Kobiet o wiek się nie pyta. A może powinno się zacząć?
Dojrzałość to przywilej. Dojrzałość to wertowane latami setki historii. Dojrzałość to ciało jak mapa wspomnień. Dojrzałość to życie. Aleksandra Medvey-Gruszka pod dwóch latach wraca z kolejną odsłoną autorskiego projektu INtonacje. Tym razem na warsztat wzięła dojrzałość. Przed obiektyw zaprosiła kobiety, które dla niej wpisują się w ideę projektu i są ucieleśnieniem dojrzałego piękna. Ich wizerunki możemy podziwiać we wnętrzach szczecińskiej Filharmonii.

babcia Basia, 81 lat
Jak mówi sama fotografka, ta wystawa, ten projekt to manifest. Dostojnego piękna, które łączy wszystkie bohaterki zdjęć. Każda jest zupełnie inna, ale każda jest równie intrygująca. Fotografia to obraz – ich twarze w ramach ujęcia snują opowieści bez słów. Siwe włosy zamieniają się w płynne srebro. Zmarszczki to origami emocji. Spojrzenia są niezmiennie ciekawe świata. Portrety rzucają wyzwanie współczesnym kanonom. Na scenę wchodzi doświadczenie.
Od pierwszych INtonacji minęło dwa lata, a mam wrażenie, że to było właściwie wczoraj.
Zleciało (śmiech) i to szybko. Pierwsza edycja była bardzo udana. Na tyle, że Filharmonia zaproponowała kontynuację. INtonacje miały się odbyć w zeszłym roku, ale przez natłok zajęć i czasochłonną organizację, druga odsłona projektu wystartowała z początkiem marca tego roku. To jednak pokaźne przedsięwzięcie.
Tematem pierwszych INtonacji było pojęcie bliskości, relacje. Twoimi modelami były przeróżne osoby, w różnym wieku i wszystkich płci. Teraz skupiłaś się na nas kobietach, ale też nie na wszystkich. Twoje modelki to osoby dojrzałe, pod względem życiowego doświadczenia, ale też wieku.
Ten temat pojawił się bardzo naturalnie. Zauważyłam, że kult młodości przechodzi na szczęście do przeszłości, a kobiety po 40-tce już nie znikają. Dużo dobrego w tym kierunku wykonały gwiazdy, celebrytki, takie jak Andie MacDowell, która na czerwony dywan wróciła z wielkim stylu, nie tuszując swojego wieku, a wręcz go eksponując i podkreślając swoją dojrzałość srebrnym odcieniem swoich bujnych loków. Na naszym lokalnym podwórku taką osobą jest chociażby Martyna Wojciechowska, która także z dojrzałości zrobiła atut. Nagle siwe włosy czy zmarszczki przestały być obiektem wstydu, a wręcz przeciwnie – są kanonem piękna.
Dojrzałe oblicze piękna. To tytuł projektu i wystawy. Jak Ty go rozumiesz?
Dojrzałość nie oznacza wyłącznie twarzy pokrytej siatką zmarszczek. Chodzi bardziej o dojrzałość emocjonalną. Dla wieku kobiet, z którymi rozmawiałam oznacza to, że nie muszą niczego nikomu udowadniać, nie muszą się z nikim licytować, nie muszę się z nikim ścigać. Robią co chcą, nikt ich nie ocenia, a nawet jeśli, to się nie przejmują tymi ocenami. Dojrzałość to przywilej. To rodzaj wolności.
Przed obiektyw zaprosiłaś bardzo różne kobiety. I te znane, ale też i anonimowe, przynajmniej do czasu wystawy.
