Żaglonauci – dla tych, którzy kochają wodę
Katarzyna Wolnik-Sayna – znana, uznana i popularna dziennikarka Radia Szczecin, nieustająca propagatorka żeglarstwa i morskich podróży, autorka książki – zbioru reportaży pt. „Przez morze bez kapci. Historie dźwiękiem pisane”. Od pewnego czasu współpracuje ze szczecińskim Morskim Centrum Nauki. I to właśnie tam realizuje swój coraz popularniejszy projekt „Żaglonauci”, czyli cykl spotkań z wyjątkowymi ludźmi – pasjonatami żeglarstwa, morskich wędrówek, odkrywania i prezentowania niezwykłych wydarzeń, osób, zjawisk związanych z wodą.

Pytanie tradycyjne – skąd wzięłaś nazwę „Żaglonauci”?
Nazwa nie jest moja. To jest tytuł książki bardzo znanego, czeskiego żeglarza, który zresztą był pierwszym gościem w tym cyklu, czyli Rudy Krautschneidera. Znanego bardzo dobrze w Szczecinie. Bo była „Polarka”, „Wiktoria” i jeszcze kilka innych jachtów, które on sam zbudował i w dodatku większość z nich w Szczecinie. I zawsze wypływał w rejs ze stolicy Pomorza Zachodniego. Jest bardzo związany ze Szczecinem. Ruda, jest osobowością, wiele przeżył na morzu, a jego opowieści są barwne i okraszone dużym poczuciem humoru. Kiedy zaprosiłam go jako pierwszego gościa do cyklu realizowanego w Morskim Centrum Nauki, to zapytałam, czy mogę skorzystać z nazwy „Żaglonauci”. Powiedział, że ja mogę. (śmiech)
Czyli masz oficjalne pozwolenie.
Wszyscy mówią, że to jest bardzo nośna nazwa. I zwraca uwagę na pewne szerokie spectrum ludzi. Bo niekoniecznie muszą być to osoby, które np. przeżeglowały świat. To są ludzie tzw. wodolubni, związani w pewien sposób z wodą. Nurkujesz? Również możesz się znaleźć w „Żaglonautach”. Uprawiasz kitesurfing? Zapraszam!
Czy nazwa cyklu ma coś wspólnego z mitycznymi Argonautami?
Agro? Argo? (śmiech)
Argo.
Trzeba byłoby chyba zapytać samego Rudę.
Czy z pomysłem tego cyklu nosiłaś się już wcześniej, czy pojawił się dopiero po rozpoczęciu współpracy z MCN?
Pewnie myśl o tym gdzieś tam się kołatała w różnych okolicznościach. Ale kiedy zaczęłam współpracować z MCN pojawiła się przestrzeń i życzliwość do realizacji takiego projektu. Mówiłam dyrektorowi tej instytucji, że ja chciałabym swoimi pomysłami i możliwościami wypełniać przestrzeń poza wszelkimi elementami stałymi. Czyli jeżeli już sobie obejrzysz wystawę, to masz szansę przyjść np. na jakieś spotkanie z ciekawym człowiekiem. Tego typu placówki tak właśnie funkcjonują. Nie ukrywam, że moja radiowa praca bardzo mi ułatwia kontakty.
Kiedy uruchomiłaś ten projekt?
Półtora roku temu. Pierwszym gościem, był Ruda o którym już wspomniałam. Potem była najbardziej utytułowana żeglarka w naszym kraju Joanna Pajkowska, kobieta, która samotnie opłynęła świat bez zawijania do portu. To prawdziwy wyczyn. Podobnego dokonał kolejny mój gość – Szymon Kuczyński. Ludzie z takim doświadczeniem opowiadają innym o tym co przeżyli, co widzieli, kogo spotkali itp. Spotkaniom towarzyszą prezentacje I filmy. „Żaglonauci” mają otwarty charakter, są dla tych, którzy są ciekawi świata i lubią przygody. Każdy może zadawać pytania, poruszać interesujące go zagadnienia.
Ile odbyło się spotkań do tej pory?
