- Reklama -
spot_img

Pół wyspa pół raj

Musisz przeczytać

- Reklama-
spot_img

Monumentalne różowe okulary na samym środku plaży, najdłuższe molo nad Bałtykiem, wciąż działająca kolonia artystyczna, a do tego nieokiełzana przyroda ze stromymi klifami i dziewiczymi plażami. Dodajmy jeszcze kolekcję setek dioram windjamerów i największe w Niemczech muzeum bursztynu. To wszystko na wciąż nieodkrytym dla masowego turysty półwyspie Fischland-Darß-Zingst oraz w jego miejskich „prologach” – Barth i Ribnitz-Damgarten. Ze Szczecina to około 150 minut jazdy samochodem lub pociągiem. Przez półwysep przebiega Velo Baltica, czyli trasa rowerowa dookoła Bałtyku – R10.

Fischland-Darß-Zingst to wąski, ale długi na niemal 50 kilometrów półwysep między Stralsundem a Rostockiem. Skomplikowana trójczłonowa nazwa pochodzi od nazw wysp bałtyckiego archipelagu, które już w XVII wieku połączyły się tworząc dzisiejszą mierzeję. Ich zespolenie to efekt wielkich sztormów i… przebiegłości oraz zawiści. Otóż wspominane powyżej hanzeatyckie porty domagały się zasypania istniejących cieśnin, co miało wykluczyć Barth, Ribnitz i Damgarten (wtedy osobne) z handlowej rywalizacji. Dziś wszystkie miasta żyją w symbiozie, oferując swoim gościom wspaniałe atrakcje i niepowtarzalną atmosferę.

Wizytę na Fischland-Darß-Zingst najlepiej zacząć w leżącym tuż przy wschodnim trzonie półwyspu starym pomerańskim Barth. Można tu łatwo dotrzeć pociągiem ze Stralsundu albo Rostocku. To niespełna dziesięciotysięczne miasto, które obok Wolina i uznamskiego Koserowa podaje się za legendarną Vinetę. Urodził się tu ostatni książę z dynastii Gryfitów – Bogusław XIV. Choć po zamku śladu nie ma, to warto poznać kameralną starówkę i zobaczyć najważniejsze zabytki, m.in. gotycki Kościół Mariacki (Marienkirche), zbudowany na miejscu książęcej siedziby klasztor protestancki (Adliges Fräuleinstift), wieżę Rybacką (Fangelturm), a obecnie obserwatorium astronomiczne, czy średniowieczną bramę Dammtor. Ciekawy jest także bardzki port, ze szczególnym uwzględnieniem współczesnych rzeźb o morskich inspiracjach. Obowiązkowym punktem zwiedzania musi być (!) Muzeum Windjamerów z prywatną kolekcją kilkuset wizerunków morskich białych ptaków – to nie tylko obrazy olejne, ale też trójwymiarowe dioramy. Oglądaniu tych niezwykłych zbiorów towarzyszy genialna przestrzeń dźwiękowa – nagrania z żaglowców na pełnym morzu! Admiratorów sztuki ucieszy z pewnością prezentowana w Vineta Museum wielka retrospektywa związanego z Barth uznanego pejzażysty Louisa Douzetta. Wystawa zatytułowana „Mondlicht und Wellenspiel” (Światło księżyca i fale) będzie pokazywana do końca 2025 roku. Mroczna atmosfera z jego obrazów często jest porównywana do tej znanej z płócien wielkiego romantyka Caspara Davida Freidricha.

