Szczecińskie dzielnice
Od Niebuszewa po Pomorzany

Po publikacji pierwszej odsłony naszego prestiżowego Rankingu Dzielnic w mediach społecznościowych rozgorzała dyskusja, otrzymaliśmy od Państwa wiele uwag i opinii – pozytywnych, ale też krytycznych. Za wszystkie bardzo dziękujemy. Zanim zgodnie z zapowiedzią będziemy kontynuować temat, chciałbym odnieść się do Państwa głosów. Przede wszystkim cieszy nas Państwa zaangażowanie właśnie w tym temacie, bo to znak, że ważna dla Was jest najbliższa przestrzeń, nie tylko własnego „M”, ale też wspólnej, chcę wierzyć, że także wspólnotowej okolicy. Pierwszy z „zarzutów” dotyczył nieznajomości przeze mnie pojęć z zakresu jednostek podziału administracyjnego miasta. Otóż, dość rozmyślnie użyłem określenia „dzielnica” (i nadal zamierzam używać), będąc świadomy podziału miasta na 4 dzielnice i 37 jednostek pomocniczych, czyli osiedli. Jednak dla poetyki tekstu, jego wymowy czy zrozumienia, zastosowałem uproszczenie. „Ranking dzielnic” brzmi znacznie lepiej niż „zestawienie jednostek pomocniczych Szczecina”, albo „Top 10 szczecińskich osiedli”. Prawda? Szczególnie, że to drugie bardziej kojarzy się z socmodernistycznymi blokowiskami i bardziej pasuje do takich nazw jak osiedle Słoneczne, Książąt Pomorskich niż osiedle Turzyn, Drzetowo czy Pogodno. Kolejny z Państwa głosów dotyczył niezgody na pewne oceny, określenia, skojarzenia czy analizy. Otóż, nie jest to obiektywny bedeker, a SUBIEKTYWNY reportaż i taka też próba wartościowania poszczególnych miejsc przez autora tekstu. Nie mogę mieszkać na stałe wszędzie, nie mogę znać każdego zakamarku osiedla, więc piszę na podstawie wieloletniego intensywnego doświadczenia figury flâneur, a wreszcie badania miasta zgodnie z wiedzą pozyskaną z zakresu filozofii architektury i przestrzeni w czasach akademickich. Narzędzia typu Google Maps pomagają jedynie z zakresie nazewnictwa albo innych niezbędnych danych. Doskonale wiem, że tam atmosfery tych miejsc nie widać! Wasze opinie, spostrzeżenia, sprostowania nadal będą niezwykle cenne. Zapraszamy do dyskusji. 

Pomorzany

Pierwsza wzmianka o istniejącej w tym miejscu osadzie pochodzi z połowy XIII wieku. Później, już nazwana – już jako Pommerensdorf: wieś Pomorska albo Pomorzan – rozwijała jako samodzielna miejscowość aż do 1865 roku, gdy jej północna cześć została włączona w granice stołecznego sąsiada. Południowa część osady stała się dzielnicą Wielkiego Stettina dopiero w 1939 roku. Nazwa Pomorzany to nieco zniekształcone spolszczenie oryginalnej nazwy. 

Osią dzisiejszego osiedla jest aleja Powstańców Wielkopolskich. To trakt mocno doświadczony, zaniedbany i szczerbaty. Z przedwojennymi mało efektownymi i zaniedbanymi kamienicami sąsiadują chaotycznie wkomponowane socmodernistyczne betonowe potwory. Najbardziej przerażający jest fragment między ulicami Orawską a Milczańską, gdzie zza ocalałych kamienic ze ślepymi ścianami ozdobionymi muralami, wyrasta monstrualny wieżowiec. Nie lubię tego miejsca. Być może oblicze ulicy zmieni nadciągający remont, ale nie jestem pewien czy uda się odmienić dość przygnębiającą atmosferę. To samo dotyczy okolic ul. Kolumba, która łączy Pomorzany z Dworcem Głównym. To jednak w znakomita większość tereny przemysłowe (z oczyszczalnią ścieków i Elektrownią) nie licząc rozsypujących się kamienic wzdłuż wspominanej ulicy i nowych realizacji w okolicach ul. Zygmunta Chmielewskiego. Szkoda też, że mimo długiej nadodrzańskiej linii brzegowej praktycznie nie ma tu ani jednego miejsca rekreacji nad wodą. 

