W Szczecinie nie milkną dyskusje na temat usunięcia z placu Żołnierza Polskiego Pomnika Wdzięczności dla Armii Radzieckiej. Radni zgodzili się na jego przeprowadzkę na Cmentarz Centralny. Ale pojawiły się także głosy za pozostawieniem go w miejscu, w którym stoi od lat 50. ubiegłego wieku. Tylko musiałby się nieco zmienić. Jak? Pewna szczecinianka oficjalnie zaproponowała, aby na jego szczycie postawić figurę... Matki Boskiej. Dokładnie nie wiadomo, jak wielką. Ale chyba nieco mniejszą niż Chrystus ze Świebodzina... Ale to nie koniec. Podobno jest wiele innych propozycji przerobienia pomnika – w zależności od tego np. jakie ugrupowanie polityczne reprezentuje pomysłodawca. I tak niektórzy chcą, żeby zamienić go na szubienicę dla zdrajców ojczyzny i narodu. Inni proponują, aby zrobiono z niego gigantyczną fontannę. Jeszcze inni, żeby na szczycie dolepić trochę liści – powstanie palma lepsza niż na rondzie ONZ w Warszawie (można także do obiektu doczepić np. dużego, sztucznego goryla – ot tak, dla ubarwienia i uatrakcyjnienia kompozycji). Kolejna propozycja to zamiana pomnika w karuzelę. Następny pomysł, to ustawienie na szczycie posągu polskiego kapitalisty – dorobkiewicza – w cylindrze, fraku, z cygarem w zębach i butelką whisky w dłoni. Z kolei miłośnicy gastronomii widzą na szczycie wielką puszkę paprykarza szczecińskiego, czyli najbardziej znanej w Polsce i na świecie, lokalnej potrawy. Inne propozycje, to m.in. gniazdo dla bocianów, latarnia morska, wiatrak. Na kolejne pomysły czekają zachodniopomorscy lekarze psychiatrzy.

 W Szczecinie odbyły się Juwenalia, czyli świętowali studenci. Mała statystyka tegorocznej zabawy: uczestników – tłumy, skacowanych – setki, ujaranych – na pęczki, niechcianych ciąż – to się dopiero okaże. Tym razem studenci bawili się na Łasztowni. Przez trzy wieczory występowały prawdziwe gwiazdy polskiej piosenki. Pogoda piękna, nic więc dziwnego, że nadodrzańskie bulwary opanowały dzikie tłumy. A wiadomo, że jak jest gorąco, to pić się chce. Ilość znalezionych na bulwarach butelek i puszek po trunkach wszelakich podobno ma trafić do Księgi Rekordów Guinnessa. A teraz smutniejsza, a nawet boleśniejsza strona Juwenaliów. Kiedy w organizmie przybędzie płynów, część z nich trzeba odprowadzić na zewnątrz. Nie ma rady – z naturą się nie wygra. Ale np. na nabrzeżu przy La Stadii był tylko jeden (!) toitoi. Kolejki do niego przypominały te po mięso z lat 80. ubiegłego wieku (kto to widział choć raz – pamięta, kto nie miał tej okazji – niech się cieszy). I to już nie było zabawne. Zwłaszcza, kiedy było się „nastym” w ogonku, a białka oczu już dawno przybrały kolor moczu.

Pewien zachodniopomorski Indiana Jones z powiatu myśliborskiego znalazł bransoletkę pochodzącą z okresu wczesnego brązu. Ale zamiast zgłosić znalezisko zabrał je do domu. I dopiero po kilku tygodniach zaoferował biżuterię m.in. Wojewódzkiemu Konserwatorowi Zabytków w zamian za spore znaleźne. Zapomniał, a może nie wiedział, że nagroda należałaby mu się gdyby natychmiast po znalezieniu skarbu powiadomił o tym np. instytucje zajmujące się ochroną zabytków, Teraz za przywłaszczenie bransoletki grozi poszukiwaczowi skarbów do 3 lat więzienia. Jakiś czas temu w internecie królowała „chytra baba z Radomia”. Teraz my mamy jej zachodniopomorski odpowiednik – „chytrego chłopa z myśliborskiego”.

Będzie głośne rżenie w Kołobrzegu. W tym nadmorskim uzdrowisku zostaną zorganizowane profesjonalne zawody jeździeckie na... plaży. I to nie jakichś tam koników morskich, tylko wierzchowców z prawdziwego zdarzenia. Podobne imprezy odbywają się tylko w jeszcze jednym miejscu na świecie – w Miami. W Kołobrzegu ma wystąpić około stu jeźdźców z całej Europy. I ktoś by mógł powiedzieć – koń by się uśmiał. Gdyby nie to, że pula nagród wynosi 300 tysięcy złotych. Jest więc o co walczyć. Kilka tysięcy plażowiczów będzie mogło obejrzeć zawody w skokach przez przeszkody, ujeżdżaniu i powożeniu zaprzęgów. W Czechach mają „wielką pardubicką” – jedną z najbardziej prestiżowych i najtrudniejszych gonitw przeszkodowych na świecie. My wypromujemy „wielką, plażową, kołobrzeską”. To atrakcja w dzień. Bo w nocy, to i tak niektórzy turyści np. motocykliści od zawsze urządzają swoimi stalowymi rumakami wielkie wyścigi z policją. Do tego dochodzą słynne na cały świat polskie, szaleńcze szarże na bary w pubach i dyskotekach. Nie wspominając już o gonitwach z przeszkodami do nocnego po flaszkę.

Prestiż  
Czerwiec 2016