- Reklama -
1

Adam Grochulski: Szczeciński Król Szalików i cygar

Strona głównaStyl życiaLudzieAdam Grochulski: Szczeciński Król Szalików i cygar

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

Adam Grochulski – postać barwna i niepowtarzalna, żywa historia szczecińskiej i polskiej rozrywki, człowiek uwielbiany przez artystów, aktorów, muzyków, piosenkarzy i kabareciarzy. Organizator niezliczonej ilości koncertów i wydarzeń artystycznych. Jak sam powiada jest miłośnikiem dobrych trunków (ulubiony drink, to biała, markowa wódka z tonikiem), kobiet oraz dwóch charakterystycznych elementów, do których ma wielką słabość i po których jest rozpoznawalny już z daleka – szalików i cygar. Prestiżowi ujawnił skąd się wzięły te jego dwa znaki rozpoznawcze, jakie najlepsze cygaro zapalił do tej pory, ile szalików ma w swojej kolekcji i kto go zainspirował do ich noszenia.

Zacznijmy od cygar. Kiedy pojawiły się w Twoim życiu? Paliłeś wcześniej papierosy? Bo to podobno jakaś prawidłowość u niektórych mężczyzn, że z wiekiem, doświadczeniem i osiągnięciem pewnej pozycji przerzucają się z papierosów na cygara?

Paliłem papierosy. Ale rzuciłem, a raczej zacząłem ograniczać, bo trochę zdrowie zaczęło mi szwankować. A kiedy cygara się pojawiły? Na początku lat 90. XX wieku na szczecińskiej mapie rozrywki pojawił się kultowy już klub „Babylon”. Poznałem w nim Tomka Kowalskiego. To był znany importer niemieckiego piwa. Wieczorami bywał w „Babylonie”, siadał przy barze, elegancko ubrany. Tężyzną fizyczną, jeżeli mogę tak mówić o otyłości, przypominał mnie i palił właśnie cygara. Nad jego głową pojawiały się obłoki dymu. I zawsze wokół niego kręciły się atrakcyjne dziewczyny. Zacząłem się zastanawiać: „przecież to chyba nie dla tego brzucha, który posiada, tylko dla tej aury jaka go otaczała, od jego osobowości”. Wyglądał niezwykle elegancko i tak się zachowywał. Ilekroć się pojawiał w „Babylonie” starałem się towarzyszyć mu przy tym barze i on mnie od czasu do czasu tym dobrym cygarem częstował. Takie były początki. Potem jak prowadziłem w Pogorzelicy legendarny już pub na świeżym powietrzu jakim była „Sahara”, to przyjeżdżał do niego m.in. znany polski aktor Wiktor Zborowski. On palił fajkę. Ale jak mu zabrakło tytoniu – „amphory” kupował cygara. No i ja również, idąc jego śladem, także zacząłem sięgać po cygara. I tak się razem nimi delektowaliśmy. Na przemian paliłem je z papierosami. Jednak w porównaniu do papierosów cygara są zdecydowanie droższe.

I zdrowsze?

Z tym bym dyskutował. Mój lekarz, gdy mu powiedziałem, że palę cygara i się nie zaciągam stwierdził: „a dym w krtani pozostaje”. Ale moja słabość do trunku, damskiego towarzystwa i cygar – pozostała.

Trudno było się nauczyć palenia cygar? Tak bez zaciągania?

Nie. Zaciągnięcie się cygarem w porównaniu z dymem papierosowym jest zdecydowanie gorsze. Ten dym aż dusi. Ale cygara są różne.

Nie tylko w smaku, ale przede wszystkim pod względem ceny.

W przypadku markowych np. „Cohiba”, czy „Altadis”, to za jedną sztukę trzeba zapłacić nawet 375 euro. „Arturo Frente” – pudło 20 sztuk kosztuje 15 tysięcy dolarów. Najlepszymi producentami są kraje Ameryki Środkowej – Kuba, Nikaragua, Dominikana. Gatunków cygar jest wiele. Różnią się sposobem produkcji. Robione ręcznie są najdroższe, tańsze są robione maszynowo.

Najlepsze cygaro jakie zapaliłeś, to…?

– Reklama –

spot_img

Otrzymałem je niedawno, w hotelu Jawor w Jaworze pod Bielsko-Białą od mojego znajomego biznesmena z branży AGD, człowieka zamożnego, który kocha cygara. Zapaliłem takie, które kosztowało 1100 euro (śmiech). Wziąłem sobie na pamiątkę obwolutę z tego cygara. Bo to była limitowana seria. Otrzymałem je w prezencie z okazji moich urodzin.

Co towarzyszyło paleniu tego cygara? Lampka koniaku, wina, whisky?

