- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

Arkadiusz Jakubik – chory na Polskę

Strona głównaStyl życiaLudzieArkadiusz Jakubik – chory na Polskę

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

O Polsce, którą się kocha mimo wszystko, o szukaniu punktów, które łączą, a nie dzielą i o tym, że dobro nie jest filmowe – mówi Arkadiusz Jakubik, jeden z najwybitniejszych polskich aktorów.

Śpiewasz, że jesteś chory na Polskę? Tylko śpiewasz, czy tak się czujesz?

U mnie ta choroba nie jest związana z tym, co się aktualnie dzieje, bo obie strony ostrzą na siebie szable i siekiery. Paradoksalnie pomysł na płytę „Chory na Polskę” i piosenką zrodził się już w 2020 roku, ale wcześniej z zespołem Dr Misio nagraliśmy płytę „Strach XXI wieku”. Wszyscy mówili nam, że przewidzieliśmy pandemię, co też nie jest zgodne z prawdą.

Ale prawdą jest, że ten strach nam towarzyszy z różnych powodów. Jak z nim żyć?

Ja się nauczyłem. Znam swój pesel na pamięć, mam parę wiosen za sobą. Stworzyłem mechanizmy obronne, żeby nie zwariować i nie dać się grillować mediom z jednej czy drugiej strony. Odcinam się od polityki, nie oglądam informacji. Omijam analizy związane z sondażami i wydarzenia związane z tym, co się dzieje w politycznej wierchuszce. Stworzyłem swój świat i swoją Polskę, w której jestem szczęśliwy.

A w jakiej Polsce się dusisz?

Gdy ktoś wchodzi mi do domu, zagląda do mojego łóżka i mówi mi jak mam myśleć i kogo mam kochać. Nie godzę się na to. Pamiętam, że czara goryczy przelała się podczas protestów kobiet w 2020 roku i wtedy przeszło mi przez myśl, by zrobić całą płytę o Polsce i o tym, co mnie najbardziej boli i dotyka, uwiera. Myślałem, że może się z tą Polską pokłócić, powadzić i wyrzucić wszystko z siebie, ale gdy zacząłem pracować nad kolejnymi tekstami, to dotarło do mnie, że to nie jest dobry pomysł.

Dlaczego nie?

Bo nie mam nic ciekawego do powiedzenia na temat Polski,

a publicystyką nie chcę się zajmować. Mamy stare teksty i genialnych tekściarzy poetów jak np. Grzesiek Ciechowski. Ich słowa są uniwersalne i działają po latach. Takim sztandarowym kawałkiem jest też dla mnie utwór Tomka Lipińskiego „Nie wierzę politykom”. Ten rodzaj niezgody i emocje starych punkowców są niezmienne od 40 lat. Z tego powodu przypomnieliśmy piosenkę „Chory na Polskę”. Ludzie ją z nami śpiewają, bo wszyscy kochamy ten cholerny kraj. I wszyscy jesteśmy zarażeni tą straszną, aczkolwiek piękną chorobą.

– Reklama –

spot_img

A w sondażach wyborczych nadal na prowadzeniu jest PiS. Znasz jakieś wytłumaczenie tej sytuacji?

Myślę, że to efekt zaniedbań za poprzedniej władzy. Ludzie pamiętają, że kiedyś żyło im się dużo biedniej. 500 plus zadziałało. Żyje nam się dostatniej, ale dopiero teraz zaczyna się praca u podstaw. Zaczynamy rozumieć, że kraj widziany z perspektywy szklanego klosza w Warszawie to nie jest prawdziwa Polska.

Nie bez powodu mówi się, że wybory wygrywa się w Końskich.

Pamiętam spotkanie z Adamem Bodnarem kilka lat temu. Dużo rozmawialiśmy o Polsce, sądach, Trybunale Konstytucyjnym, przepychaniu ustaw. I w pewnym momencie Adam pokazał mi w swoim gabinecie mapę Polski. Miejsca, w których był oznaczył pinezkami i powiedział: Wiesz co robię? Nie latam po mediach, tylko jeżdżę po tym kraju. I nie robię tego po to, żeby politykować z ludźmi, tylko zapytać w czym im pomóc? Takie wizyty pokazywały mu, gdzie nie ma sygnalizacji świetlnej na najbardziej niebezpiecznym skrzyżowaniu, że nie ma żłobków i przedszkoli albo że oczyszczalnia ścieków przestała działać. To są problemy ludzi. Ich nie interesuje z kim spotkał się Donald Tusk. To Polska w zasięgu ramion. Dużo jeżdżę z zespołem Dr Misio po takich miejscowościach i tam nie ma mowy o wielkiej polityce. Szkoda, że dopiero teraz to widzimy, ale liczy się skuteczność i zobaczymy co się wydarzy jesienią.

Pójdziesz na wybory?

