygent jest kimś w rodzaju mistrza ceremonii, przywódcy, spaja wszystko w całość. Jakie trzeba mieć predyspozycje, by wykonywać ten zawów?

Funkcja dyrygenta wykracza dziś dalece poza zadania i predyspozycje stricte muzyczne. Dyrygent to również menadżer, psycholog i organizator. W naszych chaotycznych, dynamicznie zmieniających się czasach, działanie zespołowe wymaga jeszcze większej koordynacji niż kiedykolwiek; potrzebny jest przewodnik, który będzie miał klarowną wizję rozwoju zespołu w zgodzie z tempem dzisiejszej rzeczywistości. „Conductor” czyli dyrygent w tłumaczeniu z języka angielskiego to również „konduktor” – kolejarz pomagający pasażerom bezpiecznie dotrzeć do celu podróży. Wykonanie, zinterpretowanie oraz przeżycie utworu muzycznego jest taką podróżą zarówno dla artystów jak i dla melomanów. Jedna z zasad brzmi: „Dyryguj gorącym sercem, chłodnym umysłem i klarownymi ruchami”. Podpisuje się pod tym.

A predyspozycje? Na pewno szereg umiejętności muzycznych: dobry słuch, doświadczenie wokalne w przypadku chórmistrzów, czytelny gest, szeroka wiedza i kompetencje w różnych dziedzinach muzycznych, wrażliwość, ale to już cecha indywidualna. Do tego umiejętność tworzenia szczerych relacji z chórzystami, złapanie balansu między wymaganiami i oczekiwaniami, a utrzymaniem dobrej atmosfery.

Mówi się: jaki dyrygent taki chór. Ta zasada bardzo często potwierdza się w różnych aspektach (śmiech). Moje metody pracy i decyzje zwykle wynikają z intuicji, doświadczenia, odrobiny spontaniczności i miłości do tego, co robię.

I Ty ten chór stworzyłaś.

Zgadza się, chór tworzyłam ze studentów i studentek uczelni morskiej, która nie miała żadnych tradycji śpiewaczych. Był to eksperyment. Do tego chór zakładałam, będąc w ciąży z moją córką – są równolatkami (śmiech).

Budowanie zespołu od podstaw zajęło mi kilka lat. Studentów obowiązywały praktyki morskie, co bardzo utrudniało pracę, w związku z czym zaczęłam przyjmować do chóru osoby spoza uczelni. Z roku na rok zespół rósł i rozwijał swoje umiejętności.

Co było punktem zwrotnym w Waszej działalności?

Przełomem w naszej działalności okazał się Festiwal Pieśni o Morzu w Wejherowie, gdzie zdobyliśmy I miejsce, później nadeszło pierwsze zagraniczne Grand Prix, które przywieźliśmy z Litwy w 2015 roku. Od tego czasu zespół zdobył na najważniejszych międzynarodowych konkursach 86 głównych nagród festiwalowych, w tym 14 Grand Prix, m.in. na Tajwanie, we Włoszech, w Czechach, Słowacji, czy na Litwie, 52 złotych medali oraz wiele innych nagród specjalnych. W ubiegłym roku za album “The Sound of the Sea”, zawierającej dzieła o tematyce marynistycznej, skomponowanej specjalnie dla nas przez wybitnych kompozytorów muzyki współczesnej, zostaliśmy nominowani do nagrody “Fryderyk” w kategorii Album Roku – Muzyka Chóralna. Niezwykle cenię sobie nagrody przyznane przez nasze miasto oraz województwo, takie jak honorowy tytuł „Ambasador Szczecina” oraz „Zrobione w Szczecinie" czy nagroda honorowa Gryfa Zachodniopomorskiego oraz „Pro Arte” za wybitne osiągnięcia w dziedzinie twórczości artystycznej, upowszechniania i ochrony kultury.

Obecnie nasza rozbudowana organizacja zrzesza około 160 osób. Osobiście pracuję z blisko stuosobowym chórem mieszanym. Moje dwie absolwentki Akademii Sztuki- Maja oraz Dominika prowadzą chór przygotowawczy oraz niedawno powołany przeze mnie zespół żeński. Można do nas dołączyć, zapraszamy wszystkie uzdolnione, gotowe na wyzwania i przygody osoby. Szczególnie zachęcam panów!

Obserwując Was, szczególnie na próbach, trudno nie zauważyć, że jesteście jak wielka rodzina.

Tak, tworzymy wielką, chóralną rodzinę. Bardzo ważnym aspektem naszej pracy są relacje i wzajemne zrozumienie. Oprócz intensywnej pracy, koncertów, wyzwań w postaci konkursów, cenimy sobie spontaniczne spotkania, próby, warsztaty, integracje, zwykłe, codzienne chwile. Sukcesy podnoszą morale, motywują do dalszego rozwoju. Natomiast czas spędzony z uzdolnionymi, pełnymi entuzjazmu osobami inspiruje mnie do działania i skłania do realizacji nawet najbardziej szalonych przedsięwzięć.

Ważnym celem jest kreowanie i dążenie do zrealizowana swoich artystycznych planów, ale też oddanie i praca dla dobra zespołu, zarażanie pasją, podtrzymywanie chęci i motywacji do pracy, sumienności i zaangażowania.

Kandydatów do zespołu przyciągają nie tylko wygrane konkursy, ale przede wszystkim tworzący go ludzie i panująca w zespole atmosfera. Na przestrzeni lat z grupy przyjaciół, których połączyła pasja, miłość do muzyki oraz nieustająca chęć dzielenia się energią i emocjami ze swoją publicznością, przerodziliśmy się w rozbudowaną, prężnie działającą organizację, jednocześnie, nadal za nadrzędne mając nasze bliskie relacje. Po raz kolejny uwierzyłam, że dzięki pracy i determinacji niemożliwe staje się możliwe. To tylko my sami stawiamy sobie ograniczenia.

Jako chór, robicie te mnóstwo rzeczy, o których wspomniałaś. Jesteś autorką wielu oryginalnych projektów, wśród których szczególnie pokochaliśmy Wspólne Brzmienia, do których zapraszasz artystów z zupełnie innych kręgów muzycznych. Kolejna odsłona już w listopadzie, gdzie nowym „członkiem” Waszego zespołu będzie Leszek Możdżer.

Z Leszkiem znamy się już ponad 20 lat, cudownie będzie zagrać razem na jednej scenie, kolejne marzenie zostanie spełnione. 10 lat temu powołałam do życia nasz autorski, nowatorski projekt „Wspólne Brzmienia”, w którym eksperymentujemy, łącząc muzykę chóralną z innymi gatunkami muzycznymi. Koncerty z nowymi aranżacjami utworów zaskakują publiczność, zaproszonych artystów, a nam przynoszą mnóstwo satysfakcji i radości. Podczas dziesięciu edycji zaprosiliśmy do swojego przedsięwzięcia takich artystów jak: zespół Voo Voo, Spiętego, zespól Ørganek, Fisz Emade Tworzywo, Grzegorza Turnaua i Artura Andrusa, Dorotę Miśkiewicz, zespół Mikromusic, Smolika i Skubasa, Kayah i zespół Kroke, Grupą MoCarta i Ireneusza Krosnego, artystów z Ameryki Południowej, Kubę Badacha.

Uwielbiam wyzwania, nietuzinkowe projekty, synergię sztuk i fuzję pozornie odmiennych stylów muzycznych. Zjawisko o nazwie „chór” wspaniale wpisuje się w ten klimat, również w kontekście łamania stereotypów. Wiele lat temu podjęłam się realizacji pierwszego teledysku, kilka miesięcy temu światło dzienne ujrzał kolejny, już 18. w naszym dorobku – wideoklip do piosenki „All I want for Christmas”.

Szczególnie współpraca z Ørgankiem była ważna. Nie zagraliście jednego koncertu, pojechaliście z tym projektem w minitrasę koncertową. Kto widział Was razem na żywo, na pewno potwierdzi, że jest to prawdziwa petarda.

Rockowa fuzja, czyli spotkanie z zespołem Ørganek, to jeden z naszych najbardziej topowych, autorskich projektów z cyklu Wspólne Brzmienia. Złapałam z chłopakami wspaniałą energię, która poniosła zarówno nas, wszystkich artystów, jak i publiczność. Po dwóch szczecińskich koncertach w Złotej Sali Filharmonii w Szczecinie, których chór był organizatorem, otrzymaliśmy zaproszenie od zespołu do wspólnej trasy koncertowej.

