Nie mam nic do facetów z dużym brzuchem. Absolutnie nic. Wielu moich bliskich znajomych nie potrafi ukryć – inna sprawa, że nie jest to takie proste – skutków swojego wiarołomstwa wobec piątego, z siedmiu grzechów głównych. Wciąż są moimi dobrymi znajomymi. Całkiem solidnie brzuch koślawił sylwetkę mojemu ojcu i mojemu teściowi. Czasem potrafili strzelić do kogoś guzikiem od koszuli, ale poza tym nie skrzywdziliby muchy. Mój ulubiony kuzyn i mój najlepszy przyjaciel, żeby uścisnąć sobie dłoń, muszą stawać do siebie bokiem. Podkreślę więc raz jeszcze: nie mam nic do facetów z ponadnormatywnym obwodem pasa. Niemniej jednak… Jakby tu powiedzieć… Jednak produkcji promu bym im nie powierzył.
Korelacja to oczywiście nie to samo co związek przyczynowo-skutkowy. Są badania, które pokazują na przykład, że krzywa wzrostu konsumpcji lodów idzie w parze ze wzrostem liczby wypadków na drogach. Czy to znaczy, że kierowcy nie radzą sobie z prowadzeniem auta, z jedną ręką na kierownicy, bo w drugiej trzymają loda? Oczywiście, że nie. Przyczyną dekoncentracji kierowców, jak i większego apetytu na lody, jest po prostu upał. Szczególnie mogło to być widoczne w czasach, kiedy klimatyzacja w samochodach była rzadkością. Podobnie rzecz się ma z dostrzeżonym w statystykach spadkiem śmiertelności Brytyjczyków z chwilą drastycznej obniżki ceł na import herbaty w XIX wieku. Czy chodzi o to, że herbata − którą zaczęto nagle sprowadzać w ogromnych ilościach – ma jakieś właściwości lecznicze? Może i ma, ale ten dostrzeżony spadek zachorowań ze śmiertelnym skutkiem wiązał się z faktem, że do zaparzania herbaty potrzebna jest przegotowana woda. Przypomnę, mówimy o czasach, w których stacje uzdatniania wody mogły się co najwyżej przyśnić ówczesnym Lemom.
Triathlon to dość kosztowna i co tu dużo mówić, mordercza dyscyplina. Ja też lubię przepłynąć się żabką, z przyjemnością wsiadam na rower i lubię nawet czasem wyobrazić sobie jak biegnę przez las. Jednak wiem na pewno, że wykonywanie wszystkich tych czynności po kolei, przez siedem godzin, mogłoby mnie zabić. Kto uprawia triahlon? Wcale nie samobójcy. Nad-reprezentowani są „ludzie sukcesu”, w tym przedsiębiorcy. Czy dlatego, że ich na to stać? Raczej odwrotnie. Stać ich na to, bo mają cechy niezbędne do uprawiania takiej dyscypliny: wytrwałość, systematyczność, determinację, niezłomność, odporność, potrzebę mierzenia się z wyzwaniami, zdolność koncentracji na wybranym celu. Są to też cechy, które sprzyjają osiąganiu wielkich życiowych sukcesów.
Na mojej półce z biografiami i autobiografiami „ludzi sukcesu” najsilniej rozpycha się „Sztuka zwyciężania”. Jest to opowieść Phila Knighta o tym jak budował potęgę firmy Nike. Młody Phil lubił biegać, więc wiedział, że do biegania potrzebne są dobre buty. Postanowił sprowadzać je z Japonii. Tyle. Prosty plan i konsekwentna realizacja. Jeśli chodzi o strategiczne decyzje, wyrafinowane koncepty biznesowe i niuanse zarządzania to – powiedzmy od razu – za wiele tego w tej historii nie znajdziemy. Jest tam za to mnóstwo potwierdzeń dość powszechnej intuicji, która mówi, że jeśli chcesz osiągnąć sukces to nie możesz wymiękać. Założyciel Nike − mimo rozmaitych przeciwności − zawsze podążał za własną radą: „Idź naprzód. Cokolwiek się zdarzy, nie zatrzymuj się”.
„Wystarczy nie wymiękać”. Świetna rada, czyż nie? Cóż prostszego? Czy to tak trudno obniżyć liczbę spacerów do lodówki z 25 do trzech dziennie, dołożyć do tego 25 pompek i wytrwać w tym postanowieniu, aż do osiągnięcia wzorcowego BMI? Niby nie trudno, ale jednak mało komu się udaje. Dość chętnie słucham podcastu „Zaprojektuj swoje życie”. Maciej Filipkowski – gospodarz programu – zaprasza do niego głównie „grube ryby” biznesu, czyli szczupłych i wysportowanych przedsiębiorców. Może coś przekręcę – bo jednak nie mogę pochwalić się zerowym cholesterolem – ale najwyraźniej wszyscy Ci goście, jeśli nawet nie uprawiają triahlonu to albo biegają w maratonach, albo wspinają się na ośmiotysięczniki, albo na bezdechu schodzą sto metrów pod wodę i tam duszą własnoręcznie rekiny, albo przynajmniej skaczą na spadochronie bez spadochronu – żeby challange był większy. Wszystko to wywołuje we mnie naganne uczucie niepohamowanej zawiści. Jak oni to robią? Co się za tym kryje? Prawdopodobnie pasja plus wytrwałość, czyli UPÓR. Pisze o tym w swojej słynnej książce Angela Duckworth. Polecam.
Drogi nieznajomy z wielkim brzuchem! Lepiej ode mnie wiesz, że tak jak wysypka nie przesądza o występowaniu ospy tak Twoje „krągłe kształty” nie przesądzają o tym, że brak Ci predyspozycji do realizacji wielkich biznesowych zadań. No ale jeśli masz wielki brzuch (a jesteś zdrowy) i jednocześnie jesteś politykiem, to może jednak trochę się nad sobą zastanów. Może pomyśl o tym, co Cię w życiu napędza. Jeśli napędza Cię władza, splendory, dowody uznania i droga na skróty to może jednak nie bierz się za budowę firmy, rakiety, promu, fabryki samochodów czy portu lotniczego. Szczególnie jeśli nie wkładasz w to ani 100% energii, ani swoich pieniędzy. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu to dość paskudny grzech, ale pewnie da się nawet go polubić. Pychy już nie.
*Stępka – podstawowy element konstrukcyjny statków i łodzi. Pełni kluczową rolę w strukturze każdej jednostki pływającej. Rozciąga się wzdłuż osi symetrii dna od dziobu do rufy. Jej funkcja jest nie tylko konstrukcyjna, ale także funkcjonalna, gdyż stępka zapewnia stateczność i wytrzymałość konstrukcji, wpływając na odporność kadłuba na zginanie i skręcanie podczas żeglugi (Wikipedia).