To mój absolutny obowiązek, wręcz patriotyczny. Nie rozumiem ludzi, którzy mówią, że nie pójdą na wybory. Najchętniej wprowadziłbym taki obowiązek, tak jak w Belgii, bo uważam, że każdy powinien wrzucić swój głos do urny. Nie masz na kogo głosować? Wrzuć głos nieważny, ale to zrób. Nie mogę słuchać jak ludzie, którzy nie chodzą na wybory jęczą.

Powiedziałeś, że stworzyłeś Polskę, którą kochasz. Jaka ona jest?

Moja Polska to mój dom, moja rodzina, żona, synowie, pies Bazyli. Ostatnio to również puszcza chojnowska, po której spaceruję kilka razy dziennie. I pobliski cmentarz, na którym zbudowałem sobie kwaterkę. To Polska, w której czuję się bezpiecznie. Koledzy się ze mnie śmieją, że jestem konserwą.

Zaraz, zaraz. Jaką kwaterkę? Po co Ci miejsce na cmentarzu? Moi dziadkowie wiele lat temu wykupili sobie miejsce na cmentarzu. Myślałam, że ludzie od tego odchodzą?

To życiowy pragmatyzm. Po filmie „Wołyń” postanowiłem z mamą, że przeniesiemy prochy mojego taty. Ksiądz proboszcz zachował się jednak bardzo niefajnie. Gdy usłyszał nazwisko mojej mamy i dowiedział się, że jest z tych Jakubików, to zaczął ją obrażać i postawił zaporową cenę za tę usługę. Mama się popłakała i wróciła do domu. Nie miałem wyjścia. Wziąłem całą tacę z konta i kupiłem kwaterkę na cmentarzu, a potem spotkałem się z panem Karolem, który nim zawiadywał. Pan Karol stwierdził, że skoro już przepłaciłem u księdza, to muszę wybudować sobie pięterko. Powiedział: „Panie Areczku, dla siebie i żony kwatery już pan nie kupisz, a ja panu wybuduję pięterko i będziesz pan miał swoje miejsce”. No i mam. Ale wiesz co?

– Reklama –

spot_img

Ta moja Polska jakoś się wypełniła przez to miejsce na cmentarzu.

W jaki sposób?

Kiedyś wymyśliłem sobie pociąg. Moi dziadkowie w 1944 roku uciekali przed Ukraińcami. Wysiedli w Krośnie, a potem w Gliwicach, gdzie zamieszkali. Moi rodzice wsiedli do kolejnego pociągu i wylądowali w Strzelcach Opolskich. Potem ja wyjechałem na studia do Wrocławia, a potem za pracą do Warszawy. A dziś ta podwarszawska wieś, w której mieszkam to ostatnia stacja. Tu są pochowani moi rodzice. Mieszkam z żoną i synami, którzy zawsze będą mieli, gdzie przyjechać 1 listopada.

Genius loci?

Dokładnie. Zrozumiałem, że teraz stałem się prawdziwym mężczyzną. Przez to, że jestem do końca zakorzeniony, czuję się bezpiecznie. Jestem Polakiem, mówię po polsku, jestem stąd. Tutaj się urodziłem i tutaj umrę, jak mówił Wajda.

Warto się trzymać takich drogowskazów w życiu? Potrzebujesz ich?

Tak mało jest dziś autorytetów, że warto pamiętać o tym, co ważne. Mam na lodówce widokówkę ze zdjęciem cudownego staruszka i jego najsłynniejszym zdaniem, że warto być przyzwoitym. Dla mnie to drogowskaz, by szanować te małe Polski, które każdy ma prawo sobie zbudować na swoją modłę, ze swoim wyznaniem religijnym. Ja nie mam problemu z tym, że sąsiad będzie miał na swojej lodówce widokówkę z napisem „Nie czyń bliźniemu co tobie nie miłe”, bo to znaczy to samo co być przyzwoitym.

Bez podziału na lepszy i gorszy sort

Myślę sobie, że gdybyśmy tak wszyscy wyłączyli programy informacyjne i przestali się wkurzać na te wszystkie przepychanki na górze, tylko po prostu zaczęli się spotykać z sąsiadami, to żyłoby nam się lepiej.

A Ty spotykasz się z sąsiadami?

Oczywiście. Nie mam problemu z tym, żebym się spotkać, zagadać i zapytać jak zdrowie? Swego czasu grałem w tenisa z inżynierem, który był zupełnie po drugiej stronie i jeździł na pielgrzymki. Mówił mi, jakie to dla niego ważne. Nie śmiałem się z tego, tylko słuchałem z uwagą. Nie mówiłem, że kościelna instytucja to dziś coś zupełnie innego niż kilkanaście lat temu. Tego samego oczekiwałem od niego, bo chodzi o to, żebyśmy się wzajemnie szanowali i szukali punktów, które nas łączą. Usiedli przy kawie albo wódce.

