Trofeum dla każdego
Tak ogromna popularność gry w padla spotkała się z odzewem ze strony organizacyjnej. Dziś rozgrywa się nie tylko mistrzostwa świata czy danego kraju (w tym Polski). Przez cały rok kalendarzowy nie ma tygodnia, żeby gdzieś nie odbywał się jakiś turniej.
– Podobnie w Szczecinie, mamy całe cykle turniejów jedniodniowych (najkrótszy trwa dwie godziny) dla padlistów o różnym poziomie zaawansowania – od Ligi Cupra Beginner po Ligę Cupra Mexicano podzieloną jeszcze na dwie grupy, gdzie ta najlepsza gra już na bardzo dobrym poziomie. – mówi Barbara Maciocha. – Organizujemy także ligę Padel Double oraz Junior Padel League dla najmłodszych. Planujemy także otwarcie nowych kortów na wolnym powietrzu, a wtedy liczba letnich turniejów także się powiększy!
Co ciekawe, na największych turniejach międzynarodowych rangi mistrzowskiej, punkty, gemy i sety liczy się zupełnie tak samo, jak to jest w tenisie. Ale bardzo popularne jest także rozgrywanie meczów w formule Mexicano lub Americano. Podobnie dzieje się to w Fabryce Energii. Wspomniane ligi Cupra Beginner i Cupra Mexicano są przeznaczone dla zawodników zgłaszających się pojedynczo, którym specjalna aplikacja losuje partnerów, zmieniając ich kilkukrotnie na przestrzeni całego turnieju. Punkty liczy się pojedynczo za każdą akcję, a ich suma w rozgrywce wynosi dwadzieścia jeden. Najbardziej zacięty mecz skończy się więc tutaj rezultatem 11:10. Padel Double to z kolei rozgrywki dla zgłaszających się stałych par zawodników. Cały cykl trwa dwa do czterech miesięcy, podczas których należy rozegrać spotkania ze wszystkimi innymi parami w swojej grupie. Można także awansować do lepszej i spaść do teoretycznie słabszej stawki graczy. Turnieje w formule Americano są przeznaczone natomiast dla padlistów zgłaszających się pojedynczo, a uczestnik gra z każdym innym w parze i naprzeciw – punkty zdobywając indywidualnie.
– Bywają także turnieje dość spontaniczne, jak na przykład mój urodzinowy – mówi Barbara Maciocha. – Wtedy zapełniamy także stół różnymi przysmakami, poznajemy się wszyscy jeszcze lepiej. Nie ma chyba przesady, jeśli powiem, że tworzymy wielką padlową społeczność – tutaj ludzie poznają się, nawiązują się przyjaźnie. Bywa, że po zejściu z kortu nawiązywane są wspólne biznesy czy planowane wspólne wyjazdy.
Padel i dobra zabawa
Kiedy padel zaczął zdobywać coraz większą popularność, wielu związanych z tenisem obawiało się, że zacznie podbierać nie tylko zawodników, ale i kibiców. Podobne wrażenie mogli mieć sympatycy squasha. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. W wydaniu nie tylko amatorskim, ale i w pełni profesjonalnym tenisiści zaczęli łączyć obie dyscypliny, korzystając z już nabytych umiejętności w grze w tenisa. W szczególności, schodzące powoli ze sceny absolutne gwiazdy tenisa, często pojawiają się w padlowych „akwariach” jak choćby: Andy Murray, Rafael Nadal czy też Agnieszka Radwańska i Jerzy Janowicz.
– Zupełnie nie zgadzam się, jakoby padel miał być konkurencją dla tenisa – mówi Barbara Maciocha. – Dziś najczęściej jest tak, że kto gra w tenisa, ten także szybko wciąga się w padla. Ten nowy sport ma jednak jedną bardzo istotną cechę, której brakuje tenisowi. Tutaj bowiem z powodzeniem i wielką frajdą panie grają na równi z panami, dzieci z dorosłymi, a dorośli ze starszymi dorosłymi. Dzieje się tak dlatego, że siła fizyczna nie ma tu aż takiego znaczenia – wszak im mocniej uderzymy piłkę, tym bardziej odbije się ona od ściany i wróci na kort!
Na szczecińskim podwórku faktycznie nietrudno wypatrzeć te same osoby zarówno na kortach tenisowych, jak i padlowych. Obie dyscypliny funkcjonują jednocześnie i coraz częściej bywa tak, że to ktoś umiejący już grać w padla postanawia postawić pierwsze kroki także na większym korcie.
– Ja zainteresowałem się najpierw tenisem. Najbardziej wtedy, kiedy Iga Świątek w efektownym stylu wygrała Roland Garros po raz pierwszy. Wcześniej co prawda śledziłem także wyniki i grę Agnieszki Radwańskiej. Na tym jednak kończył się mój kontakt z tym sportem – mówi Olgierd Karasiński, który bierze udział w turniejach amatorskich w Fabryce Energii. – Aż w pewnym momencie pomyślałem: dlaczego by nie spróbować? I tak, wybierałem się do Fabryki Energii, żeby dowiedzieć się o możliwościach nauki tenisa, ale w międzyczasie znajomy zaproponował mi abyśmy spróbowali „tę nową grę”. We dwóch raźniej – pomyślałem – więc poszedłem właśnie na padla i zupełnie się w to wkręciłem. Na tenisa też ostatecznie trafiłem, również w Fabryce Energii. Chodzę więc równolegle na treningi padlowe i tenisowe i gram w turniejach tam rozgrywanych. Wydaje mi się, że w padlu postępy przychodzą trochę szybciej. Tenis, w moim odczuciu, wymaga więcej pracy, aby nauczyć się techniki na tyle, aby z kimś regularnie grającym stanąć oko w oko na korcie.