Golfowe małżeństwo prawie doskonałe

To najbardziej utytułowane małżeństwo golfistów amatorów w Szczecinie, a może i w Polsce. Paweł Majewski i jego małżonka Aneta, największy wspólny sukces odnieśli w tegorocznym finale World Amateur Golfers Championship w Binowie. 

Autor

Jerzy Chwałek
Paweł wygrał swoją grupę handicapową, a  pani Aneta Aloksa-Majewska była trzecia w grupie, ale popisała się nie lada wyczynem, uzyskując Hole in one, czyli trafiła do dołka jednym uderzeniem z ponad 100 metrów. 
Od razu po finale w Binowie, gdy wygrałem - trochę niespodziewanie dla samego siebie - to poczułem, że żarty się skończyły, skoro mam reprezentować Polskę na mistrzostwach świata – mówi Paweł Majewski. 
Impreza odbywa się właśnie teraz, na przełomie listopada i grudnia w tureckim kurorcie, Belek.

Bardziej utalentowana od męża

Pani Aneta zaczęła grać w golfa kilka lat później niż mąż. 
– W 2001 roku kolega zaproponował mężowi rundę golfa w Binowie, wówczas jeszcze na polu 9-dołkowym, a ja pojechałam do towarzystwa - wspomina. – Tak mi się spodobało, że zaczęłam jeździć coraz częściej. 
– Żona miała większy talent ode mnie, ale ja nadrabiałem braki cierpliwością i ambicją - mówi Paweł. 
Rozkwit talentu pani prawnik z zawodu, nastąpił szybko, bo już po trzech latach wygrała swoją grupę w finale WAGC, wywalczając awans do finału światowego. 
– Tam jednak nie pojechałam, bo wcześniej mąż z racji wykonywanej pracy zaplanował wspólną podróż do Brazylii, a ja nie chciałam mu sprawić zawodu. Jakiś czas później uznałam, że chyba źle zrobiłam rezygnując z udziału w finale, bo po latach dobrej passy „Bóg golfa" odwrócił się ode mnie i przyszły lata chude. Ale tak naprawdę, to ze względu na obowiązki służbowe, nie mogłam być zbyt często na polu – wyjaśnia. 
W międzyczasie, a dokładnie w 2005 roku udało jej się zdobyć 3 miejsce w mistrzostwach Polski amatorów wśród kobiet, w Naterkach pod Olsztynem, co obok zwycięstwa w finale WAGC w Binowie, uznaje za swój największy sukces.
– Nigdy nie rywalizowaliśmy z żoną na polu golfowym tym bardziej, że mamy inny handicap i gramy w różnych grupach - mówi Paweł. – Jeśli już, to mobilizowaliśmy się nawzajem a nawet nagradzaliśmy po sukcesach partnera. Pamiętam, jak po jednym z moich zwycięstw żona kupiła mi... koszulkę do golfa, bo wiedziała, że mi się podoba i zerkałem na nią wcześniej w sklepie.  
Wyniki są istotne dla obojga małżonków jak w każdej rywalizacji, ale jeszcze ważniejsza jest radość z gry.

Nie ma życia bez golfa

– Golf jest znakomitym relaksem, bo za bramą Binowa zapominam o wszystkim co dotyczy pracy i codziennych obowiązków – mówi pani Aneta. – Ten sport nie wymaga nadmiernego wysiłku fizycznego, więc jest przyjazny dla naszego serca. Pozwala przebywać na świeżym powietrzu, a poza tym uczy strategii gry i koncentracji. Dlatego jest równie dobry dla młodych ludzi, choć nie udało mi się namówić do jego uprawiania moich dwojga dzieci.
Dla Pawła golf to również znakomity relaks. 
– Już przymierzając się do pierwszego uderzenia na tee, zapominam o wszystkim, co dzieje się w pracy i w życiu wokół mnie, a koncentruję się na grze - zwierza się. – Sam złapałem się na tym wsiadając do samochodu po zakończeniu gry w golfa, że myśli o pracy i obowiązkach wracają, ale już z mniejszą siłą, a ja mam więcej energii w sobie.
Dla Pawła, który jest dyrektorem zarządzającym firmy Toyota Bońkowscy w Poznaniu, przebywanie na polu to również spotkania biznesowe. 
– Nie ukrywam, że jako dyrektorowi naszej marki udało się podczas golfa nawiązać różne kontakty, a nawet załatwić transakcje z klientami, którzy na polu golfowym są moimi kolegami. Oboje nie wyobrażają sobie życia bez tego sportu. Paweł obecnie pracuje w Poznaniu, ale w każdy weekend wraca do Szczecina i na pole w Binowie. W tym roku planują wspólne wakacje zimowe nie na nartach, ale właśnie w ośrodku golfowym.
– W tym sporcie odnalazłam wszystko to, co daje bieganie, jazda na rowerze a nawet inne dyscypliny, bo w młodości uprawiałam piłkę ręczną i lekkoatletykę – mówi pani Aneta.
– Może już w pewnym stopniu jesteśmy małżeństwem prawie doskonałym, skoro za rok będziemy świętowali 25-lecie. Ale golf na pewno pomaga być nam razem. Gdy czasami zastanawiamy się, co byśmy robili, gdyby nie było wspólnych wypadów na golfa to...nie jesteśmy w stanie sobie tego wyobrazić - dodaje.

Prestiż  
Grudzień 2015