Rozkołysana ulica
Prądem Rzek obojętnych niesion w ujścia stronę, ·Czułem, że już nie wiedzie mnie dłoń holowników
Płyniemy prądem rzeki imienia Księcia Bogusława X Wielkiego. Długość – 240 metrów, czyli niemal 1/8 morskiej mili. Co kilka metrów frywolne przystanki z trunkami wszelkiej maści w liczbie 15. Wśród bywalców wyczerpujący przekrój społeczny. Nie będzie porównań i ocen czy deptak jest dobry/zły, ładny/brzydki, długi/krótki. Idzie o alkohol. Co piją szczecinianie?
Pośród wściekłych kołysań przypływów, odpływów (…)
Biegłem! Tryumfalniejszych nie zaznawszy dziwów
Półwyspy wzięte lądom przez bezdrożne płynne.
Zaczynamy prestiżowy rejs. Port pierwszy, lecz podwójny – Seta i Galareta plus Na Melanżu. Wieczorami wśród gości młodości siła, ale o innych wściekłych porach (!) starsze pokolenie i… koneserzy. Tu nigdy nie wiadomo czy impreza jeszcze się nie skończyła czy już zaczęła… Barman Wojtek opowiada, że stosunek sprzedaży piwa do innych trunków wynosi mniej więcej 70 do 30 procent.
- Mamy w ofercie dużo szotów, wybór jest imponujący i intrygujący. Jest Mózgotrzep, czyli orzechówka, wiśniówka, ajerkoniak, mleko. Jest bordowo - granatowy szot Pogoń, będący ulepszoną wersją Śmierci na Deptaku - spirytus 96%, wódka biała, zaprawa cytrynowa, syrop Blue Curacao. By podołać takim składom mamy coś na ząb: żurek, bigos, biała kiełbasa, tatar, zapiekanki i pierogi.
Największym atutem połączonych knajpianych sił są ceny! Niskie. W części drugiej z dwóch odnajdujemy rzadkość – salę dla palących.
Gdzie nagle barwią szafir zwidów mętne wiry
I rytmy wolno pełzną pod słońca promienie
Płynie się! Kolejny port z nazwy jest schludny albo… dobrze wyćwiczony – Bar Czysty. Klientela bardziej wymagająca niż w knajpianym duopolis. W weekendy także muzyczne imprezy. Ciekawie podaje się tu piwo.
- Mamy wyjątkowe syropy do piwa, dodając je możemy całkiem zmienić barwę i smak. Mamy ich około 20, w tym hibiskus, marakuja czy mango - opowiada Mateusz Szustakiewicz.
W karcie nie brakuje tradycyjnych koktajli podawanych ze świeżo wyciskaną cytryną i syropem cukrowym. Są też droższe alkohole, barmani polecają szczególnie whisky z wyższej półki, i zapewniają, że się sprzedaje. Za barem stoją fachowcy - a mistrzostwo barmańskie to nie tylko sztuka podawania alkoholi.
- Barman powinien być przede wszystkim bardzo cierpliwy. To ksiądz, żona, kochanka i psycholog. Można nasłuchać się niesłychanych historii. Ale obowiązuje nas „tajemnica barmańska”, bardziej restrykcyjna od tajemnicy spowiedzi (śmiech). Także w temacie, jak przyrządzamy nasze koktajle, bo jakbym ci powiedział, to byś zrobił sobie sam w domu i nie przyszedł do baru (śmiech) - mówi Mateusz.
Obok lokal z nazwy kobiecy, ale wyłącznie mężczyznom dedykowany. Mimo, że nie pada – promowany parasolem, pod którymi kryją się dziewczyny, namawiające nas do wejścia… Znając doniesienia medialne o cenach i pewnych praktykach nie ryzykujemy. Ponoć w tym porcie alkohol nie jest jedyną atrakcją…
Kwietna piana huśtała mego dryfu ślady,
Uskrzydlały mnie czasem wiatry sprzyjające
Dobijamy do kolejnej kei – Prywatka. Tu czas się nieco cofnął. Muzyka sprzed kilkudziesięciu lat, w karcie cyklicznych wydarzeń "Bania u cygana do rana" i "U cioci na imieninach". W karcie dań najprawdziwszy Gzik i potrawy nawiązujące do smaków rodem z epoki minionej. Wśród koktajli między innymi Zomowiec (wódka mango, Malibu, sok jabłkowy, 7 Up), Ubek (tequila z wódką) czy Pierwszy i Drugi Sekretarz (Finlandia Canberry, sok porzeczkowy, Sprite). Barman Adrian Adamczewski na chłodne zimowe wieczory poleca płonące (!) grzane wino.
- To tradycyjnie przyprawiane wino, ale na wierzchu jest jeszcze plaster pomarańczy skropiony spirytusem. Podajemy płonące. Wiele osób nie wie jak to pić (śmiech). Jedni dmuchają, inni czekają aż się wypali, ale są i tacy, co o mały włos się nie poparzą. Czuwamy jednak nad bezpieczeństwem gości.
