Legendarny Rockman
Grał z Kasią Kowalską, Kolaborantami, nawet z Marylą Rodowicz. W tym roku świętuje 15-lecie istnienia swojego sklepu muzycznego. – Uwielbiam mocne rockowe brzmienie – mówi gitarzysta Wojtek Wójcicki. – Marzy mi się, by pojechać znowu w długą trasę koncertową i pograć tak, jak za starych dobrych czasów.

Mój sklep muzyczny „Rockman” prowadzę od 15 lat. Najbardziej kojarzony jestem z gitarami i to ich mam najwięcej – przyznaje Wojtek Wójcicki. – Kupują u mnie muzycy z całej Polski, z którymi nie ukrywam znam się doskonale i z wieloma z nich przyjaźnię. Jednym z moich klientów jest chociażby Wojtek Cugowski, który kupił u mnie swojego Gibsona.
Wójcicki, bez wątpienia należy do czołówki polskich gitarzystów. Choć grał już w latach 80. swoją działalność zawodową liczy od 1991 roku, kiedy to nagrał płytę z Kolaborantami.
– Od zawsze drzemie we mnie rockowa dusza. Uwielbiam mocne brzmienie – opowiada. – Rzeczywiście Kolaboranci to mój początek. Później był chyba przełom. Dostałem propozycję, by wziąć udział w nagraniu płyty „Gemini” z Kasią Kowalską. Nie była wtedy za bardzo znaną wokalistką. Po wydaniu płyty wyjechaliśmy w trasę koncertową i nie byliśmy na czasie z wszelkimi informacjami. Gdy wróciliśmy okazało się, że płyta jest prawdziwym hitem – wszyscy śpiewali z niej utwory, każdy chciał ją mieć. Sprzedała się w nakładzie ponad 400 tysięcy sztuk i osiągnęła status podwójnej platyny. Zresztą dwa lata temu świętowaliśmy 20. lecie nagrania Gemini. Kasia zaprosiła mnie i Jarka Chilkiewicza i wystąpiliśmy wspólnie na Woodstocku. Koncert był rejestrowany, są plany, by ukazał się na DVD.
Po trzech latach wspólnego grania drogi muzyków się rozeszły. Złożyło się tak, że miejsce Wojtka zastąpił gitarzysta Maryli Rodowicz, a Wojtek… rozpoczął granie właśnie z Rodowicz.
– To było przyjemne doświadczenie, choć nie ukrywam, że zupełnie nie mój typ muzyki. Musiałem nauczyć się grać kilkadziesiąt utworów, a z przyjemnością wykonywałem… może trzy. Najfajniej z tego czasu wspominam nasz wyjazd do Australii, gdzie dla Polaków zagraliśmy trzy koncerty. Po każdym był tydzień przerwy, a w międzyczasie mogliśmy się wyluzować i pozwiedzać.
Następnie była współpraca z Maciejem Silskim, zwycięzcą Idola z 2005 roku.
– Według mnie wśród polskich wokalistów rockowych istnieje tylko dwójka: Piotrek Cugowski oraz właśnie Maciek Silski. Mają nieprawdopodobne głosy. Zresztą grałem także z Piotrkiem. Zespół Bracia w 2006 roku poprosił mnie o to, bym wystąpił z ich składem na festiwalach w Sopocie i Opolu. Co ciekawe - grałem tam również z Maćkiem. Rywalizacja o statuetki rozgrywała się praktycznie między nimi więc nie było opcji, bym i ja nie wyszedł na scenę po odbiór nagrody – wspomina rozbawiony Wójcicki. – Cztery statuetki zgarnęli wówczas bracia Cugowscy. Bardzo fajnie wspominam też współpracę z Eweliną Flintą, z którą grałem przez ponad cztery lata i wspólnie popełniliśmy płytę.
Wojtek obecnie skupia się w dużej mierze na sklepie. Bardzo często można go było spotkać w klubie Rocker. Występował tam niemal 20 lat, na koniec ze składem Guitar Shop. Nie ukrywa jednak, że ma pewne marzenia.
– Gram bardzo dużo, praktycznie w każdy weekend. Jeżdżę też czasami na koncerty. Ostatnio najczęściej towarzyszę wschodzącej gwieździe Ani Cyzon, którą mogliśmy posłuchać m.in. w programie Must Be The Music. Na stałe mieszka w Kanadzie, gdzie wyemigrowała, mając sześć lat. Teraz ponownie trafiła do Polski, by spróbować sił tym razem w naszym talent show. W kanadyjskim Idolu była w finałowej 20. Po występie dostała swój program w tamtejszym MTV. Śpiewa niesamowicie, cieszę się, że mamy okazję występować wspólnie. Chciałbym jednak pograć tak, jak kiedyś. Dołączyć do jakiegoś bandu lub stworzyć coś swojego, gdzie moglibyśmy pojechać w trasę koncertową ze swoją muzyką. Brakuje mi bardzo materiału autorskiego. Mocnego, rockowego grania. Bo najbardziej lubię przywalić w gitarę. Tak miałem i chyba już tak mi zostanie – podsumowuje.