W głębi osiedla, na zachód od głównej alei Powstańców Wielkopolskich również niezbyt optymistycznie. To stare blokowisko z gęstą zabudową, w ostatnich latach jeszcze dopełnioną nowymi realizacjami. To m.in. kompleks wysokościowców przy ul. Xawerego Dunikowskiego albo kaskadowe osiedle „lejące” się ku al. Powstańców Wielkopolskich. Jedynym plusem jest fakt, że na starych osiedlach bloki toną w zielni. Wschodnia część dzielnicy, na obszarze do torów kolejowych, to spory Park Pomorzański im. gen. Dowbora-Muśnickiego oraz zamknięte tereny Szpitala PUM oraz Browaru Szczecin. Południowa część, za przebudowywaną pętlą, to także socmodernistyczne osiedle, ale o nieco kameralniejszym charakterze z zaskakującym zabytkiem wciśniętym między regularnie ułożone bloki – gotyckim kościołem pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego z XV wieku. 

Nawet pobieżna analiza ofert sprzedaży, że stara cześć Pomorzan jest nieco tańsza niż pozostałe osiedla w pobliżu śródmieścia (patrz dalsza część tekstu). To jednak obiektyw starych blokach, chociaż sporo z nich jest już zrewitalizowanych w zakresie infrastrukturalnym, to i tak trzeba się liczyć ze sporymi nakładami remontowymi samych mieszkań. Wśród ofert 2-3 pokoje w blokach można znaleźć poniżej 400 000 zł. Ceny obiektów w nowych inwestycjach nie odbiegają od podobnych w innych dzielnicach, różnice są subtelne.    

Pomorzany są świetnie skomunikowane z Centrum miasta, choć obecne remonty nieco utrudniają podróż. Po ich zakończeniu komfort poprawi się znacznie, szczególnie, że często kursujące tramwaje wspomoże SKM z dwoma przystankami – Pomorzany oraz Pomorzany Północ. Liczba placówek handlowych i usługowych wydaje się optymalna, obok dyskontów jest też tu sporo małych sklepików czy warzywniaków, a to na nowych osiedlach rzadkość. Ciekawym uzupełnieniem oferty jest z pewnością cieszący się popularnością wszystkich szczecinian weekendowy Bazar smakoszy w OFF Marinie przy ul. Chmielewskiego. Wielki szpital PUM zapewnia usługi medyczne, a kilka placówek oświatowych (podstawówki i liceum) ze słynną Błękitną na czele – oświatowe. Mimo to, Pomorzany nie są moim wymarzonym miejscem do życia. 

Turzyn

Osiedle Turzyn ma kształt zęba rekina i jest „przyklejone” do Centrum Szczecina od zachodu. Granice administracyjne wyznaczają Aleja Piastów, cześć ul. Adama Mickiewicza oraz linia kolejowa prowadząca do Polic. Na tak niewielkim obszarze mieszka ponad 20 000 osób. To ku zaskoczeniu wielu najgęściej zaludniona część Polski, a nawet Europy. Według opublikowanych niedawno danych z Narodowego Spisu Powszechnego, 1 km² w centrum Szczecina (właśnie w okolicach Turzyna) zamieszkuje znacznie więcej osób niż na tej samej powierzchni we Wrocławiu (18 641) czy Warszawie (18 109).

Na terenie dzisiejszego Turzyna, w okolicach ulicy Twardowskiego, istniał rzekomo plac turniejowy Książąt Pomorskich z Dynastii Gryfitów, na którym zaproszeni przez władców rycerze staczali pojedynki. W XVIII wieku źródła już wskazują na umocnienia Fotu Prusy (Fort Preußen). W okolicach dzisiejszego dworca PKP znacznie wcześniej rozwijała się zaś niewielka osada, własność najpierw kościoła św. Jerzego, a później św. Jana, która w 1910 roku została włączona w granice administracyjne Szczecina. Nazwa Torney nawiązuje do krzewu tarniny. Niektórzy historycy tłumacząc nazwę przywołują ów plac turniejowy przeobrażony w plac gimnastyczny oraz fragment dzisiejszej ulicy Jagiellońskiej, nazwaną właśnie Turnerstraße (Turner = gimnastyk). Później mylnie zinterpretowano jej nawę odnosząc ja do wielkiego malarza Williama Turnera, który notabene gościł w Szczecinie, pozostawiając ślady w postaci kilku rysunków. 

