Joga jak tabletka relanium?

Autor

Maciej Pieczyński

„Gabinet regeneracji ciszą” – tak na początku nazywała się szkoła jogi Jurka Jaguckiego. Po 30 latach na rynku wydawałoby się jednak, że na „ciszę” nie ma czasu, a zgiełk  wielkiego biznesu sprowadził jogina na ziemię, czyli przed komputer, do biurka  i pod krawat. Ale Jurek zaprzecza: - Wiem, jak się regenerować,

Można żyć  w pędzie współczesnego świata i się nie zatracić, tylko trzeba umieć się odnawiać.

Pociąg ruszył. Do pokonania trasa, obliczona na 42 godziny jazdy. Na setnym kilometrze awaria. Pięć godzin opóźnienia. Pasażerowie wychodzą na tory i urządzają sobie piknik, bawią się, zamiast kląć na koleje. Jedynym zdenerwowanym jest… Jerzy Jagucki. Jako że sytuacja ma miejsce w Indiach, podróżujący od razu w niecierpliwym dziwaku rozpoznają Europejczyka.

 

Skołatane nerwy

Ma 65 lat i sprawność trzydziestolatka. Przeszedł jednak długą drogę od pacjenta psychiatry do cenionego nauczyciela jogi. Miał nerwicę, był nadpobudliwy. Psychiatra przepisał mu relanium. – Ale ja wiedziałem, że musi być jakiś naturalny sposób na ukojenie nerwów – wspomina Jagucki. – Dziś już w każdej chwili jestem w stanie wyprodukować sobie sam taką naturalną tabletkę relanium i jest nią właśnie joga – dodaje.

Joga to nie tylko lekarstwo na skołatane nerwy. To także źródło energii. – Przychodzą do mnie często ludzie, zmęczeni, znużeni ośmioma godzinami pracy – mówi Jagucki. – Ledwo wdrapują się po schodach do mojej szkoły. Ale z zajęć wychodzą naładowani energią. Kobiety często zwierzają mi się potem, że po powrocie nie wiedzą, co ze sobą zrobić, byle tylko nie spać, byle tylko spożytkować tę energię – dodaje.

Żeby zostać prawdziwym mistrzem jogi, potrzebował nie tylko lat praktyk, ale i doświadczenia u źródeł tego systemu ćwiczeń cielesno – duchowych. A źródła te biją w Indiach. Żeby zarobić na pierwszą podróż do ojczyzny „świętych krów”, Bollywoodu i „Slumdoga”, ojczyzny Buddy i Mowgliego z „Księgi dżungli”, Jurek imał się różnych zajęć. – Robiłem wszystko: sprzątałem, myłem naczynia, kładłem dach, malowałem ściany – wspomina Jagucki.

 

Indie zmysłowe

W Indiach szczeciński jogin udoskonalał swoje umiejętności pod okiem guru, największego współcześnie żyjącego autorytetu w dziedzinie jogi, B.K.S. Iyengara. Jednak nie żył tam tylko nauką. – Pierwsza rzecz, która mnie w Indiach oczarowała to bogactwo zapachów, smaków i kolorów. Europejczycy, przy Hindusach wyglądają szaro – wspomina Jurek.

Inną specyfiką Indii jest fakt, że życie toczy się tam w dużej mierze na ulicach. – Przy miliardowej populacji ciężko tam zostać choćby na chwilę samemu – przyznaje. Ulice to jednak nie tylko zapachy kuszące z wszechobecnych straganów. To także dość ekscentryczny ruch pojazdów. Na ruchliwych skrzyżowaniach spotykają się w wielkiej masie: święte krowy, samochody, rowery, skutery, motocykle. – A trzeba pamiętać, że tam w praktyce nie obowiązują żadne przepisy, nie ma też sygnalizacji świetlnej – dodaje Jurek. – W Europie w takiej sytuacji od razu mielibyśmy karambol i czerwonych ze złości kierowców na ulicach. A w Indiach? Tam ta cała, kolorowa masa jakoś płynie harmonijnie, nikt się nie spieszy, nikt nikogo nie popędza, nie wyzywa – wspomina.

Urzekło go także tamtejsze kino, słynne „Bollywood”. – Kolory, tańce, śpiewy, banalne historie miłosne, to wszystko pokazuje, jak Hindusi, przy całej swojej naiwności, potrafią cieszyć się życiem – mówi.

Ta radość istnienia Jurkowi objawiła się nie tylko w hollywoodzkich musicalach. – W samym Bombaju milion ludzi mieszka na ulicy – mówi. – Widziałem samotną matkę, która żyła w szałasie na obrzeżach miasta, z gromadką wygłodzonych dzieci, załatwiających swoje fizjologiczne potrzeby wprost na ulicy. I co najciekawsze, ta kobieta potrafiła cieszyć się życiem, była autentycznie szczęśliwa. Dla Hindusów najważniejsze jest „być”, dlatego nie przejmują się tym, że mają problem z „mieć” – dodaje.

 

Powstrzymać poruszenia umysłu

Równolegle z jogą Jagucki praktykuje bardziej duchową, dalekowschodnią sztukę „powstrzymywania poruszeń umysłu”. Jest nią medytacja zazen. Prywatnie jest buddystą zen. O ile po nauki od autorytetów jogi Jagucki wyjeżdża co pewien czas do Indii, o tyle medytacyjne inspiracje odnajduje w Japonii. Zamyka się tam w klasztorze buddyjskim, w odosobnieniu. Jednak porównując Japonię z chaotycznymi, kolorowymi Indiami, Jagucki wspomina nienaganny porządek i kulturę osobistą. – W pociągu konduktor, wchodząc do przedziału, najpierw kłania się wszystkim pasażerom, potem dopiero zaczyna sprawdzać bilety – wspomina.

Czego szczeciński jogin szuka, medytując w buddyjskim klasztorze? – Medytacja to sztuka selekcji myśli. Pozwala zobaczyć świat we właściwych proporcjach – wyjaśnia Jagucki.

Według specjalistów człowiek doświadcza dziennie około osiemdziesięciu tysięcy myśli. Medytując Jagucki stara się zatrzymać te, które są mniej przydatne, mniej twórcze. – Gdy przychodzi do mnie gniew, nie muszę go od razu wyładować na kimś, mogę go potraktować jako nieproszonego gościa i po prostu wyprosić z umysłu – mówi Jurek. – Gdy już odrzucimy zbędne myśli zostanie esencja, czy nazwiemy to Bogiem, prawdą, energią, miłością. To jest właśnie nirwana – dodaje.

Główną ideę, wspólną dla jogi i medytacji, można zamknąć w stwierdzeniu: „powstrzymać poruszenie umysłu”. Dla Jurka oba systemy ćwiczeń są tak samo ważne dla utrzymania harmonii między ciałem i duchem. Medytując i uprawiając jogę, odnalazł Jagucki sposób na zwalczenie w sobie nerwów, uspokojenie się. Początkowo zresztą szkoła jogi, założona ponad 30 lat temu nosiła nazwę „ośrodek regeneracji ciszą”. Ale dziś szczeciński jogin nie tylko sam naucza, ale i jest instruktorem nauczycieli jogi. Pomaga mu w tym jego żona, Ałła, która najpierw była jego uczennicą. Wspólnie wychowują dwóch synów – dziewięcioletniego Wacława, czternastoletniego Piotrka oraz pięcioletnią córkę Amelię.

Maciej Pieczyński

JERZY JAGUCKI
dyplomowany Senior nauczyciel jogi,
fizjoterapeuta i licencjonowany terapeuta
manualny (kręgarz)
Uczeń jednego z największych współczesnych
mistrzów jogi B.K.S.Iyengara, od którego po
dwukrotnym pobycie w Indiach w Punie
i kilkunastu latach praktyki, uzyskał certyfikat nauczyciela jogi. Pobierał też nauki u dojrzałych, wybitnych nauczycieli w Europie, najdłużej ponad 10 lat u Gabrielli Giubilaro z Florencji (Włochy),
a następne 10 lat u F. Birii z Paryża (Francja). 
Od 1981 roku prowadzi regularne kursy jogi,
relaksu, treningi antystresowe w Szczecinie,
Polsce, Słowacji, Litwie, Łotwie i Szwecji.
Aktualny certyfikat nauczyciela Seniora pozwala
mu prowadzić treningi nauczycielskie
i egzaminować nauczycieli.
Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Medycyny Manualnej. Od ponad 29 lat praktykuje medytację zen .