Gospodarka Kanady oparta jest na produkcji drewnianych patyków. Inne duże gałęzie gospodarki to: przemysł porno, sprośne żarty oraz Archiwum X. Najbardziej popularny zawód w Kanadzie to drwal, a najbardziej popularne dyscypliny to: rzut siekierą i zapasy z niedźwiedziem…
Tak Kanadę opisują autorzy kultowego amerykańskiego serialu „South Park”. To, że oba narody się nie lubią, wiadomo nie od dziś, ale zobaczyć to na żywo – bezcenne.
Panów w kapeluszach nie obsługujemy
Dziesięć lat temu trafiłam do Kanady. Zobaczyłam kraj i ludzi o których właściwie nic nie wiedziałam. Kanada miała być przesiadką do USA. Postój potrwał trzy miesiące.
Alberta gdzie na swoje szczęście utknęłam, to jedna z prowincji kraju. Położona przy samej granicy z USA, wielkością równa się Polsce ale zamieszkuje ją zaledwie dwa miliony ludzi. Stolica –Edmonton, przyjemne, pełne zieleni i raczej niskich zabudowań miasto. Druga metropolia Alberty to położone na wzgórzu Calgary, najbardziej znane na świecie z zimowej olimpiady w 1988 roku. W Calgary odbywają się również największe na kontynencie zawody w rodeo. I w tym momencie poznajemy, co znaczy niechęć Amerykanów do Kanadyjczyków i na odwrót.
Symbolem rodeo są białe kowbojskie kapelusze, sprzedawane właściwie na każdym rogu ulicy. Łatwo więc rozpoznać kogo „kręci” ujeżdżanie byków czy dzikich rumaków.
Jest wieczór, siedzimy w restauracji na kolacji. Przyjemna muzyka w tle, kelnerzy krzątają się pomiędzy stolikami, spokój. I nagle rozlega się hałas – na salę wchodzi grupa głośnych Amerykanów ubrana we wspomniane kapelusze. Robią sporo szumu, zachowują się nieco arogancko. Reakcja kelnerów – unikanie. Wycieczka kowbojów czeka i czeka na stolik, komentując fakt, że inni goście restauracji dostają upragnione miejsca bez problemu. W końcu, ktoś się nad nimi lituje i dostają stół. Tylko, że my siedzimy przy wielkim oknie z pięknym widokiem na panoramę miasta, a nasi kowboje przy wyjściu. Oto kanadyjska gościnność.
Jim Carrey kocha ten kraj
Pomimo niechęci do sąsiadów, Kanadyjczycy są przyjaźnie nastawieni do turystów i mają bardzo liberalne prawo emigracyjne. Ogromny obszar ziemi potrzebuje ludzi, a tych jest tu mało. Dodatkowo wielu młodych mieszkańców wyjeżdża z Kanady do USA, bo przecież nie każdy ma ochotę grać w hokejaÉ To oczywiście kolejny żart, ale prawdą jest, że np. wielu znanych „amerykańskich” artystów urodziło się w Kanadzie. Tacy słynni aktorzy jak Jim Carrey czy Keanu Reeves podkreślają swoje pochodzenie, podobnie wokalistka Alanis Morisette. Żadne z nich tego nie ukrywa, z dumą opowiadając w wywiadach o swoich korzeniach. Emigranci zatem przybywają tłumnie, gównie z Azji. Mieszanka kultur objawia się w kuchni, dzięki czemu można zjeść na ulicy świetne sushi lub curry, jak i w codziennym życiu; powstają japońskie ogrody i hinduska muzyka. Są jednak mieszkańcy Kanady, którzy byli tu od zawsze i którzy nadal zamieszkują Amerykę Północną, choć warunki w jakich przyszło im żyć pozostawiają wiele do życzenia. To Indianie.
Skacz jak bizon
Są obok Metysów i Inuitów trzecią rdzenną grupą ludności w Kanadzie. Zamieszkują ok. 600 rezerwatów i pomimo niełatwych warunków życia starsza część Indian nadal celebruje swoją kulturę. Head-Smashed-In Buffalo Jump, do którego dotarłam, to urwisko na które Indianie zapędzali bizony w trakcie polowań na tę zwierzynę. Teraz to tylko piękny teren leżący u podnóża Gór Skalistych, miejsce gdzie w skałach znajduje się ogromne muzeum prezentujące kulturę pierwszych mieszkańców tej części Kanady. Jest coś niesamowitego w Buffalo Jump, powietrze, klimat, trochę jak z westernów. W drodze natknęliśmy się na małą stację benzynową prowadzoną przez rodzinę Indian. Pustynna atmosfera, wielka Indianka sprzedająca mi paczkę papierosów, chłopak na harleyu, tylko grzechotników brakowało, choć w tej części kraju podobno bywają.
Grizzly w raju na ziemi
Góry Skaliste to odrębny temat i miejsce o którym można śmiało powiedzieć „raj na ziemi”. Taka jest Kolumbia Brytyjska granicząca z Albertą, a więc mój częsty punkt wypadowy. Absolutne piękno, przyroda że aż dech zapiera: lasy, granatowo-niebieskie jeziora i góry. Poza tym sarny, borsuki, wiewiórki i niedźwiedzie grizzly. Codziennie w miejscowym radiu podawano komunikaty o niemądrych turystach, którzy bez przewodnika zapędzili się wysoko w góry i mieli spotkanie z mało sympatycznym misiem. Żeby tego uniknąć należy przestrzegać kilku prostych zasad: w czasie wspinaczki mieć przy sobie coś co wydaje metaliczny dźwięk, najlepiej dzwoneczek (to podobno odstrasza niedźwiedzie), nie śmiecić, nie pozostawiać jedzenia na zewnątrz namiotu – wszędzie są specjalne tabliczki z wizerunkiem niedźwiedzia oraz znakiem ostrzegawczym i najzwyczajniej nie być idiotą i poprosić o pomoc przewodnika.
Z niedźwiedziem nie miałam na całe szczęście spotkania ale przez chwilę wzbudziłam mało pokojową reakcję jednej z kozic górskich, kiedy chciałam jej zrobić zdjęcie z bardzo bliska. W rezultacie uszanowałam jej prywatność i rozeszłyśmy się w pokoju.
Ameryko, możesz poczekać
Choć moim głównym powodem wizyty w Ameryce Północnej było Zachodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych, po każdym kolejnym dniu pobytu w Kanadzie zapominałam po co ja w ogóle tu przyleciałam. Obcowałam z dziewiczą przyrodą, relaksowałam się w naturalnych górskich solankach, znalazłam się największym centrum handlowym na świecie, gdzie pod jednym dachem obok tysiąca sklepów i knajpek jest sztuczna plaża, lodowisko i ogromne wesołe miasteczko. Zobaczyłam w polu słynne kręgi jakie po sobie pozostawiło prawdopodobnie UFO (byli nawet specjaliści od tego rodzaju zjawisk), przemierzyłam kilometry autostrady mając za oknem wręcz zjawiskowy krajobraz i polubiłam sos klonowy. Ach, a w międzyczasie oglądałam w telewizji kolejny sezon z Archiwum X.