„Kręgosłupem” Turzyna jest aleja Bohaterów Warszawy. Geograficznym i faktycznym środkiem osiedla jest skrzyżowanie wspominanej alei z ulicą Krzywoustego. Bezimienna krzyżówka niedawno (2022) zyskała patrona – to plac Kazimierza Wielkiego. Zabudowania Turzyna w dużej części ocalały z wojennej pożogi i dziś to znakomity przykład regularnych śródmiejskich kwartałów. To przecież tutaj (tzw. Kwartały Turzyńskie) rozpoczął się wielokrotnie nagradzany miejski „eksperyment” rewitalizacyjny, przez lata przedstawiany jako wzorzec dla wielu miast w Polsce. Do dziś zagospodarowanie kwartałów przy ul. Bolesława Śmiałego budzi podziw, a ów efekt potęguje niedawna kompleksowa rewitalizacja okolicy. Pozostała część osiedla nie miała takiego szczęścia, ale stopniowo coraz większa liczba kamienic, zarówno frontowych jak i oficyn, przechodzi kapitalne remonty, stając się wygodnymi miejscami do życia. Oczywiście sporo czasu musi jeszcze upłynąć, by odnowić większość domów, ale to co się tu obecnie dzieje napawa ostrożnym optymizmem. 

Północna część Turzyna wydaje się nieco nobliwa i stateczna, przypomina mi berliński Charlottenburg, środkowa tętni dynamicznym śródmiejskim życiem, południowa zaś to raj dla studentów. To właśnie tam znajduje się serce akademickiego Szczecina z kilkunastoma Domami Studenckimi i niezbędną „infrastrukturą”, nie tylko rozrywkową. 

Położenie Turzyna niemal w sercu miasta gwarantuje dostęp do wszelkich usług i handlu, ze szczególnym wskazaniem handlowego zagłębia przy wspominanym placu Kazimierza Wielkiego czy handlowego bulwaru jakim jest ulica Krzywoustego. W sercu dzielnicy działa legendarna szczecińska knajpa – Taverna Cutty Sark, przy ulicy Pocztowej niedawno powstała słynna Kamienica w lesie, do niedawna klubokawiarnia, obecnie kameralna księgarnia, a na południu, przy Władysława Sikorskiego jest przepyszna Szczecińska Beza. Czy te obecności oznaczają rozpoczęcie błyskawicznej gentryfikacji Turzyna? Ostatnio pojawił się nawet pomysł by u zbiegu ulic Żółkiewskiego i alei Bohaterów Warszawy powstała nowa siedziba Teatru Współczesnego. Tak, znając podobne „operacje” z innych miast, to ciekawy, wart rozważenia pomysł, który może znaczenie zmienić oblicze i charakter Turzyna. 

W okolicy nie brak placówek oświatowych wszystkich szczebli edukacji. Transport zapewnia gęsta siatka połączeń tramwajowych i autobusowych. Gdyby wskazać na to czego brakuje, to z pewnością miejsc rekreacji i zielni. Jedynym parkiem z prawdziwego zdarzenia jest Park Stanisława Noakowskiego, ale ten jest położny na północnym skraju osiedla. Trudno odpocząć na skwerze przy ruchliwym placu Kościuszki czy pobliskim, podobnie położnym skwerze im. Michała Doliwo-Dobrowolskiego. Na szczęście z Turzyna wszędzie blisko… Mieszkałbym? Raczej tak! 