Było ich ok 15. Przygotowujemy je raz w miesiącu. I naprawdę miałam już najlepszych polskich żeglarzy, marynarzy, pisarzy czy naukowców. We wrześniu był m.in. Roman Paszke, wcześniej Maciej Sotkiewicz – facet, który pływa w rejony polarne. Zaprezentował takie show, ze zdjęciami, filmami, że dech zapierało. Ludzie się dopytują, kiedy jeszcze raz się pojawi. Formuła tych spotkań jest bardzo szeroka, bo gościł u nas m.in. Andrzej Minkiewicz, który jest organizatorem Jacht Filmu. Sprowadza filmy dokumentalne z całego świata o największych wyczynach żeglarskich, regatowych, wyprawowych. Była także taka szczecińska edycja Jacht Filmu. Mam nadzieję, że jeszcze wróci, bo cieszyła się olbrzymim zainteresowaniem. Gościem naszego cyklu był np. guru kultury marynistycznej, czyli Mark Szurawski. Zrobił nam taki bardzo ładny śpiewający wykład wyjaśniając o co chodzi z tymi szantami, czyli pieśniami pracy. Kiedy powstały, w którym momencie były śpiewane, dlaczego itd. Ciekawe spotkanie, a jak wiadomo wysłuchanie dziesięciu szant pod rząd, to trudne zadanie (śmiech). Ale ludziom się ta opowieść podobała i to jest najważniejsze.
Nie zabraknie ci gości – bohaterów do tego cyklu?
Pewnie kiedyś, to się może skończyć, albo skończy się po prostu energia, którą ja też w sobie mam. Lubię wyzwania może zaproponuję coś innego … Na razie chciałabym pociągnąć ten cykl do otwarcia następnego sezonu żeglarskiego. Mam audycję edukacyjną w Radiu Szczecin pod nazwą „Radziowa Szkoła pod Żaglami”. Jest ona mocno osadzona w naszej ramówce już od 30 lat. Nie prowadziłam jej sama przez ten cały czas, byli też inni dziennikarze. Ale gdzieś tam zostałam w tę szufladkę żeglarską wciśnięta. Nie protestuję, bo dzięki temu poznałam kawałek świat pływając i robiąc reportaże czy relacje z różnych morskich oraz żeglarskich wydarzeń. Lubię to, choć to nie jedyne moje zajęcie w radio.
Jakie kryteria trzeba spełniać, aby zostać bohaterem „Żaglonautów”?
To musi być ktoś z pasją. Osoby, które potrafią opowiadać o swoich doświadczeniach związanych z wodą nie tylko żeglarze czy marynarze, ale autorzy filmów, książek, archeolodzy morza, oceanografowie, badacze… Są też młodzi żeglarze, którzy mają w sobie tę pasje, biorą udział w różnego rodzaju wyprawach, regatach, robią filmy, zdjęcia. Chętnie ich też zapraszam.
Miałeś jakiegoś zagranicznego gościa?
Tak, Czecha! (śmiech) Nie, unikam takich gości, bo może być problem z komunikacją. Musiałabym załatwić jakiegoś tłumacza symultanicznego. Chyba, że nasz gość mówiłby po polsku.
A co z widzami? Kto znajduje się wśród publiczności Twoich spotkań? Aby w nich uczestniczyć trzeba mieć jakiekolwiek podstawy żeglarstwa?
Nie, zapraszamy wszystkich chętnych. Dlatego, że w tych spotkaniach jest opowieść, jest podróż, jest przygoda, jest człowiek. To są elementy, które powodują, że każdy, kto lubi słuchać o czymś, czego sam nie doświadczył, a być może chciałby, ma jakieś ciche marzenia, może się na nich pojawiać. Przychodzą naprawdę bardzo różni ludzie. Liczę na to, że po takiej wizycie chętnie będą odwiedzać Morskie Centrum Nauki.
Czy w jakiś sposób zapisujesz te spotkania? Audio, video? Może jakiś podcast z tego powstanie?
Podcasty są już prawie przygotowane. To są, mam nadzieję, ciekawe rozmowy, troszkę wykorzystuję tu swoje zawodowe doświadczenie(śmiech). Powstanie też może kilkunastominutowy film. Takim papierkiem lakmusowym dla kogoś, kto organizuje tego typu spotkania jest m.in. to, że dzwonią do ciebie ważne osoby z tego środowiska, żeglarskiego, morskiego i mówią: „słuchaj, a ja jeszcze u ciebie w tych „Żaglonautach” nie byłam, nie byłem”. Odpowiadam: „ale ja nie mam tyle pieniędzy, żeby taką sławę zaprosić”. Wtedy np.: „ale to nie o pieniądze chodzi, słyszałem, że jest fajnie”. No to powiedz sam, jak nie zapraszać?
Ładna puenta. Dziękuję za rozmowę.




