Czy Szczecin jest już miastem atrakcyjnym dla inwestorów, czy nadal pretenduje tylko do takiej roli?
Myślę, że my tę barierę już pokonaliśmy. 10, 20 lat temu chcieliśmy pozyskiwać inwestorów, zarówno tych lokalnych, jak i tych z zewnątrz. Bardzo o nich zabiegaliśmy. Szczególnie chodziło nam o biurowce, których bardzo potrzebowaliśmy w Szczecinie. Potrzebowaliśmy przestrzeni do rozwoju m.in. sfery IT, usług. Natomiast przygotowywaliśmy też tereny pod tzw. twarde inwestycje, jak choćby Trzebusz – Dunikowo. Dzisiaj ten mechanizm zaczął działać. Widzimy szereg dużych podmiotów, europejskich graczy, którzy przychodzą do Szczecina. Przykładem może być np. Panattoni, który u nas się mocno rozwija. Inwestycje tego typu są nakierowane na innych inwestorów, którzy potrzebują przestrzeni do prowadzenia swojej działalności. I to się aktualnie na Prawobrzeżu Szczecina rozwija z dużą dynamiką. Każdego roku przybywają nam tysiące metrów kwadratowych powierzchni. Udało nam się pozyskać na tyle dużo przestrzeni biurowej, że ten rynek już istnieje.
Pandemia go nie sparaliżowała?
Pandemia właściwie go trochę tłamsi i pewnie to się odbije w najbliższych latach na wynajmach tego typu powierzchni. Ale już jest oferta. Gdy zostawałem prezydentem Szczecina, na rynku była tylko oferta Pazimu. A dzisiaj mamy już dziesiątki tysięcy metrów kwadratowych oferty biurowej w dobrym standardzie. To pozwoliło stworzyć kilka tysięcy miejsc pracy. Pokłosiem tego jest choćby to, że Szczecin jest bardzo ważnym punktem na mapie branży automotiv – wsparcia technologicznego dla branży motoryzacyjnej. To jest zauważalne na naszym rynku.
Nie udało się jednak reaktywować dużego przemysłu, choćby stoczni.
Nie udało się reaktywować tak, jak to zapowiadał rząd. To jednak nie oznacza, że ta branża nie działa. Bardzo się cieszę z aktywności przedsiębiorców z branży stoczniowej i około stoczniowej. Jest parę takich firm, które rzeczywiście robią sporo i są zauważalne na rynku europejskim. Oczywiście w pewnych specjalizacjach, dziedzinach, których czasem nawet w Szczecinie nie zauważamy. Zauważają je za to fachowcy na rynku europejskim. Cały czas, z przyjemnością, obserwuję rynek budowlany. Mamy szereg dobrych firm z tej branży. Może to nie są największe podmioty w skali polskiego rynku, ale dzięki tym inwestycjom w Szczecinie wciąż rozwija się oferta mieszkaniowa. Ten trend musi się utrzymywać. Oczywiście, na to nakładają się nasze inwestycje miejskie, bo one wspierają te biznesowe, np. rozwiązania drogowe, komunikacyjne. Zawsze też generują różnego rodzaju działania biznesu prywatnego. To wszystko tworzy taki efekt synergii w mieście. Jak nawet popatrzymy na tę sytuację pandemiczną, to dzięki takiej elastyczności i pewnej dynamice działań samorządu, w Szczecinie nie przeżyliśmy zapaści gospodarczej.
Pandemia mocno jednak uderzyła w lokalnych przedsiębiorców.
Przeżywamy cały czas bardzo poważane problemy konkretnych branż. To są dramaty wielu przedsiębiorców lokalnych. Ale w skali globalnej szczecińskiego biznesu, możemy powiedzieć, że nie ma tragedii. Nawet gdy patrzymy na stopę bezrobocia, czy tego typu parametry. Ona jest oczywiście wyższa, ale szczerze mówiąc, w podobnym okresie w ubiegłym roku, spodziewałem się dużo gorszych wyników. Tak dramatycznego spadku rzeczywiście nie było. To świadczy też bardzo dobrze o naszych przedsiębiorcach.
Bo Szczecin jest miastem, które stoi na prywatnym biznesie. Mamy nieliczne przykłady biznesów Skarbu Państwa, ale one nie dominują w gospodarce miasta. Natomiast ten średni, mały biznes, który naprawdę ciężko walczy, potrafi się też w tej sytuacji odnajdywać. I to mnie bardzo cieszy. Bo to oznacza, że na kryzysy mamy pewien stopień odporności. Porównując, mamy te przeciwciała, które powodują, że nasza gospodarka nie jest trawiona przez jakieś choroby, które doprowadzają do poważnych trudności i kłopotów. Za to naprawdę bardzo dziękuję naszym firmom, naszym przedsiębiorcom, że są aktywni, że mimo wszystko, starają się podtrzymywać swoją działalność i rozwijać nasze miasto.
