Z taką sytuacją zgłosiła się do kancelarii kobieta zajmująca wysokie stanowisko kierownicze, od lat budująca wraz z mężem wspólny majątek. Gdy wyszedł na jaw jej romans, usłyszała ultimatum: albo natychmiast zgodzi się na rozwód bez orzekania o winie i odda mężowi praktycznie cały majątek, albo on wykorzysta zgromadzone materiały, aby zniszczyć jej reputację zawodową, odebrać dzieci i doprowadzić do rozwodu z jej wyłącznej winy. Na pierwszy rzut oka sprawa wydawała się przesądzona. Sama klientka była przekonana, że nie ma żadnych argumentów na swoją obronę. Podczas rozmów w kancelarii okazało się jednak, że historia tego małżeństwa… nie zaczęła się w dniu odkrycia romansu.
W sytuacji, gdy jedna ze stron próbuje wykorzystać informacje o zdradzie jako narzędzie nacisku i stawia drugiej stronie konkretne ultimatum, od czego warto zacząć i jakie działania podjąć w pierwszej kolejności?
W tej sprawie pierwszy krok nie miał jeszcze nic wspólnego z prawem. Klientka, która do nas przyszła, była potwornie przemęczona i przerażona. Człowiek pod taką presją jest gotowy podpisać wszystko, byle tylko zakończyć koszmar. Dlatego zaczęliśmy od stworzenia jej bezpiecznej przestrzeni – przy kawie pozwoliliśmy jej zrzucić z siebie ten ogromny ciężar.
Dopiero gdy opadły emocje, przeszliśmy do faktów. Od razu uczuliliśmy klientkę: pod wpływem presji nie podejmujemy decyzji i niczego nie podpisujemy. Ultimatum męża było zwykłym szantażem. Druga strona rzadko zdaje sobie sprawę, że taką agresją działa na własną niekorzyść. Wiadomości z groźbami stały się później kluczowym dowodem pokazującym jego premedytację. Zabezpieczy-liśmy tę komunikację i ułożyliśmy chłodny plan. Klientka natychmiast odzyskała kontrolę, a mąż stracił swoją jedyną broń – jej strach.
W przestrzeni publicznej wciąż funkcjonuje przekonanie, że zdrada automatycznie przesądza o wyłącznej winie w rozwodzie. Na ile, z perspektywy praktyki kancelarii, to rzeczywiście wygląda w ten sposób?
To jeden z najtrwalszych mitów, bardzo wygodny dla strony szantażującej. Polski sąd nie ocenia jednak wyrwanego z kontekstu zdarzenia, lecz cały proces rozpadu małżeństwa. Zdrada bywa bowiem nie przyczyną końca związku, lecz jego konsekwencją.
W naszej sprawie więź emocjonalna przestała istnieć na długo przed romansem. Mąż całkowicie wycofał się z relacji, traktując dom niemal jak hotel. Klientka przez miesiące zabiegała o jego obecność, spotykając się wyłącznie z lodowatą obojętnością. Nigdy nie zaprzeczała zdradzie, a ta szczerość wzbudziła w sądzie szacunek. Wykazaliśmy, że jej potknięcie było skutkiem wieloletniej samotności. Ostatecznie sąd obu instancji orzekł winę obu stron. Trudno o lepszy dowód, że automatyzm „zdrada równa się wyłączna wina” to w praktyce sądowej fikcja.
We wspomnianej sprawie kluczowe okazało się pokazanie całego kontekstu relacji, a nie wyłącznie samego romansu. Jak przed sądem buduje się taką narrację i które elementy mają największe znaczenie?
Przede wszystkim cofamy oś czasu. Druga strona chce zacząć historię w dniu odkrycia romansu, bo to jest wygodne. My z kolei pokazujemy moment sprzed lat, w którym z małżeństwa zniknęła rozmowa. Romans staje się wtedy nie początkiem, a smutnym finałem.
Największą siłę mają tu twarde dowody, a nie emocje. Na stół trafiają stare wiadomości, w których klientka bezskutecznie prosi o wspólnie spędzony czas, oraz dowody na to, że latami sama ciągnęła ciężar życia rodzinnego. Tego nie da się zagłuszyć pozą skrzywdzonego męża. Sąd nie opiera wyroków na dramatycznych opowieściach, lecz na spójnych faktach.
Emocje w podobnych sprawach bywają bardzo silne, a konflikt szybko przenosi się również na kwestie zawodowe, rodzinne czy wizerunkowe. Gdzie przebiega granica między obroną własnych interesów a próbą wywierania niedopuszczalnej presji?
