Turzyn
Osiedle Turzyn ma kształt zęba rekina i jest „przyklejone” do Centrum Szczecina od zachodu. Granice administracyjne wyznaczają Aleja Piastów, cześć ul. Adama Mickiewicza oraz linia kolejowa prowadząca do Polic. Na tak niewielkim obszarze mieszka ponad 20 000 osób. To, ku zaskoczeniu wielu, najgęściej zaludniona część Polski, a nawet Europy. Według opublikowanych niedawno danych z Narodowego Spisu Powszechnego, 1 km² w centrum Szczecina (właśnie w okolicach Turzyna) zamieszkuje znacznie więcej osób niż na tej samej powierzchni we Wrocławiu (18 641) czy Warszawie (18 109).
Na terenie dzisiejszego Turzyna, w okolicach ulicy Twardowskiego, istniał rzekomo plac turniejowy Książąt Pomorskich z Dynastii Gryfitów, na którym zaproszeni przez władców rycerze staczali pojedynki. W XVIII wieku źródła już wskazują na umocnienia Fotu Prusy (Fort Preußen). W okolicach dzisiejszego dworca PKP znacznie wcześniej rozwijała się zaś niewielka osada, własność najpierw kościoła św. Jerzego, a później św. Jana, która w 1910 roku została włączona w granice administracyjne Szczecina. Nazwa Torney nawiązuje do krzewu tarniny. Niektórzy historycy tłumacząc nazwę przywołują ów plac turniejowy przeobrażony w plac gimnastyczny oraz fragment dzisiejszej ulicy Jagiellońskiej, nazwaną właśnie Turnerstraße (Turner = gimnastyk). Później mylnie zinterpretowano jej nawę odnosząc ja do wielkiego malarza Williama Turnera, który notabene gościł w Szczecinie, pozostawiając ślady w postaci kilku rysunków.
„Kręgosłupem” Turzyna jest aleja Bohaterów Warszawy. Geograficznym i faktycznym środkiem osiedla jest skrzyżowanie wspominanej alei z ulicą Krzywoustego. Bezimienna krzyżówka niedawno (2022) zyskała patrona – to plac Kazimierza Wielkiego. Zabudowania Turzyna w dużej części ocalały z wojennej pożogi i dziś to znakomity przykład regularnych śródmiejskich kwartałów. To przecież tutaj (tzw. Kwartały Turzyńskie) rozpoczął się wielokrotnie nagradzany miejski „eksperyment” rewitalizacyjny, przez lata przedstawiany jako wzorzec dla wielu miast w Polsce. Do dziś zagospodarowanie kwartałów przy ul. Bolesława Śmiałego budzi podziw, a ów efekt potęguje niedawna kompleksowa rewitalizacja okolicy. Pozostała część osiedla nie miała takiego szczęścia, ale stopniowo coraz większa liczba kamienic, zarówno frontowych jak i oficyn, przechodzi kapitalne remonty, stając się wygodnymi miejscami do życia. Oczywiście sporo czasu musi jeszcze upłynąć, by odnowić większość domów, ale to co się tu obecnie dzieje napawa ostrożnym optymizmem.
Północna część Turzyna wydaje się nieco nobliwa i stateczna, przypomina mi berliński Charlottenburg, środkowa tętni dynamicznym śródmiejskim życiem, południowa zaś to raj dla studentów. To właśnie tam znajduje się serce akademickiego Szczecina z kilkunastoma Domami Studenckimi i niezbędną „infrastrukturą”, nie tylko rozrywkową.
Położenie Turzyna niemal w sercu miasta gwarantuje dostęp do wszelkich usług i handlu, ze szczególnym wskazaniem handlowego zagłębia przy wspominanym placu Kazimierza Wielkiego czy handlowego bulwaru jakim jest ulica Krzywoustego. W sercu dzielnicy działa legendarna szczecińska knajpa – Taverna Cutty Sark, przy ulicy Pocztowej niedawno powstała słynna Kamienica w Lesie, do niedawna klubokawiarnia, obecnie kameralna księgarnia, a na południu, przy Władysława Sikorskiego jest przepyszna Szczecińska Beza. Czy te obecności oznaczają rozpoczęcie błyskawicznej gentryfikacji Turzyna? Ostatnio pojawił się nawet pomysł by u zbiegu ulic Żółkiewskiego i alei Bohaterów Warszawy powstała nowa siedziba Teatru Współczesnego. Tak, znając podobne „operacje” z innych miast, to ciekawy, wart rozważenia pomysł, który może znaczenie zmienić oblicze i charakter Turzyna.
W okolicy nie brak placówek oświatowych wszystkich szczebli edukacji. Transport zapewnia gęsta siatka połączeń tramwajowych i autobusowych. Gdyby wskazać na to czego brakuje, to z pewnością miejsc rekreacji i zielni. Jedynym parkiem z prawdziwego zdarzenia jest Park Stanisława Noakowskiego, ale ten jest położny na północnym skraju osiedla. Trudno odpocząć na skwerze przy ruchliwym placu Kościuszki czy pobliskim, podobnie położnym skwerze im. Michała Doliwo-Dobrowolskiego. Na szczęście z Turzyna wszędzie blisko… Mieszkałbym? Raczej tak!
