Masochizm to często spotykane określenie dotyczące nieco odmiennych preferencji seksualnych, ale jak można wyczytać w Wikipedii – w szerszym, potocznym znaczeniu termin masochizm oznacza także, odczuwanie jakiejkolwiek przyjemności spowodowanej przez zwykle przykro odczuwane czynniki, np. takie, które mogą wywoływać ból fizyczny, psychiczny lub poniżenie. I na tym potocznym znaczeniu masochizmu chciałbym się dzisiaj skupić, rozprawki medyczne zostawiając profesorowi Starowiczowi. Co jest takiego w nas, że kręci nas zmęczenie, ból, wysiłek ponad granice wytrzymałości organizmu? I nie opisuję tutaj częstych odczuć po treningu profesjonalnych sportowców, ale to co czują setki tysięcy amatorów, którzy postanowili zmienić swoje życie, zadbać o zdrowie i formę fizyczną. Biegają, jeżdżą na rowerze, na rolkach, chodzą z kijkami. Męczą się na zajęciach fitnessowych czy treningach personalnych. Godzina 7.20. Wychodzę do pracy, a tutaj przed bramką przebiega sapiąc sąsiad, ledwo mogący wymówić ze zmęczenia grzecznościowe „dzień dobry”. Brzmi coś jak „endob..”. Ale patrząc na niego rozumiem, że w takim stanie ciężko mówić z prawidłową dykcją i odpowiednio głośno. Pot zalewa mu oczy, a twarz wskazuje, że chciałby już być w domu, przy porannych wiadomościach, rogaliku i kawie. Ale biegnie dalej. Po drodze do pracy (jakieś dziewięć kilometrów) mijam dziesiątki poruszających się z wykrzywionymi z bólu i zmęczenia twarzami. Ścieżki rowerowe, tak gęsto oplatające nasze miasto – pełne. Na alejkach Parku Kasprowicza aż gęsto od biegaczy. Widać, że cierpią, że pokonują granice własnych słabości. I tylko chodzący z kijkami maszerują z uśmiechem. Zaglądam do Bene Sport Centrum, a tam w sali z rowerami stacjonarnymi ćwiczenia z instruktorem. Wszyscy podłączeni do specjalnych przyrządów, które podczas jazdy mierzą podstawowe funkcje organizmu wyświetlane na dużym ekranie. Tętno rośnie z minuty na minutę, a instruktor jeszcze przyspiesza. Twarze nabierają koloru dojrzałego pomidora, a oczy robią się coraz większe. A jeszcze trzeba to wytrzymać przez blisko godzinę. Wreszcie sakramentalne – dziękuję, na dzisiaj koniec – i już można zejść z roweru i spróbować stanąć na nogach, które wydają się być zbudowane jedynie z waty. Niektórzy kładą się na ziemi intensywnie oddychając. Czy warto było? Przychodzą za tydzień więc pewnie tak. Ale co kierowało moimi kolegami, równolatkami po pięćdziesiątce, że ostatnio usłyszałem od nich – wiesz Krzychu postanowiliśmy ukończyć triatlon. Czy Wyście powariowali? W Waszym wieku to grozi, poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi. Życie Wam niemiłe? Uparli się ćwiczą i przygotowują do startu. Setki kilometrów na rowerze, dziesiątki w basenie i na bieżniach. Odciski, kontuzje, zasłabnięcia. Po co się tak męczyć? Pytam i pytam, a odpowiedzi do końca nie znam. Dla zdrowia, z pasji, dla wyglądu. A może wszystko razem. Zostawiam to bez puenty. Nie, chociaż może puenta się znajdzie. Po ostatnim meczu tenisa, takim ciężkim i blisko trzygodzinnym, nie spałem w swojej sypialni. I nie dlatego, że żona mnie wyrzuciła. Po prostu nie dałem rady wejść po schodach (a sypialnię mamy na piętrze). Nogi odmówiły posłuszeństwa. Te kilka zdań dedykuję tym wszystkim, którzy swój wolny czas spędzają przed telewizorem. Spróbujcie się ruszyć. Może i Wy zostaniecie masochistami. Fajne uczucie.