To wszystko pasuje idealnie. Ale przede wszystkim potrzebne jest wyborne towarzystwo. Dobre cygaro to cudowny zapach, a to przyciąga ludzi. Kiedyś takim magnesem była „amphora” z fajki. O dziwo spotkałem panie, z tego światka artystyczno-celebryckiego, które również palą cygara. To się wcześniej stało modne na Zachodzie. Teraz trafiło do Polski. I nawet fajnie to wygląda. Ja, z racji możliwości finansowych, palę nieco tańsze cygara produkowane maszynowo „Vasco da Gama. Red 2”. „Vasco da Gama. Red 1” są bezzapachowe. Natomiast „dwójka” ma w zapachu odrobinę wanilii. Łatwiej jest mi je palić na świeżym powietrzu, bo nikt mi nie mówi wtedy: „panie, weź pan to świństwo zgaś, bo śmierdzi” itp. Nie, wręcz odwrotnie, ludzie raczą się tym subtelnym, delikatnym zapachem. Poza tym jak gdzieś zapalę cygaro, to sporo ludzi od razu wie, że Grochul gdzieś jest w pobliżu (śmiech). Taki mój znak rozpoznawczy.

Drugą wizytówką Adama Grochulskiego bez wątpienia są sławne szaliki. Niektórzy nazywają Cię nawet „Królem Szalików”.

Rzeczywiście mam ich sporo! (śmiech) Ilekroć jest jakaś uroczystość, imieniny, urodziny, czy jakieś wydarzenie ze mną związane moi znajomi i przyjaciele mają ułatwione zadanie – cygara albo szalik.

Policzyłeś kiedyś, ile ich masz w swojej kolekcji?

W tej chwili ponad 400. Część mole mi zjadły, niestety, zwłaszcza te wełniane i kaszmirowe. Cześć więc zniknęła, a część mi się po prostu znudziła, więc niektóre z nich podarowałem, inne wyrzuciłem. Ale ciągle ponad 400 jest w szafie, poukładane, posegregowane w zależności od okoliczności ich używania i pory roku. Bo szalik jest uniwersalnym ozdobnikiem, który się wykorzystuje zimą do ochrony szyi, gardła przed chłodem, albo zakłada się go z napisem Pogoń Szczecin – mojej ulubionej drużyny, żeby stanowić element dopingujący, albo założyć go do ubrania, wtedy to są te jedwabne, atłasowe, kaszmirowe odpowiednio dopasowane kolorystycznie, bo to też sztuka. Lubię szaliki w kolorach bordo, granat, niebieski. Ale kręci mnie też butelkowa zieleń. Zawsze podobało mi się jak ubierał się Dawid Bowie, był niezwykle eleganckim facetem. Też nosił szaliki.

To pytanie musi paść. I tak późno. Dlaczego szaliki?

Jak pierwszy raz zobaczyłem Michała Urbaniaka, który gabarytami odpowiada mojej pięknej figurze, zauważyłem, że te szaliki idealnie mu pasują. Znakomity jazzman, multiinstrumentalista, mistrz skrzypiec i saksofonu, łączy nas fascynacja muzyką. Zawsze i wszędzie jest w szaliku, chyba nawet się w nim kąpie (śmiech) na pewno ma bardzo liczną kolekcję. Poznaliśmy się kiedyś w pociągu relacji Łódź – Warszawa. Los tak sprawił, że podróżowaliśmy w jednym przedziale. Obserwowałem go i tak sobie myślałem: „kurczę, w szaliku wygląda rewelacyjnie”. Ten element jednak dodaje coś mężczyźnie. Od tego momentu zacząłem chodzić w szaliku również latem. Oczywiście z odpowiedniego materiału, szczególnie lubię takie przewiewne.

Od ilu lat je nosisz?

– Reklama –

spot_img

Ponad 20 lat. W tym przekonaniu, że noszenie szalików jest rzeczą niezwykle elegancką u mężczyzny utwierdził mnie wybitny polski aktor Wojciech Pszoniak. Mistrz, jeżeli chodzi o dobór kolorystyczny, czy wzorów. Znakomity aktor. Byłem nim zachwycony. A jeżeli człowiek zachwyca się kimś, to zachwyca się również jego słabościami. A szaliki to była jego słabość. Wykwintne, eleganckie. Poznaliśmy się na urodzinach Janka Englerta. Trochę sobie o tych szalikach pogadaliśmy. Potem, ni stąd ni zowąd, otrzymałem od Wojciecha Pszoniaka prezent – jeden z jego szalików. Powiedział: „nie kupuję Ci nowego, daję Ci swój”. To była dla mnie frajda, że to był właśnie jego szalik. Mistrza. I mam go do dzisiejszego dnia. Podobne prezenty otrzymałem także od Michała Urbaniaka, aktorów np. Piotra Adamczyka i Leszka Lichoty znanego teraz przede wszystkim jako nowego „Znachora”. I jeszcze jedna wybitna osobowość – Jan Nowicki. Nie dostałem od niego szalika, ale kiedyś zostawił go na krześle po jakimś występie. I ja mu ten szalik odniosłem, oddałem.

No i poszliśmy na wódkę (śmiech). Jest sporo ludzi, którzy kochają szaliki. Przez to stają się mi bliżsi. I powiem tak – chciałbym być pochowany w szaliku.

W którym?

I to jest pytanie (śmiech). To już pozostawiam małżonce!

 

– Reklama –

1

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać