Komizm kontra krytyka

Wysublimowany smakosz wyszukanych potraw, energiczny biznesman, polityczny radykał i pieniacz. Przy tym hedonista i epikurejczyk, największy fan, a zarazem wróg wszelkich używek, człowiek o rubasznym i inteligentnym poczuciu humoru, leń i pracoholik w jednym, piewca miłości, który kocha nienawidzić… Wini to także założyciel kultowej marki ubrań Stoprocent, a także muzycznego labelu. Raper, filozof i mój kolega od nastoletnich czasów. W tym roku Stoprocent kończy 20 lat (we wrześniu na scenie Filharmonii odbędzie się z tej okazji duży koncert). Ta data stała się pretekstem do spotkania i rozmowy. Nad filiżanką herbaty pochyliliśmy się nad kondycją współczesnego świata i ucięliśmy sobie filozoficzno-koleżeńską pogawędkę, nie tylko o muzyce i ubraniach.

Autor

Aneta Dolega

galeria

Z jednej strony jesteś poważnym biznesmenem a z drugiej wiele osób postrzega Ciebie jako kontrowersyjnego, nieco błazeńskiego typa, który robi rubaszny, prześmiewczy rap. Ile w tym pozy i czy w ogóle udajesz?

W podejściu filozoficznym wszystko jest pozą. Bycie dobrym jest pozą, zresztą jedną z największych. Jedynym pragnieniem człowieka jest długo żyć, rozmnożyć się, jak najwięcej nażreć i być w tym wszystkim względnie szczęśliwym, o ile da się w ogóle być szczęśliwym. Przez całe życie starałem się być możliwie jak najbardziej prawdziwy, nie udawać nikogo i myślę, że na tle wielu osób, jako tako mi się to udaje. Choć nie odpowiadam za to jak jestem postrzegany przez innych.

Ale masz wpływ na swoich fanów, czy tego chcesz czy nie… czyli jednak powinieneś być odpowiedzialny?

Absolutnie i całkowicie nie! I nikt nie ma prawa wymagać ode mnie tej odpowiedzialności, ani od żadnego innego artysty. Stwierdzenie, że teraz kiedy jesteś znany powinieneś nagrywać piosenki o czymś dobrym
i przyjemnym nie ma żadnego sensu (jeśli chodzi konkretnie o moją osobę to nie jestem znanym raperem, jestem ledwo rozpoznawalny). Trzeba byłoby wyrzucić do śmieci mnóstwo dobrej muzyki, dobrego kina… cała sztuka poszłaby się pieprzyć. Artysta nie odpowiada za to jak jego słowa zostaną odebrane przez słuchacza. Artysta ma prawo do opowiadania o swoim życiu, do przemycania poglądów w swojej twórczości i nie brania za to odpowiedzialności. Sam nie posiadam żadnych ekstremalnych poglądów, z bardzo prostej przyczyny: świat w którym żyję je posiada. Rzeczywistość, która mnie otacza jest wystarczająco potworna.

Komizm jako antidotum na tę potworność?

Śmiech jest jedną z nielicznych rzeczy, która sprawia, że da się ją wytrzymać. Jest takie powiedzenie, że komedia jest to tragedia plus czas. Śmiech rozładowuje makabrę naszego istnienia. Po to natura go stworzyła by można było jakoś żyć. Przy tej świadomości którą mamy (zakładam, że największą na tej planecie) jest ona równocześnie przywilejem i przekleństwem. Myślę, że zwierzęta i inne formy życia różnią się od nas jedną rzeczą – są głupsze. Poprzez to, że są głupsze nie mędrkują nad pewnym rzeczami. Zdechną i tyle. My widząc śmierć zaczynamy analizować swoje życie, zaczynamy myśleć o upływie czasu, że kiedyś umrzemy. Nakręcamy się. A jedyne co należy z tym zrobić to się z tego śmiać. Śmiech jest lekarstwem na wszystko.

