Trudny flirt z klasyką
Szczeciński Teatr Współczesny słynie – jak wskazuje sama nazwa – z wystawiania dramaturgii dotykającej problemów bliskich nam: ludziom przełomu XX i XXI wieku. Nawet jeśli pojawia się tu klasyka, to z mocną, współczesną wymową, bez kostiumów z epoki. Tym większym zaskoczeniem jest więc ostatnia premiera mieszczącej się przy Wałach Chrobrego sceny – „Chorego z urojenia” Moliera w reżyserii Tomasza Obary.
Żyjący w XVII wieku francuski pisarz słynął z bezlitosnego obnażania w swych utworach ludzkich przywar, a te są przecież ponadczasowe. „Chory z urojenia” to zatem wymarzony materiał na mocną satyrę o obecnych, tak dobrze nam znanych, realiach. Niestety, Obara skupił się tylko na tym, by było łatwo i przyjemnie. Efekt? Miła, niezwykle krótka (pierwszy akt pół godziny, drugi – 25 minut, w środku 20-minutowy antrakt) komedyjka, o której zapomina się zaraz po wyjściu z sali. Ustrojony w surduty, peruczki i stylowe suknie zespół aktorski zagrał poprawnie, z wyraźnym dystansem jednak do przyjętej przez reżysera konwencji. Pomimo iż głównym bohaterem „Chorego z urojenia” jest mężczyzna (w roli hipochondryka Argana występuje Wiesław Orłowski), to najlepszą kreację sceniczną stworzyła kobieta – Maria Dąbrowska w roli młodej żony, zdradzającej starego męża, przykuwa uwagę od swojego pierwszego pojawienia się na scenie. I to głównie dla niej warto obejrzeć ten nie do końca udany spektakl