Wspomniał Pan o miejskich inwestycjach. Pojawiają się opinie, że jest ich za dużo w ostatnim czasie, nakładają się na siebie, pojawiają się opóźnienia. Czy miasto w pewien sposób z nimi nie przesadziło?
Mam świadomość wielu ryzyk. Wiem, że są niedogodności, ale to jest świadoma decyzja, żeby nie zwalniać tempa inwestycji w kontekście pandemii. Zdecydowaliśmy tak, robiąc z inwestycji koło zamachowe dla gospodarki miasta. Z drugiej strony to „dziś na stacji stoi pociąg” i można do niego wsiąść albo nie. Ten pociąg to są środki zewnętrzne. Ta perspektywa unijna jest ostatnią tak dobrą dla Polski. Następna będzie trudniejsza, mimo że tych pieniędzy jest sporo. Tak się wydaje przynajmniej na dziś. Ich absorpcja może być jednak bardziej kłopotliwa. Powstaje więc pytanie, czy wykorzystać tę szansę i przyjąć ponad 300 milionów np. na tory w Szczecinie? Dołożyć do tych inwestycji, czy tego nie robić, bo rzeczywiście komfort poruszania się po mieście jest słaby? Czy potem je realizować za własne środki, za jakiś czas? To jest dylemat, przed którym musiałem stanąć. Podam taki prosty przykład z historii naszych inwestycji – ulica Struga. 109 mln złotych koszt, 79 mln z dotacji. Czy warto było zainwestować 30 milionów, włożyć te pieniądze i mieć pięknie zrobioną drogę wjazdową do Szczecina? Wiem, że szczególnie teraz ta przebudowa torowisk, to jest potężny kłopot. No, ale jeśli nie teraz, to kiedy? Podzielam ten pogląd, że jest ciężko, bo sam codziennie jadę np. przez Niebuszewo i stoję tam w korkach. I wiem, że ci kierowcy, którzy podobnie jak ja stoją, jakieś tam pod nosem komentarze pod moim adresem snują. Ale ktoś musiał tę decyzję podjąć. I ja ją podjąłem. To wielkie wyzwanie. W tym roku zakończymy Łękno, Głębokie, Podjuchy.
Pojawią się więc pierwsze oddechy. A te miejsca będą nam służyć przez wiele lat.
Łękno, czyli Szczecińska Kolej Metropolitalna. Pojawiają się pewne opinie, że niektóre opóźnienia przy tej inwestycji powstały z winy Szczecińskiego Obszaru Metropolitalnego.
Nie, no przepraszam. Jeśli chodzi o opóźnienia przy SKM-ce, to powstały przede wszystkim z powodu działania inwestora na torowiskach, czyli PKP oraz ich wykonawcy.
Ta inwestycja jest zagrożona z powodu spraw torowych. A to nie leży po stronie SOM ani miasta. My robimy tylko taki support wokół przystanków, czyli np. chodniki, stojaki na rowery, schody, parkingi. Poza oczywiście węzłem Łękno czy węzłem Podjuchy, które przebudowa jest po naszej stronie. Projekt jest bardzo skomplikowany, bo jest bardzo wielu uczestników. Od Stargardu, przez Szczecin, Police, Gryfino, Goleniów itd. Na dzisiaj jednak nasze obawy budzą relacje PKP z ich wykonawcą. I tam ten problem musi być rozwiązany. My się tej SKM będziemy uczyć. Ale za parę lat będzie to komunikacyjny strzał w dziesiątkę.
Powstaje fabryka polimerów w Policach, rządzący zapowiedzieli budowę Zachodniej Obwodnicy Szczecina, za chwilę rusza budowa tunelu w Świnoujściu. Czy te wszystkie inwestycje w jakiś sposób podniosą atrakcyjność Szczecina? Czy to pomoże ściągnąć do nas kolejnych inwestorów?
Dziś biznes patrzy na dwie rzeczy – na położenie i na dostępność kadr. To są klucze. Tereny inwestycyjne można wszędzie przygotować, to tylko kwestia wydatkowania odpowiedniej ilości środków. Natomiast dobrze wykształcona, przygotowana kadra, to jest wartość. My ten potencjał mamy. Położenie też mamy dobre, choć oczywiste jest dla mnie, że brak Obejścia Zachodniego Miasta znacznie ogranicza te możliwości – dlatego wspólnie z burmistrzem Diakunem z Polic od lat zabiegamy o tę rządową inwestycję, bo samorządy same nie udźwigną takiego projektu. Dziś Police są absolutnie nieprzygotowane do rozwoju tej całej strefy biznesowej. Dziwię się, że ta decyzja zapadła bez powiązania w jakikolwiek sposób z dostępem drogowym. To jest rzecz niebywała w Europie. Wielomiliardowa inwestycja rusza i nikt nie patrzy, że jedyny dojazd do niej jest przez centrum Szczecina. Od początku tłumaczyłem to różnym politykom, bo o tych polimerach mówiło się znacznie wcześniej niż obecne rządy.