Oferty sprzedaży albo wynajmu mieszkań na Turzynie to w znakomitej większości mieszkania o dużym metrażu w starych kamienicach. Spore 2 i 3 pokojowe mieszkania można znaleźć już od 450 000 zł, ale to te skromniejsze, wymagające zapewne remontu. Obiekty o podwyższonym standardzie są droższe o grubo ponad 100 000 zł. Wielkie, stumetrowe mieszkania z balkonami to wydatek ponad milion złotych! Znalazłem też kilka ofert zaadaptowanych strychów, by tam zamieszkać trzeba się przygotować na wydatek około 700 000 zł. Wyremontowana kawalerka (25 m2) przy turzyńskiej części Jagiellońskiej jest oferowana za niemal 300 000 zł. 

Nowe miasto

Bezpośrednio do Bramy Portowej, centralnego placu Szczecina, od południa przylega Nowe Miasto. To spore osiedle, składające się z trzech bardzo zróżnicowanych części. Pierwsza to obszar po obu stronach alei 3 Maja, osią drugiego jest ulica Potulicka, a trzeciego ulice Generała Józefa Sowińskiego i Janusza Kusocińskiego. Nowe Miasto zamieszkuje około 10 000 osób, ale liczba ta rośnie w zastraszającym tempie, wraz z kolejnymi przeskalowanymi „maszynami do mieszkania”. 

Przeglądając oferty sprzedaży mieszkań natrafiłem na masę ogłoszeń, znakomita większość to nowe inwestycje, stąd też wysokie ceny! Stumetrowy apartament z tarasem oferowany jest za 1 200 000 zł. Mniejsze (3 pokoje), ale o równie wysokim standardzie i gotowe do zamieszkania od zaraz, można znaleźć już od 800 000 zł, ale dominują oferty oscylujące wokół pełnego miliona. Są też „wyjątkowe” okazje np. wielkie mieszkanie do totalnie kapitalnego remontu w starej zabudowie osiedla za mniej niż 400 000 zł. Znacznie taniej jest w zabudowie socmodernistycznej, ale tutaj niższy komfort, gdyż te bloki są po prostu wysłużone, np. kawalerka przy ul. Potulickiej za mniej niż 300 000 zł, a 3 pokoje 100 000 zł więcej). Nowej zabudowy na Nowym Mieście wciąż przybywa, tak samo jak ogłoszeń. To obecnie jeden z najpopularniejszych i najbardziej pożądanych w mieście adresów.  

Historyczna część Nowego Miasta (Neustadt) to dawny Górny Wik (Ober Wiek), a później także Nowy Wik (Neu Wiek) – osady położone na nadodrzańskich, kaskadowo opadających ku rzece wzgórzach. Pierwsze wzmianki o istniejących tu wsiach pochodzą już z XIV wieku. O losach i charakterze tych terenów decydowała najpierw lokalizacja wielkiego Fotu Prusy, a w I połowie XIX wieku kolej i zlokalizowany nad Odrą dworzec. 

W subiektywnym opisie Nowego Miasta chciałbym uciec do pewnego geograficznego zawirowania (przekłamania?) i przypisać okolice dworców i znajdujących się nad nim terenów Centrum, a granicą uczynić ulicę Gabriela Narutowicza. Bo tu jest ciekawie! Nie tylko z uwagi na sławną górkę z nieśmiertelnego filmiku – mema „Ale urwał!”. Swoją drogą, aż się prosi o jakieś kreatywne upamiętnienie tych zimowych przygód! 