A śmiejesz się z opinii na swój temat? Do mnie dotarło parę, niektóre zaskakujące. Ale ja nie potrafię się do nich odnieść obiektywnie, gdyż znam Ciebie od lat i zupełnie inaczej postrzegam. Jedna z tych opinii nich brzmiała, że jesteś arogancki, nieprzyjemny i niektóre osoby wręcz się Ciebie… boją. 

Nie przejmuje się opiniami na swój temat, tym bardziej, że są one powierzchowne. Uważam się za kulturalnego człowieka. Staram się na poważnie podochodzić do pewnych spraw. Dotrzymywać słowa, nie spóźniać się a jeżeli coś takiego mi się zdarzy, czego sama z mojej strony doświadczyłaś, to potrafię przeprosić. Wpojono mi pewne zasady, których się trzymam. Używam trzech słów: proszę, dziękuję i przepraszam. Ludzie szczególnie mają problem z mówieniem tego trzeciego. Traktują to jak słabość, co jest kurewsko dla mnie niezrozumiałe. Natomiast wiem do czego zmierzasz. Zdarzało mi się być bezpośrednim, co nie zawsze było odpowiednio odbierane. Taki przykład: składasz komuś bardzo bezpośrednią seksualną propozycję. To samo, w zależności od okoliczności, ludzi i miejsca, może być różnie odebrane. Jeżeli wypowiadane jest, z uśmiechem na twarzy, życzliwością i pozytywną intencją, to nie ma ono znamion chamstwa. A jeżeli jest w tym agresja i ma to obrażać, to jest to zwyczajne chamskie, wulgarne i można się wkurwić. Wydaje mi się, że takie niuanse łatwo wyłapać. 

Zaczyna się wyłaniać obraz Winiego jako osoby wrażliwej, a nawet romantyka?

Bywam romantyczny ale zwalczam to w sobie, gdyż tego nie znoszę.

Dlaczego?

W byciu romantycznym potwornie jest blisko do empatii. Empatia niestety w świecie zwierząt do którego należymy, to słabość.

Czyli najwięksi biznesmeni, politycy, ludzie władzy to psychopaci?

Dokładnie (śmiech).

Skoro jesteśmy przy biznesie i zarabianiu pieniędzy. Jak to jest
z Tobą w tej materii?

Zawsze mnie interesowało zarabianie pieniędzy. Jak byłem dzieckiem to kupowałem skórki, nabijałem na nie ćwieki i sprzedawałem je kolegom metalowcom, mimo iż miałem w dupie heavy metal. Pieniądze są jedną z najważniejszych rzeczy. Jak w szkole zapytali wszystkich uczniów kim chcą być jak dorosną, powiedziałem, że chcę być milionerem (wtedy myślałem że to taki zawód). Nie mogłem wyjść ze zdziwienia, że ktoś
w mojej klasie chce być kimś innym. Jak można chcieć być strażakiem, skoro milioner może kupić wóz strażacki i całą straż pożarną… Złota rybka w bajkach zawsze mówiła: masz trzy życzenia. Przecież oczywiste jest, że pierwsze życzenie będzie brzmiało, że chce się nieskończoną ilość życzeń. Szach mat złota rybko! O dziwo, żaden ze mnie biznesmen i żaden wyrachowany człowiek jeśli chodzi o pieniądze. Ja po prostu lubię je mieć i chciałbym ich mieć jak najwięcej.

