
„Teściowie 3”
Sportretowane w „Teściach” rodziny Chrapków i Wilków to jedna z najcelniejszych i najodważniejszych filmowych karykatur współczesnej Polski. Kraju pękniętego dokładnie na pół – Polski A i Polski B, zachodniej i wschodniej, miastowej i wiejskiej, snobistycznej i takiej prostej, lecz konserwatywnej (katolickiej). To także dawno nie widziany w polskiej kinematografii jednoczesny sukces artystyczny, jakościowy i komercyjny.
Kiedy w 2021 roku reżyser Jakub Michalczuk i scenarzysta Marek Modzelewski pokazali pierwszą część „Teściów” filmowa polska oszalała. Dało się słyszeć: „Polskie kino wstaje z kolan!” albo „Nowa jakość rodzimej kinematografii”. Widzowie szturmowali kina by doznać dawno niespotykanej intensywności bólu przepony, krytycy nie nadążali z wyszukiwaniem synonimów słów określających „zachwyt”. Ich film był inny niż wszystkie dotychczasowe tzw. polskie komedie. Długie ujęcia (tzw. master shoty), atmosfera przypominjąca bardziej Teatr Telewizji niż fabularny film, a do tego brawurowe kreacje aktorskie. Michalczuk swoim scenariuszem udowodnił, że może być śmiesznie, mądrze, dynamicznie i spójnie! Dotychczas rzadkość w polskim kinie. Rzecz działa się na weselu Weroniki i Łukasza, ale głównymi bohaterami, zgodnie z tytułem, nie była młoda para, lecz ich rodzice. Obie familie pochodziły ze skrajnie różnych środowisk – bogate mieszczuchy vs. prości ludzie ze wsi.
Dwa lata później doczekaliśmy się sequelu „Teściów”. Perypetie znanych bohaterów kontynuował Jakub Modzelewski, ale za reżyserię odpowiadała Kalina Alabrudzińska. Weronika z Łukaszem, których ślub nie doszedł o skutku, podjęli drugą próbę zawarcia małżeństwa, na którą oczywiście zjechali zwaśnieni rodzice pary. Nie był to zły film. Nadal był rzetelny, zabawny i solidnie nakręcony, ale niewiele w nim pozostało z atmosfery pierwszego obrazu Michalczuka. Bliżej było mu do średniej „polskiej komediowej”. Niezmiennie pyszne były aktorskie popisy Mai Ostaszewskiej, Izabeli Kuny i Adama Woronowicza. Rewelacyjnego w filmie z 2021 roku Marcina Dorocińskiego zastąpił młody Eryk Kulm (jako „partner” Małgorzaty).
Trzecia część „Teściów” to znów praca duetu Michalczyk & Modzelewski. To powrót to pierwotnych pomysłów, choć mniej tym razem formalnych eksperymentów. Na szczęście atmosfera bliska jest „jedynce” – ponownie mamy fragmenty łudząco przypominające Teatr TV, są też master shoty, znakomicie budujące dynamikę i charakter filmu. Genialna jest muzyka i przestrzeń dźwiękowa Jerzego Rogiewicza – to głównie narastające dźwięki perkusji, które podkreślają nieustannie rosnące natężenie rodzinnego konfliktu.
Tym razem gościmy na chrzcinach Frania, syna Weroniki i Łukasza. Uroczystość organizują Chrapkowie u siebie, na głębokiej prowincji. Małgorzata przyjeżdża ze swoją przyjaciółką psycholożką – Grażyną Zięciną. Pojawia się także Andrzej, były mąż Gosi, wraz z synem z kolejnego małżeństwa. Od pierwszych scen mamy totalną jazdę bez trzymanki. Wzajemne okładanie się inwektywami (słownymi i nie tylko) toczy się tu na kilku planach. Czujni widzowie wyłapią „mamrotane” ale ostre jak żyleta teksty w drugim i trzecim planie. Nie ma tu mowy o jakiejkolwiek zachowawczości czy pudrowaniu. Niektórych może razić pełen ostrych wulgaryzmów język, ale uważam, że to jest bardzo prawdziwe i przede wszystkim naturalne. Jakakolwiek próba złagodzenia słownictwa popsuła by ów piorunujący efekt. Podobnie jak ilość przelanego przed kamerami alkoholu. Tak mamy i nie ma co udawać czy oszukiwać.
Dużym zaskoczeniem jest dość równomierne rozłożenie akcentów komediowych i dramatycznych. Tak, wbrew pozorom to dość smutny film. Po wyjściu z kina każdego będzie bolała przepona ze śmiechu, ale też mocno ruszy sumienie. Oprócz zabawy „Teściowe 3” to wnikliwa refleksja na temat kondycji współczesności i współczesnych. To co różni zwaśnione rodziny, czy poszczególnych bohaterów, ma charakter niebezpiecznie uniwersalny. Każdy z nich uwikłany jest nie tylko wiodącą rodzinną awanturę, ale własne konflikty, problemy, błędy, ułomności, tęsknoty. Komediowy sznyt nie zakłócił stworzenia bardzo prawdziwych i bliskich niemal każdemu postaci. Każdy szuka w życiu jednego… szczęścia. Bliskie i prawdziwe, racja?
Maja Ostaszewska jako Małgorzata Wilk znów przeszła samą siebie. Nie wiem, czy istnieje żmija posiadająca więcej jadu niż jej bohaterka. Jej wkurw osiąga tu absolutne apogeum. Dzięki temu jego kontrapunkt – tak, subtelne oblicze Małgorzaty(!) – wybrzmiewa wyjątkowo przejmująco. Izabela Kuna także dała popis brawurowego aktorstwa. Jej Wanda Chrapek to roztrzęsiona i rozsierdzona hetera, nieustannie żądna namiętności i czułości. Jest też w niej coś z Dulskiej, co tłumi owe namiętności… Dobrą kreacje stworzyła Magdalena Popławska, jednak jej postać (Grażyna Zięcina) została dziwnie poprowadzona, a w finale wręcz „urwana”, tak jakby zabrakło na nią pomysłu (co nie miało wpływu na znakomitą aktorską interpretację). Trudno znaleźć słowo celnie i wyczerpująco określające pracę Adama Woronowicza nad portretem Tadeusza Chrapka. Wooooow! Mistrzostwo i tyle! Podobnie należy spojrzeć na Marcina Dorocińskiego vel Andrzeja Wilka, który z nawiązką wynagrodził nieobecność w drugich „Teściach”. Jego duet z Woronowiczem i ich „nocne Polaków rozmowy” podlane ognistą (sic!) wodą powinny przejść do annałów polskiego kina. Wojciech Mecwaldowski vel Marek Vajs (właściciel Pensjonatu „Tropical”) postawił na bardzo szeroki komediowy gest i… słusznie! Jest jeszcze przerażający ojciec Wandy (Joachim Lamża), dobra dziecięca rola Noaha Lucewicza (syn Andrzeja) i cała plejada dalszej rodziny Chrapków. Nieco więcej tym razem „sprawców” trylogii, czyli Weroniki i Łukasza (Katarzyna Chojnacka oraz Ignacy Martusewicz), ale mam wrażenie, że twórcy celowo nie chcieli wysuwać ich na pierwszy plan, by ten niemal w całości pozostawiać tytułowym teściom. Takie potraktowanie ich postaci wskazuje też na niechybną kontynuację. Coś czuję, że teściowie odwiedzą wkrótce dzieci w Berlinie, gdzie mieszkają. Strach pomyśleć, jak mogłaby wyglądać kolejna rodzinna „wojna” wzbogacona walorami interkulturowymi.




