Wspomnienie o Monice Szwai

Nigdy nie było wiadomo, co przyjdzie jej do głowy. Pełne szaleństwo. Myślała obrazami jak rasowa "telewizorka". Czasami trudno było za nią nadążyć. Ale od czego jest zaufanie do drugiego człowieka? I ufałam. Dzisiaj mogę powiedzieć, że dzięki jej szalonym pomysłom moje (ale i wielu innych osób) życie było bardziej kolorowe. Miała odwagę, której brakuje wielu z nas, by brać życie garściami, mimo że często nie jest łatwo. Pamiętam pewną rozmowę. Byłam wtedy w bardzo ciężkim dla siebie momencie życia. Usłyszałam od niej: "to tylko chwile, daj sobie czas, ufaj przyjaciołom... pamiętaj - jesteśmy". Brzmi jak banał? Być może. Wiem jedno – miała rację.

Autor

Katarzyna Wolnik-Sayna
Uwielbiała (troszkę) podpuszczać ludzi. Ot taka cecha dziennikarza. Siedziałam w radiu na montażu, a Monika zadzwoniła około 22.00 pytając mnie: "Słuchaj, a co ty na to, gdybym ja twojego męża umieściła w wannie?" Cisza. Potem się okazało, że po prostu pisała kolejny rozdział swojej 
książki i wpadła na pomysł, żeby nas tam opisać („Dom na Klifie"). Maciej Jędrzejko, poważny doktor ginekolog (członek zespołu szantowego Banana Boat) opowiada: – Dzwoni Monika: - Maciek kobieta w ciąży miała wypadek. Co robić? Wyskoczyłem z łóżka, bo pora była późna i zacząłem instruować Monikę, jak udzielić pierwszej pomocy i co dalej robić. W słuchawce usłyszałem: Nie szalej, to moja kolejna bohaterka w książce. No i jak jej nie kochać – kończy Maciek.
Przyjaciele, znajomi byli dla niej inspiracją do budowania kolejnych historii. W wielu bohaterach opowieści rozpoznawali siebie, sytuacje, w których brali udział. Czasami z kilku osób sklejała jednego bohatera, wychodził idealnie. Miała wiele pasji. Jedną z nich była muzyka morza i fascynacja żaglowcami. Upodobała sobie szczególnie jeden – Dar Młodzieży. Pływała na nim (w roli pasażera) od kilku lat. To był jej czas na pisanie kolejnej książki. –  Ale to nie był zwykły pasażer mówi Artur Król - jej ulubiony komendant Daru Młodzieży. – Lubiła wiedzieć, pytała o różne rzeczy związane z żeglowaniem, podróżami, rozłąką z rodziną. Uwielbiała ją cała załoga, czekaliśmy na te jej wizyty”. Nie była żeglarką - była obserwatorem i kronikarzem tego świata, autorką wielu morskich pieśni m.in.: "Czarnej Maryśki" - bardzo popularnej pieśni morskiej z repertuaru zespołu Qftry, "Kolędy o nocy przebaczenia" czy "Kapitana Borchardta" z repertuaru Andrzeja Koryckiego. Była zaprzyjaźniona z wieloma zespołami: Ryczące Dwudziestki, Mechanicy Szanty, Stare Dzwony... Tych "miłości pierwszych" było wiele.
Uwielbiała i umiała tłumaczyć teksty. Szczególnie piosenek Wysockiego i Okudżawy, ale też ludowych ballad irlandzkich czy szkockich (co zaowocowało wydaniem płyty "Chodź ze mną"). To był jeden z jej światów. –  Często słuchała opowieści ludzi związanych z morzem, chłonąc każde słowo" – mówi Mira Urbaniak, dziennikarka i żeglarka zaprzyjaźniona z Moniką Szwają. – Zawsze zazdrościłam jej nieograniczonej życzliwości dla ludzi. Pewnie dlatego tak kochana była przez czytelniczki, a jej książki, pomagały im w trudnych chwilach. Cieszę się, że przejęła moją pasję i miłość do żaglowców. Naszych parę wspólnych rejsów obfitowało w przygody, na które umiała spojrzeć z dystansem, nawet ironią - jak zawsze wobec siebie. A potem snuła „morskie opowieści” na spotkaniach autorskich. Okazywało się, że była w tym bardziej wiarygodna niż żeglarze. Miała fantazję i odrobinę szaleństwa, bo tylko tak mógł powstać zespół szantowy „Stare Dzwonnice”, dla którego była jedyną autorką tekstów. Przygotowywała nas do 35. Festiwalu „Shanties” 2016 w Krakowie. Wyznawała zasadę, że wspólnie się śpiewa i biesiaduje. Śpiewaliśmy więc i biesiadowaliśmy, smakując, przygotowane przez Nią potrawy, atmosferę domu oraz – dzisiaj to czuję – troskliwość, życzliwość i opiekę. I niech dalej czuwa nad nami.