Prowadzenie marki Stoprocent, a Twoja muzyczna twórczość to drugie. Skąd to się u Ciebie wzięło? Na tym chyba raczej nie zarabiasz…

Muzyką interesowałem się od bardzo dawna. Coś tam próbowałem
z tym zrobić, nawet nauczyłem się tworzyć bity. Pisałem teksty, rymowałem. Później stwierdziłem, że chyba jednak jestem za stary na takie akcje i co ja się będę wygłupiał. Dopiero dość kiepska sytuacja życiowa, która mi się przytrafiła, wywołała we mnie taką myśl, że w życiu należy robić to na co ma się ochotę. Odbiór innych ludzi nie ma dla mnie znaczenia. To znaczy ma w momencie, w którym ludzie ci mogą mi realnie zaszkodzić, np. krytyka pt. ktoś mi sprzeda kosę na ulicy jest to krytyka która mi nie odpowiada. Natomiast większość krytyki jestem w stanie znieść, szczególnie taką, gdy ktoś wydobywa z siebie małpi śmiech
i pisze w internecie jakiś złośliwy komentarz. I co z tego? To są tylko twarze, które mi się wyświetlają jak diagramy. Na robienie muzyki wpadłem w trakcie oglądania filmu z Jackiem Nicholsonem pt. „Schmidt”. Ogólnie nienawidzę tego filmu ale wynika z niego pewna myśl: nie obudź się w wieku 60., 70. lat z myślą, że bałeś się robić w życiu to co chciałeś, a teraz jesteś starym jebanym prykiem i już tego nie zrobisz… Cóż może mnie jedynie za to spotkać? Trochę śmiechu i wyświetlające się diagramy?

W takim razie jest szansa zobaczyć muzyczną wersję Winiego?

Raczej nie i to z dwóch prozaicznych powodów. Fizycznie, kondycyjnie bym tego nie wytrzymał, gdyż jak widać nie nadaję się. A po drugie, najzwyczajniej na świecie nie potrafię nauczyć się tekstu na pamięć. Przede wszystkim nikt mnie nie zaprasza na żaden koncert.

Wracając do biznesowego wątku: jakie są korzenie Stoprocent, jak powstało?

Zacznę od końca. Straciłem pracę. Myślałem, że miałem dobrą robotę: pracowałem dla pięciu hiszpańskich firm i miałem być ich reprezentantem. Generalnie wykonywałem tę pracę średnio, ale też zostałem najzwyczajniej okradziony z tego co dla nich zrobiłem. Po tym epizodzie,
w moim musiałem podjąć decyzję, czy pójdę do innej pracy czy spróbuję zrobić coś własnego. I postanowiłem wrócić do Stoprocent. Był to 2002 rok, a my tak naprawdę zaczęliśmy tworzyć markę w 1999 roku. Naszym pierwszym produktem były spodnie co było kompletnie bez sensu. Jeżeli zaczynasz robić street wear najłatwiej zacząć od t-shirtów. Spodnie pojawiły się z w prozaicznego powodu. Nie mogliśmy nigdzie kupić spodni, które chcielibyśmy nosić, więc postanowiliśmy zrobić je sami. Wypuściliśmy aż 300 par jeansów, co było potworną ilością, szczególnie dla nikomu nie znanej marki. W tamtym czasie nawet 20 par to byłoby już całkiem sporo. Sprzedawaliśmy je później przez następne kilka lat. 

A pamiętasz kiedy marka chwyciła i stałą się popularna?

Nie pamiętam dokładnie tego. Na pewno złożyło się na to kilka czynników, nasza praca nad produktem i jego promocją. Mój target jest ściśle ukierunkowany. Nie konkurujemy z sieciówkami. 

To też się przekłada na jakość i cenę samego produktu?

Jeżeli np. masz fajne spodnie jeansowe za 100 złotych to musisz mieć świadomość, że ktoś za nie umarł. Oglądając niektóre produkty przypomniało mi się stwierdzenie, że ludzie którzy robią te rzeczy pracują za tzw. miskę ryżu. Patrząc na ceny niektórych ubrań, znając koszty ich wytworzenia, wydaje mi się, z ludzie którzy je szyją muszą jeszcze dopłacić miskę ryżu. Sprzedawanie detalicznie porządnych jeansów za 100 złotych jest niemożliwością, a przecież możesz trafić na fajne spodnie nawet za 50 złotych. Wtedy zaczynam się zastanawiać nad tym jak to jest możliwe.