Nie zależało mi by pokazywać ciągle te same twarze, już dobrze opatrzone. Szczecin to dużo szersze pojęcie i ma do zaoferowani znacznie więcej niezwykłych postaci. Wśród moich bohaterek są więc m.in. osoby związane z teatrem, ale też z Teatrem Współczesnym, jest pani adwokat, jest współwłaścicielka kawiarni, jest czyjaś mama, czyjaś babcia. Zresztą jedna z babć – babcia Jadwiga to ozdoba tej „kolekcji”. Przecudowna osoba, która w zeszłym roku skończyła 100 lat! To moja najstarsza modelka. Najmłodsza za to ma 46 lat. Rozstrzał kobiecej dojrzałości jest duży i się nie kończy. Dla niektórych moich modelek udział w sesji był zupełnie nowym doświadczeniem. Jedna z najstarszych pań wyznała, że po raz pierwszy miała zrobiony profesjonalny makijaż i przez to też odnalazła, zapomnianą na chwilę, kobiecość.
Wspaniałe jest to, że ta kobieca dojrzałość jest tak różnorodna pod względem wizerunku. Z jednej strony mamy portrety kobiet ewidentnie bardzo silnych, a z drugiej fotografie kobiet delikatnych niczym płatki kwiatów. Czasem jest tak, jak to było w przypadku Beaty Zygarlickiej, że ta siła i dojrzałość nie jest taka oczywista. Nie ukrywam, że na początku bałam się spotkania z nią (śmiech). Niezwykle charyzmatyczna, wspaniała aktorka, trochę mnie onieśmielała. Jednak przy bliższym poznaniu okazało się, że jest zupełnie inaczej. Jej siła i charyzma są tak magnetyczne, tak wciągające, że nie można od niej wręcz oczu oderwać. Pamiętam, że na sesję przyszła prosto z siłowni. Weszła taka bojowa Beata. A sesję opuszczała kobieta, która jechała na… odział onkologii czytać bajki dzieciom. Cieszę się też, że do projektu udało mi się namówić np. fotografkę Ewę Bernaś, która okazała się być takim ukrytym diamencikiem, kwiatuszkiem. Ewa zazwyczaj stoi za obiektywem, bardzo rzadko staje przed. A tu pokazała się jako niezwykła i piękna kobieta. Jest też Justyną Hof, o której dawno już myślałam. Podoba mi się to co robi, jak pasję przekuła w zawód. Jej energia i zaraźliwy śmiech to jest wszystko. Jest też wspomniana wcześniej Ania Szymańska, która współtworzy Mozaikę, a którą poznałam na konferencji o designie. Niesamowita osoba, z wyjątkową energią i pięknym uśmiechem.
Czy w trakcie pracy nad projektem dowiedziałaś się czegoś, co Tobie jako kobiecie, młodszej od swoich bohaterek, może się w życiu przydać?
Podczas pracy nad tym projektem dużo ze sobą rozmawiałyśmy i w trakcie tych rozmów usłyszałam kilka bardzo cennych rad. Jedna szczególnie mi się spodobała, a brzmiała ona dosłownie tak, żeby „młode dziewczyny miały wszystko w dupie.” Chodzi o to, żeby się nie przejmowały tym co inni myślą na ich temat, żeby nie przeglądały się w cudzych oczach, nie porównywały się do nikogo tylko ufały przede wszystkim sobie. I żeby szły po swoje, walczyły o siebie. Druga z najstarszych modelek powiedziała, że: „Dojrzałość dla mnie to świadomość, że nie wszystko muszę, nie wszędzie muszę być i nie każdemu muszę się tłumaczyć". To też ze mną dobrze się zgrało. Generalnie przede mną stawały kobiety zadowolone, spełnione. Takie jak np. aktorka Marysia Dąbrowska, która wyznała, że kocha swój zawód, że urodziła dwie wspaniałe córki i że przy okazji ma trochę przygód i często zmienia jej się krajobraz.
Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, że mam „coś” do mężczyzn, bo nie mam, ale my kobiety nadal jesteśmy gorzej traktowane i to na wielu płaszczyznach. Sama tego doświadczyłam. Zdarzyło się, że jako fotografka nie byłam poważnie traktowana, tylko dlatego, że jestem kobietą, do tego młodą i jeszcze blondynką. Rady doświadczonych kobiet mają szczególna wartość i warto ich słuchać.
A czym dla Ciebie jest kobieca dojrzałość?
