Znany polski satyryk – Jan Kaczmarek (m.in. kabaret Elita, Studio 202) śpiewał przed laty, że mu się marzy „kurna chata”. My w Szczecinie mamy dużo ambitniejsze marzenia i zamierzenia zwłaszcza dotyczące uatrakcyjnienia turystycznego stolicy Pomorza Zachodniego. Niewykluczone jednak, że pozostaną one jednak tylko w sferze marzeń lub przekształcą się w jakieś takie nasze lokalne idee fix lub „wishful thinking”.
Na odbudowę legendarnej Wieży Quistorpa raczej nie ma co liczyć. Chyba trzeba poszukać czegoś innego. Nadzieję wnoszą pomysły zgłaszane do kolejnych edycji Szczecińskiego Budżetu Obywatelskiego przez mieszkańców miasta. Potwierdzają one jak szczecinianom leży na sercu ciągłe podnoszenie atrakcyjności stolicy Pomorza Zachodniego. Ten trend chyba zauważyli także szczecińscy radni, którzy ostatnio przystąpili do pewnego rodzaju ofensywy w zgłaszaniu pomysłów przedsięwzięć mających wzbogacić korzystny obraz miasta. Otóż m.in. wrócił projekt wybudowania palmiarni wraz z nowym elementem – motylarnią, a ostatnio pojawiły się pomysły, aby Szczecin został bohaterem słynnej gry Monopoly oraz aby miasto promowały „gryfuski” – nie, nie, to nie lokalna odmiana ciastek „Pieguski”, to mini figurki Gryfa.
Zacznijmy więc pod początku. Kiedyś, słysząc o pomyśle stworzenia palmiarni i motylarni wielu pewnie śmiało by powiedziało, że komuś „palma odbiła” lub kompletnie „odleciał”. Choć pomysł, w przypadku palmiarni, wcale nie jest nowy. Od lat mówił o nim i usilnie go promował jeden z radnych poprzedniej kadencji Rady Miasta Szczecin. Według jego koncepcji palmiarnia mogłaby powstać na Wyspie Grodzkiej położonej naprzeciw Wałów Chrobrego. Jej część zajmuje teraz marina. Na pozostałej, większej, funkcjonują ogródki działkowe. Po tzw. relokacji (czyli wysiedleniu) działkowców na tej części wyspy powstałaby palmiarnia-oranżeria wraz z terenami rekreacyjnymi w postaci promenadowych ciągów spacerowych, fontann i zaplecza gastronomicznego. Wątpliwości co do tego pomysłu budzi zagrożenie powodziowe tego terenu. Mimo to miasto nie powiedziało „nie”. Choć raczej palmiarnię widziałoby na Syrenich Stawach, przy Lesie Arkońskim. Ale ostatecznie skłonne byłoby także usytuować ją na Wyspie Grodzkiej
Kolejna propozycja – Szczecin w legendarnej grze planszowej Monopoly. W przyszłym roku minie 90 lat od chwili opatentowania jej klasycznej wersji. Na całym świecie, do tej pory, sprzedano kilkaset milionów tej gry. Własne wersje ma m.in. Wrocław, Toruń, Zielona Góra, Gdynia, Katowice, Płock, Łódź, Gorzów, Chełm, Zabrze, Bydgoszcz, Rybnik. Ostatnio w Monopoly jako pierwsze miasto z Pomorza Zachodniego, pojawił się Stargard. I już wiadomo, że to był dla miasta strzał w dziesiątkę. Nic dziwnego, że jeden ze szczecińskich radnych zaproponował, aby pójść tym tropem.
„Rozważenie takiej możliwości będzie zależało od otrzymania oferty, która będzie zgodna z naszą strategią marketingową i spełni nasze kryteria merytoryczne” – odpowiada miasto.
Sukces pewnego pomysłu rodem z południa Polski postanowił powielić kolejny radny.
„Wzorem krasnali wrocławskich, które stały się symbolem Wrocławia i jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów tego miasta, proponuję wprowadzenie w Szczecinie rozproszonej po całym mieście serii gryfusków – figurek przedstawiających gryfa, symbol miasta Szczecina. (…) Figurki gryfusków mogłyby być wykonane z metalu lub innego trwałego materiału, stylizowane w sposób humorystyczny i kreatywny, nawiązujący do charakteru miejsca, w którym się znajdują.
Każdy gryfus mógłby mieć tabliczkę z krótkim opisem miejsca, ciekawostką historyczną lub kodem QR prowadzącym do dodatkowych informacji. (…) W promocję projektu mogliby zaangażować się lokalni artyści, którzy zaprojektowaliby unikalne wersje gryfusków dla poszczególnych miejsc” – kusi radny.
Miasto po raz kolejny nie mówi „nie”, Ale…
„Pomysłów związanych z wykorzystywaniem określonych produktów turystycznych funkcjonujących w danym mieście może nieść ryzyko ich nieprzystawalności do odmiennych kontekstów i uwarunkowań historycznych, społecznych i kulturalnych” – odpowiada miasto. W ten dyplomatyczny sposób daje do zrozumienia: „poszukajcie jakiegoś własnego pomysłu, nie „zrzynajcie” z innych”. Korzystać z dobrych wzorców to nie grzech. Ale może rzeczywiście lepiej postawić na „coś swojego”? Tylko jaki by jednak pomysł się nie pojawił, najpewniej zostanie skontrowany jednym argumentem: finanse. Sławna piosenkarka Maryla Rodowicz przed laty w refrenie jednego ze swoich wielkich przebojów śpiewała: „tylko koni, tylko koni, tylko koni, tylko koni żal”. Dziś, odnosząc się do sytuacji Szczecina, moglibyśmy je strawestować tak: „tylko forsy, tylko forsy, tylko forsy, tylko forsy brak”. Na wszystko.