Kawałek dalej majaczy kolejna przystań. Port ten mały jest, ale wielką artystyczną ma duszę – Teatr Mały. Zjeść jest tu co i wypić też. Trzeba jednak uważać, bo specjalność zakładu niektórych może zmylić…
- Mamy pyszny koktajl – Ogórkowa. To Żołądkowa Gorzka, limonka, Sprite i oczywiście plastry ogórka. Klienci mówią, że zdradliwie toto. Nie tylko po, ale i przed. Przy zamówieniu koniecznie trzeba dodać, że mowa o koktajlu, bo inaczej na stół wjedzie zupa. Nomen omen też pyszna (śmiech) - mówi barman Mikołaj Starzyński.
Na uwagę zasługują także inne pozycje, o nazwach nawiązujących do teatralnej oferty. Wielka literatura i wielkie nazwiska – na przykład kawa Fogga czy Śpiew Mew. Skład – tajemnica…
Archipelagi gwiezdne widziałem i kraje,
Których nieba są zawsze otwarte dla gości
Przemysłowy charakter Fabryki na deptaku materializuje się w kanapkach zakładowych i piwach. Naprawdę oryginalnych.
- Żadne piwo z szerokiej produkcji nie smakuje jak nasze piwa rzemieślnicze. Rzemieślnicze, czyli z małych, lokalnych browarów. Każde ma inny smak, inną barwę, inny skład. Są naprawdę wyjątkowe. Możemy je wypić w towarzystwie nie tylko przyjaciół, ale też naszych skandynawskich placków do piwa (śmiech) - zachwala barmanka Paulina Deszcz. Z karty koktajli, a ta zajmuje aż dwie strony w menu, poleca Mizerię. W sałatkach takowej nie ma więc, pomyłki przy realizacji zamówienia nie będzie. A w szklance - Wyborowa, Amaretto, cytryna, sok ananasowy, Sprite i świeży ogórek. Paulina potwierdza, że to… niezły zdradliwiec.
Nazwa kolejnej zabawowej mariny nawiązuje do jednej tysięcznej pewnej całości. W Promilu klimaty rodem z PRL-u. Ba! Baru pilnuje Władimir Iljicz Uljanow Lenin (poważnie!). Króluje piwo - czeskie oraz z małych polskich browarów.
- Przebojem są u nas wiśniowe i truskawkowe Portery. To niemieckie piwo, o zmniejszonej zawartości alkoholu (4,5%). Naprawdę pyszne - zachwala barman Patryk Parulski. Koktajli w karcie nie ma.
- Nie ma takiego zapotrzebowania na drinki, sprzedajemy więcej piwa. Ale to, że nie ma ich w karcie, nie znaczy, że nie da się ich wypić. Mało tego - dla każdego przygotujemy koktajl według jego gustu. Lepiej dopasować indywidualnie, do każdego klienta – opowiada Kamila Woropay.
Gdzie barwiąc nagle szafir - pijanymi wiry
Albo rytmem powolnym, pod słońc płomienie -
Mocniejsze nad alkohol, olbrzymsze nad liry,
Fermentują miłości żółciowe czerwienie
Ostatni przystanek - Towarzyska. Metropolia rozkoszy dla podniebienia i społecznej natury człowieka. Za barem elegancko – nawet pani barmanka ma pod szyją muchę. Wśród gości artystyczna bohema, dziennikarze, biznesmeni i inne intrygujące postaci. Jak mówi barmanka Dominika Budzar - klienci wymagający.
- (śmiech) Wymagający tylko na początku, wystarczy się uśmiechnąć i podać dobry trunek…
Specjalnością zakładu obok wyśmienitego jedzenia (m.in. barszcz z pasztecikami, tatar, biała kiełbasa, zupa gulaszowa) są belgijskie piwo oraz absynt. W tym ostatnim cukier zamiast ogniem rozpuszcza się wodą. Jednak wizytówką Towarzyskiej są wódki Baczewskiego oraz tzw. wyroby własne.
- Nasi goście uwielbiają Pigwówkę litewską. Unikalna. Żadna inna tak nie smakuje. Jest orzeźwiająca i słodka jednocześnie. Drugim naszym klasykiem jest przez nas robiona Gruszkówka. Skład? Nie powiem - tajemnica. Mogę powiedzieć tak – jakbyś jadł gruszkę zamoczoną w alkoholu - mówi Dominika.
Barmani pytani o dziwy nad dziwami opowiadają o jednym panu co ciemne piwo z sokiem malinowym zamawia - a to podobno istna profanacja. Mówią, też o jednym jegomościu co potrafi wypić Pigwówkę z podwójną śliwowicą, co na chłopski rozum daje ponad 100% zawartości alkoholu…
- Jest też pewien dziennikarz… tak mówię o Tobie (wskazując na autora tekstu i wybuchając szczerym śmiechem), co latem zamawia piwo z czterema kostkami lodu i cytryną (śmiech) – dodaje Dominika Budzar.
Przy barze nie ma tematów tabu. Nie można tylko wkurzać barmana. No właśnie, co wkurza barmana?
