Jest wiele owadów, które uprzykrzają nam życie. Ale jeden z nich szczególnie odnajduje jakąś taką dziwną przyjemność w zatruwaniu nam życia. Zawzięty dziad atakuje nas od wieków i co by człowiek nie wymyślił na niego, to on i tak zawsze jest górą. Pewnie już wiadomo, że chodzi o komary. Ich bzyczenie przypomina chińską torturę kropli wody, doprowadza człowieka do takiej furii, że potrafi wstać nawet w środku i z kapciem lub gazetą w dłoni gonić go po całym mieszkaniu do upadłego, do krwi ostatniej (co ma niebagatelny z nim związek), dopaść a potem rozsmarować go na ścianie lub szybie. Oczywiście jak się trafi a wcale to nie jest takie proste. Bo komary, cwane bestie, lubią się z nami pobawić. Pobzyczą, pobzyczą i jak już tropicielowi wydaje się, że namierzył łajdaka, ten nagle milknie i przyczaja się gdzieś za zasłoną, na szafie lub pod sufitem. Gdzie go karząca dłoń uzbrojona w packę póki co nie dosięgnie. I nie ma rady, musisz uzbroić się w cierpliwość, jak rasowy myśliwy czekać aż przeciwnik wychyli się ze swej kryjówki i wtedy znowu zaatakować. Jak masz trochę szczęścia lub komar nie jest profesjonalistą czy też może postanowił w ten sposób popełnić samobójstwo, to wysiłki zostaną uwieńczone sukcesem. To okrutne, niektórzy powiedzą nawet, że nieludzkie a zwolennicy reinkarnacji zadadzą swoje odwieczne pytanie: „a może w przyszłym życiu będziesz komarem i chciałbyś wtedy zginąć od kapcia jakiegoś okrutnika?” Pewnie, że nie. Ale takie dysputy chyba lepiej zostawić na długie zimowe wieczory z kubkiem „grzańca” w dłoni a teraz przystąpić do walki. Bo to jest wojna, krwiopijcy kontra my, jeńców nie bierzemy, albo my ich albo oni nas. Od tego zależy przecież np. jak spędzimy wakacje – czy radośnie, spokojnie, słuchając upojnego trelu ptaków, szumu morza lub discopolowej sieczki (dla każdego coś miłego), czy tez będziemy toczyli kolejne bitwy z tymi latającymi wampirami, niszczycielską siłą, które chce przelać a raczej wyssać naszą krew. Czy będziemy mogli spokojnie poleżeć na leżaku delektując się zimnym browarkiem, czy też ten czas spędzimy na gwałtownym i długotrwałym wymachiwaniu rękami w nadziei odgonienia kolejnych watah tych cholernych bzyczących bezlitosnych, potworów. I być może zabrzmi to niewiarygodnie ale chyba jest takie miejsce i to w Zachodniopomorskiem w którym człowiek wygrał odwieczną wojnę z komarami. Albo mu się tylko tak wydaje. W każdym razie trzymamy kciuki za Świnoujście, które już w mediach ogłosiło, że w tym roku komary nie będą na tak zmasowaną skalę jak zawsze prowadzić swojego krwawego procederu. Przynajmniej na czas wakacji. Bo miasto prowadzi intensywne odymianie ulic i parków.

Na początku miesiąca dokuczały. W tej chwili jest ok, zniknęły. Nie wiadomo jak, ale zniknęły. Owszem dokuczały, ale już nie dokuczają. W zeszłym roku też były, potem nie było komarów w ogóle, bez żadnej plagi – mówili kilka dni temu mieszkańcy Świnoujścia i wypoczywający w nim turyści reporterowi jednej ze szczecińskich rozgłośni radiowych.

I oby nie zapeszyli. Reprezentanci władz miasta zapewniają, że intensywne odkomarzanie trwa na terenie całego kurortu. I potrwa do końca wakacji. A walka z uciążliwymi owadami prowadzona jest dwoma sposobami. Pierwszy to opryski, które stosowane są po godzinie 21:00, a drugi to odymianie. Odymiane są tereny zurbanizowane i rekreacyjne, czyli parki, zieleńce. Robione to jest z użyciem specjalnego środka chemicznego, przy odpowiednich warunkach atmosferycznych. Musi być bezwietrznie i nie może padać. Koszt odkomarzania w Świnoujściu to niemal pół miliona zł. Ale co tam kasa! Brak komarzego bzyczenia i swędzących bąbli na ciele warte jest przecież każdych pieniędzy. Oczywiście pewnie inne zdanie na ten temat mają osoby handlujące preparatami na komary oraz środkami na ich ukąszenia. No cóż, dobro mieszkańców i turystów jest najważniejsze. Cieszy sukces Świnoujścia w walce z tymi małymi bydlakami. Ale znając je już trochę i skutki ich działalności zastanawia, że tak łatwo odpuściły. A może tylko gdzieś się przyczaiły, reorganizują siły, czekają na posiłki, opracowują taktykę, żeby potem uderzyć zmasowanym atakiem. Oby nie. Choć trochę to wszystko bzzzzzzzydko pachnie i bzzzzzzzzzydko wygląda. Świnoujścianie – bądźcie czujni! Cała Polska na Was patrzy i trzyma kciuki!

 

Prestiż  
Lipiec 2024