Tajemnice szczecińskich ulic
Twórca wielkich przebojów, wiejska femme fatale i szczeciński generał
Tajemnice szczecińskich ulic
Twórca wielkich przebojów, wiejska femme fatale i szczeciński generał
Wiele ze szczecińskich ulic nosi imiona lokalnych patriotów, ludzi ważnych dla miasta, bohaterów, poetów, pisarzy, malarzy, polityków, władców, wodzów, artystów. Są też nazwy przyrodnicze, geograficzne, krajobrazowe. Ale są też i takie, które budzą zdziwienie, rozbawienie, ale i ciekawość. Czy znamy bohaterów niektórych naszych ulic? Co oznaczają nazwy wielu z nich? Co miesiąc staramy się je rozszyfrować. Oto kolejne z nich.
Ulica Jagny
Imię przed laty bardzo popularne. Dziś prawie zupełnie zapomniane. Jagna to staropolskie zdrobnienie od imion żeńskich: Agnieszka, Jadwiga i Agata. Występuje także jako Jaguś, Jagienka, Jagusia, Jagódka, czy Jagata. W Polsce tak naprawdę znana jest tylko jedna Jagna – ta z powieści Władysława Reymonta pt. „Chłopi”. Otrzymał za nią literacką Nagrodę Nobla w 1924 roku a opisuje ona życie mieszkańców wsi Lipce. Jedną z głównych bohaterek jest Jagna – lokalna piękność, uwodzicielka i miejscowa „femme fatale”. Dziś byśmy powiedzieli, że była kobietą wyzwoloną, znającą swoją wartość, łamiącą konwenanse i buntowniczką. Ale wtedy odbierano ją zupełnie inaczej, głównie jako dziewczynę niemoralną. Wieś mogła przymykać oczy na jej głośny romans z żonatym Antkiem, na zaślubiny z jego ojcem – Boryną. Ale tego, że Jagna doprowadziła wójta do upadku (miał zdefraudować na jej zachcianki wiejskie pieniądze) oraz zaczęła uwodzić, kusić swymi niewątpliwymi wdziękami i namawiać do grzechu młodego księdza, to już ludność Lipiec nie wytrzymała. Taki grzech mogła spotkać tylko jedna kara – wypędzenie z wioski i ze społeczności. Najpierw Jagnę pobito, potem wywleczono z chaty, upokorzono wsadzając na wóz pełen gnojówki a potem wyrzucono na polnej drodze za wsią bez prawa powrotu. Natomiast mamy też sławną posiadaczkę zdrobnienia od Jagny, czyli Jagienkę – ze Zgorzelic – drugą główną żeńską postać bestselleru Henryka Sienkiewicza pt. „Krzyżacy”. W pewnym sensie to także pierwowzór dzisiejszych feministek. Polowała, jeździła konno i posługiwała się orężem nie gorzej od niejednego rycerza, pomogła m.in. głównemu bohaterowi – Zbyszkowi z Bogdańca upolować niedźwiedzia. Ale jednocześnie była atrakcyjną kobietą i damą. Pięknie ją zagrała Urszula Modrzyńska w filmowej adaptacji książki (m.in. pamiętna scena, kiedy nago płynęła po ustrzelonego bobra). Jak to mawiano kiedyś – „zagięła parol” na Zbyszka z Bogdańca i w końcu została jego żoną oraz obdarowała go czterema synami. Ale Sienkiewicz opisując jej postać, oprócz urody, cnót i talentów, przypisał jej też pewną specyficzną umiejętność, z której na wieki została zapamiętana – "orzechów nie potrzebuje gryźć, jeno na ławie ułoży i z nagła przysiędzie, to ci się wszystkie tak pokruszą, jakobyś je młyńskim kamieniem przycisnął". Nie wymazał tego nawet film – superprzebój polskiej kinematografii. Swoją wersję tej metody rozbijania orzechów przedstawił przed laty w swoim wierszu Andrzej Waligórski - znany poeta, pisarz i satyryk („Studio 202”). Oto fragmenty: „Laskowy orzech maleńki – to nie problem dla Jagienki/Mogła za jednym przysiadem stłuc i pół kilo... zadem./A gdy dorwała fistaszka – zostawała z niego kaszka/Niewiele też większej troski przysparzał jej orzech włoski/Aż przybył raz jakiś młokos przywożąc z Afryki kokos/I zwrócił się do Jagusi że mu tę rzecz roztłuc musi. /Spłoniła się nieco młódka, wzięła dech, napięła udka,/Pomodliła się przelotnie i w ten kokos jak nie grzmotnie/Niestety - twarda skorupa nawet przy tym nie zachrupa./Wrzasła Jaguś wniebogłosy, podskoczyła pod niebiosy/I jak drugi raz przywali – a ten bydlak – jak ze stali !/Natomiast biedna dziewczyna zrobiła się całkiem sina/Oddech jej się jakby urwał, wymamrotała: "O k....a!"/Potem się zaniosła wyciem i się pożegnała z życiem”.
Ulica Franciszka Karpińskiego
Poeta Oświecenia (określany jako „poeta serca”), prozaik, uznawany za najważniejszego przedstawiciela polskiego sentymentalizmu. Ale to także twórca wielu polskich przebojów z końca XVIII i XIX wieku. No bo kto nie zna (nawet ateiści) kolęd „Bóg się rodzi, moc truchleje” i „Bracia, patrzcie jeno…”, pieśni modlitewnych „Kiedy ranne wstają zorze” i „Wszystkie nasze dzienne sprawy” oraz sielanki „Laura i Filon”. Teksty do tych utworów wyszły właśnie spod jego pióra. Często nawiązywał do folkloru wiejskiego. To na jego stylu i twórczości wzorował się Adam Mickiewicz i inni romantycy. Karpiński zafascynowany wsią oraz ideami „powrotu do natury” głoszonymi przez znanego filozofa Jeana-Jacquesa Rousseau potrafił np. po wycofaniu się ze służby u magnatów osobiście uprawiać ziemię wraz ze swymi chłopami. Jego najpopularniejszym dziełem jest „Laura i Filon”, czyli – „Już miesiąc zaszedł, psy się uśpiły/I coś tam klaszcze za borem/Pewnie mnie czeka mój Filon miły
Pod umówionym jaworem”. Melodia do tego utworu ma ludowe pochodzenie. Jej motywy wykorzystał np. Fryderyk Chopin. Pieśń ta i dzisiaj cieszy się pewną popularnością. W swoim repertuarze ma ją wiele zespołów folklorystycznych m.in. Zespół Pieśni i Tańca Mazowsze, wykonywała ją znana piosenkarka Anna Maria Jopek a nawet zespoły z kręgu muzyki biesiadnej i disco polo. Zgodnie więc z życzeniem poety trafiła ona „pod strzechy”.
Ulica generała Aleksandra Litwinowicza
To jeden z dwóch generałów przedwojennego Wojska Polskiego, który po wojnie osiedlił się i zmarł w Szczecinie. Ale ma swoją ulicę w odróżnieniu od generała Aleksandra Szychowskiego (piękna wojskowa karta – inżynier i oficer saperów Armii Imperium Rosyjskiego, potem uczestnik walk z bolszewikami, od 1938 roku generał brygady Wojska Polskiego, po II wojnie światowej pracował w zachodniopomorskich Polskich Kolejach Państwowych jako zastępca dyrektora Dyrekcji Okręgowej PKP w Szczecinie, zmarł w stolicy Pomorza Zachodniego w 1970 roku, ale pochowany jest na Powązkach w Warszawie). Aleksander Litwinowicz przed I wojną światową był członkiem Związku Walki Czynnej (powołanego z inicjatywy Józefa Piłsudskiego) założonego przez działaczy Organizacji Bojowej PPS. Żołnierz I Kompanii Kadrowej w Legionach Polskich. Jako działacz Polskiej Organizacji Wojskowej w Galicji prowadził działalność wywiadowczą i kontrwywiadowczą. Uczestniczył w walkach o Lwów. Był lekkoatletą, a podczas I wojny światowej grywał w piłkę w drużynach legionowych. Przed wojną wchodził też w skład galicyjskiego kolegium sędziów piłkarskich. W 1920 roku został pierwszym prezesem klubu WKS Legia Warszawa. Był też jednym z twórców Centralnego Okręgu Przemysłowego. 17 września 1939 roku wyjechał do Rumunii, gdzie został internowany i przebywał tam do końca wojny. W 1946 roku powrócił do kraju i zamieszkał w Szczecinie, gdzie pracował w Wydziale Planowania Biura Odbudowy Portów, a następnie, od października 1947 roku, w Urzędzie Pełnomocnika do Rozbudowy i Zagospodarowania Portu. Zmarł 14 stycznia 1948 roku w Szczecinie. Pochowany na Cmentarzu Centralnym. W czerwcu 2018 roku Minister Obrony Narodowej nadał 15 Wojskowemu Oddziałowi Gospodarczemu w Szczecinie (sformowany do zabezpieczenia finansowego i logistycznego jednostek wojskowych) imię generała Litwinowicza.