W związku z tym, że jeszcze nie osiągnęłam tego wieku i doświadczenia co moje modelki, jestem daleka od dawania rad. Natomiast z podziwem patrzę na dojrzałe kobiety, na moje bohaterki. Imponuje mi ich siła, pewnego rodzaju wolność, spełnienie. One sobą udowadniają, że wiek to tylko liczba. Nie muszą niczego udowadniać. Nie muszą się też z nikim liczyć, nie obchodzą je cudze opinie na ich temat. Są też odporne na hejt, tak bardzo widoczny w Internecie. Są na takim etapie życia, że nie zawracają sobie głowy takimi błahymi rzeczami. Mają też mocno ugruntowaną samoocenę. Myślę, że jest to w pewnym sensie właśnie kwestia wieku. Mamy inne problemy w wieku 20, 30 lat a inne wieku 40 czy 50. Idealnie byłoby mieć tą mądrość życiową 50-latki w ciele 30-latki (śmiech).
Mam taką nadzieję, że bohaterki mojej wystawy będą inspiracją dla młodszych kobiet. Że można być szczęśliwym pomimo kilku zmarszczek i nie oznacza to końca świata. Jest to szczególnie ważne, gdyż te młodziutkie dziewczyny, w tym nasze córki są pod ciągłą presją. Tego jakie mają być, jak mają wyglądać, że musza być idealne, nieskazitelne. A są to nierealne wymagania. Bo życie takie nie jest. Nie jest idealne i nie musi być idealne. Ważne jest by zostawić sobie przestrzeń do „nieidealności”, do przeżywania życia w pełni, do cieszenia się nim.
INtonacje to także zespół osób, które pomagały Ci również przy tej części projektu. Zgromadziłaś wokół siebie mocną kobiecą ekipę. Jak wyglądały przygotowania, szukanie modelek?
Część realizacyjna zawsze jest mocno skumulowana, dzieje się zazwyczaj na przestrzeni czterech miesięcy. Jednak pierwsze przemyślenia na temat projektu pojawiły się rok temu. Najpierw chciałam sfotografować najstarsze szczecinianki. Pomysł zaczął się w międzyczasie zmieniać, ewoluować. Bardzo przy INtonacjach pomogła mi Ania Treder, która była koordynatorem projektu, i z którą też rozmawiałam o modelkach do projektu. Ania jest mocno związana ze światem Teatru Współczesnego, z planem filmowym i dzięki niej miałam szansę poznać zupełnie nowe środowisko. Były też takie sytuacje, gdzie wybór był szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Na przykład podczas konferencji nt. designu posłuchałam wystąpienia Ani Szymańskiej i sama sobie zadałam pytanie: Dlaczego jeszcze jej nie mam w swoim projekcie? Na innej konferencji w gronie mężczyzn zobaczyłam piękną burzę siwych loków i okazała się, że to Asia, z którą się wcześniej nawet się nie znałam. Czułam się trochę jak scout poszukujących modelek do agencji (śmiech).
Jeśli chodzi o ekipę to do współpracy ponownie zaprosiłam dwie fantastyczne wizażystki – Agnieszkę Ogrodniczak i Karolinę Kuklińską. Filmowa część INtonacji była po stronie Blooming Studio, kolaż i plakat reklamujący wydarzenie to dzieło Ewy Kaziszko, backstage wykonała Agnieszka Szkabar. W końcu Filharmonia, która mnie po raz drugi ugościła to także kobieta. Szczególnie podziękowania dla Karoliny Kordys i Magdy Wilento. Ogromne podziękowania należą się także głównym partnerom projektu, wśród których znalazły się, m.in. Filharmonia im. Mieczysława Karłowicza, Gabinety Tuwima, Graz Deweloper, Eve Collage i Party Deco. I wszystkim osobom zaangażowanym w tegoroczną edycję. Relacje z Intonacji można na bieżąco śledzić na profilu IG: olagruszka_intonacje.
Dziękuję za rozmowę.
Zdjęcia: Aleksandra Medvey-Gruszka
Wizaż: Agnieszka Ogrodniczak, Karolina Kuklińska, Lucyna Zasadzińska
Zdjęcie Oli: Ewa Bernaś




