Razem w życiu, razem w pracy
Anna i Tomasz Siwiccy w Świecie Nieruchomości
Razem w życiu, razem w pracy
Anna i Tomasz Siwiccy w Świecie Nieruchomości
Stanowią zgodny duet w życiu i w pracy. Ona specjalizuje się w nieruchomościach premium, on czuwa nad całością firmy, którą stworzył w 2004 roku. Wydawać by się mogło, że są wyłącznie skupieni na swojej pracy. Po dwóch dniach spędzonych w ich towarzystwie, w ich domu, okazało się, że to ludzie o ogromnych sercach, pełni pokory i ciepła. I absolutnie rozbrajającej szczerości.

Świat Nieruchomości to firma, którą 20 lat temu stworzył Tomasz Siwicki. Firma zapewnia kompleksowe wsparcie oraz pomoc prawną przy transakcjach kupna, sprzedaży oraz wynajmu nieruchomości, specjalizuje się również w szybkim skupie nieruchomości oraz oferuje pomoc przy skomplikowanych stanach prawnych nieruchomości. Reprezentuje tych, którzy mają nieruchomość na sprzedaż lub wynajem. Z sukcesem obsługuje wiele transakcji, o różnej, czasem bardzo dużej skali.
Tomku, zakładając firmę – czym się kierowałeś?
Interesowały mnie nieruchomości. Mój ojciec miał firmę budowlaną, ale mnie budowanie nie fascynowało, tylko sprzedaż. Miałem jeszcze krótki epizod związany z deweloperką, ale stwierdziłem, że to nie dla mnie. Ponadto pośrednictwo w odróżnieniu od budowy – jest znacznie szybszym procesem. Przez 20 lat udało mi się stworzyć własną, zastrzeżoną markę Świat Nieruchomości. Dalej się rozwijamy, niedługo otwieramy nowy odział, który już prowadzi Ania.
Aniu, wcześniej byłaś znaną wizażystką, prowadziłaś własny salon przez ponad 12 lat. Jak trafiłaś do świata nieruchomości?
Niestety pojawiła się u mnie choroba i przeszłam liczne operacje, które uniemożliwiły mi na dłuższą metę pracę wizażystki – aktualnie mogę ręką pracować nie dłużej, niż 4 godziny. Do zmiany branży przyczynił się też covid. Salon nie działał w tym okresie. Nieruchomościami nie byłam zainteresowana, ale okazało się, że umiejętności w pracy z klientem, które już posiadałam, tutaj również się sprawdzają. Nie było mi łatwo od razu wejść w ten świat. Biuro tworzą też inni ludzie, miałam obawy, jak zostanę przyjęta. Nie chciałam, żeby myślano o mnie, że skoro jestem narzeczoną Tomka, to będę mała łatwiej jako agent. Dlatego sama musiałam zdobywać klientów. Nawet nie chciałam, by dawano mi zlecenia. To trwało mniej więcej rok. W tym czasie zaopiekowałam się także biurem, zaprojektowałam i nadzorowałam jego remont, z myślą, aby wszystkim pracowało się przyjemniej. I tym chyba ostatecznie zdobyłam serca i zaufanie współpracowników. Jednak największą rolę w tej zmianie odegrał Tomek. Jego wsparcie, wiara we mnie i zaufanie, które mi okazał, pozwoliły mi przetrwać najtrudniejsze chwile.
Poza tym miałam najtrudniej, bo siedziałam przy samym szefie (śmiech). Wmoim przypadku było tak, że zawsze na wszystko miałam odpowiedź. Dopiero Tomek pokazał mi, że nie zawsze tak można, gdyż klient może cię zaskoczyć pytaniem, na które nie od razu znajdziesz odpowiedź. Trzeba wtedy z takiej sytuacji wybrnąć. Bardzo dużo nauczyłam się przez pierwszy rok. Mocno się wkręciłam w nową pracę, a moją ukrytą mocą okazała się umiejętność słuchania potrzeb ludzi oraz konkretne podejście do tematu, które sprawiają, że moje działania są skuteczne.
Jak się Wam pracuje ze sobą? Jesteście razem właściwie 24 godziny na dobę…
Ania: Tak dobrze, że robimy drugi oddział (śmiech).
Tomek: Z tym wspólnym czasem nie do końca tak jest – albo Ania ma spotkania, albo ja mam. Oczywiście widujemy się w pracy, ale nie jest to aż tak uciążliwe, no może, poza tym, że Ania jak pisze na klawiaturze, to hałasuje (śmiech).
