- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

Tak zarobili pierwsze pieniądze: Edward Osina: Pieniądze nie mogą być celem, są jedynie narzędziem pozwalającym tworzyć

Strona głównaBiznesTak zarobili pierwsze pieniądze: Edward Osina: Pieniądze nie mogą być celem, są...

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

Edward Osina – jeden z najważniejszych szczecińskich przedsiębiorców, prezes Przedsiębiorstwa Budowlanego Calbud, twórca śmiałych i niezwykłych inwestycji w stolicy Pomorza Zachodniego jak np. nowoczesnego kompleksu hotelowo – biurowego Posejdon, mecenas sztuki. Kiedy i w jaki sposób zarobił swoje pierwsze pieniądze?

Pierwsze pieniądze w życiu zarobiłem kiedy byłem w czwartej klasie szkoły podstawowej. Moja babcia była właścicielką m.in. sklepu tekstylnego w którym sprzedawała materiały z beli. Jednocześnie mieszkała na wsi i niedaleko Krasnegostawu miała kawałek pola, gdzie uprawiała tytoń. Któregoś dnia powiedziała do mnie: „jeżeli chcesz w życiu zarabiać pieniądze, to może zerwiesz ten cały tytoń z pola, a jego liście nawleczesz na takie wianki z drutu”. Odpowiedziałem: „dobrze babciu, ale ile otrzymam za jeden wianek?”. Wprawdzie w tym czasie pomagałem już w pracy ojcu, który był stolarzem, ale nie oczekiwałem za to pieniędzy. Tym razem zachęcony propozycją Babci, zaproponowałem stawkę w wysokości 1,50 zł za wianek. Ostatecznie stanęło na 1 zł. Przystałem na to i przez kolejne trzy tygodnie wakacji zrywałem tytoń. Pamiętam, było bardzo gorąco, ręce się lepiły i strasznie gryzły mnie muszki. Zerwany tytoń nosiłem pod dom, nawlekałem na wianki, a potem przybijałem gwoździkami do drewnianej ściany domu. Codziennie liczyłem, ile zarobiłem. Jak doszło do sfinalizowania umowy okazało się jednak, że zamiast złotówki za wianek babcia wypłaciła mi po 50 groszy za każdy z nich. Stwierdziła, że przeliczyła się, nie doceniając mojej wydajności, więc nie mogę dostać aż tyle pieniędzy. Mimo to byłem zadowolony, że zarobiłem trochę pieniędzy po raz pierwszy w życiu – zapewnia Edward Osina.

Zawsze miał pieniądze przy sobie, w rezerwie, żeby nimi wspomóc mamę. Była w domu czwórka rodzeństwa plus brat cioteczny, który się z nami wychowywał. Wiedział, że musi je szanować i oszczędzać.

– Takie przeświadczenie towarzyszyło mi już od dziecka. Starałem się pomagać mamie, wspierać ją np. w zakupach. Dorabiałem także na rwaniu chmielu. Krasnystaw i okolice, skąd pochodzę, to kraina chmielu. W wakacje wstawałem o godzinie 5 rano, o godzinie 5.30 byłem już z kolegami na tzw. na chmielniku i zaczynaliśmy pracę. Byłem mistrzem świata w zrywaniu chmielu. Wymarzyłem sobie wtedy, że za zarobione pieniądze kupię końcówkę z bambusa do wędki i kołowrotek. Bo mieliśmy wędki zrobione z kijów leszczynowych. A ja chciałem, aby jej część była z bambusa. To było moje marzenie. I spełniłem je! Kupiłem końcówkę, z bólem serca co prawda (śmiech), ale kupiłem. Potem marzyłem o rowerze – Huraganie. W końcu kupiłem nieco inny. Na wszystko musiałem sam zarobić. Ale to nie była dla mnie przykrość. Chciałem pracować. Dorabiałem też z kolegami w cegielniach. Trudna, ciężka praca. Ale były z tego dodatkowe pieniądze i satysfakcja, że samodzielnie je zarobiłem. Potem, już w szkole średniej w Lublinie, dorabiałem sobie grając na gitarze basowej na różnych imprezach. I to były już bardzo dobre zarobki – dodaje Edward Osina.

