Okrasa, sztafaż i butaforia

Nowy gmach Filharmonii Szczecińskiej im. Mieczysława Karłowicza, projektu hiszpańskiego Studio Barozzi Veiga, jeszcze zanim powstał stał się ikoną architektury Szczecina. O nowej Filharmonii powiedziano już niemal wszystko i niemal wszędzie. Prestiż też chce powiedzieć, ale nieco inaczej. Po otwarciu, i tym samym możliwości zajrzenia do wnętrz, Filharmonia Szczecińska śmiało może poszczycić się jeszcze jednym mianem - ikony designu. To wnętrzarska wirtuozeria.

Wnętrza nowego budynku potwierdzają główne założenia czy filozofię projektantów, którzy uważają, że istotna jest nie tyle czystość projektu, ile czystość myśli i idei. Tu wszystko jest czyste i harmonijne. Tu wszystko do siebie pasuje. Tu wszystko współgra. Już po wejściu, kiedy opuścimy wzrok, zupełnie niezależnie od naszej woli meandrujący po widowiskowej przestrzeni holu (na pierwszy rzut oka geometrycznie niemożliwej), zachwyca unikalny wzór posadzki. 

– Kafle były specjalnie projektowane dla szczecińskiej Filharmonii przez uznaną firmę z hiszpańskiej Majorki, a wykonane są z białego betonu z domieszką mączki marmurowej - opowiada Kamila Matczak, rzeczniczka Filharmonii, cierpliwie oprowadzająca nas po niezwykłych wnętrzach nowej siedziby. 

Wirtuozerię projektantów wyraźnie widać także w udanej próbie zamaskowania wszelkich kulis.

Niewidoczne, scalone ze strukturą ściany drzwi na zaplecze (intrygujące, że pracownicy instytucji odnajdują i otwierają je bez najmniejszych problemów, bezbłędnie za każdym razem w nie trafiając), to ukryte tamże wszelkie urządzenia techniczne, grzewcze czy elektryczne. To wreszcie kontuary kasy i baru, skrywające w swoich wnętrzach wszystko, co potrzebne do sprawnego funkcjonowania, a zakłócające rytm przestrzeni. W sterylną biel, niczym anegdotyczny biały niedźwiedź na śniegu, wtapiają się stoliki i krzesła kawiarni. Także świetnie dobrane, o nowoczesnej, lecz subtelnej linii. Wieszaki w szatni, oprawy wiszących lamp nad przyszłym sklepem z płytami, wszelkie inne butaforia, a nawet piktogramy kierunkowe i informacyjne nie próbują się wyróżniać. Specjalnie projektowane kosze na śmieci zlewają się ze ścianami. O funkcji mówią jedynie foliowe worki albo wcześniej już wrzucone odpady. Wszystkie sprzęty podporządkowują się kolorem, kształtem, gabarytami głównej myśli projektantów. Na uwagę zasługują świetnie dobrane meble – pufy (białe drewno plus surowy szary filc), sofy, fotele czy krzesła. Świetnie korespondują z wnętrzem, czyli nie zakłócają… Kamila Matczak zdradza nam jeszcze coś, na co mało kto zwróci uwagę.

 – Zadbano tu o takie niuanse jak… numeracja foteli w salach koncertowych. Te w głównej sali, pozłacanej płatkami szlagmetalu, wyszyte są nicią złotą. Numeracja miejsc w kameralnej sali srebrnej – srebrną.

Swoistym negatywem dla białych ogólnodostępnych wnętrz są toalety. Tutaj dominuje czerń. Jednak dobór armatury – zlewów, muszli, pisuarów – oraz wszelkiego innego higienicznego sprzętu i wyposażenia także wskazuje na przemyślany wybór, nie próbujący nawet nieznacznie odbiegać od przyjętego fasonu pozostałych wnętrz. 

– Nawet wnętrza niedostępne dla widzów – zaplecze dla muzyków, garderoby, pomieszczenia techniczne i biurowe (open space z intrygującym szklanym świetlikiem przyp. red) nie tracą designerskiego impetu. Szafki na instrumenty, pulpit inspicjenta, biurka, krzesła, wyposażenie sali konferencyjnej kontynuują klasę i wzory z otwartych dla widzów pomieszczeń. 

Na deser pozostaje jeszcze wizyta w VIP Room-ie. Pierwszym gościem, podczas koncertu inauguracyjnego był prezydent Bronisław Komorowski. Nie każdy będzie miał szansę wysłuchać stąd koncertu, choć przyznać trzeba, że to… trudne. Bo jak skupić się na muzyce, kiedy znajdujemy się w fenomenalnie urządzonym (nieregularnych kształtów skórzane fotele, tak samo fantazyjnie powykręcane stoliki) czarnym pomieszczeniu, z trójkątnym oknem wychodzącym na złotą salę koncertową. Patrzeć czy słuchać? Patrzeć i słuchać. W każdej z wyjątkowych przestrzeni szczecińskiej świątyni muzyki i… designu.

Prestiż  
Listopad 2014