Tych przestrzeni, które sobie ukochała było wiele. Imponowała wiedzą z różnych dziedzin. Kochała operę, chóry, muzykę poważną. W książce "Artystka wędrowna" opisała historię swojej przyjaciółki, oczywiście używając filtru literackiego. Jeśli tylko zdrowie pozwalało, wsiadała w samochód i pędziła w Polskę do filharmonii czy opery, gdzie odbywał się koncert jej ulubionych kompozytorów, dyrygował mistrz batuty, śpiewał ktoś, kogo bardzo chciała usłyszeć. A potem dzieliła się tym z nami – barwnie i z pasją opowiadając o swoich przeżyciach, nowych znajomościach. Przez 40 lat pracowała w telewizji robiąc programy, kręcąc reportaże - to nie była zwykła praca. Ona ją ukształtowała, nauczyła patrzeć na świat z innej perspektywy i choć od ładnych paru lat nie wykonywała tego zawodu ciągle miała kontakt z telewizją. Czasami sama była bohaterką telewizyjnych opowieści. Praca to ludzie, z którymi się stykasz, których szanujesz i którzy szanują ciebie. Wtedy efekty waszego wspólnego działania są co najmniej zadawalające. Jedną z osób z którą uwielbiała pracować był realizator, Rafał Sory. – Dziękuję losowi, że zetknął mnie z Moniką. To była Kobieta o wielkiej mądrości – tej życiowej i tej zawodowej. Wiele mnie nauczyła, wiele Jej zawdzięczam. Myślę, że w dużym stopniu ukształtowała moje życie zawodowe, a Jej wiele pasji i ogrom ciepła, jakie roztaczała – na pewno wpłynęło także na moje życie prywatne. Lubiłem podpatrywać Jej metody pracy, była dla mnie dziennikarskim autorytetem. Zawsze chciałem wiedzieć, co Monika sądzi na jakiś temat i zawsze byłem pod wrażeniem Jej zawodowych pomysłów. Jest dla mnie zaszczytem, że wiele z tych pomysłów mogłem u Jej boku zrealizować dla telewizji, bo zawsze można było być pewnym, że Jej produkcje wymagają wyjątkowej staranności i wyjątkowego rozmachu. Nie da się Moniki zapomnieć. I zastąpić.
Choć była "telewizorką", kochała tez radio. Lubiła do nas przychodzić na wywiady, pisała dla radia felietony "Okiem nudziary". Mieliśmy wiele wspólnych planów, na słuchowiska, udźwiękawianie książek. Plany przesuwały się, bo galopująca codzienność wdzierała się w nasze życie. – Monika pozostawiła po sobie o wiele więcej niż książki, filmy czy felietony" – dodaje Agata Rokicka z Radia Szczecin. – Największym dziełem Moniki Szwai jest jej syn. Bardzo dziękujemy Ci Moniko za wspaniałego kolegę i niezwykle wrażliwego, cudownego realizatora dźwięku radiowego, za Wawrzyńca Szwaję” – mówi Agata Rokicka.
Moja siostra Dzwonnica. (Stare Dzwonnice to nazwa zespołu, który Monika stworzyła dla żartu i z miłości do grupy Stare Dzwony, dla którego pisała teksty parafrazując piosenki wielkich szantymenów). Nie łączyły nas więzy krwi, ale to samo patrzenie na świat. Marzyłam o tym, by otaczać się ludźmi, którzy potrafią patrzeć na rzeczy, ludzi, zjawiska i czuć to samo co ja. Nie trzeba wtedy słów, by wymieniać myśli. Dzięki niej marzenia się spełniały...
 
Monika Szwaja była autorką 15 książek, przede wszystkim dla kobiet, między innymi: "Klubu mało używanych dziewic", "Zatoki trujących jabłuszek", "Jestem nudziarą". Najnowsza to wydany dwa lata temu "Anioł w kapeluszu". Była również felietonistką, autorką tekstów piosenek – przede wszystkim szant – jej wielką pasją były żaglowce. Przez 40 lat pracowała w telewizji. Jak wspominała niedawno w rozmowie dla Radia Szczecin – zawsze fascynowała ją walka człowieka z przeciwnościami losu.

Prestiż  
Grudzień 2015