Siatkówka zawsze uchodziła za jedną z inteligentniejszych i wymagających gier zespołowych. Do tego widowiskowych. Nic więc dziwnego, że Polacy kochają ten sport. A gdy na boisku stają panie – miłość nie ma granic. W Szczecinie też mamy prawdziwą drużynę walecznych, utalentowanych siatkarek. Specjalnie dla „Prestiżu” zawodniczki Piasta Netto Szczecin uchyliły rąbka swoich tajemnic z szatni. Jakich? Przeczytajcie sami.

Wydawało się, że po dwóch, wygranych w cuglach setach, zwycięstwo mają już w rękach. Niestety. Rywalki przebudziły się i z 2:0 niepostrzeżenie zrobiło się 2:2. Miał być pogrom, a w efekcie jest tie break. Po każdym straconym punkcie siatkarki Piasta Netto Szczecin przybijały sobie „piątki”, dodawały nawzajem otuchy. Ale tak naprawdę to były tylko pozory. Dziewczyny przez dwa sety nie wiedziały, co się dzieje na parkiecie. Grały u siebie, przy wypełnionych trybunach hali Szczecińskiego Domu Sportu. „Piast, Piast, Piast Szczecin!” – tych gromkich okrzyków najbardziej krzepkich i wytrwałych kibiców nie powstydziłby się żaden stadion piłkarski. Nie było wyjścia, trzeba było wrócić z dalekiej podróży i zakończyć ten sportowy dreszczowiec. Żeby ten doping nie poszedł na marne.

I rzeczywiście, obraz gry zmienił się nie do poznania. Siatkarki Piasta Netto Szczecin blokowały wszystkie ataki przeciwniczek. Piłka jakby w ogóle nie chciała spadać na boisko gospodarzy. Ale każdy kibic, znający się na żeńskiej siatkówce, wiedział, że tu nie ma nic pewnego, że Piast może stracić prowadzenie równie szybko jak je ponownie zdobył. Potrzeba było kropki nad i. Jeszcze tylko jeden punkt… I wtedy nad siatką w stronę boiska Piasta wystrzeliła piłka zagrywana przez rywalki. Jeszcze kilka centymetrów i drużyna gości mogła odwrócić losy spotkania. Libero Piasta Netto Szczecin w ostatniej chwili odbiła zmierzającą prosto w parkiet piłkę. Z trybun rozległ się pełen nadziei okrzyk „jeden!”. Skórzany przedmiot pożądania siatkarek lekko poszybował wysoko w górę, a za nim spojrzenia wszystkich kibiców Piasta Netto Szczecin. Gdy do piłki doskoczyła rozgrywająca, podbijając ją w stronę siatki, naraz wszystkie trybuny ryknęły potężnie: „dwa!”. Siatkarki rywali wyskoczyły do bloku. Bezskutecznie. „Trzy!” – po tym okrzyku szczecińskich kibiców, jakby na ich specjalne życzenie, atakujące Piasta Netto Szczecin wykonały wyrok przegranej na drużynie gości.

Każda piłka na wagę awansu

Mecz Piast Netto Szczecin – Joker Świecie zakończył się wynikiem 3:2.

– Ten mecz to był typowy przykład żeńskiej siatkówki – przyznaje z dystansem Marta Jonak, libero Piasta Netto Szczecin. – Tutaj wszystko może się zmienić, może być 20:1 w pierwszym secie, a w kolejnym przegrywająca drużyna może wygrać.

– W męskim sporcie takie zwroty akcji są rzadko spotykane – dodaje Joanna Kolec, rozgrywająca i kapitan szczecińskiej drużyny.

Jak widać, siatkówka kobiet może dostarczyć wielu wrażeń. Poza wizualnymi, także prawdziwej, sportowej dramaturgii i to w najbardziej nieprzewidywalnym wydaniu.
Siatkarki Piasta Netto Szczecin do swojej obecnej pozycji dochodziły różnymi drogami. Nie wszystkie z nich były od początku usłane sportowymi sukcesami. Marta Jonak ze swoim wzrostem 160 centymetrów nie pasowała do stereotypowego wizerunku siatkarki. – Miałam ciężko, bo zaczynałam karierę w czasach, kiedy jeszcze w siatkówce nie było pozycji libero – wspomina. – Ciągle słyszałam, że jestem za niska, grałam na środku lub na lewym skrzydle, o grze w bloku, pod siatką, w ogóle nie było mowy. Zdarzało się, że zaatakowałam i wybiłam na aut i zaraz trener mnie ściągał z boiska.

Gdy już wprowadzono pozycję libero, gdzie nie wzrost, ale ruchliwość jest najważniejsza, Marta wykorzystała swoją szansę. – Zawsze byłam bardzo ambitna, wolą walki rekompensowałam brakujące centymetry – wspomina.