Oferty sprzedaży albo wynajmu mieszkań na Turzynie to w znakomitej większości mieszkania o dużym metrażu w starych kamienicach. Spore 2 i 3 pokojowe mieszkania można znaleźć już od 450 000 zł, ale to te skromniejsze, wymagające zapewne remontu. Obiekty o podwyższonym standardzie są droższe o grubo ponad 100 000 zł. Wielkie, stumetrowe mieszkania z balkonami to wydatek ponad miliona złotych! Znalazłem też kilka ofert zaadaptowanych strychów, by tam zamieszkać trzeba się przygotować na wydatek około 700 000 zł. Wyremontowana kawalerka (25 m2) przy turzyńskiej części Jagiellońskiej jest oferowana za niemal 300 000 zł.
Nowe miasto
Bezpośrednio do Bramy Portowej, centralnego placu Szczecina, od południa przylega Nowe Miasto. To spore osiedle, składające się z trzech bardzo zróżnicowanych części. Pierwsza to obszar po obu stronach alei 3 Maja, osią drugiego jest ulica Potulicka, a trzeciego ulice Generała Józefa Sowińskiego i Janusza Kusocińskiego. Nowe Miasto zamieszkuje około 10 000 osób, ale liczba ta rośnie w zastraszającym tempie, wraz z kolejnymi przeskalowanymi „maszynami do mieszkania”.
Przeglądając oferty sprzedaży mieszkań natrafiłem na masę ogłoszeń, znakomita większość to nowe inwestycje, stąd też wysokie ceny! Stumetrowy apartament z tarasem oferowany jest za 1 200 000 zł. Mniejsze (3 pokoje), ale o równie wysokim standardzie i gotowe do zamieszkania od zaraz, można znaleźć już od 800 000 zł, ale dominują oferty oscylujące wokół pełnego miliona. Są też „wyjątkowe” okazje np. wielkie mieszkanie do totalnie kapitalnego remontu w starej zabudowie osiedla za mniej niż 400 000 zł. Znacznie taniej jest w zabudowie socmodernistycznej, ale tutaj niższy komfort, gdyż te bloki są po prostu wysłużone, np. kawalerka przy ul. Potulickiej za mniej niż 300 000 zł, a 3 pokoje 100 000 zł więcej). Nowej zabudowy na Nowym Mieście wciąż przybywa, tak samo jak ogłoszeń. To obecnie jeden z najpopularniejszych i najbardziej pożądanych w mieście adresów.
Historyczna część Nowego Miasta (Neustadt) to dawny Górny Wik (Ober Wiek), a później także Nowy Wik (Neu Wiek) – osady położone na nadodrzańskich, kaskadowo opadających ku rzece wzgórzach. Pierwsze wzmianki o istniejących tu wsiach pochodzą już z XIV wieku. O losach i charakterze tych terenów decydowała najpierw lokalizacja wielkiego Fortu Prusy, a w I połowie XIX wieku kolej i zlokalizowany nad Odrą dworzec.
W subiektywnym opisie Nowego Miasta chciałbym uciec do pewnego geograficznego zawirowania (przekłamania?) i przypisać okolice dworców i znajdujących się nad nim terenów Centrum, a granicą uczynić ulicę Gabriela Narutowicza. Bo tu jest ciekawie! Nie tylko z uwagi na sławną górkę z nieśmiertelnego filmiku – mema „Ale urwał!”. Swoją drogą, aż się prosi o jakieś kreatywne upamiętnienie tych zimowych przygód!
Tereny dawnego fortu, a współcześnie siedziba jednostki wojskowej długo były niedostępne dla tzw. zwykłych śmiertelników. Kiedy wojsko zaczęło się wycofywać z centrum miasta, okazało się, że są tu potężne niezagospodarowane tereny. Część koszar przekazano Uniwersytetowi Szczecińskiemu, który stworzył tu spójny kampus, pozostałe tereny poszły pod młotek. Większości dawnej zabudowy nie udało się zachować, a ostatnio za nie lada sukces uchodziło uratowanie budynku dawnej pralni, umówmy się, obiektu niekoniecznie wartościowego architektonicznie. Niestety miasto sprzedawało grunt po gruncie, bez ładu, bez składu, bez pomysłu. Efekt? Zamiast nowoczesnej i funkcjonalnej dzielnicy, mamy chaotyczne osiedle-sypialnie, do tego z nieciekawą architekturą. Projektanci zbagatelizowali ciekawe ukształtowanie terenu, nie uwzględnili też siatki ulic, tworząc rozproszone enklawy zamkniętych zazwyczaj kompleksów mieszkalnych zamiast regularnych pierzei. Na tle nowych realizacji znacznie lepiej wypada stare osiedle mieszkaniowe wzdłuż ulicy Potulickiej. Jednak i w tej części dzielnicy jest poważny urbanistyczno-architektoniczny zgrzyt, a mowa o ciasnym osiedlu na miejscu dawnego stadionu Pioniera. Makabryły i to w rozmiarze XXL stanęły także w dolnej części osiedla, przy nowopowstałej ulicy Edmunda Potrzebowskiego. Takie zagęszczenie tej części Nowego Miasta jest nielogiczne i odpychające.
Nowe Miasto z każdej praktycznie strony okala sieć komunikacji miejskiej, ale żadna z linii nie wjeżdża w głąb osiedla, co dla wielu mieszkańców oznacza spore utrudnienie. Fakt, do Centrum jest blisko, ale nie dla każdego, choćby osób starszych… W „jądrze” Nowego Miasta nie ma praktycznie sklepów, gastronomii czy usług, a także pozostałych niezbędnych do wygodnego funkcjonowania placówek. Zieleń? Brak. Parkingi? Zasadniczo wszędzie, ale wciąż za mało (sic!). Rekreacja? Tylko na zamkniętych placykach zabaw na podwórzach bloków. Mieszkałbym? Nie. Bardzo nie.