Jesteś pracoholikiem. Masz na to czas?

Przyznaję, jestem pracoholikim, ale jednak tę pracę dawkuję. Ostatni raz na planie filmowym byłem we wrześniu ubiegłego roku, gdy kończyłem zdjęcia do serialu „Informacja zwrotna” na podstawie książki Jakuba Żulczyka. To historia, którą świetnie zaadaptował Kacper Wysocki. Dla mnie to była bardzo trudna emocjonalnie podróż.

To coś nowego dla Ciebie? Jesteś znany z trudnych ról.

Po roli w „Domu złym” mówiłeś o tym, jak trudno wrócić do normalnego życia i zostawić bohatera. Tym razem też tak jest?

Tak, to moja kretyńska metoda wchodzenia w postać do końca. To ciągłe balansowanie na krawędzi i posypywanie ran solą, żeby bolało jeszcze mocniej. I tym razem sięgnęło zenitu. Mogę porównać pracę na planie „Informacji zwrotnej” do pracy nad „Domem złym”. To był powrót do mojego prywatnego jądra ciemności. Ciężko się z tego wychodziło. I choć ustawiłem sobie pracę nad płytą tak, by mieć odskocznię od pracy na planie serialu, to jednak ciężko było się skoncentrować na Doktorze Misio, bo przez cały czas towarzyszył mi Marcin Kania. Dawał o sobie znać. Czułem się, jakbym był oblepiony błotem, które bardzo ciężko z siebie zrzucić i zmyć.

Ale po co Ty to robisz? Nie możesz po prostu zagrać? Przecież aktor by zagrać alkoholika nie musi pić do upadłego

To nie jest kwestia ilości wypitego alkoholu. Chodzi o stworzenie jak najbardziej intensywnego strumienia świadomości, żeby zamienić się w postać i zacząć myśleć tak jak ona.

Dawid Ogrodnik, który grał księdza Jana Kaczkowskiego w filmie „Johnny” mówił w jednym z wywiadów, że wyobrażał sobie, że ma raka i umiera. Przepraszam, ale nie kupuję tego. To przesada.

Ale najważniejsze jest to, czy ta metoda jest skuteczna. To jego sprawa, ale stworzył wybitną kreację. Każdy ma swoją drogę. Ważne, żeby w pewnym momencie nie przesadzić. Czerwona lampka musi być włączona. To sygnał ostrzegawczy, by nie zwariować i nie wpaść w coś niedobrego.

Wierzysz w ludzi?

Tak.

Twój kolega Wojciech Smarzowski powiedział mi kiedyś, że wierzy w ludzi tylko rano, a potem jest tylko gorzej.

Może to kwestia światła słonecznego? Mam podobnie. Jestem rannym ptaszkiem, wstaję o 5.30 i mam tak samo, gdy siedzę w gabinecie, piję kawę, piszę i wstaje słońce. Jestem wtedy szczęśliwy, to najpiękniejsze chwile dnia. Z każdą godziną jest coraz trudniej. A odpowiadając na pytanie, nadal wierzę, że ludzie rodzą się po tej dobrej stronie mocy. Dobro niestety nie jest filmowe. Każda podróż z Wojtkiem Smarzowskim to próba zgłębienia tajemnicy, czy zrobilibyśmy krok w lewo, czy prawo? Pamiętam, gdy Wojtek dał mi do przeczytania scenariusz „Domu złego” z prośbą o recenzję. I poznałem postać Edwarda Środonia, który został napisany jako zimny morderca, który chce zabić Dziabasów. Powiedziałem Wojtkowi, że go nienawidzę, bo to kawał skurwysyna, który ukręca łeb psu, robi pompki, żeby zabić gospodarzy i ukraść im pieniądze. Ja takiemu bohaterowi nie kibicuję, nie cierpię go.

Dlatego zaproponowałeś, by go wybielić i poszukać dobrych cech?

Tak, Wojtek po paru tygodniach odezwał się do mnie i zapytał, czy bym zagrał Edwarda Środonia po swojemu. Umówiliśmy się, że dla mnie to będzie anioł, a dla niego kat, ale co jakiś czas Wojtek pytał mnie: Jakubik, a gdybyś bardzo potrzebował pieniędzy i miałbyś pewność, że nikt się o tym nie dowie? Zrobiłbyś im krzywdę? To pytanie, które miałem cały czas w głowie. Im głębiej wchodziliśmy w tę historię, to już nie miałem takiej oczywistej odpowiedzi na to pytanie jak na początku. Tak samo było z księdzem Andrzejem w „Klerze”. Musiałem go bronić, pokazać traumy z przeszłości, wiarę w Boga i to, że jest po tej dobrej stronie mocy. Wojtek był od tego, by mojego bohatera ubrudzić. Stąd kilka ujęć przez dziurkę od klucza. Na szczęście to tylko film.

 

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać