Biżuteria poza płcią

Nasze postrzeganie męskości cały czas się zmienia i nie mamy tu na myśli jej kryzysu, o którym co jakiś czas słyszymy, tylko o jej wizualną, estetyczną stronę. We współczesnej modzie i designie, projektanci nie rozdzielają swoich dzieł na płeć. W zdolnych dłoniach sprawdza się to znakomicie. Nie tylko odzież wychodzi poza ten podział, ale również biżuteria. Rocknrollowe czachy, gotycka estetyka czy klasyczne złote łańcuchy, to nie wszystko co mogą nosić panowie. Biżuteria zaprojektowana z myślą o kobietach, w męskim wydaniu zmienia swój kontekst i nabiera zupełnie nowej mocy. Małgorzata Kalińska tworzy dzieła, które wspaniale zdobią panów, nie odzierając ich przy tym z ich tożsamości.

Moje drogi i Małgosi pierwszy raz przecięły się kilka lat temu, kiedy natrafiłam na piękną biżuterię pn. TYLA LATO, którą Małgosia współtworzy ze swoją córką Anastazją Hüer. Tutaj źródłem designu była głównie natura. Owoce jesionu czy ziarenka znalezione na greckich wakacjach stanowiły pretekst do zbudowania kolekcji. Delikatne i dziewczęce. Wtedy nie miałyśmy okazji spotkać się na żywo. Dopiero niedawno, bo w zeszłym roku, dzięki inicjatywie aktora i przyjaciela Małgosi Piotra Bumaja, miałam okazję poznać osobiście autorkę tych wspaniałych rzeczy. Pretekstem była wspomniana męska biżuteria, której Piotr jest ambasadorem. Małgosia zaprosiła nas do swojego domu w przygranicznym niemieckim Ramin, gdzie również znajduje się jej niesamowita pracownia i gdzie miałyśmy okazję porozmawiać. – Wszystko zaczęło się od mojego mieszkania w Szczecinie, w którym jeden pokój służył za pracownię biżuteryjno-malarską – mówi Małgosia. – Potem jak to się rozrosło, wynajmowałam różne lokale, przez chwilę także prowadziłam galerię, w której pokazywałam nie tylko swoją biżuterię, ale również kolegów projektantów z całej Polski. Po jakimś czasie moje marzenie o domu poza miastem zaczęło się spełniać i tak od prawie trzynastu lat jestem tu w Ramin, w domu z pracownią od trzech lat, które także zaprojektowałam.

 

Małgosia Kalińska jest artystką interdyscyplinarną, zajmuje się projektowaniem i tworzeniem biżuterii oraz malarstwem. Obroniła doktorat na Wydziale Projektowania Biżuterii Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, gdzie otrzymała stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jej prace prezentowane były na wielu wystawach zbiorowych i indywidualnych malarstwa i biżuterii współczesnej w różnych częściach świata. Mając blisko 30-letnie doświadczenie w kreatywnym złotnictwie, projektowaniu biżuterii i malarstwie, nieustannie poszukiwała idealnej równowagi między czystą formą, światłem i materiałem. Jej biżuteria zachwyca formą – asymetryczną, organiczną, przyciągającą wzrok, niezwykle lekką. Kolorem – mamy tu błękity, turkusy, fuksję, róż, biel i czerń. Wszystko wyjątkowe, unikalne. Dla wszystkich, również dla mężczyzn. Do tego jest wziętą malarką. W tej części swojej twórczości skłania się w stronę minimalizmu i harmonii. – Zawsze byłam przekonana, że zostanę malarką. Malarstwo jak wiemy nie jest taką prosta sprawą. Byłam młoda, miałam na utrzymaniu dwójkę małych dzieci, więc musiałam myśleć bardziej praktycznie. – kontynuuje opowieść. - Biżuteria zawsze mnie interesowała, pierwsze rzeczy tworzyłam już jako nastolatka, ze wszystkiego co mi wpadło w ręce.

Biżuteria okazała się być przeznaczeniem początkującej artystki. Postanowiła kształcić się w tym kierunku. – Miałam ogromne szczęście, gdyż trafiłam do warsztatu wybitnego mistrza rzemiosła artystycznego i złotnictwa Edwarda Wikenhausera, który miał swoją pracownię w Szczecinie, na rogu ulic Śląskiej i Jagiellońskiej. On mnie nauczył warsztatu i miłości do biżuterii – wyznaje.

Kolejnym krokiem była łódzka Akademia Sztuk Pięknych i Katedra Projektowania Biżuterii. Ta przygoda Małgorzaty trwała od studiów licencjackich aż do doktoratu. – W moim życiu nastąpił prosty podział. Biżuteria mnie karmiła i utrzymywała, malarstwo zaś pojawiło się wtedy, kiedy było mnie na nie stać – podkreśla. – Przez wiele lat jeździłam na targi, budowałam markę, tworząc cały czas autorską biżuterii. Pamiętam, że debiutancka kolekcja biżuterii artystycznej została stworzona z foliowych torebek. Pokazałam ją pierwszy raz na targach w Monachium, gdzie do platformy, do której aplikowałam wybieranych jest tylko 20 artystów z całego świata. Tak to się zaczęło.

Wróćmy jednak do biżuterii dla mężczyzn, którą Małgosia również zaczęła tworzyć jako nowy brand. Srebro to główny materiał w jakim pracuje. Metal, który nie ma przed nią tajemnic. – Od wielu lat zadawano mi pytanie: Dlaczego nie robisz biżuterii dla mężczyzn? – opowiada. – Nie byłam zainteresowana tworzeniem biżuterii męskiej do której byliśmy przyzwyczajeni. Sytuacja dopiero się zmieniła, kiedy pojawił się Piotr, który wtedy „uczył się” zachwytu nad biżuterią. Pamiętam, że zaczął wybierać z moich szuflad różne elementy, przymierzać je i w trakcie rozmowy przekonał mnie do tego, bym zaczęła też tworzyć również dla panów. To była iskra. Od razu podchwyciłam pomysł.

Piotr, który został ambasadorem męskiej kolekcji biżuterii, w rozmowie z nami, podkreśla jej uniwersalne znaczenie. – W moim odczuciu, to nie jest wyłącznie biżuteria dla mężczyzn. Dla mnie ona jest uniwersalna, poza płcią – tłumaczy. – Niesamowite jest to, że to co na pierwszy rzut oka wydaje się subtelne, na męskiej ręce nabiera nowej mocy. Biżuteria potrafi opowiadać, jest instalacją, nośnikiem informacji, metafory, symbolu. Przez biżuterię Małgosi, zmieniało się moje myślenie o tej formie sztuki. Z biżu jest jak z malarstwem, jak rzeźbą, jak z literaturą, jak z teatrem. Im więcej oglądasz, tym twoje postrzeganie i smak się zmieniają. Przestaje być wyłącznie ozdobą, błyskotką. Staje się częścią ciebie. Zachęcam i namawiam do jej noszenia. Wszystkich.

Prestiż  
Marzec 2025