Pół wyspa, pół raj

To wyjątkowo udane hasło promocyjne wschodniej części dawnego bałtyckiego archipelagu. Jej centrum to urocze wczasowisko – Zingst. Z Barth regularnie kursuje tu autobus VMV #210 (Verkehrsgesellschaft Mecklenburg-Vorpommern), a podróż wyjątkowo malowniczą trasą zajmuje niespełna półgodziny. Na półwysep dostaniemy się nową przeprawą, z której widać unikatowy zabytek techniki – obrotowy most Meiningenbrücke. Zingst to zadbany kurort (niewiele ponad 3000 mieszkańców) z kameralną zabudową, znacznie skromniejszą niż kurortowe perły architektury Uznamu czy Rugii. Jak na większości niemieckiego wybrzeża Bałtyku nie znajdziemy tu wielkich hoteli czy ośrodków wczasowych. Ewentualną budowę takowych od lat skutecznie blokują mieszkańcy regionu, nie chcąc powtórki choćby z polskiego wybrzeża. I słusznie! Choć jest i mankament: popyt rodzi podaż, więc ceny za noclegi w wysokim sezonie są tutaj horrendalne. Historia Zingst z uwagi na strategiczne położenie była niezwykle burzliwa. Beztroskim kurortem miasteczko stało się stosunkowo późno, bo dopiero pod koniec XIX wieku. Dość wspomnieć, że wzorcowe dla tej części Europy, założone przez księcia Meklemburgii-Schwerin Fryderyka Franciszka I, wczasowisko w pobliskim Heiligendamm powstało sto lat wcześniej, w 1793 roku. Powszechne uznanie Zingst zyskało dopiero 1911 roku po wybudowaniu linii kolejowej, umożlwiającej dotarcie z Berlina w niecałe 5 godzin. Rozwój i sławę zatrzymała w czasach NRD funkcja wojskowa, bo aż do 1992 roku eksperymentowano tu z rakietami sondującymi, służącymi… meteorologii. Po przełomie i likwidacji jednostki wojskowej Zingst znów stało się modnym miejscem. Osią miasteczka są klimatyczne deptaki, pełne sklepów, kawiarni i restauracji (Strandstrasse, Klosterstrasse), a centralnym placem jest Rynek Rybny (Fischmarkt). Ciekawe jest z pewnością molo zwieńczone stalową kapsułą zanurzająca się w odmętach Bałtyku (Tauchgondel Zingst). To niestety nie Błękitna Laguna i widoki zza bulaja są raczej… mętne. Za podwodną podróż należy zapłacić 12€ (ulgowy 7€). Lepiej zjeść loda, na przykład w posypce lukrecjowej (tak, mniam!) za około 3€. Atrakcją, która z pewnością pozostanie w pamięci na dłużej są rozsiane w miasteczku i jego okolicach monumentalne instalacje i rzeźby. Ikoniczne (legendarne?) stały się ogromne różowe okulary Marca Mosera. „SEA PINK II” latem można podziwiać na plaży, a poza sezonem przed wejściem na molo lub na placu przy Max Hünten House czyli Centrum Fotografii powstałym na cześć związanego z Zingst wybitnego malarza i fotografa. Dokumentacja podróży Hüntena dookoła świata z pierwszej dekady XX wieku zainspirowała współczesne władze gminy do stworzenia laboratorium i szkoły fotografii, a także popularnych warsztatów, cyklu prestiżowych wystaw oraz Festiwalu Fotografii „Horizons Zingst”. Owe różowe okulary są elementem projektu „Olympus FotoKunstPfad Zingst”, czyli kilkunastu obiektów doskonałych do nauki fotografii, będących jednocześnie niepowtarzalnymi motywami fotograficznymi, co w dobie mediów społecznościowych nie pozostaje bez znaczenia…

Majorka NRD

Środkowa część półwyspu to dawna wyspa Darß. Największy obszar zajmuje Park Narodowy Mierzei Pomorza Przedniego (Vorpommersche Boddenlandschaft), sięgający aż do zachodnich wybrzeży Rugii. Warto zanurzyć się w ostoi dzikiej przyrody, szczególnie późną jesienią, bo to największe w Europie miejsce zimowania żurawi – przylatuje tu ponad 30 000 osobników. Park najlepiej zwiedzać na rowerze, zatrzymując się na dziewiczych plażach, z których widać już niedostępne dla ludzi laguny. Centrum tej części Fischland-Darß-Zingst jest Prerow, kolejne typowe wczasowisko z dziesiątkami niewielkich pensjonatów, uroczym centrum pełnych rzemieślniczych sklepików i restauracji. We wschodniej części znajduje się niewielkie muzeum historyczne Darß-Museum Prerow z wystawą poświęconą rybołówstwu oraz szkutnictwu. Miasteczko od plaży oddziela osobliwy akwen Prerower Storm. W języku niemieckim określa się to jako Seegatt. To ani rzeka, ani morze, ani jezioro… ot osobliwa zatoka, kanał albo delta. Jego główny nurt służy dziś sportom wodnym oraz rekreacji, a w środkowej części można zwiedzać pozostałości legendarnego średniowiecznego zamku zwanego „Hertesburgiem”. Prerow uchodzi także za kolebkę… malarskiego ekspresjonizmu. Przyjeżdżali tu artyści związani ze słynną Künstlergruppe Brücke, m.in. Aleksiej Jawlenski czy Erich Heckel. Po 1989 roku kurort nazywano Majorką NRD. Latem wypoczywało tu 20 razy więcej wczasowiczów niż mieszkańców, a wielki kemping, dzisiejszy Rainbow Camp Prerow, gościł ponad 10 000 wczasowiczów. Prerow było znane w całej NRD także z… dyskotek, to kultowe lokale Dünenhaus, Helgoland i Seestern. Dziś z kolei słynie z największej w Niemczech plaży dla nudystów czyli FKK – Freikörperkultur – kultura wolnego ciała. I jeszcze jedno „naj”: w sierpniu 2024 roku do użytku zostanie oddane nowe molo, jak na rekordowe wczasowisko przystało – największe nad morzem Bałtyckim. Pomost będzie liczył aż 720 metrów.