Tereny dawnego fortu, a współcześnie siedziba jednostki wojskowej długo były niedostępne dla tzw. zwykłych śmiertelników. Kiedy wojsko zaczęło się wycofywać z centrum miasta, okazało się, że są tu potężne niezagospodarowane tereny. Część koszar przekazano Uniwersytetowi Szczecińskiemu, który stworzył tu spójny kampus, pozostałe tereny poszły pod młotek. Większości dawnej zabudowy nie udało się zachować, a ostatnio za nie lada sukces uchodziło uratowanie budynku dawnej pralni, umówmy się, obiektu niekoniecznie wartościowego architektonicznie. Niestety miasto sprzedawało grunt po gruncie, bez ładu, bez składu, bez pomysłu. Efekt? Zamiast nowoczesnej i funkcjonalnej dzielnicy, mamy chaotyczne osiedle-sypialnie, do tego z nieciekawą architekturą. Projektanci zbagatelizowali ciekawe ukształtowanie terenu, nie uwzględnili też siatki ulic, tworząc rozproszone enklawy zamkniętych zazwyczaj kompleksów mieszkalnych zamiast regularnych pierzei. Na tle nowych realizacji znacznie lepiej wypada stare osiedle mieszkaniowe wzdłuż ulicy Potulickiej. Jednak i w tej części dzielnicy jest poważny urbanistyczno-architektoniczny zgrzyt, a mowa o ciasnym osiedlu na miejscu dawnego stadionu Pioniera. Makabryły i to w rozmiarze XXL stanęły także w dolnej części osiedla, przy nowopowstałej ulicy Edmunda Potrzebowskiego. Takie zagęszczenie tej części Nowego Miasta jest nielogiczne i odpychające. 

Nowe Miasto z każdej praktycznie strony okala sieć komunikacji miejskiej, ale żadna z linii nie wjeżdża w głąb osiedla, co dla wielu mieszkańców oznacza spore utrudnienie. Fakt, do Centrum jest blisko, ale nie dla każdego, choćby osób starszych... W „jądrze” Nowego Miasta nie ma praktycznie sklepów, gastronomii czy usług, a także pozostałych niezbędnych do wygodnego funkcjonowania placówek. Zieleń? Brak. Parkingi? Zasadniczo wszędzie, ale wciąż za mało (sic!). Rekreacja? Tylko na zamkniętych placykach zabaw na podwórzach bloków. Mieszkałbym? Nie. Bardzo nie. 

Międzyodrze 

Dziś jeszcze nie, ale za kilka lat to na Łasztowni będzie biło serce miasta. Chyba… Niestety nowe realizacje na sąsiedniej wyspie – Kępie Parnickiej każą wątpić, gdyż to co powstaje przypomina bardziej zabudowę deweloperskiego osiedla na przedmieściach niż reprezentacyjną dzielnicę przyszłości. 

Łasztownia to dziś jeszcze przestrzeń pozbawiona praktycznie mieszkańców. Większą cześć wyspy, mimo zapowiedzi wycofania przemysłu z centrum, zajmuje wciąż rozrastający się Port Szczecin-Świnoujście (nowe nabrzeża na Ostrowie Grabowskim) czy Zakład Termicznego Unieszkodliwiania Odpadów EcoGenerator. Mieszkańców na Łasztowni jeszcze nie ma, z naciskiem na owo „jeszcze”. Zgodnie z intencją Miasta przetargi na najcenniejsze działki zostaną ogłoszone wraz z budową nowej przeprawy, czyli Mostu Kłodnego. Niestety źródła finansowania mostu są wciąż wielkim znakiem zapytania, tak samo jak wspominane przetargi na nową, mam nadzieję miastotwórczą, zabudowę. Póki co Łasztownią musimy cieszyć się połowicznie jako sezonową przestrzenią rekreacyjną i imprezową.

Z impetem ruszyła za to budowa domów na sąsiedniej wyspie – Kępie Parnickiej. Nowe inwestycje cieszą, ale – jak wspomniałem także niepokoją. O ile dwa pierwsze osiedla – „Nad Odrą” J.W. Construction oraz „Nowa Przystań” lokalnego dewelopera Siemaszko – starają się trzymać architektoniczny poziom, to przeskalowane Osiedle „Sedina” Budnexu przeraża i niepokoi. Nie tak wyobrażałem sobie waterfront. Tego rodzaju projekt mógł powstać na przedmieściach, a nie w tak prestiżowym dla wizerunku miasta miejscu. Niewiadomą jest jeszcze zapowiadana inwestycja między torami kolejowymi a budynkami Siemaszki. Łatwo jednak już poznać skalę inwestycji, więc powstaje poważne pytanie o komunikację na wyspie, bo nawet świeżo wyremontowany most nad Kanałem Zielonym może nie dać rady z takimi tłumami… Łączna skala inwestycji zagwarantuje z pewnością pojawienie się na wyspie dyskontu i sklepów pod szyldem zielonego płaza, ale nic więcej tu nie ma… Cierpliwie czekam na rozwój wydarzeń na Kępie Parnickiej. Nie ukrywam: mieszkałbym (może nie w Sedinie). 

