Szczecińskie filmy, które nie powstały

Żółty płaszcz

 

Są takie filmy fabularne, które miały zostać zrealizowane w Szczecinie m.in. przez bardzo znanych polskich reżyserów. Z różnych przyczyn jednak do tego nie doszło. A szkoda, bo mogłyby wzbogacić dorobek filmowy miasta i regionu, rozsławić ich imię i przysporzyć popularności, nie tylko w kraju. W naszym cyklu prezentujemy kilka takich obrazów, które mogły być bardzo znaczące nie tylko dla polskiego kina, ale i dla Szczecina.

To miał być pierwszy kostiumowy film realizowany w Szczecinie. Bo czy liczyć tych kilka końcowych scen filmu „Jarosław Dąbrowski” w reżyserii Bohdana Poręby kręconych na placu Zamenhoffa i ulicy Jagiellońskiej w 1975 roku? Tym razem miał to być film kostiumowy z prawdziwego zdarzenia. Jego głównym bohaterem miał być Stanisław Przybyszewski – barwna postać cyganerii artystycznej przełomu XIX i XX wieku. Inspirował wielu artystów zachodnich i polskich, był jednym z prekursorów ekspresjonizmu w sztuce. Pod jego wpływem Munch namalował „Krzyk", a Strindberg zaczął pisać „Inferno", Artysta już dziś nieco zapomniany, choć w swoich czasach artysta bardzo kontrowersyjny m.in. z powodu swojego życia osobistego.

Film pt. „Żółty płaszcz” miał wyreżyserować Kordian Piwowarski. Zbieżność nazwisk ze znanym polskim reżyserem nie jest przypadkowa. Podobnie jak wybór bohatera filmu.

Okazało się, że moja rodzina jest poniekąd skoligacona z Przybyszewskim. Mój pradziadek od strony babci, Zdzisław, poznał Stacha i potem pomógł mu znaleźć mieszkanie w Warszawie. Do dziś w rodzinnym domu mam pamiątkowe egzemplarze książek Przybyszewskiego z odręcznymi podziękowaniami za wsparcie (…) Genialnym kluczem okazała się odkryta przeze mnie relacja berlińskiego rzemieślnika, krawca Władysława Berkana i tego szalonego artysty. Wychodziłem od faktów – wspominał Kordian Piwowarski na antenie Polskiego Radia Program 2.

Akcja filmu miała się toczyć w latach 1890-1927 w Berlinie, czyli w Szczecinie. Zdjęcia do „Żółtego płaszcza" miały być kręcone w stolicy Pomorza Zachodniego od 12 do 22 listopada 2014 roku.

W Szczecinie zaplanowano realizację 33 ze 102 scen. Pozostałe miały być realizowane m.in. w Krakowie i we Wrocławiu. Mieliśmy przygotować łącznie 600 statystów i epizodystów, młodzież i dorosłych od 18-100 lat. Przewidziany był cały wachlarz postaci. Mieli występować jako m.in. pracownicy fizyczni, policjanci, tramwajarze, mieszkańcy bogatych dzielnic Berlina, ale również biedacy, elegancka klasa średnia, przedstawiciele bohemy artystycznej, Afroamerykanin, Hindus itp. Cały ówczesny przekrój społeczny. Do tego dorożki, tramwaje, psy, konie, nawet prosiak. Dziennie w zdjęciach miało brać udział od 60 do 80 statystów. Ale miały być też takie zdjęcia, gdy na planie miało się pojawić 200 statystów biorących udział w scenach np. na ulicach, przy moście nad kanałem, przed wystawą Muncha – tam miały się rozgrywać główne sceny filmu. Wiele z nich miało być realizowane m.in. w warsztacie krawieckim w kamienicy u zbiegu ulic Bałuki i Wojciecha. Szczecin miał być XIX wiecznym Berlinem. Bo realizacja filmu w u nas na pewno była tańsza niż w stolicy Niemiec. Wszystko było przygotowane – opowiada Grażyna Nieciecka-Puchalik zajmująca się wtedy organizacją statystów i epizodystów do filmu.

Dlaczego więc nie doszło do realizacji „Żółtego płaszcza”?

Najprawdopodobniej wszystko rozbiło się o pieniądze na realizację tego obrazu. Chyba ich po prostu zabrakło. Poza tym w tamtym czasie w Szczecinie odbywały się wybory. Filmowcom zależało na zamknięciu kilku ulic w mieście na czas zdjęć. Ale urzędnicy miejscy chyba mieli wtedy inne sprawy na głowie i nie udało się tego zrobić. Zdjęcia najpierw przeniesiono do Wrocławia a potem cały pomysł upadł i film nie powstał. Było ogromne rozczarowanie – dodaje Grażyna Nieciecka-Puchalik.

 

Prestiż  
Marzec 2025