W 1991 roku założył ze wspólnikami własną firmę Calbud. Wtedy też powróciło wspomnienie z dzieciństwa, że nie wystarczy ustalić cenę i coś zrobić, ale trzeba jeszcze potem wyegzekwować te pieniądze.

– Nie dopuszczałem wtedy do siebie myśli, że ktoś może mi nie zapłacić za wykonaną pracę. Ewentualnie, że mogę mieć problemy z powodu jakichś usterek, że nie wykonam dobrze inwestycji i mogę nie dotrzymać terminu. Życie szybko zweryfikowało moje poglądy i przeświadczenia. Usterek nie było za dużo, więc to nie stanowiło zagrożenia, termin, gdyby nawet był opóźniony o dzień czy dwa, to też nie powodował większych konsekwencji. Pojawiać się jednak zaczęły braki w płatnościach. Na początku lat 90. ubiegłego stulecia w modzie było, a nawet w dobrym tonie, że inwestor nie płacił. A ja budziłem się rano zlany potem z obawą czy na koniec miesiąca będę miał na wypłaty dla swoich pracowników. To było coś strasznego. Uczucie to prześladowało mnie to przez wiele lat. A ja nigdy nie byłem cwaniakiem. Wychowywałem się w małym miasteczku, chodziłem do kościoła, na religię. Mój ojciec był bardzo rzetelny i uczciwy. I w takim duchu uczciwości, rzetelności, solidności, sumienności i dokładności zostałem wychowany. Wszystko trzeba wykonywać od A do Z, terminowo, nikogo nie można zawieść a tym bardziej oszukać. A w tej sytuacji transformacji ustrojowej stawiano na nieco inny styl prowadzenia działalności gospodarczej. O ile Babcia, choć zmieniła mi wynagrodzenie za pracę przy zbiorze tytoniu, była wobec mnie sprawiedliwa, uczciwa, o tyle w dorosłym życiu nierzetelność niektórych kontrahentów nie miała żadnego moralnego uzasadnienie, zazwyczaj bywała chęcią zarobienia nieuczciwie kosztem naszej firmy. Tego nigdy nie zaakceptuje, tak z przyczyn ekonomicznych, jak i zwłaszcza etycznych. Musieliśmy wiec znaleźć inny sposób funkcjonowania. Dlatego bardzo skrupulatnie zaczęliśmy dobieraliśmy inwestorów. Wierzyłem wtedy mocno, że trzeba płacić wszystkie swoje zobowiązania, podatki i jeżeli będzie się wywiązywać ze swoich powinności, to wszyscy to zauważą i to docenią. Naprawdę tak myślałem ja i moi współpracownicy. I wtedy boleśnie się przekonałem, że mało kto to zauważa i docenia, że nawet dla Państwa dobra reputacja tj. dziesięciolecia rzetelnie płaconych podatków, dotrzymywanie kontraktów w sumie nic nie znaczy. Umieliśmy jednak kumulować pieniądze. Postanowiliśmy w firmie nie konsumować środków, żyliśmy skromnie, np. nie budowaliśmy własnych domów Utrzymaliśmy się, choć wtedy wiele firm zbankrutowało. Zadziałała ta moja obserwacja babci i ojca z dzieciństwa.

Bo oni potrafili szanować pieniądze, dobrze nimi gospodarować. Dzisiaj pieniądze potrzebne są nam do tego, aby inwestować, budować, zmieniać na lepsze naszą rzeczywistość, otoczenie. Pieniądze nie mogą być celem, są jedynie narzędziem pozwalającym tworzyć. To jest dziś dla mnie istotą rzeczy. To jest sens wszelkiej aktywności. Im człowiek jest starszy, tym mniej liczą się pochwały, a tym bardziej własna satysfakcja. Wciąż dźwięczą mi w uszach słowa Zbigniewa Herberta, którymi pięknie ujął towarzyszące mi od lat przemyślenia: „Bądźcie rzetelni. Hodujcie w sobie odwagę i skromność. Niech Wam towarzyszy wiara w nieosiągalną doskonałość i nie opuszcza niepokój i wieczna udręka, które mówią, że to co osiągnęliśmy dzisiaj to stanowczo za mało”. – podsumowuje prezes Calbudu.

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać