Prawdziwa piłka
Krzysztof Bobala
Krzysztof Bobala współwłaściciel agencji reklamowej „BONO” oraz "BENE Centrum Sport" organizator turnieju Pekao Szczecin Open
I skojarzenie to jest tym razem bardzo pozytywne, co, znając moje wieloletnie, negatywne nastawienie szczególnie do polskiej piłki nożnej, wydawać się może dosyć dziwne. A wszystko to za sprawą dzieci. Zaczęło się jesienią ubiegłego roku, kiedy to grupka piłkarskich zapaleńców zaproponowała mi włączenie się w organizację turnieju dla dzieci. Od lat nie współpracuję z akcjami piłkarskimi i pierwsza myśl była na „nie”. Szybko jednak przypomniałem sobie swój udział w podobnym turnieju przed blisko czterdziestu laty, kiedy to bez większych sukcesów, ale z zaangażowaniem nie mniejszym niż uczestnik olimpiady, biegałem za piłką w turnieju organizowanym przez nieodżałowanego Floriana Krygiera. To było bardzo sympatyczne wspomnienie. Pozostało tylko ustalić regulamin, szczegóły organizacyjne, podział zadań i Mini Mundial 2011 stał się faktem. Patrząc na zaangażowanie dzieci, rodziców i władz poszczególnych gmin, w których odbywają się turnieje eliminacyjne stwierdzam jedno – to byłby jeden z największych błędów mojego zawodowego życia, gdybym kilka miesięcy temu odmówił udziału w tej imprezie. Dzięki Mini Mundialowi odkrywam na nowo (a może dopiero po raz pierwszy) piękno piłki nożnej. Mecze trwają tylko 10 minut, ale jest to dziesięć minut nieprawdopodobnych emocji, które udzielają się dokładnie wszystkim. Na boisku szaleją młodzi piłkarze, a na trybunach najwierniejsi kibice – rodzice. Są mecze bez historii i te, o których mówić się będzie jeszcze długo, i to nie tylko w dziecięcym gronie. Jak przyjemnie ogląda się radość po zwycięstwie czy strzeleniu bramki i jak trudno pogodzić się ze łzami młodych piłkarzy, kiedy to zwycięstwo wymknęło się w ostatniej minucie meczu czy zabrakło szczęścia w egzekwowaniu rzutu karnego. Niezapomniane są chwile obserwacji nastoletnich fanek, które z uwielbieniem dopingują grę swoich idoli, następców Messiego, Ronaldinho, na co dzień kolegów z klasy. Pasjonujące jest podglądanie reakcji opiekunów grup, którzy wyobrażają sobie, że niczym Alex Ferguson czy Jose Mourinho, kierują swoją drużyną w finale wyimaginowanej Ligi Mistrzów. Jedni krzyczą na swoich podopiecznych, cały czas wywierając presję, inni spokojnie podpowiadają, a po ewentualnych porażkach potrafią przytulić zapłakanych malców i powiedzieć „Chłopaki, nic się nie stało”. Cieszy fakt, że dzieciaki identyfikują się z krajem, który w Mini Mundialu reprezentują (młodzi piłkarze grają w replikach strojów narodowych reprezentacji, które im przypadły podczas losowania).
Podczas eliminacji w Drawsku, zwycięzcy starszej grupy zapytani czy nie szkoda im, że reprezentują Iran a nie Brazylię, stanowczo odpowiedzieli, że nie, wykrzykując wraz z kibicami hasła gloryfikujące właśnie drużynę z Bliskiego Wschodu.
Wszystko to wygląda prawie jak w dorosłym futbolu. Ale jak mówi popularna reklama – „prawie robi wielką różnicę”. W Mini Mundialu wszystko jest takie prawdziwe i szczere.
Faul jest faulem, a nie aktorskim występem przed sędziami. Nie ma kunktatorstwa, oszukiwania i pozoranctwa. Jest radość z gry, zwycięstw i przebywania w gronie rówieśników. Kiedy obserwuję to zaangażowanie uczestników wiem jedno – Mini Mundial zagra jeszcze przez kilka lat. Dla dzieci warto to organizować. Dla najmłodszych można nawet zmienić zdanie o piłce nożnej.
Czerwiec od zawsze kojarzy się z najmłodszą częścią naszego społeczeństwa. Bo w końcu Dzień Dziecka na starcie i zakończenie roku szkolnego na finiszu miesiąca. Do tego szukanie ofert wakacyjnego wypoczynku dla milusińskich i nerwowe oczekiwanie na szkolne świadectwo, podsumowujące kolejny rok edukacji. Od niedawna czerwiec kojarzyć mi się będzie jeszcze z jednym – z piłką nożną.




