Wigilijne smaki
Barszczyk z uszkami czy grzybowa z kluskami? Karp smażony czy po żydowsku? Z opłatkiem czy bez? Każda rodzina ma własne świąteczne gusta. A jak do Wigilii przygotowują się znani szczecinianie? O swoich ulubionych smakach i zapachach opowiedzieli nam - aktor Jacek Polaczek, pisarka Monika Szwaja, posłanka Renata Zaremba i pływak Mateusz Sawrymowicz.
Jacek Polaczek, aktor Teatru Polskiego
Majonez - tylko w jedną stronę
Dla mnie nie ma wieczerzy wigilijnej bez karpia. Jest dla mnie synonimem świąt, może być nawet nieco przypalony, gdyż ja uwielbiam przypalone! karp musi być obowiązkowo panierowany w bułeczce najlepiej z dodatkiem sosu tatarskiego. Najwspanialszy sos tatarski robił mój ojciec. Gdy jeszcze żył to ściśle przestrzegał tradycji wigilijnych, dbał o wygląd potraw i stołu, które zawsze niezależnie od dnia tygodnia były postne, nie musiało być ich dwanaście, zwłaszcza w czasach gdy było biedniej był to wymóg trudny do spełnienia. Odrobina alkoholu była dozwolona dopiero po Pasterce. Mimo, że karpia uwielbiam, to łusek w portfelu nie noszę, gdyż raczej nie jestem przesądny, wyjątek robię gdy scenariusz sztuki mi upadnie na podłogę, wtedy zawsze przydeptuję! Ogólnie nie jestem specjalnie wysublimowany kulinarnie, lubię proste potrawy, a na co dzień kaszanka z cebulką satysfakcjonuje mnie w zupełności. Sam raczej nie gotuję, chociaż jajecznicy podołam, chleb posmaruję, wodę zagotuję. Kiedyś próbowałem ugotować też makaron, niestety bez powodzenia. Ale za to umiem zrobić dwa rodzaje majonezu: szklisty i matowy. Ten pierwszy robi się z surowych jajek, natomiast drugi z gotowanych. U mamy ucierało się go w kamiennej misce kręcąc ósemki w jedną stronę, bo podobno jak się kręci we dwie, to się może zważyć. To taka moja mała kulinarna umiejętność. Święta kojarzą mi się też z ciastem drożdżowym z kruszonką – wspaniała rzecz! Jak do tego dojdzie jeszcze makowiec, to jest już cała symfonia smaków! Wigilię zawsze spędzam w gronie najbliższych w Szczecinie bądź w Poznaniu, czasem jedziemy do syna do Francji. Kolęd nie śpiewam, wolę ich posłuchać. Staram się nie przynosić pracy do domu i być może dlatego wokalnie nie udzielam się w czasie wolnym. Święta to dla mnie czas wyjątkowy, nigdzie nam się nie spieszy, chodzimy na spacery, rozmawiamy i po prostu cieszymy się sobą.
Renata Zaremba, posłanka
Jak we włoskiej rodzinie
Choinka prosto z lasu, karp ze stawu mojego taty, a barszczyk z buraków z przydomowego ogródka. Tak wygląda moja Wigilia, którą zawsze spędzam u rodziców. Na naszym świątecznym stole nigdy nie może zabraknąć smażonego karpia, kompotu z suszonych owoców i barszczu, który jest moja ulubioną potrawą. Ten ostatni, kiszony dwa tygodnie wcześniej i przegotowany. Zawsze biorę dokładkę! W pokoju stoi piękna, wielka choinka, a pod nią oczywiście – prezenty! Specjalnością mojego taty jest też karp wędzony – prawdziwa poezja. W wigilię tradycyjnie musi być biały obrus z siankiem pod stołem, opłatek z miodem. Staramy się siąść do stołu z pierwsza gwiazdką. Zjeżdżamy się wszyscy do rodziców, którzy mieszkają w niewielkiej miejscowości obok Nowogardu. Jest gwarno, tłoczno, bardzo rodzinnie. Po prostu cudownie! Mój partner śmieje się, że jesteśmy jak włoska rodzina! W Wigilię nigdy nie pijemy alkoholu wystarcza nam kompot z suszonych śliwek, a w czasie świąt raczymy się ajerkoniakiem robionym przez mamę – pychota! W wigilię telefon wyłączam, sms-ów świątecznych nie wysyłam. Do bliskich mi osób po prostu dzwonię lub składam im życzenia osobiście.