- Wołanie! Ci niecierpliwili potrafią nawet pstrykać, walić ręką w bar czy machać szklanką…
Jak rozładować? Uśmiech i dobrze podany dobry alkohol! A to mamy! - puentuje Dominka.
*Artur Rimbaud, „Statek pijany”, fragmenty
A co po? Radzi Agnieszka Fułczyńska - Staniec z Apteki Tilia w Szczecinie
"Dzień po" służę ekspresową pomocą, ale wizyta w aptece będzie zbędna, gdy przed planowaną imprezą wypijemy 3-4 szklanki wody, powtórzymy tę porcję przed snem i następnego dnia rano. Wymusimy w ten sposób szybką eliminację alkoholu i zakwaszających nas trucizn powstałych z powodu jego metabolizowania i usuwania. Spalanie alkoholu wybitnie przyspiesza glukoza, stąd picie soków owocowych jest jak najbardziej wskazane. Świetnie działa też witamina C w większych dawkach. Pamiętać musimy o stratach mineralnych powstających w trakcie przetwarzania alkoholu – najlepszym domowym rozwiązaniem są "rosołki”, czyli klarowne zupy będące de facto czystymi bombami mineralno-witaminowymi. Jednak najlepszym środkiem jest… umiar! Nasze ciało odwdzięczy się nam witalnością i gotowością do podejmowania wyzwań. Także kolejnych imprez… nie tylko na deptaku.
Wojciech Sandach, aktor Teatru Współczesnego
Lubię proste trunki – piwo i wódka. Jeden z moich przyjaciół mawia, że to pierwsze to wywoływacz drugie – utrwalacz. Piłem kiedyś płonące Sambuco… to koktajl na bazie bzu, anyżu, lukrecji oraz soków i kawy. Ale skład to jedno, niezwykły jest sposób picia, a właściwie wdychania, a to płonie… Potem jeszcze żujesz ziarenka kawy, które w tym są… Ciekawe to, ale zostaje przy moim piwo-wódka. I przy tym, że siedząc w knajpie mogę wciąż spotkać dawno niewidzianych ludzi, pogadać, pośmiać się. To w alkoholu jest najfajniejsze.
Grażyna Madej, aktorka Teatru Współczesnego w Szczecinie
Kiedy ktoś pyta mnie – Idziemy na piwo? – to ja rozumiem, że nie idziemy „się napić” ale, że idziemy pogadać, spotkać się, spędzić razem czas, pośmiać. Co ciekawe nie zawsze z piwem w garści, raczej z "piwem w głowie". Lubię spotykać się z ludźmi "na piwie". Lubię też wino. Najchętniej przy kominku, romantycznie. Wino z „piwem w głowie”. Lampka wystarczy, czasem dwie. Czerwone musi być. I jeszcze coś – Gin z tonikiem z dużą ilością lodu koniecznie! To dla mnie taki trunek na poczucie wolności. No tak mam i nic na to nie poradzę.
Rafał Bajena – znany kierownik produkcji
Co pije Rafał Bajena? A to zależy od pory wieczoru. Najlepszy jest zimny szampan, ale to w dzień… wieczorem, niezależnie od pory roku najlepsze jest zimne piwo. Piwo to napój kluczowy. Piwo trzeba pić. Piwo ma bardzo dużo minerałów. Piwo zawsze zimne, a dziewczęta gorące – i nigdy odwrotnie. Zresztą to nie jest napój alkoholowy tylko produkt spożywczy – tak głosi polska norma z 1976 roku. Preferuję szczególnie czeskie napoje i zgodnie z czeską tradycją każde pięć piw powinno być przecięte jakimś likierem, najlepiej ziołowym.
Bartek Wolski – projektant wnętrz
Przede wszystkim w doborowym, a nie dobieranym towarzystwie. Zwykle smacznie i kolorowo – niby oczywiste a jednak na słodko, chociaż z nutą niewinnej goryczy – Campari! Zawsze jednak z sokiem z różowego grejpfruta. Lekko i dla przyjemności, po prostu! Wymiennie – lekkie wino, pełne południowego słońca, którego u nas brak – zwłaszcza teraz!
Olgierd Geblewicz – Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego
Kawa czarna, niesłodzona, w dużych ilościach. Kiedy jest okazja, najchętniej wino, raczej czerwone, choć to zależy także od rodzaju posiłku. Do ryby wolę pić wytrawne białe wino. Pozostaję wierny zasadzie, że wina nie powinno się mieszać z innymi trunkami.
Dariusz Baranik – dziennikarz i prezenter TVP Szczecin
Gustuję w dobrej whisky, najlepiej dwunastoletniej, w połączeniu z lodem lub wodą. Na większych imprezach w gronie przyjaciół króluje najczęściej dobrze zmrożona, dobrej jakości czysta wódka. Tradycyjnie z toastami i stukaniem kieliszkami. No i jeszcze piwo, choć pijam rzadko – głównie w okresie letnim, ale pojemności 0.33. Zawsze dziwię się jak słyszę, że ktoś wypija 4-5 piw przed telewizorem, co wieczór – to nie moja liga. Co do wina – czerwone do obiadu lub kolacji bardzo rzadko i w ilości jednej dwóch lampek.