Piast Netto Szczecin w tym sezonie niespodziewanie włączył się do walki o awans do siatkarskiej ekstraklasy. W trakcie rozgrywek sponsorem klubu została firma Netto. – Nie było łatwo znaleźć sponsora dla drugoligowej drużyny siatkówki kobiet – przyznaje wiceprezes Piasta Netto Szczecin, Zbigniew Popielski. – Ale myślę, że widać po atmosferze na trybunach, po organizacji meczów, że można też w drugiej lidze stworzyć klimat ekstraklasy. Firma Netto bardzo się stara, żeby ten sponsoring był efektywny. To nie jest tak, że podpisujemy umowę, wieszamy bannery, a potem spotykamy się na koniec sezonu, żeby otworzyć szampana. Ważny jest dla nas stały kontakt ze sponsorem.

Sportowym problemem Piasta jest według Popielskiego fakt, że na początku sezonu, kiedy była budowana drużyna, klubu nie było jeszcze stać na ściągnięcie mocniejszych zawodniczek. – Dalej pracujemy nad pozyskaniem środków na wzmocnienia – mówi Zbigniew Popielski.

Jaki jest przepis wiceprezesa Piasta Netto Szczecin na awans? – Powtarzam dziewczynom, że mają walczyć o każdą piłkę tak, jakby to właśnie było zagranie dające awans!

Lody? Czemu nie

Bycie siatkarką wymaga wiele samodyscypliny. Dziewczyny trenują dwa razy dziennie od poniedziałku do piątku, by być w formie na sobotnie spotkania ligowe. W niedzielę przychodzi czas regeneracji, odpoczynku.

– Jak kogoś nie ma na treningu, musi odrobić w innym terminie – mówi Sandra Guzowska.

– Nie można przedstawić zwolnienia lekarskiego, zawsze musimy być na miejscu – dodaje Marta Jonak.

Co dwa tygodnie siatkarki wyjeżdżają na zgrupowania, w różne miejsca Polski. Najbardziej chwalą sobie pewien ośrodek w Pobierowie, u jednego ze sponsorów drużyny. Na spacery po nadmorskiej plaży nie ma jednak za wiele czasu.

– Chyba, że spacerujemy biegiem, w ramach treningu – śmieje się Joanna Kolec. Dodaje jednak: – Naprawdę świetne miejsce.

Stąd zapewne dziewczęta nie mają zbyt wiele czasu na poznawanie nowych ludzi, na randki i romanse. Gdy przychodzi sobota i są zmęczone po całym tygodniu treningów i po ligowym meczu wolą wtedy spędzić bezstresowo czas w swoim własnym gronie.

– Ale nie odmawiamy sobie całkowicie tego klubowego życia, chodzimy razem na przyjęcia urodzinowe, domówki – mówi kapitan drużyny.
Siatkarki najczęściej można spotkać w klubie Coyote.

– Lubimy też chodzić na kręgle, bilard, do restauracji Pomiędzy – mówi Jonak. Do ulubionych miejsc siatkarek Piasta Netto Szczecin należy też lodziarnia Castellari, co dowodzi, że dziewczyny nie muszą całkowicie odmawiać sobie słodyczy.

– Nie mamy ścisłej diety, ale wiadomo, że musimy same się jako tako pilnować, by nie zepsuć sobie figury – mówi Kolec.

Słodycze nie są jedyną kulinarną pasją szczecińskich siatkarek.

– Ja osobiście uwielbiam pierogi z mięsem – zachwyca się Danielle. – To moja ulubiona polska potrawa, dzięki niej zakochałam się w polskiej kuchni. Generalnie staram się jeść jak najwięcej tylko mogę.

Zawodniczki mają tylko jeden, całkowicie wolny miesiąc w roku, przeważnie lipiec, tuż po zakończeniu sezonu ligowego. Rzadko wyjeżdżają wtedy na egzotyczne wakacje do odległych krajów. Wolny czas spędzają raczej z rodzinami.

Mój facet jest wspaniały!

Kobiety na parkiecie to uczta nie tylko dla konesera emocji czysto sportowych. Oglądający mecze z wysokości trybun mężczyźni mają okazję być zarówno składającymi swoje gardła na ołtarzu dopingu kibicami jak i wielbicielami kobiecej urody. Dziewczyny z Piasta Netto Szczecin nie narzekają na brak adoratorów wśród fanów drużyny, zapewniają jednak, że nie zdarzają się wielbiciele wybitnie nachalni.

– Nasi najwytrwalsi kibice płci męskiej są raczej sympatyczni – mówi z uśmiechem Joanna Kolec. Wśród nich wymienia pana Hilarego, pieszczotliwie zwanego przez dziewczyny z drużyny Miodkiem. – Ma własną pasiekę i często przynosi nam miód – opowiada kapitan Piasta. – To jest bardzo miłe.

