Zwiedził niemal wszystkie kontynenty – Amerykę Południową, Afrykę, Azję. Nie wspominając o Europie. Opowieść o jego podróżniczych przygodach z powodzeniem mogłaby stanowić materiał dla kilku powieści przygodowych. Tłumaczenia dla kolumbijskiej mafii, spacer po aktywnym wulkanie, zabawa ze lwami, pływanie z rekinami. Tych kilka epizodów to tylko niewielki wycinek z dziennika podróżnika Macieja Laskowskiego.

Krater Ijen na Jawie to brązowo - szare skały, otaczające zielone jeziorko kwasu siarkowego, spowite żółtym, siarkowym dymem. Widok piękny. Ale nie dla robotników, pracujących w tamtejszej kopalni. Na twarzach nieszczelne chusty, a wokół opary gazu. Na plecach osiemdziesiąt kilogramów siarki. Tak wyposażeni robotnicy pokonują kilkaset metrów pod górę po stromym zboczu krateru, a potem dwa kilometry stromo w dół. Zwykle nie dożywają czterdziestki. Umierają na choroby układu oddechowego.

To magiczne miejsce, gdzie piękno widoków miesza się z dramatem śmierci, odwiedził niedawno szczeciński podróżnik Maciej Laskowski. Globtroter ze Szczecina już niedługo zorganizuje wystawę zdjęć z tej niezwykłej wyprawy.

Podróż koleją 4800 m. n.p.m.

Maciej Laskowski jest z wykształcenia elektronikiem, z zawodu tłumaczem, z zamiłowania podróżnikiem. Pierwszą swoją daleką podróż odbył autostopem do Hiszpanii w wieku dwudziestu jeden lat. – Pojechałem po prostu dlatego, że brakowało mi w Polsce ciepłej i czystej wody w morzu – lakonicznie tłumaczy pan Maciej.

Jednak najlepiej spośród swoich podróży Maciej Laskowski wspomina trzymiesięczny wyjazd do Ameryki Południowej, a konkretnie do Kolumbii, Ekwadoru, Peru i na Wyspy Galapagos. A dlaczego akurat tam? – Bo lubię urozmaicenia – odpowiada pan Maciej. – A tam zobaczyłem wszystko: wysokie góry, tropikalne wyspy i plaże, wielkie miasta i kolonialne miasteczka, dziką przyrodę, ciekawą kulturę i bardzo różnorodnych ludzi

W Peru Laskowski spełnił jedno ze swoich dziecięcych marzeń – podróż koleją transandyjską, położoną na wysokości ponad 4800 metrów nad poziomem morza.

Tłumacz mafii

W północno - wschodniej Kolumbii, w niedostępnych górach, leży Ciudad Perdida - zapomniane miasto Indian Tayrona. Do tego dzikiego zakątka kolumbijskiej dżungli dotrzeć można jedynie ciężkim marszem przez górskie przełęcze, przeprawą wpław przez rzeki. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że do niedawna teren ten kontrolowali rebelianci z kolumbijskiej Armii Ludowej, utrzymujący się z produkcji kokainy. I właśnie w ten zakątek świata trafił kiedyś wraz z kilkoma innymi turystami Maciej Laskowski. - Za niewielką opłatą umożliwiono nam wizytę w niewielkiej fabryczce kokainy w środku dżungli - wspomina szczeciński podróżnik. - Miejscowi wyrabiają tam narkotyk z połączenia liści koki i między innymi benzyny. Jako że właściciel fabryki mówił wyłącznie po hiszpańsku, moi towarzysze po angielsku, a ja jako jedyny znałem oba te języki, przypadło mi w udziale tłumaczenie.

W ramach swoistego wynagrodzenia za pracę translatorską szczeciński podróżnik otrzymał do spróbowania dawkę kokainowej pasty. - Wrażenia nie były fascynujące, coś w rodzaju dentystycznego znieczulenia - wspomina pan Maciej. - Nie zawarłem więc bliższej znajomości z tym narkotykiem (śmiech). Ale do dziś uważam to za jedno z moich najciekawszych doświadczeń tłumaczeniowych.

Turysta - terrorysta

Pan Maciej przeżył na swojej podróżniczej drodze życia niemało mrożących krew w żyłach przygód. W tym nurkowanie z rekinami u wybrzeży Galapagos, zabawa z małymi lwami w Zimbabwe.

Niebezpieczne przygody przeżywał podróżnik nie tylko w konfrontacji ze światem dzikiem przyrody. – Kilka lat temu kambodżańscy celnicy zatrzymali mnie na granicy - wspomina Laskowski. - Chcieli wyłudzić ode mnie łapówkę za wydanie wizy. Gdy nie chciałem się zgodzić, wyciągnęli album ze zdjęciami poszukiwanych terrorystów i znaleźli jakiegoś bardzo podobnego do mnie członka kierownictwa Al-Kaidy.

Był to rok 2003, psychoza po wydarzeniach 11 września była więc jeszcze dość silna. - Niewiele brakowało, a zamiast wizy dostałbym miejsce w przygranicznym areszcie - wspomina Laskowski. - Godzinę zajęło mi przekonywanie celników, że jestem turystą, nie terrorystą. Ostatecznie nawet nie musiałem płacić łapówki za wizę, celnicy najwidoczniej przestraszyli się konsekwencji.

„Już nie wchodzę na aktywne wulkany”

- Najgłupszą rzeczą jaką kiedykolwiek zrobiłem było wejście na wulkan Mayon na filipińskiej wyspie Luzon – wspomina Laskowski. - Wchodziłem z miejscowym przewodnikiem, i dopiero na szczycie dowiedziałem się, że wulkan jest w fazie dość intensywnej aktywności, a ostatnia erupcja była miesiąc wcześniej.

Jednak nic złego się nie przydarzyło. – Za to jakieś dwa miesiące później wulkan znów wybuchł, a tysiące ludzi z całej okolicy zostały ewakuowane. Od tamtego czasu raczej nie wchodzę na aktywne wulkany – dodaje pan Maciej.

Słuchając tak egzotycznych opowieści, wiele osób może wyobrażać sobie Macieja Laskowskiego jako ekscentrycznego bogacza, mogącego sobie pozwolić na takie fanaberie jak spędzanie kilku miesięcy w roku w najodleglejszych zakątkach świata. Nic podobnego. – Jestem tłumaczem języka angielskiego i z racji wolnego zawodu mogę sobie pozwolić na takie wyjazdy, nie potrzebuję starać się o urlop – przekonuje pan Maciej. – Nie marzy mi się żadna wielka kariera zawodowa, stąd nie martwi mnie szczególnie, że w czasie podróży nie zarabiam.

Pan Maciej twierdzi, że dalekie podróży wcale nie są tak wymagające dla polskiego portfela, jak by to mogło się wydawać. - Prawda jest taka, że za cenę dwutygodniowych wakacji na południu Europy czy nawet nad polskim morzem można spokojnie spędzić miesiąc w większości krajów Azji czy Ameryki Łacińskiej – zapewnia pan Maciej.

Maciej Laskowski odwiedził już sześćdziesiąt krajów na całym świecie. – Zostało mi więc jeszcze sto czterdzieści do zwiedzenia (śmiech) – zaznacza pan Maciej. – Każde miejsce na świecie, w którym jeszcze nie byłem, jest dla mnie w pewnym sensie niezrealizowanym marzeniem.

Na liście najbliższych podróżniczych celów Macieja Laskowskiego są między innymi Iran i Mozambik. – Ale chciałbym zwiedzić też wschodnią Polskę, najchętniej na rowerze – dodaje podróżnik. – Po prostu jeszcze nigdy tam nie byłem.

Maciej Laskowski mimo solidnego bagażu podróżniczych wrażeń nie zamierza na razie pisać powieści przygodowej - Nie mam na to czasu, bo ciągle podróżuję - mówi pan Maciej. - Jak podróżowanie mi się znudzi, to zajmę się pisaniem książek.

A do tego czasu dokonania Macieja Laskowskiego można śledzić na jego blogu:

http://lachman.blox.pl/

Prestiż  
Październik 2010