Olga Kuźmina-Pietkiewicz

O pasji, cenie marzeń i wolności

 

Balet klasyczny choć bezdyskusyjnie piękny, rzadko bywa opowieścią o bajce. Częściej o dyscyplinie, bólu i o ciele, które pamięta więcej, niż jesteśmy w stanie wypowiedzieć słowami. Olga Kuźmina-Pietkiewicz – tancerka i choreografka baletu klasycznego – od niemal dwudziestu lat związana jest ze Szczecinem. Jej droga prowadziła z Kijowa przez konkursy międzynarodowe, sceny w Polsce i Skandynawii, kryzysy zdrowotne i zawodowe, aż po pracę pedagogiczną. To rozmowa o balecie od środka – bez iluzji, ale z ogromnym szacunkiem do tradycji i miłością do jednej z najpiękniejszej ze sztuk.

Olga, Twoje pierwsze wspomnienie związane z baletem sięga dzieciństwa i jest związane z baletem „Giselle”. Miałaś wtedy trzy lata.

Tak. To był jeden z pierwszych spektakli, jakie widziałam w życiu. Nie uczyłam się jeszcze tańca, nie znałam zasad baletu klasycznego, ale „Giselle” zrobiła na mnie ogromne wrażenie. To balet z epoki romantyzmu, jeden z fundamentów klasycznego repertuaru. Jest w nim miłość, zdrada, obłęd i śmierć – bardzo silne emocje. Giselle zakochuje się w Albrechcie, który podszywa się pod zwykłego chłopaka. Ukrywa przed nią, że jest księciem i że jest zaręczony z inną kobietą. Kiedy prawda wychodzi na jaw podczas wiejskiego festynu, Giselle popada w obłęd i umiera. Ta scena do dziś jest jedną z najbardziej poruszających w historii baletu. Mama mi opowiadała, że po powrocie z teatru do domu, rozpuściłam włosy, biegałam po mieszkaniu i „tańczyłam” szaleństwo Giselle. Już wtedy wiedziałam, że będę artystką.

 

I rodzice nie sprzeciwili się Twojemu wyborowi.

Mama z myślą o mnie stworzyła szkołę baletową Arabesque. Zapraszała pedagogów z Kijowa, koncertmistrzów, pianistów. To była profesjonalna szkoła – z fortepianem, prawdziwymi puentami, pięknymi kostiumami, koncertami i spektaklami. Wielu nauczycieli, którzy tam pracowali, do dziś jest pedagogami baletu, a uczniowie zostali solistami lub pracują zagranicą.

Jednak pomimo dobrego startu Twoja droga zawodowa nie była łatwa?

Balet nigdy nie jest łatwy. Już jako bardzo młoda osoba zetknęłam się z ogromną presją – dotyczącą ciała, wagi, wyglądu. Miałam anoreksję, później poważne problemy hormonalne. Do tego dochodziła silna presja. To był trudny czas.

To dlatego zdecydowałaś się wyjechać z Ukrainy?

Od razu zaznaczę, że bardzo kocham Kijów. To cudowne miasto i zawsze będzie w moim sercu. Mój tata był historykiem, razem chodziliśmy po mieście, muzeach, miejscach związanych z Michaiłem Bułhakowem, w okresie, kiedy tworzył takie dzieła jak „Biała Gwardia”. Ale jako artystka nie widziałam tam dla siebie przyszłości. Nie akceptowałam ówczesnej korupcji, układów, płacenia za angaże. Widziałam, jak wygląda przyjmowanie do teatrów i nie chciałam w tym uczestniczyć.

Miałaś propozycję z Moskwy, najważniejszego ośrodka baletowego na świecie, a jednak wybrałaś Szczecin.

Po konkursach międzynarodowych, m.in. Premio di Roma w 2005 roku, skontaktował się ze mną wybitny choreograf Walerij Niekrasow pracujący w Operze na Zamku w Szczecinie i w Koszalinie. Akurat wznawiał balet „Kopciuszek” i szukał młodych tancerzy. Pomyślałam, że spróbuję. Szczecin miał być rozwiązaniem tymczasowym.

 

A zostałaś na znacznie dłużej…

We wrześniu minie dwadzieścia lat od mojego przyjazdu. Po drodze był jeszcze Wrocław, Sztokholm, wiele podróży, kontraktów... Życie baletowe to także ciągłe pakowanie walizek, zmiany miejsc, presja i walka o swoje miejsce na scenie. Przy tym wszystkim nieustająca miłość do tego co się robi.

I momenty kryzysowe oraz takie, które wymagają bardzo szybkiej reakcji i decyzji.

Pamiętam jak problemy zdrowotne i leczenie hormonalne spowodowały u mnie gwałtowny przyrost wagi. Usłyszałam, że w takim stanie nie mogą mi przedłużyć kontraktu. Odstawiłam leczenie i schudłam osiem kilogramów w trzy miesiące.

Co do szybkich decyzji to we Wrocławiu trafiły do mnie role solistki, na zasadzie „dostaję rolę do przygotowania na chwilę przed wejściem na scenę”. Była intensywna praca, ale też zwolnienie dyscyplinarne, bo pojechałam zatańczyć do Szczecina, będąc na zwolnieniu lekarskim. Nie żałuję. Chciałam tańczyć.

Słuchając Twoich opowieści to zawód tancerza klasycznego to nie tylko dyscyplina i super forma fizyczna, ale ogromna odporność psychiczna.

Żeby robić ro co się kocha i robić to dobrze trzeba być twardym. Na zewnątrz balet klasyczny kojarzy się delikatnością, efemerycznością. Pod tą powłoką kryje się twardość i odporność psychiczna. Trzeba być w to wyposażonym, żeby zaistnieć w tym świecie.

Często podkreślasz, że dziś w balecie klasycznym brakuje świadomości. Co masz na myśli?

Mam na myśli brak wiedzy o tym, czym balet klasyczny naprawdę jest. Bardzo często widzę świetnie wyszkolone technicznie ciała, ale bez zrozumienia sensu ruchu. Młodzi tancerze potrafią wysoko podnieść nogę, zrobić wiele obrotów, ale nie wiedzą, co dany gest oznacza, skąd pochodzi i dlaczego w danym balecie wygląda właśnie tak. Balet klasyczny nie jest zbiorem ładnych póz. To system znaków, tradycji i historii. Jeśli nie wiemy, kim był choreograf „Giselle”, jaka była epoka, w której powstał ten balet, czym był romantyzm – nie jesteśmy w stanie przekazać widzowi emocji. Bez tej wiedzy taniec staje się pustą formą.

Czy to problem samego systemu edukacji baletowej?

To problem nauczycieli. Jeśli pedagog sam nie zna historii baletu, nie interesuje się tradycją, nie rozumie, skąd bierze się dana forma ruchu, to nie przekaże tego uczniom. A bez tego nie ma ciągłości. Balet klasyczny przetrwał setki lat właśnie dlatego, że był przekazywany z pokolenia na pokolenie – bardzo precyzyjnie, z ogromnym szacunkiem do źródeł. Dziś często wszystko się upraszcza, przyspiesza, skraca. A balet wymaga czasu, cierpliwości i pokory wobec tradycji. To nie jest coś, czego można nauczyć się „szybko”.

Dlatego tak dużą wagę przykładasz do pracy pedagogicznej?

Tak. Czuję, że to moja odpowiedzialność. Uczę dzieci nie tylko kroków i pozycji, ale myślenia. Opowiadam im historie baletów, tłumaczę sens gestów, pokazuję, że ruch zawsze coś znaczy. Chcę, żeby rozumiały, że balet to język, a nie zestaw ćwiczeń. Jeśli zabraknie tej świadomości, balet klasyczny przestanie istnieć w swojej prawdziwej formie. A ja bardzo chcę, żeby ta pamięć ciała, ta tradycja i ta jakość były przekazywane dalej.

 

Rozmawiała: Aneta Dolega

 

Olga Kuźmina-Pietkiewicz, urodzona w Kijowie, tam też rozpoczęła swoją profesjonalną edukację taneczną. W 2004 roku ukończyła Państwową Szkołę Baletową w Kijowie, a w latach 2004–2005 była tancerką Kijowskiego Państwowego Teatru Muzycznego Opery i Baletu. W tym czasie brała udział w klasycznym repertuarze baletowym, występując m.in. w spektaklach: „Dziadek do orzechów”, „Jezioro łabędzie”, „Giselle” oraz „Romeo i Julia”. Równolegle rozwijała się artystycznie, biorąc udział w Międzynarodowych Konkursach Baletowych – w Warnie (Bułgaria), Rzymie (Premio di Roma) oraz w Kijowie. W 2004 roku zdobyła II miejsce w konkursie baletowym w Kijowie, a w 2006 roku została finalistką konkursu Premio di Roma.

W 2006 roku została przyjęta do Opery na Zamku w Szczecinie, z którą do dziś jest zawodowo związana. Rok później uczestniczyła w European Young Dance Project (EYDP) w Sztokholmie, tańcząc w zespole Les Ballets Persans, a w 2008 roku pracowała jako tancerka – koryfej w Operze Wrocławskiej. W tym samym roku ukończyła Międzynarodowy Uniwersytet Słowiański, uzyskując tytuł magistra sztuki oraz kwalifikację korepetytora baletu klasycznego.

Na scenie Opery na Zamku w Szczecinie występowała w spektaklach baletowych wybitnych choreografów, m.in. Jacka Tyskiego, Roberta Glumbka, Kevina O’Daya, Cathy Marston, Natalii Fedorowej, Walerija Nekrasova, Victora Litwinowa, Iwanienki, Karola Urbańskiego, Anny Hop oraz Zofii Rudnickiej. Tańczyła w takich przedstawieniach jak: „Rock’n Ballet”, „Dzieje grzechu”, „Alicja w krainie czarów”. Brała również udział w licznych produkcjach operowych i operetkowych.

Do dziś pracuje w Operze na Zamku w Szczecinie jako koryfej, a także jako nauczycielka tańca klasycznego. Równolegle od lat rozwija działalność pedagogiczną – uczyła m.in. w Szkole Artystycznej w Kijowie, była wykładowczynią uczelni TOP ART. Pracuje także jako pedagog w Joy Dance Szczecin i konsultant choreograficzny gimnastyki artystycznej w klubach Kusy Szczecin oraz Błękitna, jest pedagogiem dyscyplin fizycznych oraz instruktorką fitnessu dla kobiet w ciąży i po porodzie. W 2019 roku założyła Szkołę Baletową Olga Kuźmina Balet, w której prowadzi zajęcia indywidualne i grupowe, przekazując klasyczną tradycję kolejnym pokoleniom tancerzy. Jako choreografka jest autorką spektakli: „N’Sirap - miasto marzeń”, „Marzenia się spełniają” oraz „Cipollino”.

W 2022 roku została uhonorowana Nagrodą Ministra Kultury „Zasłużony dla Scen Polskich” – wyróżnieniem podkreślającym jej wieloletni wkład w rozwój polskiej sceny baletowej.