Zagraliśmy m.in. w Toruniu, w Cavatinie w Bielsku-Białej oraz w warszawskiej Stodole. Działo się! Moja rockowa dusza miała szansę pokazać szerokiej publiczności, że zarówno dyrygent, jak i chór idealnie komponują się z cięższymi brzmieniami, tworząc nową, zaskakującą jakość oraz łamiąc wszelkie stereotypy. Tomek Organek wraz z chłopakami zostawili nam ogromną przestrzeń dźwiękową do zagospodarowania. Wykorzystali to znakomicie aranżerzy – Tomek Lewandowski i Przemek Skuz. Dzięki ich koncepcji na scenie panowała jedność, chór był jednym z instrumentów, nie pełniliśmy roli tła, staliśmy się muzycznymi partnerami. Już niedługo znów zaprezentujemy Państwu efekty naszej wspaniałej, energetycznej współpracy – Chór Politechniki Morskiej wystąpi z zespołem Ørganek 2 sierpnia podczas tegorocznych Tall ShipS Races. Obiecujemy, że znów będzie ogień!

A skąd czerpiesz na to wszystko energię?

Z niegasnącej pasji, zachwytu możliwościami głosu ludzkiego, z potrzeby serca, rozwoju i eksperymentu, z potencjału moich cudownych chórzystów, czyli ogromnej, zafiksowanej, nieprzeciętnie zaangażowanej grupy entuzjastów śpiewu. Zgrany zespół, wspólnota, zaufanie, podobna wrażliwość, wyjątkowe, uwolnione emocje podczas prób i koncertów generują największą energię i motywację do działania. Dużą siłę daje mi również wsparcie mojej kochającej rodziny oraz uczelni na czele z obecnym rektorem Wojciechem Ślączką. Bardzo cenię również zaangażowanie i działania organizacyjne moich chóralnych wolontariuszy, w tym aktywnego zarządu na czele z nieustraszoną, nieprzeciętnie zaangażowaną prezes Ewą Stojek.

A masz jeszcze czas na tzw. normalne życie?

Niewiele (śmiech). Chór to sposób na życie. Ale jeśli uda mi się wyrwać trochę czasu, to chętnie przeznaczam go na podróże. Z rodziną, z przyjaciółmi, z bliskimi, również z moimi wspaniałymi chórzystami. W tym roku wyjedziemy za granicę kilka razy, w lipcu rozpoczynamy wielkie tournée po Chinach, rozpoczniemy od koncertów w Pekinie. Organizatorzy kilku chińskich festiwali zaprosili nas jako gości specjalnych do zaprezentowania dorobku kultury polskiej.

Dziękuję za rozmowę.

rozmawiała: Aneta Dolega, foto: Karolina Bąk, MUA: Agnieszka Noska, włosy: Dawid Woniakowski, miejsce: Podziękowania dla Apartamnetów Kurkowa za udostępnienia miejsca do sesji

 

Chór Politechniki Morskiej (wcześniej Chór Akademii Morskiej) w Szczecinie pod dyrekcją założycielki, dr hab. Sylwii Fabiańczyk-Makuch istnieje na scenie muzycznej już 20 lat. Tylko przez ostatnie 10 lat chór zdobył na najważniejszych krajowych i międzynarodowych konkursach ponad 85 głównych nagród festiwalowych; dokonał kilkunastu prapremierowych wykonań dzieł uznanych kompozytorów polskich, m.in. Marka Jasińskiego, Janusza Stalmierskiego, Marka Raczyńskiego, Bartosza Kowalskiego. Grupa zapraszana jest również do współpracy z wybitnymi artystami polskiej i zagranicznej sceny muzycznej, takimi jak: Andrea Bocelli, Krzysztof Penderecki, Krzesimir Dębski, Henri Seroka, Michael McGlynn, Fernando Gil Estrada, Andrzej Smolik, Grzegorz Turnau, Justyna Steczkowska, Kasia Moś, Igor Herbut, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Kayah, czy Mikromusic. W roku 2023, wydana w listopadzie roku poprzedniego płyta pn. „The Sound of the Sea”, zawierająca dzieła o tematyce marynistycznej, skomponowane specjalnie dla Chóru Politechniki Morskiej w Szczecinie przez wybitnych polskich kompozytorów muzyki współczesnej, otrzymała nominację do nagrody Fryderyk w kategorii Album Roku – Muzyka Chóralna. Cztery lata temu Chór Akademii Morskiej otrzymał honorowy tytuł Ambasadora Szczecina 2019. Od 10 lat realizuje nowatorski projekt Wspólne Brzmienia.

 

Prestiż  
Kwiecień 2024