Nieczęsto zdarza się, aby na jednej płycie spotkali się przedstawiciele niemal całej historii polskiego hip-hopu – od Molesty Ewenement i O.S.T.R.-a po Bedoesa 2115. Obok nich pojawiają się także ELDO, Sokół, FOKUSxRAHIM, Kosma Król czy OSKAR83, tworząc wielopokoleniowy portret polskiego rapu. Jeszcze rzadziej jednak finał takiego projektu należał do dwóch artystów wywodzących się z jednego… podwórka. Nowy album Jimka „Etiudy na pianino, sampler, orkiestrę i kolegów” zamyka „Etiuda nr 7” – utwór nagrany wspólnie z Adamem „Łoną” Zielińskim. Szczeciński akcent wybrzmiewa tu nie tylko w nazwiskach, ale również w samym tekście.
Nieprzypadkowo to właśnie ten utwór kończy album. W warstwie tekstowej podejmuje temat, który prędzej czy później dotyka niemal każdego – pokusę oglądania się za siebie i idealizowania przeszłości.
– Dla mnie to jest przewrotna pewna polemika z nostalgią, której ulegamy wszyscy w pewnym wieku – mówi Łona. – Chodzi o apel, żeby nie ulegać tej przemożne skłonności do nieustannego wspominania, bo jeszcze sporo przed nami.
„Etiuda nr 7” stanowi zamknięcie płyty, lecz wybrzmiewa raczej jak otwarcie – przypomnienie, że przeszłość może być punktem odniesienia, ale nie powinna zamieniać się w miejsce stałego pobytu. Sam album zrobił na Łonie duże wrażenie. Raper podkreśla, że siłą projektu jest konsekwentna wizja Jimka, który od lat wymyka się gatunkowym definicjom i z równą swobodą porusza się między orkiestrą symfoniczną a hip-hopem.

– Podoba mi się przede wszystkim to, że Jimek miał pomysł na cały ten album. On bardzo współgra z jego osobowością i patrzeniem na muzykę. Jest trochę szalony, nieoczywisty, pełen ornamentów, a równocześnie bardzo brudny – opowiada.
Jak dodaje, właśnie ta niedoskonałość stanowi o wyjątkowości. – Ktoś złośliwie mógłby powiedzieć, że jest niedopracowane, ale nic podobnego. Niektóre fragmenty zostały celowo zachowane w surowej formie, gdzieś tam pobrzmiewają próbne nagrywki celowo zostawione w ostatecznej wersji. Bardzo podoba mi się takie podejście – trochę dzikie, niewspółczesne i zupełnie pod prąd perfekcjonizmowi, który dziś dominuje.
Współpraca dwóch Szczecinian mogłaby sugerować, że utwór powstał nad Odrą. I być może nie wszystkich to zadowoli, ale… nic bardziej mylnego! – Pewnym ponurym dramatem, który musiałem przełknąć, jest to, że pracowaliśmy nad tym utworem w Warszawie – śmieje się Łona. – Chociaż wokale nagrałem już w słonecznym Szczecinie.
Uważni słuchacze ze Szczecina wychwycą również lokalne tropy ukryte w tekście. Łona wspomina w nim szalone imprezy organizowane niegdyś przy ulicy 5 Lipca przez Jose Manuela Albána Juáreza, znanego jako Manolo – jedną z najbardziej charyzmatycznych postaci szczecińskiej sceny muzycznej. Urodzony w Szczecinie perkusista i producent współpracował z artystami takimi jak Kora, Tomasz Stańko, Krzesimir Dębski, Wojciech Waglewski czy Ania Dąbrowska, a jego muzyczna droga wielokrotnie przecinała się z twórcami wyznaczającymi kierunki polskiej sceny.
Na koniec pozostaje jeszcze coś, co w tej współpracy wybrzmiewa szczególnie mocno, czyli zwyczajna, lokalna duma. Po prostu. – Patrzę na karierę Jimka z wielką dumą. Wydaje mi się wspaniałe, że kolega ze Szczecina osiąga tak duże sukcesy i bardzo się z tego powodu cieszę jako mieszkaniec naszego miasta – podsumowuje Łona.

Jimek od lat porusza się między światami, które pozornie nie powinny mieć ze sobą wiele wspólnego. Z jednej strony orkiestra symfoniczna i klasyczne wykształcenie kompozytorskie, z drugiej – hip-hop, improwizacja i kultura ulicy. Właśnie w tej przestrzeni „pomiędzy” powstają projekty, które trudno przypisać do jednego gatunku. Urodzony w Szczecinie kompozytor pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych ambasadorów miasta na współczesnej scenie muzycznej. Ostatni raz wystąpił tu w 2025 roku.








