I ty możesz zostać morsem!
Plaża, słońce, piasek, spokojny, monotonny szum morskich fal. Wydawałoby się, że w styczniu o tak pięknych okolicznościach przyrody nad polskim morzem każdy z nas może … pomarzyć. Jednak takie marzenie można ziścić nawet w środku zimy. Trzeba tylko zostać morsem.
Po wodach cieśniny Oresund między Danią i Szwecją sunął na połów dorszy rybacki kuter. Jeden z członków załogi, Zbigniew Ulatowski założył się z kolegami, że jeśli nie złowi ani jednej sztuki, wskoczy do wody. Polak przegrał zakład. I tak przeżył swoje pierwsze spotkanie z lodowatą, morską wodą.
To wydarzenie miało miejsce w marcu, prawie dziesięć lat temu. Jak twierdzi Zbigniew Ulatowski, ta właśnie spontaniczna przygoda zainspirowała go do morsowania, czyli – pisząc wprost – ekstremalnych kąpieli w lodowatej wodzie.
Morsowanie na receptę
W Szczecinie istnieje Klub Morsów im. Zbigniewa Ulatowskiego. Jego członków w akcji można spotkać nad jeziorem Głębokim. Już od siedmiu lat spotykają się tam każdej zimy, po dwa razy w tygodniu – w sobotę i niedzielę. – Na początku nasza grupa składała się z kilku zapaleńców, dziś jest nas kilkudziesięciu – mówi Jerzy Łopiński, prezes klubu, prywatnie emeryt, były handlowiec. Większość szczecińskich morsów to ludzie w wieku zaawansowanym, zdarzają się jednak młodsi. Najmłodszy ma 12 lat.
Jednym z bardziej znanych morsów ze Szczecina to Artur Szałabawka, radny miejski. Przygodę z zimną wodą zaczął jednak od nurkowania, które było jego pierwszą podwodną pasją. – Na początku, gdy jeszcze nie miałem suchego skafandra, ogrzewającej pianki, nurkowałem w mokrych piankach, które przepuszczają wodę – mówi Szałabawka. – I to nurkowałem pod lodem, zimą, gdy woda miała jeden, dwa stopnie.
Artur Szałabawka nie jest zrzeszony w żadnej organizacji morsów, ale jako członek klubu nurków brał udział w zabezpieczaniu największego zlotu morsów w Mielnie.
Morsowanie, jak zapewniają amatorzy tej ekstremalnej rozrywki, wcale nie jest sportem tylko dla zuchwałych, dla ludzi ze stali. – Kąpiel w lodowatej wodzie hartuje, morsuję już osiem lat i prawie w ogóle się nie przeziębiam – zapewnia Jerzy Łopiński.
Swoich sił w lodowatej wodzie może spróbować praktycznie każdy, bez względu na wiek, płeć i sprawność fizyczną. Jedynym przeciwwskazaniem są problemy z sercem, wysiłek włożony w przebywanie pod zimną wodą można bowiem przyrównać do intensywnego biegu na krótki dystans. Morsowanie może być też praktyką leczniczą. – Jeden z członków klubu ma nawet zalecone od lekarza kąpiele w zimnej wodzie dla wzmocnienia organizmu – mówi Łopiński.
Ciała doświadczonych morsów produkują ciepła więcej i na dłużej, odporne są też astmę, reumatyzm. Człowiek bez takiego doświadczenia, gdy nagle znajdzie się w lodowatej wodzie, wpada w panikę i całe jego ciało na wyścigi przyspiesza metabolizm, pracę serca i wszystkie inne procesy, które mają ochronić przed zimnem. U morsów tymczasem to wszystko przebywa spokojniej, bezstresowo, są oni właściwie niewrażliwi na nagłe zmiany temperatur.
Słońce, plaża, i … mróz
Inicjację morsa może więc przejść każdy. Wystarczy w zimowy weekend (o godzinie 11) zjawić się nad jeziorem Głębokim. Przy swoim pierwszym zetknięciu z zimną wodą nie powinno się w niej przebywać dłużej niż trzy minuty. Jeśli ten podwodny chrzest przejdzie pomyślnie i delikwent postanowi zostać pełnoprawnym morsem, kolejnym krokiem jest wypełnienie deklaracji członka Klubu Morsów, na której konieczny jest już podpis lekarza.
Sezon na morsowanie trwa od października do marca. W tym okresie woda ma zwykle 1 – 2 stopnie temperatury, niezależnie czy jesienią, zimą czy wiosną. – Najprzyjemniej do wody wchodzi się oczywiście przy ładnej, słonecznej, bezwietrznej pogodzie – mówi Artur Szałabawka. – Może być mróz, nawet do -10 stopni, byle świeciło słońce. Ja nie lubię wchodzić do wody, gdy pada deszcz, wieje wiatr. Morsowanie to ma być przyjemność od początku do końca, nie tylko sama kąpiel, ale i rozgrzewka, rozebranie się, potem wyjście z wody i przebranie się.
Morsowe after party w saunie
Jeśli mowa o rozgrzewce – jest to niezbędne preludium do każdej lodowatej kąpieli. Bieg, ćwiczenia rozciągające, przysiady. Rozgrzewka rekompensuje braki tłuszczowe u osób szczuplejszych, które teoretycznie powinny gorzej sobie radzić z niską temperaturą. – Przy wodzie o temperaturze 1 – 2 stopnie bez rozgrzewki momentalnie nogi robią się sztywne z zimna i ciężko się ruszyć – mówi Szałabawka.
Rozgrzany już mors zanurza się cały w samych kąpielówkach, choć zaleca się kąpiel w nakryciu głowy. – Dopuszcza się też możliwość kąpieli w specjalnym obuwiu i rękawiczkach – dodaje prezes Klubu Morsów.
Do wody nie powinno się wchodzić po obfitym posiłku lub po spożyciu alkoholu. W dniu, w którym zażywa się lodowatej kąpieli, nie zaleca się też pić kawy ani papierosów.
Pasjonaci morsowania mówią zgodnym chórem: ten ekstremalny sport może stać się atrakcyjną i zdrową rozrywką dla każdego, kto lubi aktywnie spędzać czas i kto chce uodpornić się na działanie niskich temperatur. – Wskoczyć na dwie, trzy minuty do zimnej wody, poskakać w niej, orzeźwić ciało, to jest wielka radość! – mówi Artur Szałabawka i dodaje: – A po wyjściu z takiej lodowatej wody świetne uczucie jest po założeniu czapki, rękawiczek, a najlepiej ogrzać się w saunie (śmiech).




