Ta dzisiejsza młodzież bardzo rozczarowuje. Może należałoby wręcz powiedzieć, że wprawia w słuszny gniew. Zacznijmy od tego, że ta dzisiejsza młodzież nie docenia tego co ma. Nie okazuje wdzięczności, nie pała satysfakcją i w ogóle obraża się na cały, z takim trudem wymoszczony dla niej świat. Ma w nosie i ten trud, i ten pot, i te ze wzruszeniem toczone nad jej beztroskim losem łzy.
Czego ty, młodzież od życia chcesz, jakie ty w ogóle masz problemy? Czy ty, młodzież stałaś kiedyś w kolejce po chleb? A zabrakło ci kiedyś kartek na cukier? Twój jedyny problem to taki, gdzie sobie kolejny kolczyk zamontować. Czy w uchu, czy w nosie, czy na języku. Albo gdzie sobie wytatuować wieloryba. Na udzie czy – za przeproszeniem – na dupie. A może nie wieloryba tylko konika morskiego, bo latarnię już masz. Pewnie na łydce.
Zdecydowanie bliżej mi do młodzieży wczorajszej. I nie chodzi tu o metrykę, tylko bliskość mentalną. Wczorajsza młodzież – do której się zaliczam - jest cool. Zna na przykład różne modne słówka – oprócz „cool” to jeszcze „wow” i „nara”- czyli nadąża, czyli ma jakieś aspiracje, do czegoś zmierza, o coś przez całe życie walczy. Walczy i się dorabia. Ale przecież nie dla siebie się dorabia tylko dla młodzieży dzisiejszej. A ona co? Zamiast to docenić, w domu posiedzieć trochę, z wczorajszą młodzieżą pogadać, herbatkę wypić, to albo gdzieś ciągle gna albo w komórce siedzi.
Komórka, nie powiem, dobra rzecz. Wiadomo, każdy lubi sobie wiadomości przejrzeć, popatrzeć kto co na Fejsie napisał, kto urodzinki ma, a komu się zmarło. Jak najbardziej. Ale, żeby tak siedzieć i stukać kciukami w ekran sto razy na minutę i tymi różowymi, czy tam zielonymi plastikami, o dwa centymetry dłuższymi od palca, walić i walić to nie. Co to to nie. Nie w towarzystwie. Na to zgody być nie może.
To już lepsza jest młodzież przedwczorajsza. Jej grzechy obciążały ją kiedyś bardzo, ale co tam, było, minęło. Najtrudniej mi zapomnieć ten spór o włosy. Jakaż to była walka. O każdy centymetr, o każdą wizytę u fryzjera. Najniżej to do ramion udało mi się włosami sięgnąć. Większe sukcesy miałem na polu nogawek. Dzięki różnym zabiegom socjotechnicznym uzyskałem od młodzieży przedwczorajszej - czyli swoich rodziców - finansowanie na wszycie klinów do moich spodni. Jakieś pół metra szerokości nogawka na dole miała. Ależ była radość, ależ był szpan.
Na obronę dzisiejszej młodzieży przemawia fakt, że ona od wieków sprawia zawód albo nawet wywołuje zgrozę: " Młodzi dziś są tyranami, nie sługami w swoich domach” pisał już w 423 r p.n.e. Arystofanes w swoich "Chmurach". „Kiedy widzę młodzież to, wątpię w przyszłość cywilizacji” – grzmiał sto lat później Arystoteles. „Nasza młodzież nie myśli dziś o niczym, zajmuje się tylko sobą, nie ma uszanowania dla rodziców i starszych”. To z kolei cytat z Piotra Jeremity żyjącego na przełomie XI i XII wieku.
Co takiego jest w tej dzisiejszej młodzieży, że ona tak ciśnienie podnosi? Jakie to cechy ona ma, że na ich widok najdłuższe włosy stają dęba. Pierwsza cecha jest taka, że ona – ta dzisiejsza młodzież – nie rozumie najprostszych rzeczy. Na przykład nie kuma o co chodzi z tym stawaniem włosów dęba. Kumania też może nie kumać, bo kumanie czaczy nie jest cool. Ciekawe czy wie coś o zbijaniu z pantałyku, zbijaniu bąków, rzucaniu grochem o ścianę i stawaniu na rzęsach. Pewnie nie. Czyli jest po ptakach.
Po głębszą charakterystykę dzisiejszej młodzieży zwróciłem się z uprzejmym zapytaniem – jak to zwykła robić wczorajsza młodzież - do przedstawiciela świata nauki, mojego przyjaciela Profesora P. wieloletniego wykładowcy szkół wyższych. Profesor sprawę ujął krótko. Kiedyś to on egzekwował wiedzę od studentów, a teraz studenci egzekwują wiedzę od niego. To on ma im dostarczyć wszystko, co im się na mocy umowy z uczelnią należy.
W celu skonfrontowania spojrzenia naukowego ze spojrzeniem potocznym, odbyłem rozmowę na ten temat sam ze sobą. Też, podobnie jak Profesor P, mam spory materiał badawczy, bo w firmowym bufecie przewijają się różne obiekty do obserwacji. Rozmowa przebiegała burzliwie, a wyciągnięte z niej wnioski okazały się - co w tych okolicznościach nie jest dziwne - nieco sprzeczne. Dzisiejsza młodzież do niczego się nie rwie, byle czym się nie jara, na większość spraw ma wywalone, lubi znać granice, nie lubi ich przekraczać, ale też chętnie przejmuje się byle czym. Czyli chyba jednak jest wrażliwa.
Wyczytałem w wywiadzie z prof. Anetą Żelek w GS24, że taką mamy dzisiejszą młodzież jaką sobie wychowaliśmy i lepszej mieć nie będziemy. Ośmielam się nie zgodzić. Nam się co najwyżej wydaje, że naszą młodzież wychowujemy, a jeśli już to zbiorowo. Każdą młodzież kształtują przede wszystkim okoliczności. Na scenę wkroczy zaraz młodzież jutrzejsza. Już się cieszę na myśl o tym, jak tej dzisiejszej da popalić.
Felieton został luźno zainspirowany lekturą książek „Niespokojne pokolenie” Johnatana Haidta, „Rozpieszczony umysł. Jak dobre intencje i złe idee skazują pokolenia na porażkę”
Grega Lukianoffa i Jonathana Haidta oraz „Jak wychować rapera. Bezradnik” Marcina Matczaka.