Kolonia Prestiżu

Zachodnia cześć półwyspu to Fischland. Ciekawe są wioski, oczywiście będące prestiżowymi i drogimi wczasowiskami, położone nad brzegiem Saaler Bodden – Wieck auf dem Darß czy Born. Sielanka w czystej postaci! Niekwestionowaną „gwiazdą” całego półwyspu Fischland jest Ahrenshoop. Sława tego miejsca jest wielka i doniosła. To prestiżowe wczasowisko mogące śmiało konkurować ze snobistycznym Heligendamm albo wymuskanymi uznamskimi Cesarskimi Kurortami – Kaiserbäder, w którym starą zabudowa albo się zachowała, albo została pieczołowicie zrekonstruowana. Kiedy patrzy się na plansze ze starymi zdjęciami albo obrazami i porównuje z dzisiejszym widokiem to trudno znaleźć różnice. Z historycznych ciekawostek warto nadmienić, że przebiegała tutaj granica między Pomorzem a Meklemburgią. Miasteczko przed wiekami pełniło ważne funkcje obronne, było także strategicznym handlowym przyczółkiem książąt z dynastii Gryfitów. Przyrodnicze, a co za ty idzie lecznice i rekreacyjne walory odkryto już w połowie XIX wieku. Wtedy też zaczęli przyjeżdżać tu artyści, którzy dość szybko powołali kolonię artystyczną i szkołę malarstwa. W okresie nazistowskim zbudowano tu wiele luksusowych willi dla funkcjonariuszy bliskich Hermannowi Göringowi, które z kolei w czasach NRD udostępniano tzw. niezbędnym na zachętę, „by nie wyjeżdżali z kraju”. Dziś Ahrenshoop to wspaniałe miejsce do wypoczynku o niepowtarzalnej urodzie i atmosferze. To kurort z wielką klasą, oczywiście odpowiednio drogi. Jego wizytówką, oprócz plaż, jest Kunstmuseum Ahrenshoop, mieszczące się w nowoczesnych pawilonach nawiązujących architekturą do dawnej zabudowy osady. Na co dzień można tu oglądać znakomitą kolekcję dzieł wybitnych członków Künstlerkolonie, organizowane są także wystawy czasowe (bilety: 10/5 €). We wrześniu 2024 roku zostanie otwarta retrospektywa artystów z bliźniaczej kolonii w litewskiej Nidzie (Nidden) oraz prezentacja grafik Joachima Böttchera. Oprócz Kunstmuseum w kurorcie działa kilkanaście prywatnych galerii o bardzo ciekawych programach wystawienniczych, m.in. Kunstkaten Ahrenshoop, Galerie Alte Schule, Dornenhaus, Neues Kunsthaus. Wiele dzieł lokalnych artystów można oczywiście zakupić, co czyni z Ahrenshoop ciekawy salon sztuki współczesnej, wyznaczający artystyczne trendy. Spacer po kurorcie to wyjątkowa przyjemność. Często wydawało mi się, że jestem bohaterem jakiejś Pixarowskiej bajki, a świat dookoła mnie jest animowany. Niektóre wille zachwycają wyszukanymi ornamentami, inne… prostotą. Tutaj nawet publiczne toalety kryte są strzechą! Wszystko zaś tonie w fantazyjnie zakomponowanej zielni – Ahrenshoop to wielki ogród! Warto też zobaczyć zachowany Wiatrak Holenderski z intrygującą kawiarnią, modernistyczny pawilon Bunte Stube, w któ®ym dziś działa spora księgarnia, albo niezwykły kościół (Schifferkirche) łączący tradycję oraz nowoczesność: strzecha vs. szkło. Przy głównej ulicy (Dorfstraße 30B) można zobaczyć niezwykłą budowlę, która przywodzi na myśl dom… Shreka. Na południe od miasteczka – aż do Wustrow, ciągną się wysokie klify, o które z dużą siła roztrzaskują się niesione północnym wiatrem fale. Tak, w tej części wybrzeża wieje znacznie mocniej, niż w jego wschodniej części, albo tej osłoniętej od zachodu lądem. Klify można podziwiać od dołu (jesienią i zimą przejście jest albo trudne, albo niemożliwe, czego osobiście doświadczyłem) lub spacerując ścieżką na ich szczycie. Samo Wustrow to kolejne wczasowisko, o charakterze i atmosferze podobnej do wcześniej opisywanych. Z historycznych przekazów wiadomo, że miejsce było ważnym ośrodkiem pogańskiego kultu, stąd też etymologia pierwotnej nazwy: Swante Wustrow – Święta Wyspa. Na uwagę zasługują przeskalowane zabudowania powołanej w XIX wieki Szkoły Nawigacyjnej Wielkiego Księcia Meklemburgii (Großherzogliche Mecklenburgische Navigationsschule), a dziś kompleks apartamentów. Ciekawy jest widok na okolicę z wieży neogotyckiego kościoła, trzeba zobaczyć Fischlandhaus czyli dawny dom kapitański, a dziś ośrodek kultury oraz zabytek techniki – eksperymentalną turbinę wiatrową Vestas V25-200.

Bursztynowe miasto

Wycieczkę po półwyspie Fischland-Darß-Zingst najlepiej zakończyć w Ribnitz-Damgarten (ponad 15 000 mieszkańców). Kiedyś dwa osobne miasta, pierwsze meklemburskie, drugie pomorskie. Onegdaj wrogie, dziś zgodnie tworzące jeden miejski organizm. Ribnitz-Damgarten nosi przydomek Bernsteinstadt, czyli Bursztynowe Miasto. Faktycznie w dawnym klasztorze Klarysek (Klarissenkloster) mieści się cenione muzeum bursztynu. Warto zobaczyć jego zbiory, m.in. replikę… Bursztynowej Komnaty. Jest tu także szczeciński akcent – kopia figurki słynnego Bursztynowego niedźwiadka. Znakomicie upamiętniono pobyt w mieście wybitnego malarza Lyonela Feiningera – to bardzo dobrze oznakowany szlak z charakterystycznymi kolorowymi pylonami informacyjnymi. Grafika przedstawiająca tutejszą Bramę Rostocką jest powszechnie znanym dziełem Feiningera. W centrum Ribnitz trzeba zobaczyć zabudowania wokół Rynku z eklektycznym Kościołem Mariackim, klasycystycznym Ratuszem oraz rzemieślniczymi podwórkami Kleine Fischergasse. Atrakcyjna jest Promenada nad Saaler Bodden, gdzie stoi intrygująca rzeźba Jo Jastrama „Der Zirkus kommt” (Cyrk przyjechał).

By poznać największe atrakcje Fischland-Darß-Zingst oraz jego miejskich bram – Barth i Ribnitz-Damgarten może nie wystarczyć jeden dzień. Wnikliwa eksploracja to podróż przynajmniej na weekend. Jednak próba dokonania tego może być dla ekstremalnych turystycznych zatraceńców wyzwaniem. Ze Szczecina do Barth, skąd najlepiej rozpocząć wycieczkę, można szybko dostać się autostradą A20, podróż koleją też jest wygodna, choć wymaga kilku przesiadek – R4 ze Szczecina do Pasewalku, dalej R3 do Stralsundu, a tutaj kilka minut pociągiem w kierunku Rostocku z przesiadką w Velgast. Cała podróż do Barth nie powinna zająć więcej niż 2,5 godziny. Warto też rozważyć „podbój” Fischland-Darß-Zingst skoro świt, po nocy spędzonej w Stralsundzie lub Rostocku (co rekomenduję, wówczas do szybkiego poznania atrakcji faktycznie może wystarczyć jeden dzień). Po samym półwyspie najwygodniej poruszać się własnym autem albo rowerem, jest także bardzo dobrze funkcjonująca komunikacja autobusowa (VMV). Uwaga, choć pociągi łączące Rostock i Stralsund, a przejeżdżające prze Ribnitz-Damgarten West oraz Velgast (węzeł przesiadkowy do Barth), jeżdżą w regularnym akordzie do późna w nocy, to autobusy VMV łączące stacje kolejowe z Ahrenshoop lub Zingst kończą regularne kursowanie znacznie wcześniej, około 18.30 – 19.00. W wysokim sezonie między Barth a Zingst kursują promy – bilety w jedną stronę to 12€, w obie 18€, opłata dodatkowa za rower to 2,50 €.

 

- Reklama -
spot_img

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
spot_img

Musisz przeczytać