Ania: Uważam Tomka za bardzo mądrego człowieka, lubię, gdy jest w pobliżu. Chyba każdy w biurze lubi, bo gdy jest u siebie w gabinecie, drzwi się nie zamykają. Czasem celowo zostaje w domu, aby skupić się na wyznaczonym zadaniu. Jest świetnym szefem, ma niesamowite doświadczenie i wiedzę. Potrafi zadbać o dobrą atmosferę i zawsze myśli o innych.
Tomek: W zespole mamy doświadczonych agentów, trzy osoby są ze mną niemal od samego początku i mają prawie 20-letnie doświadczenie. Myślę, że to o czymś świadczy. Mamy też stałych klientów, którzy do nas wracają.
Wiemy już, jakim jesteś szefem. A jakim pracownikiem jest Ania?
Tomek: Jest profesjonalna, bardzo dokładna, czasem aż za bardzo. Nad jedną ofertą potrafi siedzieć wiele godzin, dbając o każdy szczegół, każdy jej element. Jest zawsze bardzo skupiona.
Ania: Czasem tego perfekcjonizmu mam dosyć (śmiech). Z drugiej strony, kiedy mam przed sobą niszową ofertę za 7 milionów, to muszę się nad nią pochylić.
Tomek: Ania jako agent specjalizuje się w nieruchomościach premium i dlatego musi być precyzyjna. Wybrała taką specjalizację i dobrze jej to wychodzi.
Ania: Zajmuję się takimi nieruchomościami także ze względu na zdrowie. Nie mam tyle siły, aby biegać po piętrach – bo nie mam sprawnego płuca, moje ciało dużo przeszło, choć nie widać tego na pierwszy rzut oka. Moje fizyczne możliwości są ograniczone. Oczywiście, żeby nie skłamać, czasem przyjmuję takie zlecenia, ale to naprawdę bardzo rzadko głównie od bliskich znajomych. Dlatego, skoro wybrałam sobie konkretną specjalizację, to pragnę, aby mój klient był jak najlepiej obsłużony.
Kiedy jesteście zadowoleni ze swojej pracy? Co Wam przynosi satysfakcję?
Tomek: Kiedy jesteśmy zadowoleni? Kiedy dostajemy prowizję (śmiech). Oczywiście żartuję. Kiedy klienci są bardzo zadowoleni, a szczególnie wówczas, kiedy uda się spiąć transakcje o skomplikowanych stanach prawnych, przy których inne biura nie dały sobie rady. Pomagamy też uporządkować sytuację prawną i finansową danej nieruchomości. Podpisujemy umowę przedwstępną, spłacamy wszystkie długi. Im trudniejsza sprawa, tym większa satysfakcja, że udało się ją rozwiązać.
Ania: Jestem zadowolona, gdy czuję, że powiązałam fajnych ludzi i spełniłam czyjeś małe lub większe marzenie, lub założony cel oraz oczywiście, gdy przyjmuję wynagrodzenie z wyczuwalną wdzięcznością.
Tomek jest dobrym człowiekiem. Zawsze pomaga ludziom, którzy tego potrzebują i sam jest zadowolony, jeśli komuś pomoże. Największe zadowolenie widziałam zaledwie parę razy, gdyż sam wobec siebie jest bardzo krytyczny i rzadko się chwali. Pamiętam jego zadowolenie i czystą radość, gdy wszedł do domu i z iskrą w oczach opowiadał, jak dokonał rzeczy niemożliwych i pomógł klientce w bardzo skomplikowanym stanie prawnym nieruchomości.
Znamy się 13 lat, od 7 lat jesteśmy razem, a od czterech lat pracuję w nieruchomościach. Z perspektywy tych 13 lat, niejednokrotnie widziałam, jak ludzie próbowali Tomka wykorzystać, oszukać czy wręcz zniszczyć.
Dlaczego tak się działo?
Ania: Bo wyczuwali w nim dobrego człowieka, którym niezaprzeczanie jest.
Tomek, zatem słuchasz się Ani?
Tomek: Słucham, ale wyciągam swoje wnioski (śmiech).
Ania: W biznesie Tomasz jest twardy. Natomiast jeśli chodzi o życie prywatne, to musiałam go nauczyć asertywności.
A jak właściwie się poznaliście?
Ania: Znaliśmy się od wielu lat, ale przełomem było, jak się rozwiodłam i zwróciłam się do biura Tomka, o pomoc przy sprzedaży mieszkania. W trakcie spotkań związanych z tą transakcją zaczęliśmy ze sobą rozmawiać i okazało się, że jesteśmy na tym samym poziomie emocjonalnym, mamy podobną wrażliwość i znaleźliśmy się w bardzo podobnym momencie życia. I to nas bardzo zbliżyło. Tomek najpierw pomógł mi sprzedać mieszkanie, później wynająć i kupić nowe. W sumie nie zdążyłam się do nowego domu wprowadzić, gdyż wszystko tak się między nami rozwinęło, że zamieszkaliśmy razem (śmiech).
Tomek: Ania pojawiła się akurat w trudniejszym momencie mojego życia, kiedy pojawiły się u mnie m.in. problemy ze zdrowiem – zdiagnozowano u mnie stwardnienie rozsiane. Zostałem w pewnym momencie z tym sam.
Ania: Jestem lwicą i jak każda lwica bronię swojego stada, a że Tomek do niego dołączył, nie wyobrażałam sobie nie być przy nim w tych momentach.
I jak się teraz Tomek czujesz?
Tomek: Jestem w programie lekowym od blisko sześciu lat. Przy tej chorobie nie trzeba wcale jeździć na wózku, prowadzi się normalne życie. Nie cofnie się jej, ale przy odpowiedniej kuracji i trybowi życia można jej rozwój bardzo mocno zatrzymać. Przy okazji pragnę bardzo podziękować prowadzącemu mnie doktorowi – Robertowi Jałowińskiemu.
Ania: Staram się, by Tomek utrzymywał balans w życiu, żeby o siebie dbał. Każdego z nas mogą spotkać i spotykają trudne doświadczenia, ale nie można pozwolić na to, by nas ściągnęły całkowicie w dół.
Oboje dużo przeszliście w życiu, a siedząc tu z Wami, widzę przed sobą dwoje radosnych, pełnych życia, atrakcyjnych ludzi. Jak Wy to robicie?
Ania: Ja i Tomek mamy w sobie bardzo dużo światła, miłości oraz wiary.
Tomek: Mamy też emocję. Nie raz w życiu zostaliśmy oszukani przez innych, a to wpływa negatywnie na psychikę. Pojawia się wtedy żal. Żal do siebie, że komuś się pomogło, a ta osoba wykorzystała nasze zaufanie.
Ania: To nie jest tak do końca, że jesteśmy cały czas uśmiechnięci i szczęśliwi. Każdy z nas przecież ma problemy, które zatrzymuje dla siebie i płacze po cichu w domu. Nie raz były takie momenty i u mnie, kiedy myślałam, że moja batalia o zdrowie się zakończy, a tu przede mną kolejna i znowu kolejna operacja. Uśmiech utrzymuje nas na powierzchni. Gdybyśmy zanurzyli się w tej głębi, to by się wszystko posypało. Ważne też jest, żeby otaczać się ludźmi z dobrą energią, przy których dobrze się czujemy.
Co robicie, jak nie pracujecie?
Tomek: Cały czas pracujemy (śmiech). A tak na poważnie, to lubimy tańczyć. Lubimy wyjść do klubu. To nas relaksuje.
Ania: Fajnie jest w sobie pielęgnować wewnętrzne dziecko. Nie przejmować się tym, co inni o tobie myślą. Kiedy idziemy potańczyć, jesteśmy tylko my.
Aniu, nie brakuje ci poprzedniego zawodu?
Bardzo. To była moja pierwsza pasja. Salon traktowałam jak swoje dziecko. Panowała w nim niesamowita atmosfera. Tutaj też jestem szczęśliwa, ale bardziej zestresowana. Są większe pieniądze, większa odpowiedzialność, ale satysfakcja – podobna.
Co jeszcze sprawia Wam przyjemność?
Tomek: Podróże i poznawanie nowych miejsc.
Ania: Bardzo lubię czytać, natomiast Tomek z pasją śledzi wszelkie inwestycje i giełdy. Ponadto lubimy jeździć na koncerty, od tak ogromnych, jak Beyonce z JZ w Berlinie, po kameralne w Szczecińskiej Filharmonii. Te ostatnie są nam najbliższe.
Tomek: Lubię z synami wspólnie poćwiczyć. W tym przypadku nie tylko chodzi o sam sport, tylko wspólnie spędzony czas, a jest on wtedy tylko dla nas.
Tomek, zbudowałeś firmę sam. Nikt Ci nie narzucał swojej wizji. Czy wychowując chłopców, dajecie im wolność wyboru?
Ania i Tomek: Zawsze powtarzamy chłopcom, że jeżeli wybierając kierunek, po drodze stwierdzą, że to jednak nie jest dla nich – mogą śmiało to zmienić. Niczego im nie narzucamy. Mają być w życiu przede wszystkim szczęśliwi.
Dziękuję za rozmowę.




