Mozaika – przyjaźń tworząca jakość
Wszystko zaczęło się od architektury i przyjaźni. Ania Szymańska, Monika Kreft i Dominika Kulesza-Żolik/Tośka spotkały się jeszcze na uczelni studiując architekturę, choć jak twierdzą ich znajomość dojrzewała bardziej na poza studenckim imprezowym życiu. Skutecznie, bo przetrwała wszystko co działo się po drodze, kiedy zaczęło się tzw. dorosłe życie a dwa lata temu zmaterializowała się pod postacią Mozaiki – kawiarni, kreatywnego miejsca spotkań, która tak jej założycielki jest zbiorem różnorodnych elementów tworzących całość.

Tu w XIX wiecznej kamienicy na styku ulic Śląskiej i Jagiellońskiej można wypić w pięknej ceramice autorstwa Dominiki specjalnie wybraną kawę, skosztować któregoś z wybornych wypieków Ani i jeszcze obejrzeć, a także zaopatrzyć się w niezwykle oryginalną biżuterię Moniki. Ale to nie wszystko. Na piętrze znajduje się pracownia Dominiki, gdzie pod nazwą TOSKAceramika tworzy swoje ceramiczne perełki. Obok znajduje się przestrzeń na różnego rodzaju warsztaty. Mozaika jest otwarta na osoby twórcze i kreatywne – od czasu do czasu odbywają się tu wystawy a na zewnątrz latem rozbrzmiewa muzyka grana przez didżejów. Klimat i jakość tego miejsca doceniają jego bywalcy i bywalczynie, ale także grono tzw. znawców. Mozaika znalazła się m.in. wśród 10 najlepszych kawiarni w Polsce i otrzymała wyróżnienie European Coffee Trip Awards 2024.
– Przez te lata, zanim powstała Mozaika, to się tak zbiegało i rozbiegało, ale cały czas nasza relacja była zażyła. W międzyczasie z Tośką prowadziłyśmy wspólnie biuro architektoniczne, a Ania miała również swoją pracownię. Co ciekawe oba miejsca znajdowały się w tej samej kamienicy. Wyglądało to tak, że dzwoniłyśmy albo pisałyśmy do siebie oficjalne maile w sprawie zbiórki w umówionym miejscu by porozmawiać na akurat interesujące nas tematy – wspomina Monika.
– Nadszedł jednak taki moment, kiedy to na zupełnym spontanie postanowiłam, że rezygnuję z architektury, pomimo tego, że był to mój ukochany, wymarzony zawód – kontynuuje opowieść Ania. – Otworzyłam wtedy pierwszą kawiarnię – Meraki Bar, ale cały czas z tyłu głowy miałam taką myśl, że chciałabym stworzyć coś więcej niż tylko miejsce z kawą i ciastem. Zresztą uważam, że wszystko co się po drodze wydarzyło w moim życiu, każde tego rodzaju doświadczenie było po to, bym mogła stworzyć i otworzyć Mozaikę.
– U mnie również, w wyniku różnych zdarzeń nastąpił moment, że również odłożyłam architekturę – dodaje Monika. – Architektura była sposobem na tworzenie natomiast zajęciem bardzo wyczerpującym i dającym mało wewnętrznej satysfakcji. Zawsze lubiłyśmy tworzyć i znalazłyśmy nisze, w których chcemy rozwijać swoje indywidualne predyspozycje.
Poszukiwania miejsca pod kawiarnię rozpoczęły się jeszcze przed pandemią, chociaż jak twierdzi Ania, to miejsce wybrało ją a nie na odwrót. – Wielokrotnie, kiedy przejeżdżałam ulica Jagiellońską widziałam tę witrynę. Za każdym razem, gdy tu zaglądałam nic się w tym miejscu nie działo – mówi. – Kiedy odnalazłam właściciela okazało się, że jest nim osoba, która była moim inwestorem, kiedy jeszcze pracowałam jako architekt. Sprawy potoczyły się szybko i lokal trafił w mojej ręce.
Na początku chciała go otworzyć w pojedynkę, ale jednak potrzebowała innych ludzi do współpracy i naturalnym było, że o pomoc zwróciła się do swoich przyjaciółek. – Na początku miało być to miejsce, w którym miałyśmy organizować swojej warsztaty, gdyż do tej pory każda z nas pracownię miała w domu – wyznaje Tośka. – Nie myślałyśmy jeszcze, że będzie to także kawiarnia.
– Mozaika nie jest stricte gastro miejscem. To miało być coś… do końca nieokreślonego. Miejsce spotkań. A jakich spotkań? Takich na jakie będą potrzeby – dodaje Monika.
– Dokładnie – przytakuje Tośka. – Chodziło też o to, by ze swoimi rzeczami, ze swoją twórczością wyjść do ludzi. Pokazać im, że jest świetna ceramika, biżuteria, fajne wypieki, i że to wszystko można mieć także na własność. Zaczęłyśmy uczyć ludzi, że handmade to nie jest bylejakość, przaśność. Że są to rzeczy jakościowo bardzo dobre, produkty unikalne, które nie wyszły z taśmy produkcyjnej.
– Jako że Mozaika, to również kawiarnia, nie wyobrażałam sobie, żeby znajdujące się tutaj wypieki pochodziły gdzieś z zewnątrz. Wszystko wychodzi spod moim rąk – podkreśla Ania.
Kawa, której można się napić w Mozaice jest również specjalnie wyselekcjonowana i nie ma przypadkowego pochodzenia. – Na stałe współpracujemy z Qualią. Otrzymujemy od nich wsparcie i im zawdzięczamy nasze pierwsze kroki w profesjonalnym podejściu do kawy – mówi Monika. – Raz w roku spotykamy się w Quali na dwie, trzy sesje i próbujemy różnych gatunków kaw, o tym co nam w duszy gra a ci fantastyczni ludzie z palarni próbują to później odtworzyć. Dzięki temu posiadamy autorską kawę, której można napić na miejscu, ale też zaopatrzyć się na domowy użytek. Mamy też ciekawe kawy z innych szczecińskich palarni, z innych części Polski oraz z Berlina. Jest gatunkowa różnorodność.
Mozaikowa kawa najlepiej oczywiście smakuje w ceramicznych naczyniach pochodzących z pracowni Tośki, na przykład w niezwykłych kubkach sensorycznych. – Polega to na tym, że kubek ma inny kształt: jeden jest otwarty, drugi zamknięty a trzeci prosty – tłumaczy autorka. – I tak, otwarty kubek pozwala najbardziej wyczuć body kawy, czyli jej podstawę. Napar z zamkniętego jest najbardziej sensoryczny i intensywny, natomiast trzeci kubek daje najbardziej zbalansowany i wyważony aromat. Jeżeli chcesz sprawdzić kawę, którą akurat mamy na przelewie, możesz wziąć trzy kubki i sobie ją w ten sposób wypróbować. Ten zestaw można także nabyć dla siebie na własność.
Lokal przy Jagiellońskiej jest miejscem otwartym dla każdego. – Pamiętam, że przygotowując strategię firmy miałyśmy określić do jakiego klienta chcemy dotrzeć – wspomina Monika. – Przygotowałyśmy coś takiego i okazało się, że dla każdej z nas ten klient jest inny. Określenie tego do jakiej konkretnej grupy docelowej chcemy trafić nie ma dla nas żadnego znaczenia. Potwierdzeniem tego są ludzi, którzy nas odwiedzają – każdy z innej parafii, w różnym wieku, o różnych upodobaniach światopoglądowych, modowych. Jednej rzeczy tylko nie tolerujemy u siebie – arogancji a tak każdy jest w Mozaice mile widziany. Przyjęłyśmy zasadę, że jest to otwarta przestrzeń dla wszystkich, również dla naszego zespołu. Nie obciążamy siebie, swoimi problemami, ale sygnalizujemy je i wtedy taka osoba jest pod specjalną ochroną.
Mile widziane są także osoby, które chciałyby skorzystać z warsztatów organizowanych przez ekipę Mozaiki, mogą także wynająć przestrzeń u góry lokalu pod swoje zajęcia. Ania myśli już także o kolejnych autorskich warsztatach. – Co prawda robienie ciast sprawia mi przyjemność, ale też odciąga od czegoś co pragnę robić w dalszej lub bliższej perspektywie. Otóż w międzyczasie zrobiłam studia z edukacji żywieniowej i promocji zdrowia. Interesuję się ajurwedą, psychodietetyką i myślę o tym by uruchomić warsztaty edukacyjne idące w tym kierunku.
Ktoś by mógł powiedzieć, że prowadzenie wspólnego interesu przez grono przyjaciół nie zawsze dobrze się kończy i jest ryzykowne. Właścicielki Mozaiki znalazły i na to sposób. – Chyba właśnie dlatego nie założyłyśmy wspólnego interesu – śmieją się. – Cały czas jesteśmy odrębnymi jednostkami. Istnieje między nami damska umowa. Nadal się szanujemy i na tym opieramy współpracę. Mamy do siebie zaufanie i nie zmuszamy się do robienia rzeczy, których nie lubimy. Każda z nas zajmuje się tym na czym się najlepiej zna, jest Atomówką, która ma konkretną moc. Mamy trzystopniową weryfikację, ale to Ania łapie za telefon i potrafi porozmawiać z każdym. To daje nam spokój. Oczywiście martwimy się, np. jak zamkniemy miesiąc, martwimy się wynikiem, ale nie towarzyszy temu lęk – „poniedziałkowy ból brzucha”. W poprzednim architektonicznym życiu każda z nas tego doświadczała. Tutaj jest inaczej. Jesteśmy we trzy, dajemy sobie wsparcie a podziałem ról się uzupełniamy. To cały czas gra jak dobrze skoordynowana orkiestra.




