Moje wyjątkowe święta

Moje wyjątkowe święta

Yuliya Babich, projektantka mody

Z racji tego, że nie jestem katoliczką, święta z rodziną obchodzę bardzo długo. Ponieważ mieszkam w Polsce, zaczynamy świętować razem z Wami, czyli 24 grudnia, później jest bardzo uroczysty sylwester, a od 7 stycznia obchodzimy święta prawosławne.

Świętujemy w licznym gronie – w Polsce są ze mną moja mama i siostra, poza tym mamy tez rodzinę w Niemczech, w związku z tym, Boże Narodzenie spędzamy razem tutaj. Święta są świetną okazją, aby po całym roku, kiedy miałam mało czasu dla najbliższych, spotkać się z nimi i po prostu być razem. Czasem tylko tyle wystarczy, żeby dostrzec magię tego szczególnego czasu.

Choinka – w moim domu zawsze jest tradycyjna. Co jest modne? Jestem projektantką, ale w temacie choinek nie jestem ekspertką. Na pewno ładnie wygląda drzewko w jednolitym kolorze, uważam, że warto postawić na klasyczne barwy, czyli czerwień lub biel.

Na naszej katolickiej wigilii nie brakuje tradycyjnej polskiej kuchni, są ryby, a moją ulubioną potrawą jest barszcz z uszkami. Dwa tygodnie po polskiej wigilii jest prawosławna, bardzo podobna do katolickiej. W naszej kulturze bardzo ważny jest sylwester, to wtedy obdarowujemy się prezentami.

Piotr Krzystek, prezydent Szczecina

Jako dziecko bardzo przeżywałem święta, to był ważny, uroczysty, ale też ciepły i cudowny czas dzięki choince i wszystkim szczególnym okolicznościom. Święta zawsze spędzamy w gronie rodziny, bardzo tradycyjnie.

Nie wyobrażam sobie spędzania świąt na wyjeździe, z dala od domu i rodziny. Obowiązkowo pojawiamy się na pasterce. Choinkę przystrajamy tradycyjnie, ozdobami, których używamy już od wielu lat, to nie jest choinka jak z butiku, ale raczej pstrokata i swojska.

Święta przygotowujemy wszyscy razem, każdy ma jakieś swoje zadania, ja z racji średnich umiejętności kulinarnych, dużo zajmuję się sprzątaniem, przygotowaniem drzewka. Na stole nie brakuje pierogów i ryb, w tym oczywiście, karpia. Ale nie zabijam karpia, mój tata to robił. Teraz, gdy go nie ma, kupujemy już gotowego do przyrządzenia. Nigdy nie zdarzył mi się nietrafiony prezent, uważam, że tak dla mnie, jak i dla moich bliskich prezenty powinny być przyjemnością. Dlatego nasz Mikołaj zawsze dostaje listę życzeń. Kiedy moi synowie byli mali, przebierałem się za Mikołaja. Dzieci jednak się orientowały, że skoro wyszedłem, coś jest nie tak. Później do moich dzieci przychodzili mój brat, sąsiad czy kolega. Ja rewanżowałem się tym samym.

Marek Kolbowicz, mistrz olimpijski w wioślarstwie

Boże Narodzenie spędzam zawsze ze swoją rodziną, w domu mojej babci, a więc bardzo tradycyjnie. Zbiera się nas dużo – zawsze jest około 20 osób. Uważam, że dopóki babcia jest z nami, to właśnie wspóln ie spędzony czas jest najważniejszy w całym świątecznym zamieszaniu. Prezenty już dawno zeszły na dalszy plan. Jeśli chodzi o potrawy to najważniejszym punktem kolacji wigilijnej jest specyficzny barszcz, który właściwie barszczem nie jest... To zupa, robiona tradycyjnie przez moją babcię na mocnym wywarze z grzybów. Z tych grzybów powstają później uszka, a wywar służy jako podstawa aromatycznej zupy. Każdy, kto uczestniczy w wigilii, próbuje później tę zupę i, jeśli wydaje mu się zbyt mdła, dodaje pieprzu – nietrudno się domyślić, że wychodzi z tego tzw. siekiera. Poza tym, tradycyjnie jadamy karpia w pieczarkach, przygotowanego przez moją mamę.

Święta zawsze są wyjątkowe, jednak pamiętam jedne, które okazały się szczególne ze względu na prezent. Kiedy miałem jakieś 12 lat, dostałem swój pierwszy w życiu aparat. To był dobry aparat, naprawdę wyższa półka. Byłem wniebowzięty, gdy znalazłem go pod choinką, czekałem na niego cały rok.

Alberto Lozano Platonoff, Prof. US dr hab. inż.

Wyjątkowe święta pamiętam z dzieciństwa w Meksyku, to było w latach 80. Zebraliśmy się wszyscy w domu moich dziadków ze strony ojca. Mój ojciec ma siedmioro rodzeństwa, więc wszystkich kuzynów, wujków i ciotek oraz dziadków zebrało się nas prawie 80. Siedzieliśmy przy kilku wielkich stołach. To jasne, że nie byliśmy w stanie wszyscy nawzajem obdarować się prezentami, więc idea była taka, że każdy wylosował kogoś, komu robił jakiś zabawny upominek.

Oczywiście, w Meksyku również ubieraliśmy choinkę. A ponieważ tam nigdy nie padał śnieg, na drzewku pojawiał się sztuczny.

Obecnie już od ponad dziesięciu lat spędzam święta w Szczecinie. Jako członek Opus Dei spędzam wigilię bardzo tradycyjnie. O 17 razem z innymi członkami stowarzyszenia zasiadamy do wieczerzy, później kolędujemy, a o północy idziemy na pasterkę. Dopiero po mszy obdarowujemy się prezentami. Później siedzimy i rozmawiamy często prawie do rana. Jeśli chodzi o kuchnię, to bardzo lubię tradycyjne polskie potrawy, na stole wigilijnym zawsze jest ich 12. Uwielbiam szczególnie uszka i makowce.

Zdjęcia: Adam Fedorowicz

 

 

 

Wizaż i stylizacja: Maja Holcman

Podziękowania dla Gościńca Pod Aniołami za udostępnienie miejsca do sesji.

Podziękowania dla salonu mody męskiej Brice za udostępnienie ubrań do sesji.

Prestiż  
Grudzień 2009