Czyli nie zazdrościsz wielkim korporacjom odzieżowym?

Nie, ja po prostu chciałbym mieć kupę szmalu (śmiech). Może wygram w lotto. Wtedy mógłbym założyć kilka innych marek, bardziej dla zabawy czy wkurwiania innych ludzi.

Zacząłeś jakiś czas temu nagrywać rozmowy z różnymi ludźmi. Są wśród nich znani raperzy ale też Jakub Żulczyk, Jaś Kapela, Katarzyna Nosowska czy nasz lokalny restaurator Mariusz Łuszczewski. To kolejny etap po Stoprocent?

Zaczęło się to zupełnie przypadkowo. Na imprezie związanej z Federacją KSW, mieliśmy jako jeden ze sponsorów wręczać nagrodę. Przy okazji chcieliśmy nakręcić reportaż. Na imprezie spotkaliśmy kilku znanych fighterów stwierdziłem, że najlepiej byłoby z nimi nagrać rozmowę. Podjąłem się tego i nawet wyszło całkiem zabawnie. Okazało się, że materiał ma zadziwiająco sporą liczbę obejrzeń. To mnie zachęciło do kontynuowania tych rozmów. Ogólnie robię te rozmowy z jednego  powodu: chce dywersyfikować dochody. Pragnę w przyszłości robić filmy, a żeby je robić muszę poznać jak najwięcej odpowiednich ludzi.

A co poza pracą? Jak spędzasz swój wolny czas?

Najchętniej bym go przeznaczył na prostytutki i narkotyki, ale wiem, że to destrukcyjne (śmiech). Póki co czekam aż wyzdrowieję i pójdę na spacer.

 

rozmawiała: Aneta Dolega / foto: Panna Lu

wizaż: Agnieszka Ogrodniczak

kostiumy: Opera na Zamku i Teatr Polski

podziękowania dla
Magdaleny Jagiełło-Kmieciak (Opera na Zamku)
oraz Aleksandry Kopińskiej-Szykuć  (Teatr Polski)
za pomoc przy sesji

miejsce: Studio foto-team

Stoprocent

Stoprocent to pierwsza polska marka streetwearowa, której początki sięgają końca lat 90. Jej założycielem jest Winicjusz Bartków czyli Wini a głównym grafikiem Łukasz Kosy. Ubrania dedykowane są kulturze hip-hop, a także sportom ekstremalnym i wszelkim, jak mówią jej autorzy, przejawom zajebistości. Nazwa symbolizuje całość i fakt, że jej autorzy wkładają 100% siebie w to co kochają i co jest dla nich ważne. W 2009 roku Stoprocent zadebiutowało w świecie muzyki, wydając album rapera Soboty pt. „Sobotaż”. Dziś są twórcami nie tylko ubrań, ale także muzyki, teledysków, koncertów oraz wielu mniej lub bardziej legalnych akcji związanych z hip-hopem czy sportami ekstremalnymi. Kierują się zasadą: „Żyj stoprocent do końca życia”. Lista osób z którymi Stoprocent współprcowało jest długa. Są wśród nich, m.in. Tede, Bonson, Gural, Peja, Pezet, Pih, Onar, Vienio, Włodi, Frenchman, Kaczor, Kajman, Kamil Bednarek, dj Twister, dj Feel-x, Budyń, Gutek, Numer Raz, Redman (USA), Dj Tomekk (De), Kool Savas (De), Masta Ace (USA), Alkoholiks (USA), Jeru Damaja (USA), Robert Kubica, Felix Baumgartner, Mahmed Khalidov, Piotr Bagiński, Carlos Eduardo Rocha, Hirek Wrona, Wiktor Kudej, Maciej Linke, Tomasz Lisowski, Lump, Dugi EWC.

2( 123)
luty'19
gajda