Niesprawiedliwy jest ten sport. I okrutny jak mało co. Sprawia, że nie tylko kobiety, ale i dorośli faceci płaczą jak dzieci. Niekiedy przez prześladujący pech, innym razem przez błędną decyzję sędziego. Czasami łzy wyciśnie ból po kontuzji, a czasami niewykorzystana szansa. Nie wiem, czy po siatkarskim Pucharze Świata nasi reprezentanci płakali, czy tylko byli gigantycznie wkurzeni. My kibice szlochaliśmy jak niemowlaki. Bo jak to? Tylko jeden mecz przegrany i brak olimpijskiej kwalifikacji. Niesprawiedliwe. Pokonujemy Rosję i USA i na razie nie jedziemy do Rio. Niesprawiedliwe. Jesteśmy aktualnymi mistrzami świata i to nam nie gwarantuje udziału w igrzyskach. Bardzo niesprawiedliwe. Dziwnymi drogami, nie od dzisiaj zresztą, chodzą decyzje włodarzy światowej czołówki. Zresztą nie tylko siatkówki. Ciągle dobrze jeszcze pamiętamy ostatnie skandale podczas mistrzostw świata w piłce ręcznej. Ale siatkówka wiedzie w tych dziwnych decyzjach prym absolutny. Najpierw cały świat śmiał się z Meksykanina Rubena Acosty, teraz prym w rozśmieszaniu wiedzie Brazylijczyk Ary Graca. Tyle tylko, że nie wszystkim jest do śmiechu. Cofnięcie punktów, przyznawanych do tej pory za występy w Pucharze Świata, pozbawienie awansu brązowego medalisty tej imprezy. A do tego jeszcze Mistrzostwa Europy bez kwalifikacji na igrzyska dla żadnego z zespołów. Po co je organizować? Odpowiedź jest prosta, zresztą jak na wiele innych pytań stawianych przez kibiców, ale, jak słychać w kuluarach, także przez samych zawodników i trenerów.  Dla kasy! Bo siatkarska centrala słynie z pazerności, jak mało która. Coraz bardziej widać, że dla działaczy FIVB siatkówka to tylko narzędzie do nabijania kasy, a gracze potrzebni są do tego, aby niezliczone grono „leśnych dziadków” różnych narodowości miało komu wręczać statuetki i medale w świetle telewizyjnych kamer. Turnieje organizowane są nie w zgodzie z siłą gry narodowych reprezentacji i zainteresowaniem kibiców, a wyłącznie z partykularnymi interesami rządzących siatkarską organizacją. I z zupełnie niewiadomych dla laika powodów najsilniejsze drużyny, które jednak w zdecydowanej większości pochodzą z Europy, bić się muszą w Azji ze średniakami z tamtego kontynentu. I oglądamy najlepsze światowe drużyny grające w prawie pustych halach. Powód takich decyzji jest znany – to możni sponsorzy z tej części świata, wspierający światowy związek. Szkoda. Szkoda, że kasa przysłania sportową rywalizację, że dobro tak kochanej w naszym kraju dyscypliny zależy od jakiegoś grona pazernych działaczy. Ale cóż, szybko się to pewnie nie zmieni. Nam kibicom pozostaje wspierać naszą wspaniałą reprezentację. I trzymać kciuki za nich w kolejnych, przedolimpijskich zmaganiach. Bo w to, że awansujemy do Rio, wierzymy wszyscy. W końcu jesteśmy Mistrzami Świata.

 

Prestiż  
Październik 2015