Nasza strategia opiera się na twardych procedurach. Gdy pojawiają się groźby, w pierwszej kolejności budujemy wokół klientki tarczę ochronną. W praktyce oznacza to, że przejmujemy całą bezpośrednią komunikację, ucinając mężowi możliwość dalszego nękania jej wiadomościami.
W tej sprawie mąż postawił na agresywną presję opisaną na wstępie. My z kolei od razu zaproponowaliśmy ugodę i racjonalne ustępstwa majątkowe, by zakończyć sprawę z klasą i spokojem. Mąż to jednak kategorycznie odrzucił, dążąc wyłącznie do eskalacji i zemsty. Wobec tego całkowicie odcięliśmy emocje i przenieśliśmy ciężar konfrontacji na salę sądową, odpowiadając na jego groźby faktami.
Świadkowie potrafią wnieść do sprawy bardzo dużo. Jaką rolę odgrywają ich zeznania w postępowaniach dotyczą-cych winy za rozpad małżeństwa? To musi być dość trudne, zważywszy na fakt, że dotychczas znajomi, którzy byli “wspólni”, nagle wypowiadają się tylko na korzyść jednej strony.
Świadkowie widzą małżeństwo od środka. Zraniona strona często pierwsza dociera do znajomych, by narzucić swoją narrację. Mąż klientki przez miesiące budował wokół niej negatywny PR, będąc absolutnie pewnym, że środowisko stanie za nim murem.
Zrobiliśmy więc coś, czego kompletnie się nie spodziewał – na świadków powołaliśmy jego własnych kolegów z pracy. Liczył, że pomogą mu zniszczyć żonę, jednak pod przysięgą musieli opowiedzieć prawdę. Wyłonił się z niej obraz człowieka od lat obojętnego na swoją rodzinę. Największym ciosem było jednak jego własne przesłuchanie. Gdy sąd zapytał o datę rocznicy ślubu i kiedy ostatnio kupił żonie kwiaty, na sali zapadła cisza. Nie potrafił odpowiedzieć.
Zdrada bardzo często staje się też punktem zapalnym przy podziale majątku. Na ile kwestie osobiste rzeczywiście wpływają na późniejsze rozstrzygnięcia finansowe? Zdradzona strona często zakłada w emocjach, że w nagrodę zgarnie większość dorobku. Otóż nie. Wina za rozpad małżeństwa i podział majątku to dwie zupełnie inne sprawy.
Mąż próbował wykorzystać zdradę do nierównego podziału, co natychmiast zablokowaliśmy. Przepisy – a dokładnie art. 43 § 2 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego – są w tej kwestii jasne: ustalenie nierównych udziałów wymaga wykazania rażących dysproporcji w budowaniu kapitału, a kwestia wierności nie ma tu nic do rzeczy. Skoro klientka z sukcesami współtworzyła status finansowy rodziny, odcięliśmy emocje i postawiliśmy na twarde bilanse. To kluczowy moment zmiany narracji. Zmuszamy przeciwnika, by zamiast o moralności, zaczął dyskutować z nami o wycenach nieruchomości i przepływach finansowych. Dla kogoś, kto opierał swoją siłę wyłącznie na zastraszaniu i wzbudzaniu poczucia winy, takie nagłe zderzenie z bezlitosną matematyką bywa momentem, w którym cała agresja traci jakiekolwiek znaczenie.
Patrząc na podobne sprawy z perspektywy kancelarii – jaka rada najczęściej okazuje się najważniejsza dla osoby, która z dnia na dzień znajduje się pod ogromną presją i ma poczucie, że może stracić wszystko?
Powtarzamy zawsze jedno: nie jesteś tak bezbronna, jak ci się w tej chwili wydaje. Strach zaślepia, przez co najłatwiej podjąć decyzje, których nie da się już cofnąć. Dlatego nasza druga rada brzmi: nigdy nie podpisuj niczego pod wpływem ultimatum.
To, co w stresie wydaje się jedynym wyjściem, po chłodnej analizie w kancelarii okazuje się najgorszą opcją. Gdy odbierzemy przeciwnikowi presję czasu, układ sił zmienia się diametralnie. Rozwód zamyka pewien trudny etap, ale otwiera o wiele lepszy. Kobiety, które trafiają do nas przerażone, po wygranej sprawie odzyskują nie tylko majątek i bezpieczeństwo, ale przede wszystkim wolność, spokój i wiarę w siebie.
Kancelaria Machowski
Ul. Wincentego Kadłubka 39 – 2 piętro, 71-524 Szczecin tel. +48 91 312 91 00, tel. +48 690 65 23 45 kontakt@kancelaria-machowski.pl | kancelaria-machowski.pl