W wielu serwisach sprzedaży pojawiły się już oferty na zakup mieszkań w nowych obiektach. I tak: 2 pokoje w Sedinie (42 m2) to wydatek niemal 650 000 zł, a większe (3-4 pokoje) to już pełny milion i więcej. W inwestycji J.W. Construction na kolejnego właściciela czeka malutkie mieszkanie (jedynie 33 m2) z dwoma pokojami za 458 000 zł. Trzy pokoje w tej samej inwestycji oferowane są za 990 000 zł. 

Jest jeszcze na Międzyodrzu osiedle wyjątkowe i zupełnie nieznane, choć od Bramy Portowej dzieli je nieco ponad kilometr. To wyspa Pucka. Tak, oprócz dorocznie zalewanych przez cofkę Rodzinnych Ogrodów Działkowych, potocznie zwanych RODOS, jest tu też spore osiedle domów jednorodzinnych. Co ciekawe, mimo zagrożenia powodziowego, trwałej zabudowy na wyspie przybywa. 

Mieszkanie na Wyspie Puckiej trudno wycenić, gdyż w serwisach sprzedażowych brak ofert z tej okolicy. Można oczywiście znaleźć działkę rekreacyjną. Te najmniejsze bez altany widać już za 15 – 20 tys. zł. Są też duże działki z altanami (tak?) za 250 – 300 tys. zł. 

Nie ma tutaj żadnego dyskontu, a jedyny sklepik w kultowym, mocno przekrzywionym pawilonie, został niedawno zburzony. Nie ma tu ani szkoły, ani przychodni zdrowia, ani innych miejskich udogodnień. Jest za to wspaniale zorganizowany i wyposażony przez Radę Osiedla teren sportowo-rekreacyjny (przy Marynarskiej). Są też wspaniałe przestrzenie do spacerów, choćby szlak na szczycie wałów przeciwpowodziowych z fanatycznym widokiem na miasto albo pole z beztrosko pasącymi się krowami… Na Wyspę Pucką dociera miejski autobus numer 52. Cóż, osiedle dla koneserów. Na prawdziwym Rhodos byłem, tam lepiej… 

Niebuszewo

Niebuszewo nie jest tam, gdzie wszyscy myślą, że jest. Tam, gdzie wszyscy myślą, że jest Niebuszewo, jest Bolinko (Grünhof – Zielony Dwór), które dwuczłonową nazwę zawdzięcza jedynie temu, że „wchłonęło” południową cześć historycznego Zabelsdorfu, czyli właściwego Niebuszewa. A nominalne Niebuszewo to dziś okolice osiedla Książąt Pomorskich. Południową granice stanowią ulice Juliusza Słowackiego, Stanisława Staszica i Emilii Plater, wschodnią ulicą Emilii Szczanieckiej, zachodni skraj wyznacza ulica Papieża Pawła VI, a północy linia kolejowa prowadząca do Polic. Mieszka tu niemal 20 000 osób. 

Historia osiedla zaczyna się już w XIII wieku, ale swoje pięć minut ten obszar miał tak naprawdę na początku XIX wieku wraz z wybuchem przemysłowej rewolucji. Nad dzielnicą dymiły na potęgę setki kominów, grzały się wielkich piece, do roboty paliły się tysiące rąk… Od momentu powstania dzielnica była zamieszkana przez licznych członków Gminy Żydowskiej, tak też było i po wojnie, aż do smutnych wydarzeń z 1958 roku… 

Centrum Niebuszewa-Bolinka stanowi węzeł komunikacyjny i handlowe corso – rondo Jerzego Giedroycia. Okolice tego gwarnego placu zamieszkują nieczuli na miejski zgiełk w wydaniu hardcore. Znacznie spokojniej, a ostatnio także piękniej (dzięki kompleksowej rewitalizacji) jest w okolicach dworca kolejowego oraz położnych na wschód od niego ulicach – Marii Rodziewiczówny, Heleny czy Mikołaja Reja. Spacer po tej części osiedla pozwoli zrozumieć fenomen architektury modernistycznej, w której najważniejsza jest funkcjonalność. Znakomita większość kamienic, dzięki dobrze zarządzanym Wspólnotom jest odnowiona, widać też praktycznie zagospodarowane podwórza. Kontrastuje z tym powszechna samowolka parkingowa i marny stan nawierzchni ulic i trotuarów. 

