Wciąż sportowa sylwetka, twarz z charakterystycznym zarostem i czupryna, którą tylko lekko pokryła siwizna. Patrząc na Marka Leśniaka można odnieść wrażenie, że czas płynie dla niego wolniej niż dla przeciętnego śmiertelnika. A to już prawie... ćwierć wieku minęło gdy kruczowłosy „Valdano” z charakterystycznym, nie do podrobienia wąsem, zdobył z Pogonią wicemistrzostwo Polski.

Marek Leśniak znów na Twardowskiego. Jest czas, żeby porozmawiać z kierownikiem drużyny Ryszardem Mizakiem, kolegą z boiska Darkiem Adamczukiem, poznać nowych właścicieli klubu, zjeść obiad w hotelu przy Twardowskiego, a także porozmawiać z „Prestiżem“.

- Nie zmieniłeś się za bardzo, a na Pogoni zmieniło się mocno od twoich czasów?

- Akurat tu gdzie siedzimy, to bardzo. (Boisko treningowe nr 5 – dop. red.). Fajna murawa, nie gorsza niż w Niemczech. Gdybyśmy mieli taką, gdy grałem w Pogoni, to pewnie z 10 razy bylibyśmy mistrzami Polski (śmiech). Boiska treningowe są super, ale główne boisko i sam stadion aż tak się nie zmieniły.

- Ale płotu na który wskakiwałeś po strzelonych bramkach już nie ma.

- W zasadzie to jest tyle, że znacznie niższy. Zawsze gdy odwiedzam stadion, to z nostalgią patrzę na trybunę na łuku i tam gdzie wskakiwałem na płot. To dla mnie szczególne miejsce na tym stadionie. Gdy wyjechałem do Leverkusen, też po strzelonych golach wskakiwałem na ogrodzenie na tamtym stadionie. W zasadzie to ja wprowadziłem taki zwyczaj w Niemczech. Chciałem być blisko kibiców po strzeleniu gola, żeby cieszyć się wspólnie z nimi. Myślę, że dzięki temu u wielu kibiców zdobyłem sympatię. Później inni piłkarze zaczęli mnie naśladować.

- Na stadionie ten łuk, a w mieście, które miejsce pamiętasz i wspominasz najbardziej?

- Hmm.... jest kilka takich miejsc. Ulice Krzywoustego i Wojska Polskiego, bo zawsze coś tam się działo, jezioro Dziewoklicz, oczywiście Wały Chrobrego. Gdybym jednak miał wybrać jedno, będzie to Pizzeria Piccolo przy Wojska Polskiego.

- To chyba jedna z pierwszych w Szczecinie. Tak lubiłeś pizzę już w tamtych czasach?

- Nie. Spotykałem się tam ze swoją sympatią, a później żoną. Ona mieszkała przy Małkowskiego i często chodziliśmy do Piccolo, no powiedzmy na randki. Wczoraj razem z teściową i synem Wojtkiem zamówiliśmy sobie pizzę w Piccolo, może dlatego wspomnienia odżyły jeszcze bardziej.

- Wciąż mieszkasz w Niemczech, a czym się tam zajmujesz?

- No właśnie kilka dni temu zarejestrowałem się w Leverkusen jako ... bezrobotny. Ale nie rozpaczam z tego powodu. Zamierzam złożyć papiery do szkoły, żeby zdobyć licencję trenerską UEFA Pro. Dlatego teraz nie szukam na siłę pracy w żadnym klubie, bo chcę się skoncentrować na szkole i zdobyciu licencji.

- Nie myślałeś o powrocie do Polski. Wraca wielu twoich kolegów z boiska, jak choćby Tomek Wałdoch czy Artur Wichniarek.

- Na razie nie mam takiego zamiaru. Cała rodzina jest w Niemczech. Żona i córka mają tam dobrą, stałą pracę. Ale co będzie kiedyś? Nie wiadomo. Pewnie Arur Wichniarek, którego wymieniłeś też nie myślał, że tak niespodziewanie i szybko wróci do kraju. Ja staram się przyjeżdżać do Polski, jeśli pozwala na to czas. Szczególnie do mamy w Nowogardzie, która po śmierci taty - w marcu tego roku – została sama.

- A może wrócisz do Pogoni? Lech Poznań zatrudnił swojego byłego piłkarza Andrzeja Juskowiaka jako trenera napastników i dobrze na tym wychodzi.

- Ciekawy pomysł, może przeczytają to właściciele Pogoni (śmiech). Będąc w klubie na Twardowskiego zwróciłem uwagę, że pracuje w nim wielu byłych piłkarzy Pogoni – Darek Adamczuk, Robert Dymkowski. To dobry kierunek, który powoli wprowadza się w Polsce, a w Niemczech jest normą, że piłkarze pracują w swoich byłych klubach. Wykorzystuje się ich doświadczenie, kontakty i zapał do pracy. Są wzorem dla młodych chłopaków rozpoczynających karierę.

- Jesteśmy tuż po mistrzostwach świata, i dystans pomiędzy polskim a niemieckim futbolem znów się zwiększył. Dlaczego?

- Przypuszczam, że wiesz nie gorzej ode mnie, bo śledzisz niemiecką piłkę i jej organizację. Ja uważam, że podstawą jest baza szkoleniowa dla dzieci, które zaczynają grać w piłkę. Niemcy mają znakomitą. Świetne boiska, internaty które istnieją przy klubach, bo taki jest wymóg wobec zawodowych klubów. Do pracy z dziećmi ściąga się tam wykwalifikowanych szkoleniowców z zagranicy. Tak więc, w Niemczech już na początku dzieci mają przewagę nad rówieśnikami z takich krajów jak Polska. Chociaż jak patrzę na coraz lepszą bazę, przynajmniej w Pogoni - bo nie wiem jak jest w innych klubach - to uważam, że idziemy w dobrą stronę.

Rozmawiał Jerzy Chwałek

(autor jest dziennikarzem sportowym Super Expressu)

Marek Leśniak
Ur. 29 lutego 1964 r. w Goleniowie. W latach 1982 - 88 grał w Pogoni Szczecin,
w sezonie 1986/87 zdobył z Pogonią wicemistrzostwo Polski oraz został królem strzelców Ekstraklasy strzelając 24 gole.(Jako jeden z dwóch piłkarzy w historii Pogoni, obok Mariana Kielca.) Po wyjeździe do Niemiec grał w klubach 1 Bundesligii– Bayer Leverkusen,
Wattenscheid, TSV Monachium i KFC Uerdingen (w 213 meczach strzelił 42 bramki).
W I reprezentacji Polski w latach 1986-94 rozegrał 20 meczów, zdobył 10 goli.
Pseudonim boiskowy – Valdano.

Prestiż  
Wrzesień 2010