Ale przez cale stulecia nie każdy mógł na nie legalnie polować. Prawo to przysługiwało książętom, a później bogatej szlachcie (junkrom) i państwu. Mawiano: „Wildbret, Wein und Weiber sind der Herren Zeitvertreiber.”, czyli „dziczyzna, wino i kobiety to rozrywki panów”. Zwykły chłop nie mógł pozyskiwać zwierzyny na własny użytek. A dla najuboższych mieszkańców wsi był to często jedyny sposób na przetrwanie zimy lub czasu nieurodzaju. Nie dziwi więc, że na tych terenach było silnie rozwinięte kłusownictwo. Choć kary za nie były bardzo surowe. Wcześniej groziła za to nawet śmierć, później wieloletnie więzienie lub ciężkie roboty. Prawo szlachty do polowań w Prusach zniesiono po 1848 roku. Powiązano je wtedy z własnością ziemi. Ustanowiono podział na własne obwody łowieckie (olbrzymimi rewirami dysponowały bogate rody szlacheckie m.in. von Borcke, von Kleist, von Bismarck) oraz obwody wspólne (tworzone z mniejszych działek chłopskich i dzierżawione myśliwym). Dziczyzna więc (zgodnie z prawem lub nie) pojawiała się często na zachodniopomorskich stołach. Najważniejsze pismo myśliwskie w Cesarstwie Niemieckim – magazyn „Wild und Hund” (założony w 1894 roku)opisywał Pomorze Zachodnie jako łowiecki raj na grubą zwierzynę. Można było podziwiać fotografie potężnych poroży jeleni zdobytych w tutejszych lasach oraz opisy wielodniowych polowań podczas których zabijano dziesiątki dzików i jeleni. Podsumowanie jednego z nich przytacza Lucyna Turek – Kwiatkowska w swojej książce „Życie codzienne w Szczecinie w latach 1800 – 1939”. Otóż w trakcie polowania w Pustowie (Pustow), w majątku rodziny Zitzewitz, zabito 120 dzików, w tym 86 loch. Popularnością cieszyły się również na jelenie. Tereny wokół Trzebielina (Treblin) były wychwalane jako jedne z najlepszych łowisk jeleniowych w tej części Europy. Chwalono także tereny łowieckie w okolicach Bornego Sulinowa, gdzie polowano na żubry hodowano tam jeszcze przed II wojną światową. Uznaniem cieszyło się także dzikie ptactwo np. kaczki na jeziorach i bagnach, bażanty i kuropatwy. Ale chłopstwo nie gardziło także wronami, orłami, łabędziami. Nie polowano tylko na bociany, bo uznawano, że ich zabicie przynosi pecha. Dziczyznę podawano zazwyczaj w postaci pieczeni, pasztetów lub pieczono w całości. Ale bywały także potrawy oryginalne. Lucyna Turek-Kwiatkowska podaje, że np. serwowano głowę jelenia, którą specjalnie garnirowano, comber sarni, czy bażanta z kawiorem. Popularnością cieszyły się zające. Grażyna Zaremba-Szuba, autorka „Pomorskiej książki kucharskiej” wspomina nawet o „potopie zajęcy”, który miał mieć miejsce w trakcie osuszania rozlewisk Odry. Najczęściej podawano je w śmietanie. Rzadziej pieczono. „Pommersches Kochbuch” (z 1925 roku) podaje np. przepis na „Polskiego zająca”. Inną propozycją była „Pomorska pieczeń z zająca” – „oczyszczonego i sprawionego zająca naszpikować słoniną, obsmażyć z każdej strony na maśle, podlewać śmietaną i dusić przez ok. półtorej godziny”. Ale region słynął także z kilku innych sztandarowych potraw. To m.in. pieczeń z udźca lub combra jelenia (niem. Hirschbraten), szynki i kiełbasy z dzika, pasztet z zająca (niem. Hasenpastete), pieczone kuropatwy i bażanty (podawane z dodatkiem owoców lub kiszonej kapust), pieczeń z dzika w sosie jałowcowym(Wildschweinbraten), gulasz z jelenia lub sarny (Rehgulasch /Hirschgulasch) – aromatyczne danie jednogarnkowe – mięso duszone z cebulą, czerwonym winem i leśnymi owocami (np. borówkami). Wiele przepisów na dania z dziczyzny można znaleźć np. w szczecińskiej książce kucharskiej z 1782 roku, w szczecińskiej książki kucharskiej Marie Rosnack z 1823 roku , czy też stargardzkiej książki kucharskiej z 1902 roku, które są dostępne w zbiorach Książnicy Pomorskiej i Stargardzkiej oraz online w kolekcji „Pomeranica” Biblioteki Uniwersytetu w Greifswaldzie.