Zupełnie inna atmosferę można poczuć w zachodniej części osiedla. Plusem jest towarzystwo obszernych terenów zielonych – Ogród Dendrologiczny im. Stefana Kownasa i znakomicie zagospodarowany teren przy Technoparku Pomerania. Niestety planistyka wczesnego PRL-u stworzyła ciasne osiedle w okolicach ulicy Księcia Barnima II Wielkiego otoczone stylowymi kamieńcami m.in. wzdłuż ul. Jana Żupańskiego. Dziwnie tu jest… Jeszcze dziwniej jest przy Zygmunta Krasińskiego, gdzie zza kilku ocalałych kamienic nagle wystrzeliwują wysokie betonowe wieżowce... Cieszy za to rewitalizacja dawnej Fabryki Stoewera, choć szkoda, że dominuje tu funkcja usługowo-biurowa.   

Wschodnia część Niebuszewa-Bolinka to znów popis architektów i urbanistów PRL-u. Tragedii dopełniła współczesność. To przecież przy ulicy Cyryla i Metodego stoją słynne na całą Polskę wieżowce w bardzo (!) pastelowych kolorach. Intensywne zmiany zadziały się też wzdłuż ulicy Edwarda Dembowskiego – nowa zabudowa pojawiła się w zupełnie niespodziewanych miejscach i w zupełnie niespodziewanej skali. Notabene podobnie przeskalowane inwestycje już można zobaczyć przy ul. Kazimierza Królewicza, a kolejna właśnie się rozpoczyna. 

Ceny mieszkań i apartamentów w nowych domach nie odbiegają od tych w innych dzielnicach, nie widzę sensu ponownego ich przytaczania. Mieszkania w starej części osiedla, te w modernistycznych kamienicach uchodzą za modne i są wygodne do mieszkania. Zaskoczyła mnie niewielka liczba ofert z tej okolicy. Czyżby już zajęte? Duże 80-100 metrowe lokale można nabyć za mniej niż 600 000 zł, a kawalerki (wydzielone zapewne z większych mieszkań) znacznie poniżej
300 000 zł. 

Niebuszewo-Bolinko straciło czar dawnego gangsterskiego Niebuszewa. Nie jest tu już tak niebezpiecznie jak w annałach, a legenda rzeźnika z Niebuszewa (Niebuszewa-Bolinka?) straszy już tylko z kart książek, tekstów piosenek, albo kadrów filmu. Mieszkanie tu okazało się wygodne i funkcjonalne – zgodnie z modernistycznymi standardami. Nie brakuje dobrej oferty handlowej, nie tylko z dyskontami czy marketami, ale także sklepami rzemieślniczymi (ot! przepyszne piekarnie) i przede wszystkim największym w Szczecinie targowiskiem – Manhattanem. Są świątynie, szkoły, przedszkola, instytucje kultury (Muzeum Techniki i Komunikacji) oraz znakomita komunikacja miejska pozwalająca dotrzeć do Centrum w kilka minut. Sporo zmieni jeszcze Kolej Metropolitarna, w której Dworzec Szczecin-Niebuszewo ma być bardzo ważnym ogniwem. Lubię, mieszkałbym. 

Drzetowo – Grabowo

To znów przynajmniej dwie, całkowicie różne od siebie przestrzenie. Różne pod względem zabudowy, atmosfery, charakteru, a nawet ukształtowania terenu. Południe to Grabowo, północ Drzetowo. Oba obszary to zachowana w sporej części zabudowa kamieniczna przeplatana socmodernistycznymi osiedlami. To oczywiście efekty wojennej pożogi, która tę część miasta, z uwagi na sąsiedztwo strategicznych zakładów – portu i stoczni, bardzo mocno doświadczyła. Na południu Drzetowa-Grabowa panuje śródmiejska atmosfera – to okolice ulicy Parkowej czy placu Matki Teresy z Kalkuty, ale osiedla przy Rugiańskiej mają już zupełnie inny charakter - to już typowe blokowisko, miejska sypialnia. Część wschodnia dzielnicy to z kolei olbrzymie, w większości nie zamieszkane, tereny przemysłowe. Ceny lokali najbliżej śródmieścia przyprawiają o zawrót głowy, a te na północy są już znośne i zbieżne z poprzednimi analizami. Deweloperka – na stałym już chyba poziomie, można tu mówić o typowej „stałej szczecińskiej”.   

Obie dawne wsie – Bredow i Grabow – były wymieniane w dokumentach już w XIII wieku. Dość powiedzieć, że to tu znajdowała się jedna z książęcych siedzib, tzw. Oderburg, rozsławiona przez Leszka Hermana w bestsellerowym „Sedinum”. To w nieistniejącym dziś dworku przy ulicy Żubrów mieszkała (została zmuszona do mieszkania?) uwielbiana przez mieszkańców Elżunia ze Szczecina - Lisbeth von Stettin, czyli Elisabeth Christine Ulrike von Braunschweig-Wolfenbüttel-Bevern, żona króla Fryderyka Wilhelma II. W czasach nowożytnych Bredow i Grabow rozwijały się wraz z potęgą Szczecina, stanowiąc jego przemysłowe przedmieścia (wcześniej pewnie podgrodzie). 

W Grabowie na Miedzianej mieszkała Kaśka Nosowska z Heya! Śladu po lumpiarskiej dzielnicy już raczej nie ma, choć pewnie świadkowie niejednego ekscesu się jeszcze znajdą… Nawet osławiona Parkowa to dziś raczej spokojna przestrzeń. Notabene tuż obok znajduje się największa kulturalna świątynia Szczecina – Teatr Polski! W okolicy zresztą wyraźnie widać postępującą gentryfikację, na co wskazuje coraz więcej odnowionych elewacji kamienic (vide bardzo ciekawa ul. Sławomira) i śmiałych nowych inwestycji, choćby zabudowana skarpa przy ul. Szarotki. Czy zmianę charakteru osiedla wymusił bardziej upadek Stoczni czy otwarcie nowego teatru? Hmm… 

Jako spokojne osiedle uchodzi też północna część Drzetowa-Grabowa. Choć industrialne krajobrazy wyglądają posępnie i groźnie, to mimo wszystko jest to przyjemne miejsce do życia. Mam oczywiście świadomość ogromu pracy jakie czeka rewitalizacja terenów postoczniowych, ale to już nieunikniony proces. Vide – nowa, wielka inwestycja deweloperska przy Miedzianej. Zazdroszczę niektórym z mieszkańców wyższych kondygnacji widoków, ale w poziomie parteru też dzieje się coraz lepiej. Bloki przy Stalmacha czy Rugiańskiej toną dziś w zieleni. Na dawnych stoczniowych gruntach powstały dyskonty spożywcze, zresztą jest ich tu znacznie więcej, zapewniając komfortowe zakupy. Sama stocznia to dziś monstrualny park przemysłowy, wydający się mieć perspektywy rozwoju. Czy może nastąpić reaktywacja stoczni jako takiej? To nie pytanie tutaj. Komunikacja miejska dociera do większości mieszkańców osiedla – tramwaje wzdłuż Malczewskiego, Matejki, Dubois, Ludowej oraz uzupełniające siatkę połączeń autobusy m.in. w ciągu Emilii Plater albo od strony ul. Komuny Paryskiej. Jest tu gęsta sieć placówek oświatowych wszystkich szczebli, ośrodki zdrowia i sporo wszelakich instytucji – wspominany Teatr Polski, a za chwilę Fabryka Wody. Ot „przedłużenie” śródmieścia. Tak, mieszkałbym. Nie tylko na wysokim piętrze, ale bardziej na Grabowie…

Prestiż  
Marzec 2026