Tajemnice szczecińskich ulic

Legenda gór, podniebny ułan i polski Jack London

 

Wiele ze szczecińskich ulic nosi imiona lokalnych patriotów, ludzi ważnych dla miasta, bohaterów, poetów, pisarzy, malarzy, polityków, władców, wodzów, artystów. Są też nazwy przyrodnicze, geograficzne, krajobrazowe. Ale są też i takie, które budzą zdziwienie, rozbawienie, ale i ciekawość. Czy znamy bohaterów niektórych naszych ulic? Co oznaczają nazwy wielu z nich? Co miesiąc staramy się je rozszyfrować. Oto kolejne z nich.

Ulica Sabały

To jedna z najniezwyklejszych postaci „spod samiuśkich Tater, hej”. Taki górski artysta i ikona kultury podhalańskiej, tylko, że z XIX wieku. Urodzony w 1809 roku Sabała tak naprawdę nazywał się Jan Krzeptowski z rodu Gąsieniców. Według jego biografów był m.in. przewodnikiem tatrzańskim, muzykantem, gawędziarzem i pieśniarzem. W młodości podobno był nawet kłusownikiem i zbójnikiem. Brał udział w Powstaniu Chochołowskim (według historyków jednym z epizodów Powstania Krakowskiego z 1846 roku – grupa górali zbrojnie wystąpiła przeciwko szlachcie i władzom austriackim, zostało stłumione po dwóch dniach) za co po jego upadku siedział w więzieniu. Dla swoich pobratymców był odmieńcem, bo zamiast zająć się „gazdowaniem” na gospodarstwie, to związał się z artystami dla których Podhale stało się bardzo modne i towarzyszył im m.in. Stanisławowi Witkiewiczowi oraz dr Tytusowi Chałubińskiemu w wędrówkach po górach. Był nawet ojcem chrzestnym Stanisława Ignacego Witkiewicza – Witkacego. Często przedstawiany jest jako stary góral grający na „złóbcokach” (instrumencie będącym odmianą „gęśli”). Jego postać w literaturze uwiecznili m.in. Henryk Sienkiewicz, Stanisław Witkiewicz, Kazimierz Przerwa – Tetmajer, Władysław Orkan i Jalu Kurek.

Ulica Jerzego Bajana

Jeden z najlepszych polskich pilotów i żołnierzy. Jego pasja do latania była silniejsza od ran podniesionych w boju. Jerzy Bajan jako 17-latek walczył w obronie Lwowa w 1918 roku. Potem, w trakcie wojny polsko bolszewickiej służył w kawalerii i piechocie . Ale miłość do lotnictwa była silniejsza. Ukończył Oficerską Szkołę Lotniczą w Grudziądzu i służył w eskadrach myśliwskich. Szczególnie upodobał sobie akrobacje lotnicze. Był członkiem grupy nazywanej „trójką Bajana”, która prezentowała figury akrobatyczne na trzech samolotach myśliwskich PWS-A. Ich skrzydła, podczas lotu, były połączone ze sobą sznurami. Brał udział w wielu międzynarodowych zawodach m.in w maju 1933 w Międzynarodowym Locie Alpejskim do Wiednia zdobył pierwsze miejsce. Choć nie obyło się bez dramatycznych momentów. Po jednym ze startów na skutek podmuchu wiatru jego samolot spadł na drzewo i spłonął. Bajan oraz towarzyszący mu drugi lotnik zdołali się uratować. W czerwcu 1939, w stopniu podpułkownika, objął stanowisko komendanta Szkoły Podchorążych Lotnictwa – Grupa Taktyczna w Centrum Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa w Dęblinie. Po wybuchu II wojny światowej, 2 września 1939 roku, podczas niemieckiego nalotu bombowego na Dęblin, został ciężko raniony odłamkiem bomby w lewą rękę – utracił władzę w dłoni. Udało mu się przedostać najpierw do Francji a potem do Anglii. Pełnił funkcje sztabowe. Choć okazjonalnie, ale w dalszym ciągu latał – sporządził sobie hak mocowany do lewej dłoni, który pomagał mu obsługiwać przyrządy sterownicze samolotu. Od czerwca 1943 roku był polskim oficerem łącznikowym w sztabie dowództwa lotnictwa myśliwskiego (RAF Fighter Command), czyli faktycznie pełnił funkcję dowódcy polskiego lotnictwa myśliwskiego. Po wojnie pozostał na emigracji w Londynie.

Ulica Jana Papugi

Tak opisuje go Encyklopedia Pomorza Zachodniego „Pomeranica”: „niski, krępy, w kolorowej koszuli, wytartych, spłowiałych spodniach, sandałach na bosych stopach i z nieodłącznym chlebakiem przerzuconym przez ramię, był jedną z najlepiej rozpoznawalnych i najbarwniejszych postaci Szczecina”. Jan Papuga uważany jest za jednego z najciekawszych polskich marynistów. Dziś nieco zapomniany a szkoda. Bo to był nie tylko zdolny pisarz, marynarz i podróżnik, ale i prawdziwy niespokojny duch, który z niejednego pieca jadł chleb. Wychował się w robotniczych dzielnicach Łodzi. W latach 1929-1935 był robotnikiem. Potem wstąpił do Dywizjonu Lotniczego w Pucku. Ale został z niego usunięty za przynależność do Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej. Marzył o pływaniu. Zamustrował się więc na statek gdzie pracował jako palacz. Od 1935 roku pływał na statkach handlowych różnych bander. Opłynął niemal cały świat. W czasie II wojny światowej pływał w konwojach do USA i Kanady. Lubił jednak schodzić na ląd ciekawy ludzi i krajów. W Ameryce, jak pisał jeden z dziennikarzy, „w Nowym Jorku miał widzieć kuzyna Winnetou, w Nowym Meksyku pić wódkę z Indianami, w Wirginii trafić do polskiej wioski i bawić się w rytmie krakowiaków i mazurów”. Aresztowany za włóczęgostwo trafił do więzienia w El Paso. Swoje wojenne przeżycia i morskie wędrówki opisał w książce „Najpiękniejszy rejs”, którą wydał w Londynie w 1945 roku dzięki pomocy Antoniego Słonimskiego. W1946 roku trafił do Szczecina. Pracował dorywczo, nigdy nie podejmując stałej pracy. Ale pisał. W prasie zamieszczał m.in. reportaże i opowiadania przedstawiające losy ludzi morza. Był autorem kilku głośnych książek. Jego marzeniem było stworzenie literackiej osady poza Szczecinem. Odpowiednie miejsce znalazł na wyspie Karsibór, między Zalewem Szczecińskim a Starą Świną. W powstawaniu literackiej przystani pomaga mu znajomy szczeciński dziennikarz i literat. Potem okaże się, że to ukrywający się pod zmienionym nazwiskiem Ludwik Kalkstein – były agent Gestapo, który przyczynił się do aresztowania dowódcy AK gen. Grota Roweckiego. Pomysł literackiej osady upada. W 1951 roku Papuga powrócił do pracy marynarza. Po rejsie do Chin został usunięty z PZPR. W 1958 roku, znowu, ale na krótko, powrócił na morze. W 1967 roku w ramach przyznanego mu stypendium literackiego wypłynął w dalekomorski rejs. Trafił do Afryki gdzie rozpoczął pieszą wędrówkę. Aresztowany w Kamerunie, powrócił do Polski jako więzień. Po powrocie do Szczecina mieszkał w bardzo skromnych warunkach – na poddaszu jednej z kamienic w centrum. Ciężko chory odsunął się od znajomych i przyjaciół. Zmarł 2 stycznia 1974 roku. I jeszcze raz „Pomeranica”: „wśród czytelników i krytyków literackich ceniony za prostotę języka, zwięzłość i autentyzm. Ze współczesnych mu, wysoko był ceniony przez Zofię Nałkowską i Jarosława Iwaszkiewicza. Jednak jego warsztat pisarski praktycznie został uznany dopiero kilka lat po śmierci”.

 

Prestiż  
Styczeń 2025