Mateusz Sawrymowicz, pływak
Uszka lepię sam
Święta to dla mnie przede wszystkim tradycja. Z rodzicami i bratem, najlepiej w domu i obowiązkowo z żywą, pachnąca choinką. To dla mnie czas kiedy mogę odpocząć i trochę połasuchować ! Niestety jako sportowca obowiązuje mnie dosyć ścisła dieta, jednak w święta nie odmawiam sobie niczego. Chociaż sam nie gotuję, zawsze chętnie pomagam mamie w kuchni. Specjalizuje się w lepieniu uszek i pierogów. Na stole nie musi stać koniecznie dwanaście potraw, jednak nie wyobrażam sobie Wigilii bez smażonego karpia, uwielbiam ości i jem ile zdołam! Uwielbiam także barszcz z uszkami - w wykonaniu mojej mamy to coś wspaniałego. Natomiast jem mniej słodyczy i ciast, wolę konkretne potrawy. Do wigilii zasiadamy z całą rodzina i bez alkoholu. Co do Pasterki… nigdy nie udało mi się dotrwać, zazwyczaj już przed północą zasypiam. Po wigilii nie sprzątamy ze stołu, aż do rana - to taka nasza rodzinna tradycja. Moje święta z dzieciństwa kojarzą się oczywiście z prezentami, zazwyczaj po choinka leżały dla mnie klocki Lego. Mogłem je dostawać co roku i nigdy mi się nie nudziły! Święta to także czas, by nieco odrobić towarzyskie zaległości, Wigilia jest zarezerwowana wyłącznie dla rodziny, ale już w pierwszy dzień lubię spotkać się z przyjaciółmi.
Monika Szwaja, pisarka
Pomarańcza na własność
Wspomnienia Wigilii z dzieciństwa to przede wszystkim smaki i zapachy... czekolada i pomarańcze. Kiedy byłam dziecięciem, bieda u nas piszczała, zwłaszcza po śmierci ojca, kiedy mama została z trójką dzieci i babcią. Tych pomarańczy bywało wtedy kilka - dwie, trzy na całe święta, czekolady też niewiele. Miałam wtedy takie marzenie żeby mieć dla siebie całą, calutką pomarańczę i tyle czekolady, żeby można ją było gryźć (mama kazała ssać, bo to na dłużej starczało). Dzieciństwo kojarzy mi się też ze świątecznym plackiem drożdżowym z kruszonką. Mieliśmy taką ciocię, która zjadała same spody, kruszonkę zostawiając dzieciakom...
Wieczerza wigilijna musi być tradycyjna. Odkąd pamiętam zawsze najpierw są śledziki w oleju, śmietanie, białym winie i co tam fantazja aktualnej szefowej kuchni sprokuruje. Potem barszczyk czerwony, czysty z uszkami. W czasie, kiedy było tak ciężko i mama się zaharowywała, nie miała już siły na klejenie uszek - wtedy jadaliśmy ten barszcz z makaronem. Od dawna już uszka obowiązują absolutnie, własnoręczne, jak najmniejsze, z grzybami zasmażonymi na maśle z cebulką w charakterze farszu. Ale przyznam, że barszcz biorę z pudełka Krakusa, jest jak własny, tylko doprawiam go lekko czosnkiem i pieprzem. Dalej karp - rzadko prawdziwy, bo rodzina nie przepada. Postna kapusta z grzybami, fasola i specjał domowy: suszone grzybki smażone na maśle. Kompot z suszu. Tak u nas było, jest i będzie, a jak mi się trafi synowa, to ją wyszkolę! Było za to kiedyś tak, że mama upiekła makowce - jak zwykle jedenaście (uparcie twierdziła, że samo jej tyle wychodzi, a potem jedliśmy to do Trzech Króli), polukrowała pięknie i zostawiła na stole w salonie, zamykając starannie drzwi. Mieliśmy wtedy psa nierasowego, który był spory jako mieszanka doga z bernardynem. Ten bez trudu otworzył sobie drzwi i posilił się całym makowcem, lekko napoczynając drugi i nie zapluwając, absolutnie, żadnego z pozostałych. Dostał lanie, biedaczek. A taki był szczęśliwy…
Nie wyobrażam sobie Wigilii poza domem - nawet gdybym miała być sama z psami albo i bez. Dom jest dla mnie jak domownik, członek rodziny, nie zniosłabym gdyby w Wigilię stał pusty.