Jakie jest rozwiązanie problemu?
Na ten problem trzeba patrzeć kompleksowo. Równolegle powinna być prowadzona inwestycja dostępu do Polic poprzez przeprawę tunelem, bo taka decyzja zapadła. Marszałek województwa widzi to bardzo dobrze. I też podejmuje działania żeby z funduszy wsparcia covidowego spróbować zasilić to przedsięwzięcie. To na pewno otworzy Police. To otworzy i uwolni Dobrą od wielu problemów, także w sferze przestrzeni pod biznes. To da nam pewien oddech, bo odciąży nasze drogi, centrum Szczecina.
Do biznesowego kalendarza w Szczecinie weszły już Dni Skandynawskie, Dni Współpracy Polsko – Niemieckiej. Czy te spotkania się sprawdzają, czy przynoszą jakieś konkrety inwestycyjne?
Oczywiście. Sam znam przedsiębiorców, którzy dzięki Dniom Skandynawskim nawiązali kontakty i zrealizowali kontrakty. Dni Skandynawskie spełniają moje oczekiwania w 100 procentach. Dziś Szczecin i region są bezsprzeczne liderami w relacjach ze Skandynawią w Polsce. A taki był nasz cel, kiedy przed laty zaczynaliśmy Dni Skandynawskie. Teraz powołujemy Dom Skandynawski, w którym powstaną m.in. przestrzenie do kreowania współpracy biznesowej, kulturalnej oświatowej. Natomiast jeszcze musimy rozwijać Dni Współpracy Polsko – Niemieckiej. Tu jest troszeczkę słabiej. Chcielibyśmy bardziej wciągnąć biznes niemiecki. Oczywiście nie wszystkim to się do końca podoba. Bo niektóre projekty, które mają w sobie ten pierwiastek kapitału zza zachodniej granicy, wprowadzają nerwową atmosferę do debaty politycznej. Trudno to zrozumieć, bo przecież ta różnorodność pomysłów gospodarczych przynosi korzyści wszystkim. Takie projekty budują potencjał naszego miasta. To jest nasz sąsiad i powinniśmy z tego czerpać.
Wspominał Pan o kadrach, tymczasem Szczecina nie omijają problemy demograficzne.
Naszym wielkim wyzwaniem, mówię o tym już od paru lat, jest zmiana trendu w demografii miasta. Nie jesteśmy w najgorszej sytuacji. Jak obserwuję choćby Katowice, czy Łódż, miasta mające poważne problemy z demografią, tam spadki są bardzo wysokie. My je mamy minimalne. Ale są. Musimy więc ten trend odwrócić, spróbować budować potencjał ludnościowy. To jest wyzwanie przyszłości. Widzimy, że Polska się wyludnia. My sobie nie możemy na to pozwolić. Nasze analizy pokazują, że za 30 lat możemy mieć 380 tys. mieszkańców i ten poziom między 380 a 400 tysięcy mieszkańców, nawet z lekką tendencją budującą do góry, jest pożądany. Będą nowe impulsy rozwojowe dla Szczecina, jak choćby Łasztownia. W marcu ruszamy z konsultacjami studium zagospodarowania przestrzennego miasta – mam nadzieję, że jesienią go uchwalimy. Studium jest okazją do przemyślenia jak ma wyglądać Szczecin. Tam wypracowane decyzje pokażą inwestorom kierunki naszej aktywności i myślę, że za tym też pójdą działania biznesowe. Sporo ciekawych projektów dla miasta koncentruje się wokół energetyki. Wiele firm w Szczecinie jest zainteresowanych działalnością w obszarze nowych źródeł energii, odchodzenia od tego węglowego śladu. Widzę tę aktywność.
Zbliża się kolejny finał zlotu żaglowców The Tall Ships Races. Czy to też będzie dobra okazją dla pokazania potencjału miasta?
Regaty zawsze były wizytówką Szczecina. Mówiono o nich bardzo dużo w Polsce, odwiedzali nas wtedy mieszkańcy innych regionów, turyści. Wiele osób odkrywa Szczecin właśnie przy okazji regat. Może nie wiążemy z tym wydarzeniem konkretnych decyzji biznesowych, ale budowanie wizerunku poprzez prezentowanie Szczecina jako fajnego miejsca, dobrego do życia, to nas buduje.