Na każdy trening siatkarek przychodzi też ośmioletni Michał. Oczywiście, najczęściej zdarzają się nieco starsi niż on adoratorzy i ci jednak raczej wysyłają dziewczynom nieśmiałe wiadomości z gratulacjami po wygranych meczach niż śledzą je po wyjściu z hali. Partnerzy siatkarek Piasta Netto Szczecin mają więc być o co zazdrośni…

– Mój facet jest wspaniały! – zachwyca się Danielle. – Ale nie istnieje! – dodaje ze śmiechem Marta.

Kapitan drużyny wyjaśnia: – Tak często żartujemy sobie w szatni: mężczyzna jest wspaniały, bo nie istnieje (śmiech). – Albo: „dziewczyny, muszę iść, bo mój chłopak czeka… ach, przecież nie mam faceta!” – dodaje Sandra.

Wszystkie siatkarki zgodnie przyznają, że ich idealny partner powinien lubić sport. – Musi rozumieć moją pasję i zaangażowanie, a najlepiej, jeśli sam też uprawia sport, żebym mogła z nim aktywnie spędzać czas – mówi Jonak.

Na pytanie, czy poza szczerą pasją, powinien być też wysportowany, Marta odpowiada ze śmiechem: – Tym to ja już się sama zajmę!

Optymalną pod tym względem sytuację mają Joanna Kolec i Karolina Kijana. Kolejno: mąż i narzeczony tych zawodniczek są siatkarzami i podobnie jak ich partnerki grają wspólnie w jednej drużynie, w Morzu Bałtyk.

– Poznaliśmy się z moim obecnym mężem na siatkarskim parkiecie – wspomina rozgrywająca Piasta Netto Szczecin.
Dziewczęta żartują, że są i minusy takich związków – w domu po meczach zdarza się im wysłuchiwać komentarzy pod adresem swojej gry.

Spotkać sławnych ludzi

Choć uprawianie sportu wymaga wiele wyrzeczeń żadna z nich w życiu nie zamieniłaby się rolami z kimś innym. I szczerze zachęcają swoich fanów do uprawiania siatkówki.

– Dzieciaki muszą odejść od komputerów, wychodzić z domów i próbować! – mówi Kolec.

– Na początku kariery nie wolno się zniechęcać, niezależnie od wzrostu! – dodaje Jonak.

Siatkarki Piasta Netto Szczecin podpowiadają dzieciom (a właściwie ich rodzicom), że najlepszy wiek na rozpoczęcie zawodowej przygody z siatkówką to okres czwartej klasy podstawówki. Na zachętę używają także pozasportowych argumentów.

– Jako juniorki często jeździłyśmy na obozy, turnieje drużyn amatorskich, między innymi do Holandii, gdzie udało mi się spotkać na żywo Michaela Jacksona – wspomina rozgrywająca Piasta Netto Szczecin.

Nieżyjący już król popu najzwyczajniej w świecie wysiadł ze swojej limuzyny i przywitał się z młodymi siatkarkami. – Można więc spotkać wielu ciekawych, sławnych ludzi i zwiedzić kawałek świata! – dodaje.

Marzenia? Oprócz awansu do pierwszej ligi – jak każdy mają ich sporo.

– Ja od dziecka marzyłam, żeby rodzice zobaczyli mnie w jakiejś ogólnokrajowej telewizji – mówi Marta Jonak. – Poza tym jestem typową córeczką tatusia, i dlatego chciałam, specjalnie dla niego, mieć koszulkę ze swoim nazwiskiem. A co do marzeń pozasportowych, to chciałabym żyć w Australii i surfować.

Joanna Kolec z kolei zamierza kiedyś założyć siatkarską szkółkę dla dzieci. Najbardziej czysto sportowe oczekiwania od przyszłości ma Danielle Hepburn: – Chciałabym zagrać kiedyś w najlepszej siatkarskiej drużynie w Europie, po prostu zdobywać kolejne tytuły, osiągać sukcesy, rozwijać swoją siatkarską karierę – mówi. Przyznaje jednak: – Póki co, podoba mi się w Polsce, tu jest bardzo wysoki poziom sportowy siatkówki.

Dziewczyny Piasta tworzą zgraną drużynę. Na siatkarskim parkiecie trzymają się razem niezależnie od wyniku, mimo typowych w siatkówce żeńskiej silnych emocji, wspierają się wzajemnie nawet, gdy nie idzie im najlepiej. Kiedy tracą punkty, nie rzucają między sobą oskarżeń, nie obwiniają nawzajem.

– Wspieramy się podczas meczu, ale nie oszukujmy się, jest nas osiemnaście i nie musimy się wszystkie lubić – przyznaje Kolec.

Osiemnaście najróżniejszych charakterów, które na boisku współpracują ze sobą bez zarzutów, ze świadomością wspólnego celu, w życiu nie zawsze odnajduje wspólny język. – Nie zawsze jest czas, by się spotkać razem w pełnym gronie poza boiskiem – mówi Sandra Guzowska. – Ale na pewno szanujemy się i myślę, że lubimy.

Prestiż  
Marzec 2012